piątek, 11 stycznia 2019

Czy możliwe jest życie w czystości?

  Pewnego razu odpowiadając na niewybredne żarciki trzeciej gimnazjum,  zapytałam: Co to jest cnota? Widzę uśmieszki na twarzach, niektórzy rechoczą, niektórzy chrząkają, ostatni, milczą patrząc na mnie wyczekująco.  Zapiszcie sobie kontynuuję swoją odpowiedź:  Cnota  - stała zdolność ku dobru. Konsternacja. Milczenie, zdziwienie. Brak komentarza. Czystość jako cnota, czyli zdolność do życia w dobru.

 Kilka lat wcześniej w klasie maturalnej podzieliliśmy się na dwie grupy, jedni uważali, że czystość przedmałżeńska jest wartością, inni, że to przeżytek. Była bardzo ciekawa dyskusja.
  Czy w ogóle jeszcze ktoś dzisiaj mówi o czystości? Czy to jedna z tych cnót, którą osiągają arystokraci lub orły? Jak zwał tak zwał ale chodzi o tych nielicznych.  
   Czy w dzisiejszych czasach ociekających seksem i sprowadzających wszystko do seksu jest możliwe życie w czystości i wstrzemięźliwości? Natychmiastowa odpowiedź? To dla kosmitów. A jednak....

 O co chodzi?

  Byłoby poważnym uproszczeniem gdybyśmy pisząc i mówiąc o czystość, sprowadzili ją tylko do seksualności przed ślubem, po ślubie lub jako świadomego stylu życia. To na pewno  coś o wiele więcej. Czystość to pewna decyzja  na określony  styl życia wobec Boga, siebie i drugiego człowieka. To akceptacja siebie takim jakim i kim jestem, to wrażliwość na drugiego, na  piękno, na to niedostrzegalne dla oczu, na to co możemy zobaczyć tylko sercem, to wolność od zazdrości, nienawiści, chęci zemsty, żądzy posiadania, zawłaszczania drugiego człowieka, to czułość, empatia, otwartość,  to umiejętność bezinteresowności i obdarowywania, budowania relacji opartych na zaufaniu, wspólnych zainteresowaniach i wartościach, to pokładanie całkowitej ufności w Bogu i bezwarunkowe  otwarcie przed  Nim swojego serca. Już widzę te uśmieszki moich uczniów i niektórych czytających, pełne sceptycyzmu i politowania dla suchej gadki. 
Nie zrażona kontynuuję dalej.
  Czystość jest nam zadana, dlatego wymaga od nas wolności i decyzji na podjęcie trudu. Czyste życie się buduje i tworzy, czasem samemu a czasem z drugim człowiekiem, bo małżeństwo też jest wezwane do czystości.
Może trochę o trudzie.
Coraz bardziej nie lubimy się trudzić, chcemy mieć wszystko szybko łatwo i przyjemnie, szczęśliwe życie również. Czystość zakłada trud świadomego wyboru  i refleksji, co dzisiaj wydaje się naprawdę rzadkie, w dobie obrazu i krótkiej informacji.  Wyboru tego co oglądam, co czytam, z kim i gdzie  bywam, wymaga czujności serca nastawionego na Boga i drugiego człowieka. Czystość jest świadoma, że jest krucha, że  łatwo ją zniszczyć podążając za tym co jest przyjemne i dobre ale nie pomaga mi w stawaniu się lepszym człowiekiem. Czy żyjemy dla przyjemności? Czy po to, aby kochać naprawdę bezinteresownie i do końca?
  Personalizm chrześcijański mówi nam, że człowiek jako istota stworzona przez Boga  na  Jego obraz i podobieństwo, posiadająca duszę nieśmiertelną, jest w stanie, w sposób wolny przekraczać wszystko, co w człowieku małe, podle i grzeszne, bo Bóg mu w tym pomaga, dlatego jest w stanie żyć w czystości, bo w trudzie czystości, jej pięknie, ujawnia swoje oblicze sam Bóg.
 Cielesność jest czymś dobrym i pięknym sama w sobie, a jej piękno w pełni ujawnia się kiedy ciało drugiego człowieka jest szanowane, kochane, ochraniane, kiedy jest obdarowywaniem wzajemnym w  miłości. Dobre używanie cielesności jest związane z dobrze przeżywanym człowieczeństwem, sensem i celem życia.
Zycie w czystości wymaga pracy nad sobą i nad relacjami z Bogiem i drugim człowiekiem, nie jest czymś łatwym i nigdy nie było, bo taki jest człowiek. Zawsze niezmiennie mnie zdumiewa fakt, że w pierwszych wiekach chrześcijanie uważali za świętych tych , którzy decydowali się na życie w czystości fizycznej  i tych, którzy umierali śmiercią męczeńską  ze względu na Chrystusa.
     Albowiem wolą Boża jest wasze uświęcenie :powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymać ciało  własne w świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga. Nie powołał nas Bóg do nieczystości ale do świętości, a więc kto to odrzuca, nie człowieka odrzuca lecz Boga, który przecież daje wam Ducha Swiętego 1Tes 4,(3-4; 7-8)

