środa, 4 stycznia 2017

Rozterki wychowawcze

     Im jestem starsza, tym bardziej zdecydowanie twierdzę, że wychowanie, to naprawdę trudna sztuka, a wszystkie piękne teorie wychowawcze, biorą w łeb, kiedy masz do czynienia  z gimnazjalistkami i  zderzasz się z pytaniami typu: Tak? A czemu ja?A dlaczego tak? A po co?Celowanymi w ciebie jak z karabinu i wypowiadanymi na jednym oddechu,wtedy zastanawiam się, czy anioł dałby radę.Idąc dalej, w następnym pokoju spotykam  nastolatkę przekonaną, że jest piękna, z utkowionym nosem w telefonie:
ja: Proszę abyś posprzątała ten bałagan,  z drugiej strony- brak reakcji.
ja :Czy usłyszałaś ? Głucha nie jestem, pada zdawkowa odpowiedź i pozostaje w dalszym ciągu z nosem utkwionym w komórce, po pół godzinie, sytuacja się powtarza, następnie po kolejnej interwencji spotykam ją w tej samej pozycji twarzowej i sprzątającą , no i powiedzcie, czy anioł dałby radę?
Po kilku podobnych sytuacjach w ciągu jednego popołudnia, mam dość.
  Czasami odnoszę wrażenie, że aby mieć względny spokój, nie należy niczego chcieć od wychowanki  zawsze być miłą i uśmiechniętą, wtedy jest tak przyjemnie, jakiekolwiek wymaganie budzi, sprzeciw, bunt i uruchomienie testu, czy wychowawca jest odpowiednio cierpliwy.
Jednak jest to kwestia rozumienia wychowania i jak się rozumie miłość. Do tego dojdzie jeszcze sprawa bycia zakonnicą, no bo jak siostra zakonna może nie mieć cierpliwości?Otóż może i nie ma i to jest największa moja frustracja...
Ostatnio dostałam pewien cytat od jednej z wychowanek:
,,Twoja miłość bez wymagań pomniejsza mnie"
 Twoje wymagania bez miłości, zniechęcają mnie
 Twoja wymagająca miłość sprawa, że wzrastam"  
  I to wzmacnia moje przekonanie o potrzebie stawiania wymagań ale też pokazuje, że wychowywanie to  stawianie wymagań, konsekwencja i umiejętność okazywania miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz