czwartek, 29 marca 2018

Krzyż drogą zbawienia


 Krzyż jest tajemniczym planem Boga, prowadzącym nas ku chwale.

  Znaczenie krzyża, leży nie w fizycznych i psychicznych męczarniach Tego, który na nim zawisł, ale w jego  posłuszeństwie, w jego żarliwym powierzeniu się Bogu (...) Wiara, posłuszeństwo, oddanie się w duchu zaufania, muszą stać się naszą odpowiedzią. To wezwanie do udziału w życiu Boga, definiuje nas od samego urodzenia.

  Zostaliśmy zrodzeni do naturalnego życia, mamy możliwość otrzymania samego Boga, znak krzyża został więc w nas wpisany (...).

 Cierpienie wstrząsa naszym domniemanym poczuciem bezpieczeństwa, ujawnia naszą bezradność, uświadamia nam często z okrutną mocą, że nie możemy kontrolować życia.

    Cierpienie ciągle na nowo konfrontuje nas z tajemnicą życia, jego niesprawiedliwością, tym, że wszystko jest inaczej niż być powinno. 
Powierzchowne wyobrażenia na temat Boga zostaje usunięte. 
Nie da się Boga dopasować, On jest zaskakujący, nieprzenikniony w swoich drogach. Razem z Jezusem musimy wierzyć bezgranicznie, że ta niezgłębiona Tajemnica jest Miłością i przeżywać nasze życie zgodnie z tą wiarą.  

  Każdy z nas, ma wyjątkowe powołanie, wykute z naszego dziedzictwa, historii osobistej, temperamentów i talentów, i naszej obecnej sytuacji życiowej. Jesteśmy powołani do bycia uczniami, do miłości bliźniego takiej jak ja was umiłowałem. Nikt nie może powiedzieć nikomu, jak tego dokonać, każdy z nas musi polegać na Bogu, pragnąc całym pragnieniem, aby Bogu odpowiedzieć na jego wezwanie i działać (...)

 Ojciec przeprowadza swoje dzieło oczyszczenia i przemiany ludzkich serc w życiu codziennym, tam gdzie mężczyźni i kobiety pracują, bawią się, kochają i żenią, jedzą i śpią, tam wśród was jest Królestwo Niebieskie.
 Bóg pragnie,  abyśmy zaufali Mu na tyle wystarczająco, żeby żyć z Nim, bez obaw, całkowicie bezbronni, w Jego obecności.
 Bo Bóg, świata poza nami nie widzi, pochyla się nad każdym z nas i pragnie obdarzyć nas pełną szacunku miłością i opieką.*
                                                


*Tekst za zaczerpnięty z książki :  Istota modlitwy  Ruth Burrows OCD,                                                                                                                                 Wydawnictwo W drodze 2012 r.

sobota, 24 marca 2018

Wiara wobec Tajemnicy Paschalnej

   Za chwilę wejdziemy w Wielki Tydzień, jednak  ciągle pozostaję w minionym tygodniu, w którym słuchaliśmy w Słowie Bożym, czytanym podczas codziennej mszy świętej, jak Pan Jezus przekonuje nas, że jest Bogiem.
 Mam wrażenie, jakby prowadził dialog z naszym niedowiarstwem, nieustannym pytaniem, kim  Ty Jesteś, jaki Jesteś, jakby chciał nas umocnić przed wejściem w rozważanie Jego Męki, ocalić przed zwątpieniem, ucieczką....
   

Jeśli ja sam siebie otaczam chwałą chwała moja jest niczym ale jest Ojciec mój co otacza mnie chwałą, o którym wy mówicie: jest naszym Bogiem J 8,54


Choć nie wierzylibyście mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we mnie, a ja w Ojcu
 J 10,38


 Ten, który jest Wszechmocny, który może wszystko, przyjmuje krzyż i mękę na siebie, najbardziej hańbiący sposób umierania. Sama świadomość śmierci jest trudna, a jeszcze tak bardzo okrutna, jaką było ukrzyżowanie...
  Te szczególne tajemnice najbliższego tygodnia zadają nam pytanie o  naszą wiarę i kryzysy. 

