piątek, 24 lutego 2017

Milczenie heroizmu

     Wśród wielu wartości za powszechnie uważane jako wyjątkowe, wyróżnić należy te ponadczasowe jakimi są: bohaterstwo, honor i odwaga i jeszcze coś:
  Heroizm to zdolność do wielkich czynów dokonywanych przez bohaterów, obdarzonych wyjątkowym męstwem i odwagą. Tyle definicji z internetu. Ale o co chodzi?
  Nie wiem czy wy też  tak macie, ale ja  ciągle potrzebuję w moim świecie, ludzi odważnych, gotowych  do poświęceń, walczących w słusznej sprawie, dla których tak, znaczy tak, a nie, nie, którzy mają wizję przyszłości i nie potrzebują  wyjaśnień i usprawiedliwień, w istotnych sprawach, że  liczy się coś więcej niż  zdrowie, pieniądze i życie. Może dlatego tak kocham harcerstwo, a może dlatego zostałam zakonnicą? 
  Jedno wiem, Rodrigues z Milczenia nie jest moim bohaterem, nie uważam, że stracił wiarę by ją zyskać, ani nie myślę, że Pan Jezus go potępi. Po porostu nie został obdarzony  tym wyjątkowym męstwem i odwagą jakiej wymaga heroizm.
   Pytałam siebie dlaczego tak irytował mnie Rodrigues ze swoją niekończącą się słabością , by w końcu się poddać? 
Ponieważ słabość jest codziennym moim udziałem, a chciałabym wiedzieć, że można ją przezwyciężyć, że to nie ona rozdaje w mym życiu karty, że wierność wyborowi i miłość do Boga, może znieść więcej.
 Kocham wartości ponadczasowe, stałe,  pewne, nie podlegające zmianie. One mi dają siłę do walki, do podejmowania codziennego trudu zmagań z własną słabością i przeciętnością, do wychodzenia  ze swojego wygodnictwa, egoizmu, do współczucia i współodczuwania. 
 Podziwiam tych, co określają swój system wartości jako: honor, odwaga i męstwo i czynią go kodeksem swojego życia codziennego, w rodzinie, w pracy, w zakonie....Ile tam mamy okazji do heroiczności.
  I kiedy czasem mam wątpliwości, co do młodego pokolenia, to myślę o tych, którzy są zapatrzeni  w Żołnierzy Wyklętych,( to nie tylko Narodowcy), a którzy są wzorem tych cnót.
 Każde pokolenie potrzebuje ideałów, wzorców, że warto być niezłomnym w Sprawie, w którą się wierzy, że wierność, odwaga, honor  i męstwo, to coś szlachetnego i pięknego, dlaczego warto oddać życie. 
  Czy dzisiaj heroizm milczy? Wypatruję  z zaciekawieniem  Judymów i Siłaczek XXI w.  Czy ponadczasowe wartości są dla nich tym samym co dla pokolenia ich ojców i dziadów? Jak dzisiaj je rozumieją? Praktyczny racjonalizm, czy tragiczny heroizm? Pytanie trwa.
  