                               
 
      
       



 

sobota, 5 stycznia 2019

Jak pogodzić religię ze współczesnością?

 
   Czasami przeglądam popularne  profile na Instagramie ludzi o odmiennych poglądach niż moje, ze świata sztuki, literatury itd. Podziwiam ich erudycję i błyskotliwość, wiele się  tam dowiaduję ciekawych rzeczy. 
 Jednak to co mnie uderza to ogólna niechęć do religii, im silniejsza niechęć i manifestacja jej, tym bardziej jest ten ktoś człowiekiem postępowym, mile widzianym i dobrze komentowanym w pewnych kręgach.
  Odnoszę wrażenie, że  stało się modą, krytykowanie religii, oraz wszelkich przejawów religijności,  podważanie jej znaczenia i sensu, wykazywanie jakoby religia była jedyną przeszkodą do osiągnięcia pełnych możliwości człowieka. 

  W zjawisku tym widzę i myślę, że nie będę tutaj za bardzo odkrywcza. Zmiany kulturowe  zachodzące we współczesnym świecie, które wiążą się z zanegowaniem porządku ukształtowanego w oparciu o dotychczasowy system wartości, a zwłaszcza przewartościowanie  definicji  dobra i zła oraz norm moralnych, które kształtowały do tej pory  człowieka.

  Normą o  jakiej chce stanowić współczesne społeczeństwo, są niczym nieograniczone prawa człowieka, a o tych  ma decydować większość, władza i pieniądze,  Bóg i religia staje się hamulcowym w  nieograniczonej wolności w używaniu przyjemności  życia i zdobyczy cywilizacyjnych.... Więc zanegujmy Boga i religię odrzućmy ją i za wszelką cenę, ograniczmy jej wpływ na życie społeczne i jednostek.
     Chciałoby się postawić  klasyczne pytanie Quo Vadis człowieku? Odpowiedź jest zbyt prosta by trzeba było ją tutaj pisać.
   Innym pytaniem, które wydaje mi się  ciekawe dla mnie samej, to pytanie o  miejsce chrześcijaństwa we współczesnym świecie.
  Czy pozostaje nam  zadowolić się faktem, że będziemy niewielką grupą żyjącą autentycznie Ewangelią, pełniąca dzieła miłosierdzia i w ten sposób oddziaływając na społeczeństwo?  
Czy też będziemy usiłowali przymilać się współczesnej kulturze, poprzez dostosowywanie, rozumiane jako złagodzenie wymagań Ewangelii, otwartość i dialog, i ostatecznie przyjmując sposób rozumienia świata w duchu nowoczesności.
  Istnieje też niebezpieczeństwo zabarykadowania się i braku podstawowej  otwartości, koniecznej do zrozumienia zachodzących zmian, a co za tym idzie, braku rozwoju i znalezienia  właściwych rozwiązań dla współczesnych wyzwań. 
  Wydaje mi się, że pozostawanie  pomiędzy wiarą a nowoczesnością wzywa nas do jednoznacznych postaw, opowiadających się za Jezusem. Skończył się czas bycia chrześcijaninem z nazwy. Sytuacja ogólnego kryzysu kulturowego, zaprasza nas do głębokiego zaangażowania się po stronie wyznawanej wiary, przyznawania się do niej z godnością i odwagą, pozostając sobą, bez przymilania się komukolwiek. Skończył się dla chrześcijaństwa czas prestiżu, władzy, a przyszedł czas służby i jednoznacznego świadectwa, do kogo należymy. 
  Moim skromnym zdaniem: jednoznaczność,  to  klucz do przezwyciężenia   lęku przez przyszłością, bezmyślne przymilanie się kulturze, która religię uważa za wroga prowadzi do rozmycia  chrześcijaństwa i jego zaniku.
 Przy czym przymilanie się kulturze, a miłosierdzie to dwie różne sprawy ale to już rozważanie na inny czas. 