   Czym jest wiara?
    
  Wiara jest pewnością, że Bóg jest. Wiara jest pozostawaniem z Nim w relacji, poznawaniem Go coraz autentyczniej, pełniej,  jest jakimś  twórczym niepokojem serca, nie jest czymś, co jest nam dane raz na zawsze. Należy o nią dbać, pielęgnować, ożywiać i rozwijać poprzez modlitwę osobistą, czytanie Słowa Bożego i życie sakramentalne. Wiarą uczymy się żyć, oddychać nią....bo wiara to relacja z Osoba żywą i realną i jak każda relacja jest wymagająca. 

 Stając wobec Świętych Tajemnic, pytamy o naszą drogę wiary i niewiary, nasze uniesienia i ucieczki, zwątpienia i kryzysy i nie musimy się bać, ponieważ Pan jest stały w swojej Miłości i obietnicy.
     
Co to jest kryzys wiary? 

 Nie ma prostej odpowiedzi,  można go definiować na wiele sposobów.

 Czytając niektórych psychologów wydaje się,  że człowiek pozostaje w permanentnym kryzysie, przechodząc z jednego etapu rozwojowego do następnego. Rozwój osobowy jest związany z bólem, cierpieniem, frustracją, dyskomfortem, bo wymaga zanegowania tego, w czym czuliśmy się do tej pory dobrze, a co przestało nam już wystarczać, aby pójść dalej i domaga się zbudowania czegoś innego, lepszego.   
 Wiara nie jest oderwana od tego kim jesteśmy jako ludzie, co przeżywamy i czym żyjemy, jest integralną częścią naszego człowieczeństwa. Dlatego  kryzys wiary, jest nieunikniony, jest zaproszeniem do spojrzenia na swoje życie głębiej, dalej, szerzej, bardziej.

W wierze nie chodzi o to by zawsze czuć się bezpiecznie i miło, nie mieć pytań i wątpliwości, a kryzys nie jest barkiem wiary, jest zaproszeniem do pójścia w głąb, w nowe nieodkryte jeszcze rejony własnego człowieczeństwa i poznania Boga i warto pamiętać, że po bólu nadchodzi zmartwychwstanie. 

  Niech ten czas rozważania Męki Pańskiej, bycia przy krzyżu Pana, uczy nas wiary stałej, niezależnie od fal naszego życia, gotowej do zmiany siebie i swojej relacji z  innymi ludźmi i z Bogiem, aby radość Zmartwychwstania Pańskiego, rozjaśniała nasze trudy dnia codziennego. 





  

czwartek, 15 marca 2018

W Wielkim Poście o pracy nad sobą

    Ostatnio zajmuje mnie temat przemiany, zmiany, pracy nad sobą.  Czy potrzebna jest praca nad sobą? Czy jest to powinność, konieczność, czy wymóg serca? Czy jakaś forma samodoskonalenia się? Dlaczego pracować nad sobą? Czy warto, czy ma sens?


 Pracować nad rozwojem człowieczeństwa, czy dążyć do świętości?

 Aby pracować nad sobą trzeba odczuwać jakiś dyskomfort, mieć poczucie  niezadowolenia z tego kim jestem, nie chodzi o egoistyczne dobre samopoczucie ale brak samowystarczalności. 
Chodziłoby też o określenie tego co mi dolega,  jest mi źle, z tym kim jestem, z tym co przeżywam,  z tą cechą itd Następne pytanie będzie brzmiało: Co mogę z tym zrobić?
Czy chodzi o dobre samopoczucie, czy o coś więcej?    

  Chrześcijanie z zasady pracują nad sobą.  Ponieważ dążą do świętości tzn Do tego, aby żyć w zgodzie z sobą, z Bogiem i drugim człowiekiem. Aby w swoim sposobie i stylu życia upodabniać się do Chrystusa, aby bardziej Go kochać, pełniej odpowiadać na Jego nieskończoną Miłość wobec nas. Praca nad sobą jest przynagleniem życia wiarą, która nie jest pustym rytuałem ale więzią z osobowym Bogiem i autentycznymi relacjami z innymi ludźmi.