środa, 22 lutego 2017

Dorastanie do męskości

      W czasie kiedy nie byłam już młoda i piękna, zaczęłam pracować w jednym z naszych  gimnazjów, w którym klasy były różnicowane na  dziewczęta i chłopców. Jak wiadomo mężczyźni pracujący w szkole, do częstych nie należą. Chociaż tutaj było ich sporo, to dla tego rocznika zabrakło wychowawcy. Będąc babą zdecydowaną i energiczną oraz posiadającą doświadczenie, wcześniej pracowałam w liceum 10 lat! Dyrekcja uznała, że nadaję się do tej roli. I tu zaczyna się wyzwanie. Pierwszego września dwudziestu siedmiu łepków, zasiadło przede mną ,w pojedynczych ławkach.
 Przerażenie moje, nie było mniejsze niż ich, w nowej szkole. 
    Nie byłam wybitną wychowawczynią, uczyłam się na próbach i błędach jak to w życiu bywa.
 Wiek dojrzewania to trudny czas, więc na pierwszym zebraniu poprosiłam  mamy aby oddały  synów ojcom i niech oni nad nimi przejmą władzę.
  Efekt był taki, że na każdym zebraniu większość stanowili ojcowie, tak jak i to, że jeździli ze mną na wycieczki klasowe i inne wypady organizowane dla chłopców np walki na miecze na Cytadeli, nie wszyscy ale zawsze jacyś byli.
  Może ktoś uśmiechnąć się z politowaniem. 
Szybko się bowiem  zorientowałam, że chłopiec musi się dowiedzieć jak być mężczyzną od innych mężczyzn i koledzy są tutaj niezwykle ważni, a potrzeba przebywania tylko w swoim gronie jest naturalna, jednak bezcenną osobą w wieku dojrzewania jest ojciec lub inny znaczący mężczyzna, autorytet, dający synowi siłę, aby być odważnym i pewnym swojej męskości. 
 Zobaczyłam też jak niezwykle raniące dla chłopców w tym wieku jest przezwisko ,,ty pedale" lub ,,gejem jesteś"?. Ponieważ nikt z nich w tym wieku nie chce być homoseksualny (swoją drogą to myślę, że nie tylko w tym wieku). 
  Chłopcy dorastający, przeżywają wiele lęków,  rzadko też je wypowiadają lub ujawniają, dlatego trudniej sobie z nimi radzą. Może to kwestia wychowania, a może kwestia stawania się mężczyzną, poradzenia sobie z pytaniami: Kim jestem? Czy jestem wystarczająco dobry? Czy powinienem walczyć i jak? Skąd mam brać siłę by się stawać? Stąd się też biorą ryzykowne zachowania, często  wulgarne, demonstrujące siłę i odwagę.
   Dorastający mężczyzna musi walczyć i oczekiwanie od niego, że będzie grzeczny jak dziewczynka jest nieporozumieniem. Stawianie wyzwań chłopcom, dawanie zadań, szczególnie przez innych mężczyzn, jest czymś bezcennym i tym  co pomaga im wzrastać
 Jednym z takich miejsc do walki jest sport. Nigdy nie zapomnę widoku niebieskich koszulek (mieli mundurki), wybiegających na przerwę i ganiających za piłką w tłumie, w tą i z powrotem. Pytałam wtedy Co oni widzą w tej piłce? Mądrzy mężczyźni mi mówili: rywalizację i walkę.
  To co mnie też uderzyło, to fakt, że wrażliwość, często jest dla chłopców problemem. Chłopcy wrażliwi i z artystycznymi predyspozycjami, mają trudniej aby odnaleźć się w świecie męskim, dlatego klasa jednorodna była dla nich wyzwaniem. Musieli znaleźć dla siebie miejsce  i często mówili, nie wszyscy mężczyźni są wojownikami, w ten sposób szukając swoich odpowiedzi. Niektórzy z nich zaprzeczają swojej wrażliwości, myśląc, że jest to rozwiązanie.
  W tym wieku, 13-16 lat u młodego człowieka,  bardzo intensywnie kształtuje się męskość  i świat wartości, często następuje też, radykalizacja postaw i poglądów. Później już wiele się nie wydarza ale buduje się na tym, czego się doświadczyło  i co przeżyło,  w tym znaczącym okresie.
  I kończąc powoli. Czasami mówiłam dziewczynkom, kiedy miały pretensje, że chłopcy się nimi nie interesują w pierwszej gimnazjum lub są tacy dziwni, nic nie rozumieją. ,,Chłopcy muszą nauczyć się relacji z wami, oni nie wiedzą jak nawiązać z wami kontakt, chłopcy też są nieśmiali'' . Jak wielkie było ich zdziwienie. A chłopcy często mówili: Jakie te baby są głupie, czego one chcą.
 W koedukacyjnej klasie mówię: Nie róbcie za nich wszystkiego, wymagajcie od nich kultury i szacunku dla siebie, stawiajcie im wymagania, zrobią dla was wiele.Taką mam nadzieję
    Praca z chłopcami, zwiększyła mój szacunek do mężczyzn, pozwoliła docenić rolę i wagę ojca dojrzałego i mądrego, otworzyła mnie bardziej na inność tego świata i pokazała, jak trudna jest droga do tego aby stać się   mężczyzną.

sobota, 18 lutego 2017

Przyjaźń jako sztuka

     Dzisiaj będzie o relacjach kobiecych,bo małe i duże kobiety, potrzebują przyjaciółek. Mężatki, singielki i zakonnice, wydaje nam się, że przyjaciółka jest konieczna do życia i tylko ona potrafi nas zrozumieć, że będziemy jej mogły powierzyć całą złożoność swojego świata, że przyjaciółka okaże się antidotum na samotność i obcość w nim. Dość szybko kobiety zamężne, narzeczone orientują się, że chociaż kochają swoich mężczyzn, to jednak oni nie są w stanie ich zrozumieć do końca. 
   Myślę też, że potrzebujemy przyjaciółek, bo lubimy mówić, kiedy mówimy, myślimy i porządkujemy sobie rzeczywistość. Czasami mówimy: Nikt tak nie zrozumie kobiety, jak druga kobieta. Nie wiem czy zgodzicie się ze mną  Drogie Panie ale najczęściej rozmawiamy o tym co przeżywamy, ponieważ  świat uczuć, wydaje  się nam samym trudny do zrozumienia.
  Okazuje się jednak, że z przyjaźnią to wcale nie jest tak prosto i wymaga ona wiele wysiłku aby była życiodajna, mądra i wolna.
 Odważę się powiedzieć, że nasze przyjaźnie często bywają niedojrzałe, zaborcze, za bardzo zobowiązujące, jeśli jesteś moja przyjaciółką: musisz, powinnaś. Często pokładamy za bardzo ufność w przyjaźni i robimy wiele rzeczy, aby przyjaciółki nie stracić. Ktoś kiedyś powiedział mi: ,,Pamiętaj aby nazwać kogoś przyjacielem, musisz z nim wiele przeżyć: radosnych i smutnych momentów". Była to mądrość o której staram się pamiętać. Jednym z najsłabszych naszych punktów, w przyjaźni, jest dotrzymywanie tajemnicy, powierzone nam sekrety powtarzamy innym, też w sekrecie. 
Wszystkie te mankamenty, nie sprawiają jednak, że przyjaźń staje się dla nas mniej ważna.
 Chciałabym tutaj wspomnieć jedną z najpiękniejszych relacji jaka mi się przydarzyła, dzisiaj chyba mogę powiedzieć przyjacielskich, jest to relacja z Siostrą, która jest starsza ode mnie o 30 lat, a  z którą wspólnie pracowałam przez pewien okres w życiu, jej doświadczenie, spokój, akceptacja moich szaleństw i wolność w działaniu, którą mi dawała, (potrafiła mi też mówić rzeczy niemiłe ale prawdziwe), powodowały, że mogłam przy jej boku rozwijać się, dojrzewać i czuć się bezpiecznie, oraz darzyć ją szczerym uczuciem i oddaniem. Chociaż starość obnażyła wiele jej słabości, wcześniej skrzętnie ukrywanych, jest dla mnie darem, za który  zawsze pozostanę wdzięczna Bogu.
  Z wiekiem, potrzeba przyjaciółki się zmniejsza, to jednak każda przyjaźń tak jak i miłość zakłada pracę nad sobą. I tak: po wielu rozczarowaniach  przyjaciółkami, w końcu zrozumiałam, że pierwszą osobą, której powinnam ufać jest Jezus, wtedy moje relację będą zdrowsze i bardziej wolne, mniej zależne, że tak naprawdę każda przyjaźń powinna mieć odniesienie do świata wartości, do innych osób, bo wtedy ma szansę dojrzewać. Uważam, że prawdziwa przyjaźń to wielka sztuka i przydarza się niewielu, a jeśli nam się przydarza, to trzeba traktować ją z wielkim pietyzmem  jak porcelanę najszlachetniejszą, którą łatwo można stłuc.
 Kiedy patrzę na Maryję i Elżbietę myślę o i ich przyjaźni, kiedy czytam o Rut i Noemi, zachwyca mnie oddanie i miłość  Rut. 
Proszę Pana, aby dawał mi mądrość i serce, zdolne do głębokich bezinteresownych relacji, które będą innych obdarzały  życiem.

wtorek, 14 lutego 2017

Przygoda Miłości

   Wszędzie o miłości. I ja też. Stara i brzydka (jak to moja wychowanka mawiała) i  o miłości chce pisać? Zapewne wiecie Drodzy Czytelnicy, że starzy i brzydcy też kochają i są kochani, a o miłości mają wiele do powiedzenia, właśnie dlatego, że są starzy.
   Każda autentyczna miłość, to nie sprawa uczucia ale starania się, budowania czegoś pięknego, zadziwiającego i zaskakującego. Czucie, pragnienie jest siłą napędową ale ono wygasa wtedy, kiedy brakuje nam starania, podgrzewania ognia, zabiegania. Nieraz po wielu latach dopiero możemy zaprzestać starań i cieszyć się swoją obecnością, bez zbędnych słów i zabiegów, bo już tak wiele ze sobą przeżyliśmy, że potrafimy się łatwo zrozumieć i przy sobie być. Myślę, że taka  miłość się zdarza przyjaciołom i małżonkom. Jeśli zależy nam na głębokiej relacji z drugim człowiekiem, podejmujemy wysiłek pracy nad sobą, rezygnując z własnego ja, na rzecz drugiego człowieka, męża, dzieci, przyjaciela. Dobro drugiego, stawiamy ponad swoje. Bo co to za małżeństwo, jeśli dwa egoizmy ciągną każdy w swoją stronę i nikt nie chce ustąpić, bo każdy ma prawo?
 Podobnie sytuacja ma się z Bogiem. 
 To, że Bóg nas kocha, to zakrawa na slogan czysty, chociaż to prawda najgłębsza.
 Ale co  znaczy kochać Boga, mieć z Nim żywą relację?
  Boga kochamy ludzkimi uczuciami  i na sposób ludzki. Wydaje mi się, że dobrze jest czuć się najpierw  kochanym po ludzku i po ludzku kochać, aby serce swoje otwierać w pełnym zaufaniu, na tę całkowicie Inną Miłość.
  Mając przeczucie Inności Wszechogarniającej, większej niż wszytko co możemy sobie wyobrazić, pragniemy poznać tę Miłość. Kim Ona jest? Czytamy Słowo Boże, uczestniczymy w Mszy świętej, spędzamy godziny na modlitwie osobistej, prosząc aby Pan pozwolił nam siebie poznać, pokochać i pójść w Jego ślady. Podobnie jak w miłości ludzkiej wyzwalamy swe serce z egoizmu, z tego co nas zatrzymuje i koncentruje na sobie, zwracamy stale oczy ku Temu, który zawsze jest Pierwszy i pozbawiony najmniejszego egoizmu, to On, nas zawsze zaskakuje, wyprzedza, objawia swoje Piękno i  nie zraża się naszymi grzechami, zranieniami, wadami, uwarunkowaniami  temperamentu, zawsze ten sam, czekający z niezmienną, stałą, pewną Miłością. Nasze życie jest odpowiedzią miłości. Wszystko cokolwiek zrobimy będzie za mało wobec takiego Majestatu i Chwały. I nawet wtedy kiedy mamy  tylko przeczucie tej Miłości, wiemy, że żadna ludzka miłość nie jest w stanie nas tak bardzo nasycić jak TA JEDYNA. 
  Pan , któremu Jezus na imię, zaprasza nas do udziału w tej Miłości, nazywa nas czule, swoimi dziećmi, przyjaciółmi. Pragnie byśmy słyszeli ten głos. Mieć z Nim relację to być obecnym przy Nim, z tym co najbardziej w nas ludzkie, z tym, kim jesteśmy, przychodzić do Niego o każdej porze dnia i nocy, w swoim sercu, rozmawiać z Nim i wołać do Niego.
Wejść w przygodę Miłości z Jezusem, tu i teraz po to aby nasycić swe serce i zanieść Go innym aby wszyscy Go znali i kochali. Czy jest Coś piękniejszego?  

piątek, 10 lutego 2017

Piękno cierpienia?

   Rzadko chodzę do kina,  ostatnio z internistkami  wybrałam się na film:Ukryte Piękno Davida Frankela. Świetna obsada: Will Smith, Kate Winslet,  Keira Knightley, Helen Mirren.
   Krótko pisząc, film jest o mężczyźnie, któremu zmarła sześcioletnia córeczka na rzadką odmianę raka, ból straty sprawia, że zamyka się na rzeczywistość. Przyjaciele wynajmują aktorów  aby pomogli nawiązać z nim kontakt, ci odwołują się do śmierci, czasu  i miłości, trzech bytów, do których mężczyzna wcześniej napisał listy.W kontakcie z aktorami, którzy uosabiają poszczególne byty, wykrzykuje swój gniew, przeżywa ból, rozczarowanie i lęk. Film podejmuje problem cierpienia, jednak wychodząc z kina miałam uczucie pustki.
  I w taki sposób zainspirował mnie, aby jeszcze raz zapytać o sens cierpienia.
  Chyba nikogo z czytelników nie muszę przekonywać, że cierpienie w jakimś sensie jest udziałem wszystkich ludzi, jedni cierpią bardziej drudzy mniej. Czy w cierpieniu można zobaczyć piękno? Czy poza chrześcijaństwem, można znaleźć wystarczającą odpowiedź dlaczego cierpimy? Nigdy nie uważałam, że cierpienie jest dobre, bo nie jest. Nigdy nie mam odwagi ludziom powiedzieć, że Pan Jezus chce żebyśmy cierpieli chorując na raka, tracąc dziecko, współmałżonka, znosząc niesprawiedliwe oskarżenia i posądzenia lub że jest wolą Bożą, że nie możecie począć  dziecka czy, że macie dziecko niepełnosprawne, po prostu nie wierzę, że Bóg może być okrutny. Nigdy nie mam właściwych słów uzasadnienia dla cierpienia, ani wobec siebie, a tym bardziej wobec innych osób. 
   
Milczenie, wydaj mi się jedynym słusznym rozwiązaniem, bycie przy kimś, nic nie mówiąc i kochając, jest jedną z najtrudniejszych umiejętności.
Wszystko wydaje  się tanim gadaniem, które niczego nie wyjaśnia i nie załatwia. Być przy cierpieniu, którego nie rozumiesz, żyć z cierpieniem, czasami, to ogromna próba wiary. Kiedyś miałam taki moment, że pytałam Pana dlaczego wybrał tak okrutny sposób Zbawienia człowieka jak śmierć na krzyżu? Dzisiaj rozumiem, że dlatego, aby nadać sens ludzkiemu cierpieniu. Nie w tanich słowach ale w męce i śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, znajdujemy ukojenie, pociechę i odpoczynek.
   
     Kiedy próbuję na nowo zastanawiać się nad  tą tajemnicą, przychodzi mi na myśl historia  10 letniego  chłopca, cierpiącego na guza mózgu, którego rodzice przygotowywali na moment śmierci, czytając mu Opowieści z Narnii. Jego mama opowiadała mi, że kiedy chłopiec bardzo cierpiał, ona do niego mówiła ,, Ja nie wiem dlaczego  tak musisz cierpieć" na to on jej mówił:,,,Ja wiem, aby inni mogli pójść do nieba'' .Chrześcijanie nie cierpią bez sensu ale mamy udział w zbawianiu siebie i świata. Pan Jezus przyjął cierpienie dlaczego my nie możemy? Pisać jest łatwiej niż realizować w życiu. Ukryte piękno cierpienia?  Może siła cierpienia? Albo nadać sens cierpieniu? Przyzwyczailiśmy się do widoku krzyża w naszej przestrzeni, nie robi na nas wrażenia,ale odpowiedź jest w Nim.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Być kobietą mężną

     Judytą zainteresowałam się kiedy zobaczyłam obraz  Caravaggia z kobietą o delikatnych rysach    głowę Holofernesowi. Tryskająca  krew i twarz pełna przerażenia ofiary, sprawiały, że pierwsza ścinającą, moja reakcja była  typu:  Co za okropieństwo , było to tak  silne uczucie, że wracałam do tego obrazu, patrząc na tę piękną kobietę, z myślą, że muszę dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
Tak zaczęłam czytać Księgę  Judyty  Starego Testamentu. Kog tam znalazłam?
   Judyta jest piękną,  pobożną,  młodą,  bogatą  wdową, którą poznajemy w momencie oblężenia miasta Izraelskiego-Betulii  przez Holofernesa, dowódcę wojsk króla Nabuchodonozora. Izraelici upadają na duchu, gdyż zostali otoczeni bez możliwości ucieczki i dostępu do wody,  której zgromadzone zapasy były na wyczerpaniu. Chcą się poddać Asyryjczykom, aby ocalić swoje życie. Tracą wiarę, że Bóg przyjdzie im z pomocą i poczucie godności. Kiedy decyzja o uznaniu klęski zostaje podjęta, przychodzi  Judyta, która budzi wiarę w mieszkańcach Betulii, zachęca do zaufania i wierności Bogu, odbudowuje poczucie godności i odpowiedzialności za naród  i ożywia pragnienie bycia ludźmi wolnymi i dumnymi, motywem przewodnim jest: wierność Bogu i Jego obietnicom. W swojej mowie daje się poznać  jako  kobieta, mądra, roztropna  i o  szlachetnym sercu, jej działalność nie kończy się  na przemowie, podejmuje decyzję, że wyjdzie z oblężonego miasta, aby zabić strasznego dowódcę  i  wykorzystuje w tym celu swoją urodę podkreślając ją strojem. Pomijając cały kontekst biblijny tego tekstu, jego znaczenie i symbolikę,  uderza mnie w tej kobiecie Starego Testamentu, siła, która  wypływa z głębokiej wiary i zaufania Bogu. Judyta zachwyca mnie też swoją  odwagą, determinacją w wierności,  jest to kobieta, która żyje w obecności Pana, zdolna do ryzyka i  całkowitego oddania życia, aby dochować wierności Bogu.
    Czasami  mówimy, Judyta wojująca, powiedziałabym, Judyta mężna, chociaż cecha męstwa jest bardziej właściwa mężczyznom, męstwo jej to: wierność, mądrość, pobożność, szlachetność serca. Judyta jest kobietą niezależną, a jej niezależność  oznacza świadome  poddanie swojego życia Panu, możemy też powiedzieć, że czemuś ważnemu, istotnemu.
    Przyglądając się postaci Judyty myślę, o ideałach kobiet, jakie często są nam proponowane,  ograniczę się do dwóch, które mnie uwierają, jeden to Gałązka Jabłoni, jak pisał Edward Stachura – kobieta delikatna, krucha, zwiewna,  pobożna i  o szlachetnym sercu,  potrzebująca troski mężczyzny, wydaje się , że za takimi kobietami mężczyźni muszą tęsknić  i ich poszukiwać  i drugi typ kobiety to   silna, niezależna,  zdeterminowana w miłości, wierności  i dążeniu do ideałów, niekoniecznie zależna od mężczyzny.  W moim odczuciu Judyta  łączy te dwa typy .
Myślę, że w obrazie tej mężnej kobiety, mogą odnaleźć się te wszystkie panie, które zdecydowały się na ważne zadania w swoim życiu np.  wielodzietność,  wychowanie dziecka niepełnosprawnego lub te, które usilnie błagają  Boga o życie swojego dziecka chorego na raka i które toczą bitwy na rożnych polach swojego życia, a ich mieczem jest wiara i ufność.
   Judyta pokazuje jak walczyć o pierwszeństwo  Boga, ideałów, wartości, o to co jest dobre i piękne w  życiu, musiała być  dumną kobietą, gotową do najwyższych poświęceń.
 Przyglądam się tej młodej wdowie i przychodzą mi na myśl słowa z jej modlitwy.
  Uderzcie w bębny na część mojego Boga ,zagrajcie na cymbałach Panu, zanućcie mu psalm i pieśń uwielbienia, wysławiajcie i wywyższajcie Jego imię  Jdt 16,1