 
  
    
  




   
 

sobota, 29 grudnia 2018

Dlaczego nie przestałam prowadzić bloga?

  Dwa lata temu, w grudniu, rozpoczęłam prowadzenie bloga. Nie osiągnęłam sukcesu. Dzisiaj mówią, że blogi są passe, także sukces mnie ominął.... No i znowu się spóźniłam i nie jestem na czasie.  
Snapować nie będę i nagrywać filmików też nie, już nie teraz....

 
  Dwa lata temu  było sensacją, że siostra  pisze bloga, szukałam innych sióstr zakonnych, które piszą blogi, znalazłam kilka, z pięć. Dwie są bardziej popularnie, pozostałe, są, podobnie jak  ja.
  Czy marzę o sukcesie? Chciałabym, aby ktoś czytał to co napiszę, może nie tysiące ale setki (przy niektórych postach) mnie cieszą... jak dziecko. Nie jestem kimś ciekawym, wybitnym, znaczącym i oryginalnym (chociaż niektórzy twierdzą, że bardzo) na tyle, abym mogla się wybić, unikam też kontrowersji w pisaniu, świadomie, chociaż wiem, że na tym się płynie dobrze.
Po dwóch latach przekonałam się na własnej skórze, że aby blog mógł dobrze prosperować, trzeba bywać w sieci, komentować, utrzymywać relacje, no i znać się na nowinkach technologicznych, bo postęp tutaj jest bardzo szybki.
     Kiedy zaczynałam pisać bloga wydawało mi się, że jest to bardzo proste, wystarczy pisać. Dzisiaj wiem, że nie jest to proste, wymaga determinacji, kreatywności, systematyczności i pasji, aby się nie zniechęcić. Pomijam już znajomość posługiwania się SEO  i nakłady finansowe na reklamę.

    Co zyskałam prowadząc bloga?

   Przede wszystkim mogłam zobaczyć, jak pięknie ludzie prowadzą blogi i o jakich ciekawych rzeczach piszą, o swoich pasjach i zainteresowaniach, wokół których gromadzą się zainteresowane osoby i tworzą węzy, które można obserwować czytając komentarze, takie są starsze blogi  jak np. http://5porroku.blogspot.com/ . Prowadzone przez osoby dojrzałe z dorobkiem zawodowym i artystycznym. Znalazłam wiele blogów na temat książek i czytania oraz rękodzieła, to osoby też piszące już po kilka lat. 
  Nowsze blogi głównie zakładane na WordPressie, to tzw blogi lifestylowe, z piękną estetyką, a jeszcze inne to prowadzone przez mamy lub rodziców,  których jest bardzo dużo, a przynajmniej na takie trafiałam często. W końcu blog musi być o czymś, czyli trafiać do grupy docelowej jak m, mówią znawcy.
 A zapomniałabym jeszcze o blogach z rozważaniami Ewangelii lub innymi rozważaniami religijnymi i społecznymi które są prowadzone przez księży wśród nich najpopularniejszy blog https://wyplynnaglebie.com/  ks. Daniela Gibowskiego z Radomia,  przedstawiającego się jako Przyjaciel Ubogich. 

  W każdym razie, zobaczyłam co to jest blogosfera, chociaż trochę,  że to bardzo ciekawe miejsce, pełne ludzi pomysłowych, twórczych, z bogatymi zainteresowaniami i ze znaczącą przewagą ludzi młodych tak do 37 roku życia. 
  Wszyscy inni, do których się zaliczam,  już jesteśmy spóźnieni, chociaż pociesza mnie, że siostra Borkowska, chociaż za chwilę będzie miała 80 lat, cieszy się dużą popularnością, co prawda ma filmiki ale co tam. 
 A odchodząc od tematyki religijnej to blog http://fajna-baba-nie-rdzewieje.pl/     napawa mnie nadzieją, że kobiety w tym wieku, do których się zaliczam, mogą mieć też coś ważnego do powiedzenia, w moim wypadku, może nie dla całej masy odbiorców ale może dla 10, 50 lub 100 osób..... 
 Podsumowując, chciałabym powiedzieć, że lubię to blogowanie, niezależnie od sukcesu, nawiązanych znajomości, daje mi ono radość i satysfakcję, uczy cierpliwości i systematyczności, każe szukać ciągle nowych pomysłów i zadawać sobie pytanie po co to robię i dla kogo. Poszerza moje horyzonty, otwiera na różne  sposoby myślenia: o  Bogu, świecie i drugim człowieku.
 I na koniec, jeśli dobrnąłeś tu Czytelniku. Dziękuję, że tu zaglądasz systematycznie lub od czasu do czasu, dziękuję właśnie Tobie, który skończyłeś to czytać. Pozdrawiam serdecznie. 

