środa, 31 maja 2017

Duch, który dotyka serc

zdjęcie: s.Joanna Żuk
   Nasza młodzież pojechała na religijne spotkanie, organizowane dla uczniów naszych szkół i nie tylko, obawiałam się, że dla dzieci z gimnazjum, będzie to duży wysiłek, za trudne, za bardzo przeładowany plan.

  A w nich obudziło się pragnienie Boga, spotkania Go, młodzi zapragnęli, aby Pan dał im znak, że jest i podeszli do modlitwy wstawienniczej, gdzie Pan odpowiedział, z całą hojnością, obdarowując ich swoją Obecnością, Miłością i było to tak silne doświadczenie, że po przyjeździe przez dwa dni  opowiadały cały czas, o tym co się wydarzyło, jak doświadczyły radości, pokoju  i spotkania z Bogiem, sam na sam, jak Jezus mówił do ich serc.

  Ich serca zostały dotknięte przez Ducha Świętego. Pan jest wielki, nieogarniony w swojej Miłości i Tajemnicy. Chciałoby się powiedzieć za psalmistą: Słysząc głos Boga, serc nie zatwardzajcie...

  Duch Święty wylewa swą łaskę na tych, którzy go oczekują, pragną, przekracza nasze ograniczenia, słabość, przekonuje nas o swojej Miłości i Łasce, czy jesteśmy gotowi ją przyjąć? Przyjdź Duchu Święty i wylewaj się na nas, niech Twoja chwała ogarnie nasze serca, dotykaj je i przemieniaj swoją łaską.Amen

   
ks. Radosław Rafał 

sobota, 27 maja 2017

Zakonnica też człowiek


  Nie lubię kiedy siostry przedstawiane są w nadmiernie słodkich kolorach, jako równe  babki, do tańca i do różańca, miłe, serdeczne i zawsze uśmiechnięte lub tylko w czarnych kolorach skrzywdzone, przez swoje przełożone (co czasem może mieć miejsce). Bowiem, ani jeden ani drugi obraz, nie pokazuje, czym jest naprawdę życie zakonne.

  Zakonnica też człowiek, ze swoją wielkością i słabościami. Są wspaniałe siostry, mądre, dojrzałe i Boże, pogodne, oddane bez reszty sprawie Bożej i są też słabe, chorujące, z mnóstwem  wad nieraz trudnych do przyjęcia.
  
  Dopiero akceptacja tej prawdy, pozwoli nam rzeczywiście pokochać życie zakonne, takim jakim ono jest w istocie.  Cierpienie jest częścią każdego życia, czy jesteśmy w zakonie, czy żyjemy wśród różnych ludzi, cierpienie nas dotyka, tylko w różny sposób i w różnych aspektach.

  Jednak to, nad czym się ostatnio zastanawiam to pytanie: Dlaczego dziewczęta i kobiety  nie chcą lub boją się podjąć życie zakonne?
   Czy wizerunek Sióstr przedstawiany w mediach, ma na to wpływ, czy są też inne czynniki? I stwierdzam, że oprócz  mediów odnajduję jeszcze kilka innych powodów, które zapewne nie wyczerpują zagadnienia.
 Pierwszą niebagatelną przyczyną wydaje mi się ogólna zmiana wizerunku kobiety, we współczesnym świecie: wykształconej, niezależnej, przed którą świat stoi otworem, mającej prawo do wszystkiego i wszystkich, nie  chcę tutaj napisać, że to jest złe, po prostu status społeczny kobiety uległ zasadniczej zmianie. 

  Drugą sprawą jest rozwój ruchów religijnych wewnątrz Kościoła  i ich zaangażowań w różne dzieła ewangelizacyjne i społeczne, łącznie z wyjazdem na misje, bez konieczności wyboru życia zakonnego.

  I możemy jeszcze tutaj dywagować nad brakiem dojrzałości  związanej z trudnością podejmowania decyzji wiążących na całe życie  i  innymi przyczynami psychologicznymi.