środa, 1 lutego 2017

Oddać życie Bogu

   
   Czasami oglądam w internecie Siostry tańczące, śpiewające, grające, elokwentne i wykształcone, zazwyczaj są to młode i piękne kobiety, myślę wtedy, że chcemy pokazać nasze życie, jako atrakcyjne, jakbyśmy chcieli udowodnić światu, że nie tylko  jesteśmy normalne ale też piękne i utalentowane, że niczym się nie różnimy od kobiet pozostających w świecie, po części to prawda. Siostry mojego pokolenia, z kolei, ukazywane są jako działaczki na rzecz potrzebujących, budujące domy, wychowawczynie, wykładowczynie lub feministki walczące o prawa kobiet i zakonnic, te ostatnie  bardziej  spoza Polski. Jednym słowem czyniące wielkie rzeczy dla Pana. Zmieniają się czasy i ludzie oraz środki wyrazu.
 Jednak pod pewnymi względami człowiek się nie zmienia np. w pragnieniu i poszukiwaniu miłości, sensu, w tęsknocie za Bogiem.
 Czy dla młodych kobiet życie zakonne może być dzisiaj  atrakcyjne bez nadmiernego upiększania? Przecież na co dzień nie tańczymy, nie gramy na instrumentach, nie prowadzimy dyskusji, no może śpiewamy np modlitwy brewiarzowe  i na Mszy świętej. Za to, codziennie się  modlimy  i pracujemy w powierzonych nam zadaniach i w prostych domowych zajęciach. Stykamy się z różnorodnością i innością naszych sióstr i doświadczamy naszych słabości charakteru i temperamentu. Aniołami nie jesteśmy. Świadomie chcemy przeżywać nasze życie tylko dla Niego, we wszystkim co robimy, Jemu chcemy robić miejsce, Jemu pozwalać coraz bardziej naszym życiem kierować i w nim działać. Życie zakonne to oddanie Bogu swojego życia na całkowitą wyłączność, poprzez śluby: czystości ubóstwa i posłuszeństwa w Miłości.
  Do tej Miłości jedynej, wybranej, całkowitej dorastamy latami, nieraz w pocie czoła, zmagając się z wątpliwościami, pytaniami, cierpieniami i wszystkim co ludzkie.
  To życie jest tak bardzo niezrozumiałe dla kogoś kto patrzy z boku, że aż wydaje się dziwaczne, nienaturalne i w pewnym sensie jest  wbrew naturze, dlatego tak łatwo się je ośmiesza i piętnuje. 
   Czasami zadaję sobie pytanie kontrolne (jak mawia moja młodsza współsiostra ), czym moje życie różni się od życia ludzi w świecie? Myślę, że właśnie tym całkowitym bezpośrednim oddaniem Panu w Miłości. I tu jest czas na wymianę zdań, bo przecież można być we Wspólnocie, można prowadzić życie nie mniej religijne i pobożne. Upierałabym się, twierdząc, że życie zakonne jest pewną formą radykalizmu, problem tylko w tym jak my tę pierwotną hojność serca zagospodarowujemy dalej.... Pamiętam lekcję języka polskiego z liceum, kiedy dyskutowaliśmy, czy Judym dobrze zrobił rezygnując z miłości Joasi, na rzecz pracy dla potrzebujących, czy nie zrobiliby więcej razem? Jako jedyna uważałam, że dobrze, bo misja, którą chciał podjąć wymagała czegoś całkowitego. Trochę tak jest z powołaniem, oddaniem swojego życia Bogu. Kiedy byłam młoda wydawało mi się, że robię coś wielkiego decydując się na takie życie, dzisiaj tak nie uważam, myślę, że sekret oddania życia Bogu, polega na zwyczajności i prostocie, w tym co jest, co przychodzi, na wierności i hojności serca. Na pewno wymaga ono pewnej odwagi, podjęcia  decyzji i ośmielam się twierdzić, że dzisiaj decyzja nie jest prosta, bo odwaga musi być większa.
 Innym pytaniem pozostaje, czy taka forma życia zakonnego jaką znamy dzisiaj, znajdzie zrozumienie wśród młodych kobiet?  Co stare zakony powinny zmienić, aby nie zatracić tego co istotne, otwierając się na nowe pokolenia, aby rozpalać na nowo zapał i pragnienie autentycznego, radykalnego życia dla Pana?