 

sobota, 22 grudnia 2018

Emmanuel, to znaczy "Bóg z nami"

 Kirk Richards: Holy Family
  Wokoło  kolorowe światełka, choinki, dekoracje świąteczne, wszędzie bije świętami tzn miłym klimacikiem, zaaferowani obniżkami cen i uciekającym czasem, spanikowani, myślimy, że jeszcze nic nie mamy przygotowane do Świąt, w międzyczasie wigilie służbowe, składanie życzeń i śpiewanie kolęd,  ot  taki obrazek Adwentu...
 Z drugiej strony kościół dominikanów wypełniony o 6.00 na roratach, głównie ludźmi młodym, tu i ówdzie słyszę, że ktoś idzie na rekolekcje, ktoś pomaga przy wigilii dla ubogich ....
  Między tradycją kulturową, wiarą społeczną, a osobistą  tęsknotą za Zbawicielem.... 
 Czytania mszalne z dnia, przypominają nam, że Jego narodzenie  jest coraz bliżej...

 Czekamy na ciebie Panie, pośród codziennych zwykłych spraw, pośród naszej wielkości i małości, Ty Bóg, chcesz do nas przyjść ze swoja Miłością.


 Oswojeni corocznym świętowaniem wydarzenia, czynimy wysiłek, aby nie przejść obojętnie, aby nie sprowadzić tego czasu  do kultury, tradycji, stajenki i  żłóbka. 
 Swoją drogą co byśmy zrobili, gdyby nam ktoś powiedział, że to wcale nie była stajenka, że nie było tam pasterzy i zwierząt, że Dzieciątko nie leżało w żłóbeczku na sianeczku, że nie wiemy jak to naprawdę było ale wiemy, że Jezus jest ZbawicielemBogiem z nami. Czy nie przeżywalibyśmy wtedy kryzysu wiary, pozbawieni otoczki zewnętrznej?

   Emmanuel - Bóg z nami 
   Moi uczniowie zadali mi stare jak świat pytanie: Siostro, co by było gdyby Bóg stworzył  kamień , którego nikt podnieść nie może, nikt, Siostro, moja odpowiedź brzmiała - No ale Bóg to nie jest nikt Zareagowali aplauzem, że  podchwytliwe pytanie się nie udało.
 Tak, Bóg to nie jest nikt. Jednak  trudno jest nam myśleć, że chociaż tak inny od naszego myślenia, Wszechmocny i Nieogarniony, jest Bogiem z nami, bliskim, czułym, kochającym nieskończenie, obecny w naszym sercu,w naszym życiu, nieskończenie cierpliwy i wyczekujący na nas.
 Bóg mówi do nas słowami Pieśni nad Pieśniami Ukarz mi swoja twarz, daj mi usłyszeć swój głos lub z Księgi Sofoniasza: Pan Twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który zbawia, uniesie się weselem nad tobą, odnowi cię swoją miłością.
 Pan stale przekonuje człowieka o swojej miłości i tęsknocie za nim, w końcu  staje się człowiekiem, abyśmy mogli zobaczyć kim jest Bóg, jak mówi św Jan Przyszedł do swojej własności, a swoi go nie przyjęli. Wszystkim tym którzy je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.  J 1, (11-12).
 Jesteśmy dziećmi Boga... On stał się Dzieckiem, abyśmy mogli uwierzyć, w to wielkie obdarowanie, w tę bliskość i obecność Jego, większą niż my sami dla siebie jesteśmy bliscy, niż najbliżsi nasi. On jest naszym pokojem i spełnieniem. Emmanuel - Bóg z nami.

A tutaj zamieszczam piękną pieśń Bożonarodzeniową  wspólnoty Emmanuel (niżej tłumaczenie)








 Ref:  Syn Boży dla nas stał się człowiekiem,
 Emmanuel jest imieniem Syna Bożego
 Dla nas stał się człowiekiem,
 Alleluja! 
1. Jezu Chryste, Zbawco świata, 
    zrodzony synu Ojca,
    przyjąłeś ciało dziewicy,
    O Emmanuelu! 
2. Zapowiedziany przed wiekami,
    Bóg z  Boga, Słowo Ojca,
    Urodziłeś się ze światła,
    O Emmanuelu! 
3. Ty nas uwolnij od lęku, 
   Ty Jezu, prawdziwe światło,
   Rozjaśniasz ciemność,
   O Emmanuelu! 
4. Panie, dla nas się  uniżasz 
  Przyodziewasz  naszą słabość 
  Ty Jezusie, prawdziwy,
  Boże stajesz się człowiekiem,
  O Emmanuelu!




 

sobota, 15 grudnia 2018

Czy autorytety są potrzebne?

 Coraz częściej słyszę, nie potrzebuję autorytetów, nie mam autorytetów...
  Czy naprawdę dzisiejsza rzeczywistość nie potrzebuje autorytetów? Jeśli tak, to w jaki sposób kształtuje swój świat wartości? Czy wartości  są przeżytkiem  dla  współczesnego człowieka i w końcu czy wartości są rzeczywistością obiektywną, niezależnie od mojego  wyboru, czy dobre jest to co sama   uznaję za wartość? ....

  Bóg, prawda, uczciwość, prawdomówność, poświęcenie, służba....

 Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć. To kolejne zdanie, które często słyszę. Sam sobie, chcę być sterem, żeglarzem i okrętem. Czy człowiek jest  wystarczający sam dla siebie?
 Dokąd podąża stosując własne kryteria i miary? Czy samotność nie jest jednym z największych cierpień współczesnego człowieka?
   Stawiam te wszystkie pytania, przyglądając się szybkim  zmianom społecznym zachodzącym  w postrzeganiu człowieka i świata, gdzie dokonuje się  absolutyzowanie możliwości ludzkich, w decydowaniu o tym co jest dobre, a co złe i pomija się rzeczywistość Boga i to co obiektywne. 

Kto to jest autorytet?  

Jedna z definicji, którą przeczytałam w internecie brzmi: Autorytet to osoba, która ma wpływ na poglądy i  zachowanie innych ludzi i budzi zaufanie jest wzorem... Ktoś inny twierdzi, że autorytet to azymut.  
  Osobiście  uważam, że autorytetem jest ktoś kto ma jasny świat wartości, kto jest autentyczny i stara się żyć w zgodzie z sobą samym, niezależnie od uwarunkowań zewnętrznych, jest człowiekiem wolnym wewnętrznie i wiernym swoim ideałom. 

   Bardzo ubolewam, że we współczesnym świecie tak niewiele mamy autorytetów, a jeśli  mamy natychmiast zostają poddani w wątpliwość. Epoka wątpliwości, zakwestionowania tego co trwałe i niezmienne. 
  Najbardziej ucierpi na tym młode pokolenie, które  wzrasta w przekonaniu, że wszystko jest płynne i że brakuje stałości....Jakie wartości będą kiedyś dla nich opoką i skałą , na których będą mogli się oprzeć.? Autorytet lub mistrz jest jak latarnia morska która wskazuje nam w jakim kierunku podążać jeśli się gubimy.
 Współczesny człowiek ulega hedonizmowi, zachwytowi posiadani pieniędzy, doświadczając coraz częściej bezsensu, o czym świadczy rosnąca stale liczba samobójstw.

  W moim przekonaniu odrzucenie autorytetów i mistrzów wiąże się z pustką...Ponieważ jesteśmy istotami społecznymi i rozwijamy się w interakcjach z innymi ludźmi, to ludzie, którym pozwoliliśmy kształtować nasze życie, którzy byli dla nas nauczycielami, w szerokim tego słowa znaczeniu, decydują o tym jakimi jesteśmy dzisiaj ludźmi i jaki jest nasz świat wartości w życiu dorosłym. 

 Każdy z nas potrzebuje odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem i jaki jestem i na czym mam oprzeć swoje życie? I dlatego są potrzebne autorytety ,w młodości bardziej niż później. 
 Jest moim marzeniem, aby młodzi chcieli mieć autorytety i   umieli  je wybierać, słuchać ich,  dyskutować z nimi i budować swoje odrębne życie,  czyniąc świat pełnym miłości i dobra.

                     

                                           Jeden z moich autorytetów s.Józefa.Zdjęcie wykonała s. Daria
                                                         

sobota, 8 grudnia 2018

Maryja. Pełna łaski

Nie jest łatwo mówić i pisać o Maryi, aby nie ulec pewnemu infantylizmowi i uproszczeniom, tym trudniej, że Maryja jest związana z naszą pobożnością ludową lub społeczną jak to się obecnie mawia. Niepokalanie Poczęta jeszcze trudniejsza jest do podjęcia w refleksji.

   Maryja jako Matka Syna Bożego jest wolna od grzechu pierworodnego, nie ma grzechu. Jest Niepokalanie Poczęta. Jedyny człowiek i kobieta, zostaje uprzywilejowana przez Boga, zostaje wybrana w ten szczególny sposób, ochroniona przed złem, nie ma ono do niej dostępu, tak jak do każdego z nas.

 Maryja jest pełna Boga, wypełnia ją Jego obecność i chwała, jest przepełniona Jego Pięknem, promieniuje Nim.

  Najświętsza Maryja jako ta, która doświadcza Miłości Syna, jest najbliżej Niego i która  obdarowuje Jego Miłością innych, poprzez wypraszanie im łask, nieskończoną czułością i dobrocią. Pełna łaski.

 Maryja, która najpełniej rozwinęła swoją kobiecość. Jej miłość jest ukierunkowana na Syna  i tych, których On kocha, jest bezinteresowna, pełna czułości, gotowa do poświęceń, wolna od uprzedzeń i uraz. Kocha bezgranicznie każdego, kto do niej przychodzi, hojna w proszeniu swojego Syna za tymi, którzy się do niej zwracają.

 Niepokalana, oznacza przeźroczysta dla łaski Pana, w Niej zamieszkała cała pełnia, Słowo Wcielone, Jezus, dlatego, że z Niej narodził się Jezus, Maryja zostaje włączona w dzieje ludzkości  i nazywamy ją  Współodkupicielką, mającą współudział w zbawianiu świata. Jak bardzo Pan docenił rolę kobiety, że chciał przyjść na świat właśnie w taki sposób.

Maryja jest przewodniczka w wierze, ponieważ jej droga jest naznaczona zawierzeniem, powierzaniem siebie  Bogu,  tajemnicy  wybrania na Matkę Syna Bożego. 

Czy Maryja do końca rozumiała w jakich tajemnicach uczestniczy? Czy człowiek jest w stanie pojąć dzieła Boże? Dlatego ufała i wierzyła, bez domagania się dowodów i wyjaśnień. Szła ufna w moc Boga. Uczy nas jak iść w wierze i ufności za Panem.

 Maryja, która jest Matką  Kościoła czyli każdego z nas, wszystkich wierzących, która jest pełna Ducha Świętego, jest obecna  w czasie Zesłania Ducha Świętego na Apostołów
 Maryja, obdarowana przez Syna, która nas prowadzi do Syna, która stale powtarza: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. J2, 2
                                                      
                                                 Maryja. Autor : Singer Koder




sobota, 1 grudnia 2018

Przyjdź Panie Jezu !

    I odtąd już nocy nie będzie i nie potrzeba im światła lamy i światła słońca, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków. A oto niebawem przyjdę. Błogosławiony, kto strzeże słów proroctwa tej księgi  Ap 22, 1-7
   Dobrze, że Kościół daje nam momenty, gdzie możemy się zatrzymać i jeszcze raz zapytać dokąd zmierzamy, jaki jest nasz cel ostateczny....

 Trudno jest się oderwać od codzienności  i skierować swój wzrok dalej, bardziej, głębiej.... 

Zobaczyć, że przychodzi Chrystus, który jest Światłem, rozjaśniającym zakamarki naszego serca, gdzie możemy zobaczyć nasz grzech i słabość, że On prowadzi nas do nowej ziemi, a Jego światło niesie:
  • Wiarę, że On jest,  Panem nieba i ziemi, Początkiem i Końcem, że w Nim wszystko znajduje swoje wyjaśnienie i uzasadnienie, że niebawem przyjdzie, aby nas zbawić ostatecznie i w tej perspektywie wszystko nabiera innego znaczenia, nabiera sensu.
  •  Nadzieję, że Łaska Pana  jest z nami tu i teraz, a   grzech zostanie pokonany raz na zawsze ,w nas i poza nami, że w Nim możemy mieć pewność Miłości, która nigdy się nie kończy i w której wszystko się zaczyna i ma swój kres.
  • Miłość, która otwiera nas na drugiego człowieka i na Ciebie, uzdalnia nas do  bezinteresowności, tęsknoty i pragnienia tego co dobre i nieskończone, czyli Ciebie samego, która czyni nas gotowymi do służby, do oddania życia nie licząc strat i zysków, do uwielbiania ciebie w każdej okoliczności życia, bo Ty jesteś samą Miłością, którą chcesz na nas wylewać.
Adwent - oczekiwanie, pełne niepokoju i tęsknoty  z  Maryją najpiękniejszą z kobiet.  Pełną pokoju i obecności  Boga, wypełniona Jego Łaską, która za chwilę stanie się Ciałem - Synem Bożym. Promieniejąca jasnością i miłością, gotowa do przyjęcia Zycia Swiata , troszcząca się o sprawy w pokoju i  ufności, że On uczni wszytko o co Ona go poprosi...Maryja jest Matka Zbawiciela, kobieta, biorąca udział w tajemnicy Boga samego.
      