  Jednak wydaje mi się, że jest jeszcze coś bardzo istotnego, mianowicie, stawianie sobie pytania przez nas same:
 W czym  i gdzie powinniśmy dokonywać zmian?
Ponieważ, abyśmy mogły Żyć, musimy się wsłuchiwać w  potrzeby współczesnego człowieka i świata.
Zakony nie żyją dla siebie ale kochają i służą najpierw Chrystusowi, a potem człowiekowi, w konkretnym kontekście społeczno-kulturowym. Niebezpieczeństwem więc pozostaje, zamknięcie się na to, co przychodzi i trwanie w przekonaniu, że my jesteśmy świetne, tylko ten świat taki  zepsuty.

  Błogosławieństwem są dla nas, kryzysy związane z prowadzeniem dzieł, brakiem powołań, nadmiernym odchodzeniem sióstr z życia zakonnego, bo są to znaki, które każą nam zadawać sobie pytania: 
   Na jakie potrzeby współczesnego człowieka nie odpowiadamy, czego brakuje naszemu życiu?

  Czy powinniśmy zrezygnować z radykalizmu życia, aby stać się możliwym do przyjęcia? Nie. Jednak możemy się pytać, czy wszystkie formy tego radykalizmu, dają nam życie, powodują, że jesteśmy bardziej kochające, zaangażowane i pełne miłości bliźniego, czy  nasza relacja z Jezusem jest żywa i dynamiczna, a wyrazem tego jest zapał apostolski?

  Czy nasze życie różni tylko habit, czy chodzi w nim o coś więcej i czy to więcej jest czytelne? Co mamy do zaoferowania młodym kobietom? Czy jesteśmy wystarczająco otwarte na to nowe, które wnoszą ze sobą i czy pamiętamy, że  są one już zupełnie inne niż te, które przyszły dziesięć  czy pięć lat temu. Jak pogodzić  stare i nowe? Jak zmieniać swój sposób myślenia, czynić go bardziej otwartym i elastycznym?

   Myślę, że jako Siostry musimy sobie odpowiadać na te pytania, we wspólnocie i indywidualnie, że refleksja jest czymś koniecznym, abyśmy nie były postrzegane jako relikt przeszłości, hermetycznie zamknięte dziwaczki, bardzo odległe od życia.
  Irytujące jest ciągłe udowadnianie, nie wiem komu, że jesteśmy normalnymi ludźmi....  Autentyczność życia sama powinna  się obronić, wcześniej czy później. W tym życiu lub przyszłym. Nasza Założycielka mówi: Trzymajcie się drogi Kościoła i żyjcie życiem nowym.    



     

sobota, 20 maja 2017

Ta Moc

   Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że czytania Słowa Bożego, w czasie mszy świętej, szczególnie czytanie pierwsze, przygotowuje nas do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Słyszę tam dynamizm i entuzjazm pierwotnego Kościoła w przepowiadaniu Pana, o tym, że  Zmartwychwstał  i Żyje, a wszystko co czynili uczniowie robili to w mocy Ducha Świętego. I właśnie ta Moc Ducha Świętego nie daje mi spokoju.
  Skąd się bierze ten entuzjazm, radość, siła przepowiadania  wynikająca z pewności, że Pan jest tu i teraz i działa.Skąd się biorą  charyzmaty takie jak: dar języków, proroctwa, poznania, uzdrawiania itd ?

  Dla kogo są one przeznaczone? Czy zwykły człowiek, który się modli, może  zostać obdarowany charyzmatami, czy są one przeznaczone tylko dla świętych, a ta cała dzisiejsza odnowa charyzmatyczna  to jakiś wymysł postępowców - heretyków?

  Czy w ogóle  myśleliście kiedyś o  Duchem Świętym?  Bo ja stosunkowo niedawno zaczęłam poświęcać Mu więcej uwagi. Dlaczego? O tym na końcu, bo teraz chciałabym się podzielić kilkoma moimi przemyśleniami i spostrzeżeniami, otóż:

  1.  Duch Święty  ujawnia swą moc i obdarowuje charyzmatami wtedy, kiedy chce, jak chce i komu chce.
  2. Pan  nie ma względu na świętość osób tzn charyzmaty mogą być udzielone ludziom słabym, z mnóstwem wad i grzechami - taka jest logika Ducha Świętego. 
  3. Łaska Mocy  Duch Święty jest nam dana dla innych, nie otrzymujemy charyzmatów dla siebie ale dla głoszenia Imienia Jezusa i Jego chwały, która jest  Miłością i Pokojem i Przebaczeniem. Charyzmaty w Służbie. 
 Myślę, a nawet jestem przekonana, że otrzymany Dar wymaga od nas odpowiedzi, poprzez:

  •  Poddanie się Duchowi Świętemu- oddanie się do Jego dyspozycji, pozostawianie coraz bardziej siebie swoich planów i wizji, swojego egoizmu. Co jest procesem, bardzo wymagającym. 
  •  Pokorę - czyli prawdę o swoim życiu, o tym kim jestem, grzesznym człowiekiem, w drodze ku  Panu.
  •  Stałości w modlitwie osobistej, w takim miejscu i w taki sposób, jak ktoś może i umie i jak mu  łatwiej odnajduje się Pana.
I ostatnia rzecz,  jeśli nigdy nie doświadczyliśmy charyzmatów lub nie otrzymaliśmy tych, o które prosiliśmy to warto pamiętać zawsze, że w życiu z Duchem Świętym  chodzi o Niego Samego, a nie o Jego dary i charyzmaty.

  Dlaczego poruszam ten temat? Ponieważ Duch Święty jest  niezwykle fascynujący, zaskakujący, przekraczający wszelkie nasze wyobrażenia, łamiący bariery i niewiarę, z hojnością obdarowujący tych, którzy szukają i pragną Go całym sercem.
  I na koniec, moje spotkanie z Duchem Świętym. Otrzymałam w życiu zakonnym, bardzo uporządkowaną formację ignacjańską, która nauczyła mnie z podejrzliwością patrzeć na emocje i dzięki tej samej duchowości w czasie odprawiania Wielkich Rekolekcji zaczęły się z mojego serca wydobywać dźwięki, zaczęłam śpiewać przez sen, nieznaną mi melodię. Później przez jakiś czas modliłam się w taki sposób. Kiedy wróciłam do domu zapragnęłam podtrzymać ten żar i tak rozpoczęła się moja przygoda z Duchem Świętym. Wiele zyskałam i zyskuję, jednej rzeczy się nauczyłam na pewno,  że DAWCA jest ważniejszy niż dar.        


środa, 17 maja 2017

Być w relacji

  Beze mnie nic uczynić nie możecie J 15, 5. Dzisiaj to słowo mi towarzyszyło w zmaganiach z nastolatkami. Kto ma dwadzieścia dwie gimnazjalistki na raz, w domu plus siedem licealistek, niech  da znać, bo jakiejś rady potrzebuję.
 Koniec roku się zbliża, wystawianie ocen w szkole, na dworze ciepło i jak tu się uczyć...
Gimnazjalista to tykająca bomba zegarowa.
 W tej  rzeczywistości szukam Boga usilnie i przyznam szczerze idzie mi to kiepsko...
Jak mnie umiłował ojciec tak ja was umiłowałem, trwajcie w mojej miłości J 15,9. Kołacze mi się po głowie na koniec dania. Trwajcie, bądźcie przy mojej miłości, przy mnie. Po prostu być  w tym co jest, tu i teraz, z tym kim się jest. Tylko potrzeba mi pokładów cierpliwości ....
  Sławię Cię Panie pośród ludów, będę Ci grał wśród narodów. Bo łaska Twoja sięga aż do nieba, a Twoja wierność sięga obłoków. Wznieś się Boże ponad niebiosa, nad całą ziemią Twoja chwała.
Ps 57,10-12 

niedziela, 14 maja 2017

Piekielne rozmyślania


 Co myślę o piekle? Że istnieje. Ale  kto będzie w piekle?  No właśnie i tu zaczyna się problem.  Bo jeśli Pan Bóg jest Miłosierny, a miłosierdzie to coś więcej niż miłość, to na pewno  wszystkich  zbawi.

  Czy Bóg może chcieć potępić kogokolwiek?  Nie. I o tym zapewnia nas Słowo Boże.
Jeśli o Bogu nie możemy  nic do końca powiedzieć,  bo jest tak bardzo Inny i większy od naszego pojmowania i myślenia , to co możemy powiedzieć o  tym kto będzie w piekle?
  A może piekło będzie puste?  Być może ale nie jestem do końca  przekonana.
 Bo co  z tymi, którzy wyrzekli się Boga, nie chcą go znać lub świadomie i dobrowolnie odwrócili się od relacji z Nim?  Czy Pan ich zbawi wbrew ich wolnemu wyborowi?  Jeśli jest samym Miłosierdziem, kto wie….

