niedziela, 30 lipca 2017

Moja pamięć o Powstaniu Warszawskim

       Wraz z upływem lat, ludzie coraz bardziej lubią świętować rocznice, jakby chcieli ocalić od zapomnienia to co dla nich jest ważne i drogie.

   Dla mnie taką rocznicą jest zawsze data wybuchu Powstania Warszawskiego. 1.08.1944 rok. Dlaczego? 
 Dlatego, że ginęli w nim ludzie bardzo młodzi, pełni ideałów, mający głowy wypełnione wielkim pragnieniem wolnej Ojczyzny, odważni, ofiarni i dumni. Może dlatego, że chciałbym by moi uczniowie i wychowankowie rozumieli, czym było to dramatyczne wydarzenie i nie patrzyli na nie tylko przez pryzmat zniszczonego miasta i liczby ofiar.

Chcieliśmy być wolni i tę wolność zawdzięczać sobie. Czytamy napis wchodząc do Muzeum Powstania Warszawskiego.
Wolność. To słowo chyba oddaje najlepiej istotę tego bohaterskiego zrywu. 
   Pokolenie Powstańców było wychowywane w duchu umiłowania Ojczyzny i wolności, do gotowości oddania za nią życia, a w czasach pokoju do służby Ojczyźnie przez uczciwą i solidną pracę. Nikt nie pytał wtedy, czy warto oddać życie za Ojczyznę, bo to było oczywiste. Jak bardzo wymownym symbolem tamtego czasu jest Pomnik Małego Powstańca w Warszawie.

  Kiedyś przemawiałam na rozpoczęcie roku szkolnego, mając przed sobą wypełnioną po brzegi aulę młodych ludzi. Patrzyłam na nich i myślałam, o tych młodych chłopcach, którzy w ich wieku walczyli z bronią w ręku, o dziewczętach łączniczkach i sanitariuszkach. Powiedziałam im o tym.
  Mówiłam o pamięci historycznej, która jest naszą tożsamością, bo każe nam pamiętać o tych, którzy nas poprzedzili i  położyli swe życie na szali takich wartości jak wolna Ojczyzna: odwaga, męstwo i honor. Czy dla nas one dzisiaj coś znaczą? Kiedy skończyłam zaległa przejmująca cisza. Nie wiem, czy dzisiaj ktoś o tym jeszcze pamięta.  
     Pierwszego sierpnia myślę o bohaterstwie Powstańców Warszawskich i moich uczniach i wychowankach, co dla nich znaczy wolna Ojczyzna, czym jest? 
  I jak im przekazać pamięć o minionych pokoleniach, że warto uczyć się od nich poświęcenia, odwagi i heroizmu. I chociaż słowa te w czasach pokoju mają inne znaczenie, to czy takie postawy nie są konieczne by dobrze przeżyć swoje życie? Może ktoś powie, co za patos! A jednak jestem przekonana, że prawdziwe, wartościowe i sensowne  życie jest naznaczone poświęceniem, ofiarą, a często i heroizmem w codziennych zwykłych sprawach.
 Zwycięstwem, nie zawsze są bitwy wygrane. Zwycięstwem czasami jest przegranie czegoś, aby ocalić godność i wyznawane przez nas wartości. 
 Jestem wdzięczna Powstańcom Warszawskim, za ich zryw, bo przypominają mi, że życie nie jest wartością absolutną i czasem warto oddać je, aby ocalić ducha. 
  Lubię jeździć do Muzeum Powstania Warszawskiego  z młodymi i patrzeć na niektóre twarze ogromnie przejęte tym co widzą, w ten sposób ocalam nadzieję, że pamięć o tym co ważne, przetrwa  w następnych pokoleniach i ofiara Powstańców nie poszła na marne.  

wtorek, 25 lipca 2017

Czas urlopu

   Czas wakacyjny to dobry czas na  jakieś podsumowanie i refleksję, dystans do codzienności, bo chociaż słońca mało, to i tak jest bardzo gorąco, bo wszyscy żyjemy polityką i trudno od niej uciec.

 Trudno uciec od polityki, od problemów bliskich  z którymi spotykamy się przy okazji różnych spotkań urlopowych, gdzie na co dzień nas nie ma .