 Współcześnie  jesteśmy bardziej nastawieni na przyjemność, na korzystanie z życia pełnymi garściami, w poczuciu sprawiedliwości. Samoograniczenie, rezygnacja z przyjemności, z tego co mi się należy, podjęcie trudu i wysiłku a czasami i walki, aby być bardziej dla innych, bardziej kochającym, otwartym, zaangażowanym, wobec spraw większych niż ja sam,  jest bardzo niemodne. 

 A jednak jest to wyraźne zaproszenie Chrystusa: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się wyrzeknie samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje Mt 16,24
I nie chodzi tutaj o jakąś zatratę własnego ja ale o to, aby  przemieniać z Chrystusem, o to kim się jest teraz i stawać się  coraz piękniejszym człowiekiem, być człowiekiem w drodze Ku...    

Jak pracować nad sobą ?

 Najprostszą formą pracy nad sobą jest codzienny rachunek sumienia, tutaj odsyłam do bardzo ciekawego wpisu s. Eweliny Łuckiej Jadwiżanki Wawelskiej, na ten temat:  https://glebiejnizwidziszblog.wordpress.com/2018/03/05/ofensywa-czyli-krotko-o-codziennym-rachunku-sumienia/
   
Inna formą pracy nad sobą może być poznawanie siebie: swoich mocnych i słabych stron. Uczenie się siebie, poprzez rozumienie tego kim jestem,  czego pragnę, co przeżywam, dokąd zmierzam, co mi przeszkadza być dobrym człowiekiem, chrześcijaninem, zakonnicą.  To też wymaga wysiłku i codziennej refleksji lub modlitwy,dania sobie czasu. Czasami warto mieć dobrego spowiednika lub kierownika duchowego, który nam w tym może pomoc.

   Praca nad sobą może przynieść nam wiele radości, wolności, zadowolenia z życia ( nie mylić z siebie) i szczęścia. Warto też pamiętać, że tym który daje nam wzrost i siłę do podejmowania wysiłków, nie jest nasze ego ale  Chrystus.     

                                          

sobota, 10 marca 2018

Zapomniana pokora


     W czasach, w których szczególnego    znaczenia nabiera:  przebojowość, prestiż, sukces,  bycie kimś, trudno mówić o  czymś takim  jak:    pokora, bo wydaje się to jakimś archaizmem    zaprzeszłym... 


  Jednak, któż z nas, nie zna tego odczucia  typu:  Panie dziękuję Ci, że nie jestem jak ten, tamta... lub: Ja to mam, a on, ona, nie ... i w ten sposób podnosimy sobie dobre samopoczucie,  na własny temat i żyjemy w przekonaniu własnej wartości i mocy.

  Wielki Post, zaprasza nas do zatrzymania się nad męką i śmiercią Pana i do konfrontacji z samym sobą. Czym jest moje życie w świetle tej wielkiej ofiary Miłości?  Pasja, uczy nas pokory,  uczy stawania w prawdzie wobec własnego życia.  Prawdzie o tym kim jestem.... Stawia nas, wobec opowieści  o własnej małości, ograniczoności, o mnóstwie wad i grzechów. Jednak czy chcemy z nią się zmierzyć?

  Życie zmusza nas do odgrywania różnych ról, do tworzenia swojego wizerunku,  najlepszym przykładem, są tutaj media społecznościowe. Zazwyczaj chcemy być młodzi, piękni, szczupli, bogaci z pozycją społeczną, zawsze uśmiechnięci i mili. 
Nie ma miejsca na słabość, na wady, na niepowodzenia i ograniczenia i tak odgrywamy teatr swojego życia.
 Czy jednak jesteśmy naprawdę szczęśliwi? Stając się zakładnikiem, własnego wizerunku i oczekiwań środowiska, nie możemy nigdy być sobą.
To trochę tak jakby mieć kamień w bucie, który stale mnie uwiera, jednak udaję, że wszytko jest dobrze. Zbytnia zarozumiałość i przekonanie o jednej i nieomylnej racji, którą jestem ja sam, jest wyrazem braku prawdy o naszym życiu. 