 Biorąc jednak pod uwagę,  że Bóg szanuje naszą wolność i pragnie abyśmy Go szukali i kochali, jako ludzie wolni, a nie jako wylęknieni  niewolnicy. Hm… nie wiem.
Zapyta ktoś dlaczego prowadzę takie rozważania, czy nie lepiej pisać o Dobroci i Miłości Boga?

  Może lepiej ale o tych dwóch przymiotach dosyć dużo się pisze, a mnie zaintrygowało piekło właśnie w kontekście Dobroci, Miłości i Miłosierdzia, jak również  w związku z przypomnieniem objawień w Fatimie na temat piekła i walki ze złem.
  Kontynuując wątek potępienia, mam nadzieję, że nie zostanę za to spalona na stosie, myślę,  że człowiek potępia  sam siebie tzn. sam siebie skazuje na piekło, bo jak ktoś powiedział, ludzkość sama siebie potępi, przez  odwrócenie się od Boga, poprzez zatratę w złu, odwrócenie się od relacji z Najwyższym, lekceważąc świadomie Jego Miłość. Dlatego wolimy myśleć, że piekła nie ma, bo nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje życie.

  I jeszcze jedna myśl mi się kołacze, że chrześcijanie zapraszani są ciągle do pytania się w Kogo i w co wierzą, na ile nasz sposób myślenia o Bogu zmienia się wraz z nasza dojrzałością?
Czy naprawdę wierzymy w Jezusa Syna Bożego, czy uprawiamy bezpieczną, bezrefleksyjną wiarę, w bliżej nieokreślonego Boga? Nasze zdziwienie może być wielkie ….

   Czasami się zastanawiam, jak to będzie kiedy staniemy  po śmierci przed Bogiem twarzą w twarz, zobaczymy jak bardzo On jest Święty,  jak  jest  Nieogarnioną   Miłością i Pięknem, tak bardzo różnym od naszego myślenia i pojmowania, wszystkie nasze dobre uczynki i postępowanie będą przed Nim niczym, tym  co będzie miało znaczenie to  bedzie szczerość naszego serca,  jak kochaliśmy. 

Dlatego Świeci, którzy byli najbliżej Boga mieli tak wielkie poczucie grzeszności, bo  rozumieli   czym jest Jego Święty Majestat. Nie chodzi tutaj o jakiś chory lęk ale o wyczucie Tajemnicy i Inność Boga. Bliski i daleki.  Czy wystarczy nam wiary i miłości aby spojrzeć Bogu w twarz? Dlatego wszyscy potrzebujemy Jego Miłosierdzia.




wtorek, 9 maja 2017

Powołanie?

     Co to jest powołanie? Zadaję sobie to pytanie w tym tygodniu. Oto próba odpowiedzi.
  •  Mamy  różne powołania, do małżeństwa, do bycia lekarzem, nauczycielem, pielęgniarką itd... bo przecież możemy zobaczyć, że takie pragnienia w nas się rodzą. 
  • I jest  jeszcze to wyjątkowe wezwanie: zaproszenie Pana Jezusa do jedynej, wyłącznej relacji z sobą, której podporządkowujemy całe swoje życie, poprzez śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa lub sakrament święceń, a niektórzy mężczyźni poprzez jedno i drugie.
  • Pan Jezus wzywa nas w wolności, pragnie abyśmy rozpoznali to zaproszenie i odpowiedzieli na nie, jako ludzie wolni oraz abyśmy realizowali  je  ciągle na nowo z nowym entuzjazmem i zapałem, ze świeżymi pragnieniami, tacy jacy jesteśmy.
  •  Powołanie to realizowanie swojego  życia w prawdzie, byciu sobą, z odwagą i hojnością serca.
  • Powołanie nie jest ucieczką od życia, nie jest poszukiwaniem wygody, ucieczką od ryzyka. 
  • Powołanie to  powierzanie siebie codziennie na nowo tej Jedynej Miłości, w zaufaniu i pokorze, aby kochać bardziej i pełniej Boga samego i  tych do których jesteśmy posłani.  