Rorate caeli....spuście rosę....Jego łaski, niech przyjdzie ten, który niesie Miłość, Pokój i Wolność, Którego Królestwo nie będzie miało końca, a my będziemy z nim królować i nic juz nie będzie nam potrzebne, bo On sam będzie wypełnieniem .
Marana tha -przyjdź Panie Jezu !

     

sobota, 24 listopada 2018

Uwolnić ducha

   Sztuka w moim odczuci niesie w sobie przekonanie, że człowiek jest kimś więcej niż tylko materią, że ma pragnienia i tęsknoty głębsze niż on sam jest w stanie sobie to wyobrazić, jest wyrazem tego kim   jest i co kryje się w jego sercu.
 Wydaje mi się, ze uwalnia ona to co najpiękniejsze i najbardziej wzniosłe, jak również uwalnia demony...

Sztuka jest wolnością ducha, niezależnie  czy jest się wierzącym w Boga czy nie.
 Dzisiaj chciałabym napisać o moim subiektywny odbiorze twórczości  Arcabasa, współczesnego malarza francuskiego.

 Tak naprawdę nazywał się Jean-Marie Pirot urodził się 26 grudnia 1926 roku we Francji,  zmarł 23 sierpnia 2018 w wieku 91 lat. Uważany jest za malarza sakralnego. Wszystkie jego dzieła inspirowane są Biblią, a wszystko tworzył czynił na chwałę Bożą.

  Jego obrazy poruszają rzadką  kolorystyką i sposobem wyrazu postaci, na wielu z nich można zobaczyć charakterystyczny, malowany złotem, krzyż, podkreślający charakter dzieła. Czasami postacie wydaja się  niedokończone jednak dokładnie widać co przedstawiają. I to co mnie też porusza, to jakby współczesność mieszała się z przeszłością.

  Na poniższym obrazie widzimy pełną czułości i łagodności twarz Maryi, patrząca dalej niż można zobaczyć tutaj. Nie pozostawia  wątpliwości, że jest to Ktoś przesiąknięty Innym życiem  



       W czułej tonacji barw i gestów widzimy Maryję i Elżbietę,  a za nimi stojący obserwator kto wie, może to być każdy z nas uczestniczący w tym niezwykłym spotkaniu kobiet kochających.


                     

 Sporo czasu mi zajęło zobaczenie tego obrazu zatytułowanego sen świętego Józefa. Wielość złota podkreślająca święte tajemnice i anioł szepczący wylęknionemu Józefowi, aby wziął swoją małżonkę do siebie.  



Pełen czułości  detal z  obrazu  Narodziny Pana Jezusa,a poniżej czuwający święty Józef. To co zachwyca w tych obrazach  to fakt, że nie jest tu wszystko oczywiste i piękne, nacechowane jakąś tajemnicą bliżej nieprzeniknioną, pełną pokoju, nadziei i ciepła 



To tylko fragment  tej twórczości. Poza tym  znajdujemy tu piękne sceny uzdrowienia, powrotu syna marnotrawnego, namalowane całe historie biblijne. I chociaż znane  są  mi te historie,  to chce się oglądać więcej i więcej, bo wydaje się że zaczynasz uczestniczyć w tym świecie poprzez swoje emocje wolne od  tego co powinnam i muszę, pozwalasz się nieść historii, którą w swój sposób opowiada artysta.  
 Poniżej zamieszczam  link do strony gdzie można zobaczyć więcej dzieł tego artysty.

Życzę pięknego  spotkania ze sztuką. 