  Czasami  w czasie urlopu dowiadujemy się o sobie, że nie umiemy odpoczywać i ciągle nas coś w środku pogania i niepokoi, potrzeba czasu aby zwolnić.

 Pośród ważnych spraw, które się dzieją i ludzi, którzy liczą na nas, uczę się marnować czas.

 Aby wrócić do codziennej rzeczywistości, ze spojrzeniem bardziej spokojnym i wyważonym i
 odpowiednim rzeczom, właściwe nadawać znaczenie.

  Dobry czas, czas  powrotu do siebie.

Przepiękna piosenka. Jeśli ktoś nie rozumie tekstu jest w komentarzu Anonima.



poniedziałek, 10 lipca 2017

Urok młodości

     
   Dawno mnie tu nie było, ufam, że czytelnicy nie odpłynęli, (hmm, te kilka osób, to prawdziwa przyjemność). Chociaż statystki stanęły, to dzielnie udaję, że nie zależy mi na nich...

 Byłam na wsi, jak na lato przystało. Na takiej niezwykłej wsi, w Górce Klasztornej, w Wielkopolsce. To  piękne miejsce z Matką Bożą, o które dbają Misjonarze Świętej Rodziny.
 Spotkało się tam sto dwadzieścia młodych ludzi, którzy się modlili i rozmawiali o Bogu, o życiu, o tym w co wierzą, jak wierzą, niektórzy stawiali sobie pytania, jak lepiej i piękniej żyć, inni ładowali baterie na cały rok i było  też miejsce na wspólną zabawę.
   Myślę, że w dzisiejszych czasach bycie razem, rozmawianie, nawiązywanie relacji, wcale nie jest takie proste i trzeba zrobić spory wysiłek, aby ze sobą nawiązać kontakt werbalny, a nie internetowy. 
  Mimo wszechobecnego internetu, z uporem maniaka twierdzę, że człowiek dojrzewa przez żywą relację z drugim człowiekiem, twarzą w twarz, nie internetową, ucząc się drugiego, przebywając z nim.
  Dożyliśmy ciekawych czasów, kiedy bezpośrednie czyli w tzw realu, porozumiewanie się między ludźmi, stało się wyzwaniem i zadaniem, bo wydaje się, że bycie w internecie jest prostsze i łatwiejsze, bo tam zawsze można być kimś innym niż jest się naprawdę, można siebie wykreować, chociażby przez fotki... W  tym tak zwanym realu, kreacja siebie odbywa się do jakiegoś momentu, potem wychodzą nasze lęki, niepewności, agresja ale też dobroć i wrażliwość, w konkretnych sytuacjach ....
 Natomiast w kwestii pytań życiowych, stwierdzam, że one nie podlegają upływowi czasu, takie pytania:  Jak być szczęśliwym, jaki jest sens życia, kim jestem ja, kim jest Bóg? Wciąż są aktualne i na czasie.

  Jedno jest pewne, w internecie czy w realu, młodzi ludzie szukają i pragną Boga, może nawet bardziej niż pokolenie ich rodziców i dziadków, bo my jednak nie mieliśmy takiego zalewu propozycji,  nie musieliśmy się tak bardzo trudzić,poszukiwaniem  odpowiedzi na pytanie gdzie jest prawdziwe Dobro, po której stronie mam stanąć, aby wygrać własne życie, ponieważ  propozycji było mniej... 
 Hm, każde pokolenie ma swoje zadania do wypełnienia. Jak to mawiał Ojciec Święty Jan Paweł II i  swoje Westerplatte, które trzeba obronić i utrzymać, dzisiaj bym jeszcze dodała, że obecne pokolenie musi odnaleźć,  co jest tym Westerplatte, w zalewie pseudowartości.  
    Młodość jest piękna, swoją siłą i chcąc ją dobrze przeżyć młodzi muszą  powalczyć, jednak lepiej się zmagać i żyć naprawdę, niż wegetować oczekując na starość. 
 Było moją wielką radością widzieć tylu młodych i mieć udział w maleńkiej części, ich  zmagania. Dziękuję.