sobota, 28 stycznia 2017

Towarzyszyć w dorastaniu


    W życiu internackim czasami bywają wydarzenia,  do nich należy między innymi, dyskoteka szkolna, podekscytowanie słychać było  na korytarzu,  zaraz po skończonych lekcjach, obowiązkowo koleżanki  z klasy musiały przyjść do internatu aby paznokcie pomóc pomalować i zrobić makijaż.
  Przezabawny to widok kiedy siedem  dziewczynek  13 letnich siedzi wokół dwóch koleżanek, zajętych malowaniem paznokci hybrydowych, które i tak odpadną po dyskotece. To jednak jest dopiero początek, bo  malowanie twarzy, to następna czynność pochłaniająca zastęp  i nie pomaga tłumaczenie, że są tak piękne w tym wieku,  że makijaż nie jest im  potrzebny. Ostatnim elementem  pozostaje  strój.   
­  Muszę przyznać, że  jednym  z ulubionych przez mnie  momentów życia internackiego jest widok pięknych, eleganckich dorastających dziewczynek, uśmiechających się uroczyście, coraz bardziej świadomych swojej kobiecości i własnego uroku. Chociaż codzienność  bywa różna, jak to w życiu bywa, to takie momenty uświadamiają  mi, jak ważne są to osóbki w moim życiu i ile niepokoju i troski przeżywam związanych z ich dorastaniem i pobytem w internacie. Może najlepsze przed nimi i  wiele spraw pięknych i mniej pięknych  się może wydarzyć. Ale dzisiaj,  moją radością, jest widzieć młodych ludzi,  jak dorastają, jak zadają  pytania coraz mądrzejsze i  głębsze, jak poszukują, jak się zmagają ze sobą i jak szybko się przepoczwarzają w przeciągu tych trzech lat z dziewczynek, w piękne kobiety i mężczyzn podejmujących wyzwanie własnego rozwoju, bo jestem też wychowawcą klasy w szkole.
  Ten czas gimnazjalny, jest niezwykle bogaty w emocje, które zmieniają się w najmniej spodziewanym momencie, wydarzenia, które przeżywa się tak intensywnie, że zostają w pamięci na całe życie.  W tym wieku, człowiek  jest niezwykle chłonny, podatny na wpływy, te pozytywne i negatywne.  Czasami kiedy rozmawiam o wychowaniu, w gimnazjum i  liceum, stwierdzam, że w liceum pracujemy na tym, co zostało wypracowane w gimnazjum, w sensie osobowym. Oddziaływanie wychowawcze w liceum jest znikome, jeśli wcześniej  nie zostało zasiane.
  Bunty, eksperymenty z  ryzykownymi  zachowaniami, arogancja, wyrażanie własnego zdania w nie zawsze właściwy sposób, czasami agresja, apatia lub depresja. To codzienność rozwojowa, bardzo niebezpieczna dla samego zainteresowanego, dlatego zadaniem dorosłych jest chronić  ich przed nimi samymi, często powtarzam rodzicom: Nie traćcie Państwo kontaktu z dziećmi, miejcie dla nich czas, rozmawiajcie z nimi na ważne tematy, chociaż oni sprawiają  wrażenie,  że was nie potrzebują, bo to nieprawda. W  moim odczuciu bycie przy nastolatku – gimbusie,  wymaga  jasnego stawiania granic  i konkretnych wymagań, kochania  mimo wszystko, no i niezwykłych pokładów cierpliwości, ze strony rodziców, wychowawców i nauczycieli. I chociaż pewne zachowania są wspólne dla dziewczynek i chłopców, to inaczej oni ten czas przeżywają i   w innych obszarach. Miałam   szczęście to obserwować,  ponieważ byłam wychowawcą klasy męskiej, potem żeńskiej, a obecnie jestem koedukacyjnej. Przyglądanie się tym różnicom wiele wniosło do mojego świata pedagogicznego i wiele mnie nauczyło. Ale to już zostawię na inne rozważanie.   

środa, 25 stycznia 2017

Aniela od Jezusa


 Znalezione obrazy dla zapytania św Aniela Merici Obrazy

 Długo nie mogłam przekonać się do Anieli wydawało mi się, że jest jakaś, zaprzeszła,wszystko co proponowała było mi obce mentalnościowo, a język, którym ją opisywano archaiczny i kompletnie niezrozumiały.Sytuacja się zmieniła, kiedy pojechałam do Italii, do miejsc w których się urodziła, wychowywała i żyła, spokojne przebywanie tam, pozwoliło mi przenieść się w czasie  i nawiązać z nią osobisty kontakt, jak można się domyśleć, chodzi o postać z XV/XVI w. Św. Anielę Merici. W tym miejscu myślę  z wdzięcznością o bp.Rysiu, z którym miałam wykłady, z historii kościoła i który nauczył mnie patrzeć na dawne wieki, w kontekście myślenia ówczesnych ludzi, a nie przykładania im współczesnej miary, i to  był to klucz do zrozumienia Założycielki mojego Zakonu.
  Modlitwa przy jej grobie,czytanie, Pism, które zostawiła, stopniowo odsłaniały przede mną kobietę odważną, bezkompromisową, otwartą na działanie Ducha Świętego i Jego prowadzenie w swoim życiu i to coś,  najbardziej niezwykłego, to tę szczególną pełną  szalonej miłości więź z Jezusem, była ona gotowa raczej umrzeć niż obrazić Jego Boski Majestat. Odkryłam w niej szczery i żarliwy radykalizm życia Ewangelią, wynikający z głębokiego doświadczenia  Łaski Pana, ducha służby i twórczego dynamizmu pośród  świata. Było to tym trudniejsze, że  samotne kobiety, w tamtej epoce nie miały znaczenia i możliwości.
   Czasem myślę, jakie musiało być jej życie, że ludzie ją znaleźli i przychodzili do niej po radę, np w sprawach konfliktów,bo przekaz nam mówi, że miała dar jednania ludzi.
 Jej  duchowość miała taką moc oddziaływania, że założone przez nią Towarzystwo szybko się rozrastało w całych Włoszech, a następnie w  innych krajach europejskich i chociaż, przechodziło różne koleje losu, jej duch przetrwał w wielu rodzinach urszulańskich na całym świecie do dzisiaj.
  Święta Aniela  pokazuje mi drogę życia z Panem, a święty Ignacy z Loyoli, który był jej współczesny, w swoich Ćwiczeniach, nadaje kształt tej duchowości ewangelicznej.
  Jestem też jej wdzięczna, za otwartość, za ducha prorockiego, gdzie mówiła o czytaniu znaków czasu, trzymaniu się drogi Kościoła i życiu życiem nowym. Za dostrzeżenie potrzeb kobiet, w tamtej epoce, no i za to, że pozwala mi się odkrywać ciągle na nowo, za każdym razem pokazując mi coś innego.
Piszę tu o niej ,bo 27.01 mamy święto w moim Zakonie,czyli Uroczystość Świętej Anieli Merici i mam taką potrzebę serca,żeby o niej coś napisać swojego.



 

niedziela, 22 stycznia 2017

Wiara z mocą

   Doświadczyłam w ostatnich dniach czegoś przedziwnego, kilka konkretnych wydarzeń, zapraszało mnie do pójścia na spotkanie z  charyzmatykiem posługującym w Brazylii, o. Antonello, jednak nie podjęłam tego wezwania i zostałam w domu, usprawiedliwiając się chęcią odpoczynku. Jednak Pan nie dał za wygraną.
 Przeglądając  swojego Facebooka, natknęłam się na rekolekcje z Damianem Stayne i zaczęłam oglądać  przez YouTube, czułam się poruszona i dotknięta sposobem  nauczania i tym co mówił.
Co to było? Między innymi usłyszałam, że Jezus umarł za nas, nie tylko po to abyśmy nie poszli do piekła, ale po to, aby mogla w nas objawić się Jego chwała, aby na nowo przywrócić nam blask Jego Obecności, w nas, że takim był właśnie człowiek przed grzechem pierworodnym pełnym piękna Boga. Czy to nie jest niesamowite?! Być pięknym pięknem Boga! Mieć  twarz pełną Bożego piękna!
Jak bardzo szalona to myśl! A jednak dziejąca się dzisiaj.
Uwalniać swoje serce od wszelkiego zła, aby pozwolić wypełnić je Duchowi Świętemu, Jego Światłu, Jego Miłości, Jego Obecności, aby w niej żyć i służyć nią innym.
Damian Steyne, to niesamowity kaznodzieja, pełen Ducha Świętego, odwołujący się do świętych i nauczania Kościoła, prorok dzisiejszych czasów, który wskazuje nam na pragnienie Boga, aby móc objawiać swoją moc w każdym z nas, aby Życie Boże stawało się naszym udziałem, mało tego, Damian wprowadza nas w Obecność Boga, pokazuje jak doświadczyć tej Obecności. Siedząc przed swoim komputerem i uczestnicząc w jego  modlitwie doświadczyłam przejmującej Obecności Boga,  dotykającej moje serce.
 W ciekawych czasach żyjemy. Jezus objawia są Moc, w tak wielu miejscach i przez tak wielu ludzi, pokazuje, że żyje i działa, niezależnie, jak bardzo rozlewa się zło, jego Łaska i Miłość są jeszcze większe. Daje nam wielu proroków, aby budzili nas do wiary, nie letniej, taniej ale do wiary z mocą pełnej Ducha Świętego. W sercu rozbrzmiewa mi pytanie: Czy zbudujesz mi dom na mieszkanie? Czy Ty też słyszysz to wezwanie?