poniedziałek, 8 maja 2017

Żydowskie spojrzenie na Biblię

 Ostatnio wróciłam do starej książeczki Romana Brandstaettera ,,Krąg Biblijny".To co mnie stale tu zachwyca  to żydowskie  spojrzenie na Biblię, znalazłam tam wiele miłości, szacunku  dla tajemnicy Boga i dla Świętej Księgi. 
Poniżej pozwalam sobie przytoczyć opowieść dziadka autora na temat: Sztuki  czytania Biblii 
Symeon ben Jochaj zwykł mawiać, że każde słowo Pisma kryje tajemnicę- mówił dziadek-a ponieważ do tajemnicy wiedzie zazwyczaj wiele dróg, staraj się Biblię czytać na różne sposoby. 
Niekiedy czytaj z mędrca szkiełkiem i okiem, badaj uważnie każde słowo tekstu.
 Innym zaś razem popuść wodze wyobraźni i rozważaj z bystrością nieco mniej badawczą i wyostrzoną, ale za to z sercem bardziej otwartym, na wypadki dziejące się na kartach Księgi.
 Za każdym razem odnajdziesz w tych fragmentach inne wartości. 
Jeżeli przeczytasz ten i ów rozdział, dwadzieścia razy, powinieneś przynajmniej dziesięć razy czytać go inaczej i za każdym razem odkrywać w nim inne obszary.
 Nigdy jednak nie bądź pewny, że dotarłeś do właściwego jego sensu, do sedna sprawy (...)
 Biblia jest żywiołem bez granic.
 
 Nikt z badaczy, egzegetów, teologów, uczonych i pisarzy nie dotarł do jej najgłębszych źródeł. 
 Dlatego nie zrażaj się, jeśli z Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od Ciebie również nie rozumieli wszystkiego. 
 Ale bądź zawsze przygotowany na nieprzewidziane odkrycia i znaleziska, które podczas poprzednich lektur wymknęły się Twojej uwadze. 
Ten sam rozdział będziesz czytać wielokrotnie  i wpadniesz na ślad tego czego będziesz szukać, nagle za którymś razem nie tylko otrzymasz jasną odpowiedź na trapiące Cię pytania ale trafisz na dotychczas niezauważone przez Ciebie pokłady obrazów i myśli, i wtedy ujrzysz to co było całkowicie zasłonięte przed Tobą, podczas wszystkich poprzednich lektur. 
Biblia jest podobna do Boga.Nie pozwala by ją poznawano i zgłębiano do końca

Dalej autor pisze:
Wskazówki te stały się drogowskazem podczas każdorazowej lektury Księgi, chroniły mnie przed niejednym błądzeniem i zaoszczędziły mi wiele rozczarowań.

czwartek, 4 maja 2017

Chwila o patriotyzmie

Przestraszył mnie 29 kwietnia marsz ONR, manifestujący siłę wojowników, w oparciu o hasła chrześcijańskie, zobaczyłam jak wiele jest tej  młodzieży zradykalizowanej i poniekąd groźnej.  

  Ostatnio często spotykam się z poglądem, że patriotyzm to  prawicowcy lub ultraprawicowy, że Żołnierze Wyklęci, mówienie o oprawcach i kolaborantach komunistycznych, to też oszołomstwo prawicowe lub, przestańmy żyć naszą martyrologią, a radujmy się. 
 
O co chodzi w tym patriotyzmie dzisiaj?.

  Jak wychowywać młodych patriotycznie?  Że trzeba, to chyba nikt nie ma wątpliwości.
Śmiem twierdzić, że ta radykalizacja postaw, jest skutkiem braku wychowania patriotycznego.

Myślę, że my dorośli  zapomnieliśmy o pamięci historycznej i młode pokolenie się o nią upomniało. Wydawało nam się, że wystarczy zmniejszyć godziny historii i  nie mówić o okresie komunistycznym tzw. gruba kreska, aby został on zapomniany przez następne pokolenia. Jednak było to zbyt proste myślenie.

   Młodzi ludzie potrzebują przynależności do wspólnoty, jaką jest wspólna historia, kultura, język i tradycja, a inaczej tę wspólnotę nazywamy: moim krajem, moim miejscem lub ojczyzną, nieważne czy kiedyś wyjadą czy zostaną, zawsze będą mieli  miejsce, które ich ukształtowało.Wiele pozytywnych myśli w tej kwestii wniósł ostatni list Episkopatu.