  Czasami z tego dobrego samopoczucia, wyrwie nas jakieś niepowodzenie, porażka, niesprawiedliwość, choroba. I obyśmy umieli dostrzec w tym, prowadzenie Boże nas,  do prawdy   o tym kim jesteśmy, obyśmy umieli stawać w świetle Tego Oblicza, które nas nie ocenia, nie mówi musisz, nie stawia warunków, a jednak wzywa do nawrócenia, w sposobie myślenia, o sobie i o innych. Abyśmy pozwolili by To Światło przemieniało nasze serca, na wolne wobec względów ludzkich, a swoją godność i poczucie własnej wartości, czerpali z niewyczerpanego Źródła, którym jest Chrystus.  
    

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął ale  miał życie wieczne J 3,


niedziela, 4 marca 2018

Trzy grosze o Żołnierzach Wyklętych


  Długo się zastanawiałam, czy pisać na ten temat. Jednak jest to sprawa dla mnie o tyle ważna, że chciałabym mieć tutaj też swoje trzy grosze. Chodzi mi o problem Żołnierzy Wyklętych, problem....? Prawda, że dziwne.

 Prawda o podziemiu antykomunistycznym stała się  bardziej  powszechna  od 2001 roku, kiedy została im przywrócona pamięć, a w 2010 roku podjęto inicjatywę ustawodawczą w celu uchwalenia Narodowego Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.

  Do tej pory słyszeliśmy o bandytach. Pamiętam, że jeszcze w latach 80 czytałam w prasie jak to bandyci z NSZ mordowali ludzi i występowali przeciwko władzy ludowej, mama mnie wtedy uświadamiała, że prasa kłamie i że nie byli to bandyci ale walczyli z komunistami ....

 Wiele ważnych rzeczy z historii dowiedziałam się dorastając jak np o tym, że Ci którzy walczyli o wolną Polskę w AK lub innych formacjach, nie wspierających władzy ludowej, w czasie drugiej wojny światowej, byli po wojnie okrutnie torturowani, przez komunistów i uważani za zdrajców i wrogów ludu, jeśli nie współpracowali z nową nie polską władzą. 

 Historię Żołnierzy Niezłomnych, poznajemy od kilku lat, nowe nazwiska, nowe fakty i ich działania. Bez wątpienia byli bohaterami, w moim odczuciu, tragicznymi, od początku skazani na porażkę, w walce z przeważająca siłą wroga. 

 Pewien historyk Kościoła nauczył mnie, że aby zrozumieć historię, musimy czytać ją w kontekście epoki, czasu, bez tego kontekstu, nie zrozumiemy jej dobrze. Aby  oceniać, Żołnierzy Niezłomnych musimy rozumieć, po pierwsze: Czym była wojna, co dla nich znaczyła wolna Polska, czym była sowietyzacja i wprowadzanie komunizmu po II wojnie światowej i jak widzieli swoją rolę tutaj Żołnierze Niezłomni. Nie wiem czy chcę te wszystkie wątki tutaj rozwijać, bo byłoby tego bardzo dużo.

Ostatnio naczytałam się wiele i naoglądałam, w tym temacie, aby więcej wiedzieć i bardziej zrozumieć i chciałbym napisać, że:

  •  Walczyli o wolną Polskę i z pełną determinacją przeciwstawiali się wprowadzaniu komunizmu.
  •  Akcje które przeprowadzali były często akcjami odwetowymi, za współpracę i kolaborację.  
  •  Czy byli krystaliczni? Nie było to jednorodne wojsko, składało się z samodzielnych oddziałów, z ludzi, którzy walczyli już  pięć lat. Wojna jest okrutna i nie uszlachetnia, a czyny  okrutne były marginesem, a nie normą  wśród tej formacji. 
  • Nie byli zbrodniarzami i bandytami, byli żołnierzami.
  • Najbardziej mnie martwi, że są młodzi ludzie, którzy nie wiedzą, czym był komunizm i nie rozumieją o co walczyli Żołnierze Wyklęci i kojarzą ich z polityką, co jest ostatnią rzeczą jaka powinna mieć miejsce.
  • Propaganda komunistyczna jest ciągle żywa, walka o młode pokolenie trwa.