 

czwartek, 19 stycznia 2017

Serce przy Sercu

  Wielu bowiem uzdrawiał i wskutek tego wszyscy,którzy mieli jakieś choroby,cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć.Mk 3, 10
  Miły jest Bóg,który czyni cuda, który odpowiada na nasze modlitwy, łatwo się wtedy wierzy.Trudniej kiedy dotyka nas cierpienie, a Bóg milczy, wydaje się, że nie odpowiada, że nas opuścił, dwie rzeczywistości wiary. Być przy Nim mimo wszystko.W radości i smutku w zdrowiu i chorobie. Serce, przy Sercu.  


środa, 18 stycznia 2017

Wyjść ze schematu

   Jesteśmy  przyzwyczajeni do wielu rzeczy: Rytmu codziennego dnia, sposobu myślenia o rzeczywistości, tak jest dobrze, a tak jest źle, o ludziach, ten jest miły a tamten nierównoważony.Często powtarzamy  opinie zasłyszane, niesprawdzone, powielane przez innych z różnych pobudek .
 Czujemy się tym bezpieczniej im lepiej wpasowujemy się w ogólne standardy, myślenia i postępowania.Czasami ktoś pyta: Dlaczego tak robisz przecież to jest nieuczciwe? Zazwyczaj odpowiedź brzmi: Wszyscy tak robią.W innej sytuacji: Może spróbujmy inaczej to zrobić? ,,Zawsze tak było dlaczego to zmieniać,co w tym jest złego?''Z biegiem lat zaczynamy żyć w bezpiecznych schematach, myślenia i postępowania, każda inność nas złości, a próba zmiany niepokoi i wywołuje lęk.Ale czy o to chodzi w chrześcijaństwie, czy na tym polega żywa relacja z drugim człowiekiem i z Bogiem?Czy Pan Jezus nie wyrywa nas z takiego sposobu myślenia uzdrawiając w szabat?
   To co  nadaje jakość i smak naszemu życiu to otwartość na nowe, na inne, to umiejętność łączenia tego co stare z tym co nowe, to nieustanne pytanie o twórczość i dynamizm, wyrywające nas ze spokojnego myślenia, jak jest miło i dobrze.
 Pozwolić działać Bogu w swoim życiu, to dać Mu się zaskoczyć swoja Innością.
Kochać drugiego człowieka to dać mu prawo do bycia innym niż moje o nim sądy i pewniki. Proszę Ducha Świętego aby uczył mnie tej otwartości i gotowości do zmiany, każdego dnia na nowo.


   

piątek, 13 stycznia 2017

Stanąć po stronie dobra



  Czysty galimatias nastąpił w  życiu mieszkanek mojej grupy, nie wiadomo co jest dobre a co nie, bo tajemnica poliszynela wyszła na jaw, czytaj, wychowawczyni się dowiedziała o ciemnych sprawkach niektórych  mieszkanek.
Kto doniósł? Oburzenie sprawczyń było ogromne, prawie takie samo jak poszukiwanie zwolenników dla niecnego czynu i świetnej koleżanki. Kolejki się ustawiały z wyrazami współczucia.
 Młodsze dziewczynki  zdezorientowane, co one złego zrobiły, jak powinny się  zachować  w tej sytuacji?
Kiedy pytam koleżanki współczujące, czy na pewno stoją po stronie dobra, one podnoszą  zdziwione oczy i  z grymasem na ustach kierują do mnie pytanie: Ale o co Siostrze chodzi?  I tak to sprawczynie zła stały się bohaterkami, a te które stanęły po stronie prawdy i dobra ofiarami. W sumie dzieci to jeszcze (13-15) lat.
    Patrząc na moje wychowanki  często myślę, jak niewiele dorosłe kobiety różnią się od tych dziewczynek, w swoich postawach, bo nie zawsze potrafimy stanąć po właściwej stronie, w sposób jednoznaczny. Dlaczego to jest takie trudne? Może dlatego, że  wymaga odwagi, jasnej hierarchii  wartości, czasami utraty wizerunku, narażenia się komuś, zrezygnowania z wygody, wyjścia ze swoich lęków i pewnie z powodu  wielu innych czynników.
Stanąć po stronie dobra. Takie banalne zdanko ale jak trudne do realizacji nie tylko dla moich wychowanek, bo zbiegiem lat, w coraz większych sprawach musimy zajmować stanowiska, rezygnować z miłych kompromisów i ogólnego poklasku, ze względu na Dobro Najwyższe - Boga, Rodzinę, Ojczyznę.Czy moje wychowanki w przyszłości okażą się dorosłymi kobietami, w wymiarze osobowym i duchowym? To jedno z moich marzeń. Muszę obgadać to na wiadomym spotkaniu.    