Bo przecież patriotyzm to wartość ponadpartyjna i nieważne czy jestem z prawej, czy lewej, czy środkowej strony i tak sobie marzę, że może.....
  • Patriotyzm, to nie wstyd i  obciach ale szacunek do minionych pokoleń, zachowywanie pamięci historycznej  o bohaterach, klęskach  i zwycięstwach, to  smutek z tego, co  było błędem i duma z tego, co było piękne i szlachetne.
  • Patriotyzm,  to zaangażowanie, to służba dla innych, poprzez uczciwą i solidną pracę, to troska  o coś co nazywamy dobrem wspólnym, to szacunek dla poglądów  innych niż moje, to wzajemne porozumienie się ponad różnicami dla dobra większego niż doraźny interes.
  •  Patriotyzm to praca, aby przyszłe pokolenia mogły godnie żyć i pracować. 
  • Patriotyzm to troska o mój dom.

Takie myślenie chodzi mi po głowie, pisząc,  marzę, aby się udało, spotkać  razem, by porozmawiać o Polsce.

wtorek, 2 maja 2017

Kim jest Maryja?

obraz Fra Angelico 
Kim jest Maryja? Zobaczmy co na ten temat powiedział 
Jana Pawła II w encyklice Redemptoris Mater  (Matka Odkupiciela)
Jego słowa wydają mi się  bardzo piękne i głębokie:
  •   Słowo Boga żywego, które zwiastował Maryi anioł, odnosiło się da Niej samej: „Oto poczniesz i porodzisz Syna” (Łk 1, 31). Maryja, przyjmując to zwiastowanie, miała stać się „Matką Pana”.

  •    Miała w Niej dokonać się Boska tajemnica Wcielenia. „Było zaś wolą Ojca miłosierdzia, aby Wcielenie poprzedziła zgoda Tej, która była przeznaczona na matkę”33. I Maryja wyraża tę zgodę, po wysłuchaniu wszystkich słów zwiastuna. Mówi: „Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 7, 38). 
  •   Owo Maryjne fiat — „niech mi się stanie” — zadecydowało od strony ludzkiej o spełnieniu się Bożej tajemnicy. Zachodzi pełna zbieżność ze słowami Syna, który według Listu do Hebrajczyków mówi do Ojca, przychodząc na świat: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało (...) Oto idę (...) abym spełniał wolę Twoją, Boże” (10, 5. 7). 
  •    Tajemnica Wcielenia urzeczywistniła się wówczas, gdy Maryja wypowiedziała swoje fiat: „niech mi się stanie według twego słowa!”, czyniąc możliwym — na ile wedle planu Bożego od Niej to zależało — spełnienie woli Syna. 
  •    Wypowiedziała to fiat przez wiarę. Przez wiarę bezwzględnie „powierzyła siebie Bogu”, a zarazem „całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, osobie i dziełu swego Syna”34
  •    Maryja, Matka Słowa Wcielonego, zostaje wprowadzona w samo centrum owej nieprzyjaźni, owego zmagania, jakie towarzyszy dziejom ludzkości na ziemi, a zarazem dziejom zbawienia.
  •   Należąc do „ubogich i pokornych Pana”, Maryja nosi w sobie, jak nikt inny wśród ludzi, ów „majestat łaski”, jaką Ojciec „obdarzył nas w Umiłowanym”, a łaska ta stanowi o niezwykłej wielkości i pięknie całej Jej ludzkiej istoty. 
  •   Maryja pozostaje w ten sposób wobec Boga, a także wobec całej ludzkości jakby niezmiennym i nienaruszonym znakiem tego Bożego wybrania, o jakim mówi List Pawłowy: „w Chrystusie (...) wybrał nas przed założeniem świata (...) i przeznaczył dla siebie jako przybranych synów” (Ef 1, 4. S).
  •    Wybranie to jest potężniejsze od wszelkich doświadczeń zła i grzechu, od całej owej „nieprzyjaźni”, jaką naznaczone są ziemskie dzieje człowieka. Maryja pozostaje w tych dziejach znakiem niezawodnej nadziei. Jan Paweł II


słowniczek:
wcielenie - Bóg stał się człowiekiem
encyklika - dokument napisany przez papieża do wierzących i wszystkich ludzi dobrej woli.