środa, 11 stycznia 2017

Modlitwa na osobności


   Wstał udał się na miejsce pustynne i tam się modlił Mk 1,35b 
 Dlaczego Jezus udał się na miejsce pustynne aby się pomodlić?Nie mógł pośród apostołów i z nimi, dlaczego się oddalał od swoich pilnych zajęć i uczniów, przecież mógł uczynić tyle dobra?

   Modlić się to spotykać się z Nim, z Kimś  kto jest dla mnie najważniejszy i jest pragnieniem mojego serca, aby  rozmawiać, o tym co jest ważne i nieważne lub pomilczeć w Jego obecności. Modlitwę możemy porównać do spotkań z człowiekiem którego kochamy i przez którego czujemy się kochani, kiedy się z nim spotykamy, w najgłębszym tego słowa znaczeniu, nasze życie zwyczajne wzmacnia się, nabiera pełniejszego  sensu i znaczenia.
 Czym więc może być spotkanie z samym Bogiem?
Myślę,że modlitwy we wspólnocie są ważne i potrzebne, jednak bez osobistego spotkania z Panem na pustyni własnego serca, nie zbudujemy głębokiej relacji z Jezusem, a w moim przekonaniu to jest najważniejsze, jeśli chcemy być ludźmi żyjącymi wiarą, we wszystkich okolicznościach życia, musimy mieć z czego czerpać.
W czasie modlitwy nasze serce się napełnia, dzieje się coś bardzo osobistego i wyjątkowego na miarę spotykających się.
  Spotkanie na pustyni własnego serca, nie zawsze jest porywem emocjonalnym, czasami świadomym wyborem, tego co najważniejsze, co podtrzymuje i buduje moje życie w głębszym wymiarze. Oddalić się od innych, by móc do nich wrócić wypełnionym, by oddać to co otrzymałam w czasie tego wyjątkowego spotkania.Myślę,że Jezus jako człowiek czerpał siłę ze spotkań z Ojcem,że chciał pokazać nam gdzie jest źródło naszej siły i miłości.    

       

piątek, 6 stycznia 2017

zamyślenie



  Moja osiemdziesięciodwuletnia  współsiostra  powiedziała   bezcenne  słowa, które postanowiłam tu napisać: ,,Za wszystko czego nie mogłam w życiu zrobić albo co przynosiło mi cierpienie, dzisiaj uwielbiam Boga, to daje mi wolność i jestem naprawdę szczęśliwa”.  


środa, 4 stycznia 2017

Rozterki wychowawcze

     Im jestem starsza, tym bardziej zdecydowanie twierdzę, że wychowanie, to naprawdę trudna sztuka, a wszystkie piękne teorie wychowawcze, biorą w łeb, kiedy masz do czynienia  z gimnazjalistkami i  zderzasz się z pytaniami typu: Tak? A czemu ja?A dlaczego tak? A po co?Celowanymi w ciebie jak z karabinu i wypowiadanymi na jednym oddechu,wtedy zastanawiam się, czy anioł dałby radę.Idąc dalej, w następnym pokoju spotykam  nastolatkę przekonaną, że jest piękna, z utkowionym nosem w telefonie:
ja: Proszę abyś posprzątała ten bałagan,  z drugiej strony- brak reakcji.
ja :Czy usłyszałaś ? Głucha nie jestem, pada zdawkowa odpowiedź i pozostaje w dalszym ciągu z nosem utkwionym w komórce, po pół godzinie, sytuacja się powtarza, następnie po kolejnej interwencji spotykam ją w tej samej pozycji twarzowej i sprzątającą , no i powiedzcie, czy anioł dałby radę?
Po kilku podobnych sytuacjach w ciągu jednego popołudnia, mam dość.
  Czasami odnoszę wrażenie, że aby mieć względny spokój, nie należy niczego chcieć od wychowanki  zawsze być miłą i uśmiechniętą, wtedy jest tak przyjemnie, jakiekolwiek wymaganie budzi, sprzeciw, bunt i uruchomienie testu, czy wychowawca jest odpowiednio cierpliwy.
Jednak jest to kwestia rozumienia wychowania i jak się rozumie miłość. Do tego dojdzie jeszcze sprawa bycia zakonnicą, no bo jak siostra zakonna może nie mieć cierpliwości?Otóż może i nie ma i to jest największa moja frustracja...
Ostatnio dostałam pewien cytat od jednej z wychowanek:
,,Twoja miłość bez wymagań pomniejsza mnie"
 Twoje wymagania bez miłości, zniechęcają mnie
 Twoja wymagająca miłość sprawa, że wzrastam"  
  I to wzmacnia moje przekonanie o potrzebie stawiania wymagań ale też pokazuje, że wychowywanie to  stawianie wymagań, konsekwencja i umiejętność okazywania miłości.