 
 

piątek, 16 listopada 2018

Miejsce kobiety konsekrowanej

s.Józefa służy graniem.
Kiedy czytam o statusie sióstr zakonnych w Kościele naprawdę mnie to bawi. Pewna siostra mi powiedziała, że przyszło pismo, aby nie zatrudniać sióstr  w Kurii tylko osoby świeckie. Różnica polega na tym, że pracownikom świeckim płaci się godziwą pensję, a siostrom nie.
   I to mówi w zasadzie już wszystko, o roli zakonnicy w polskim kościele.
 Często zdumiewa mnie sposób mówienia do sióstr, niektórych kapłanów i dostojników kościoła, wyniosły i paternalistyczny lub  protekcyjno- litosciwy. No i to współczucie dla prac służebnych zakonnic....
  Może czasem w tych pracach służebynych warto mieć na uwadze, że są osoby, które lubią gotować, sprzątać, że różne mamy dary i że  żadna praca nie hańbi, a szacunek wobec ludzi, którzy wykonują pracę fizyczną, której ja nie umiem lub nie mogę wykonywać,  powinien być identyczny jak wobec człowieka, o wysokim statusie majątkowym i społecznym. 
 Ktoś kto czuje się doceniany i szanowany w tym co robi,  niezależnie czy sprząta, gotuje, czy uczy, wykłada czy piastuje wysokie stanowiska, może czuć się spełnionym i szczęśliwym. A ten kto jest bardziej dojrzały nawet wtedy kiedy go nie doceniają i nie zauważają nie biadoli. 
  Prace służebne są ważne i konieczne, to nie jest coś gorszego,  bez nich, trudno by nam się żyło i trzeba żeby je ktoś wykonywał.
  Opowiadała mi pewna Pani, która pracowała w Londynie jako opiekunka do dzieci i gospodyni domowa, ze faktycznie wychowywała  dzieci  pracodawczyni i dbała o nie jak własna matka, bo mama ich prowadziła firmę,  czuła się też w tej pracy doceniana i ważna, bo pracodawczyni ją wynagradzała hojnie i traktowała jak domownika.
  Może problem nie leży w pracach służebnych ale w naszym stosunku do nich i sposobie traktowania ludzi, którzy wykonują określone zadania. 
 I to my  sami sobie to robimy, bo tak jak wiemy co jest dla kogo dobre i lepsze w  taki sam  sposób myślimy o pracach służebnych.

 Dlaczego siostry , nie mogą pracować w kuchni i myć garów dlaczego ktoś zakłada, że nie mogą być w tym szczęśliwe? I wcale nie uważam, że powinny tylko to robić. Jedne gotują , inne sprzątają, jeszcze inne katechizują, wykładają, nauczają, prowadzą rekolekcje, czasem wymieniamy się w tych zadaniach i  pomagamy sobie. Z takich czynności składa się codzienne życie nie tylko z wielkich spraw.

 Moim skromnym zdaniem rola kobiety w Kościele jest o wiele szersza niż dostęp do stanowisk kościelnych i kształcenie zakonnic, które dzisiaj staje się czymś oczywistym. Nie chodzi też o  kobiety walczące o swoje prawa ale o  dostrzeżenie faktu, że szanując wkład kobiet w zwykle codzienne zajęcia, zyskujemy większą wrażliwość na to,  aby  usłyszeć, co mają do powiedzenia w kwestiach wiary, duchowości,  rodziny, potrzebujących, w szerokim tego słowa znaczeniu. Może czasem warto  zapytać siostrę, która gotuje i sprząta, jak ona przeżywa swoją relację z Panem Jezusem i drugim człowiekiem?

 Takie dywagacje o niewielkim zasięgu snuję, myśląc, że feminizm to akceptacja kobiecości,  żyjącej w relacji do Boga i drugiego człowieka, to gotowość do obrony takich wartości jak: miłość, współczucie, empatia, troska, służba i poświęcenie, to realizowanie tych wartości  codziennie od nowa, zmagając się z własną  słabością.
s.Maria Anna po ślubach wiecznych
s.Jadwiga w czasie świętowania Jubileuszu
Wszystkie zdjęcia wykonała s.Daria Klich osu

  

niedziela, 11 listopada 2018

#zpamiętnikazakonnicy. Moja Polska.

 Dorastałam razem z Janem Pawłem II i powstaniem Solidarności. W domu mieliśmy Tygodnik Powszechny z którego do dzisiaj pamiętam całe szpalty ocenzurowane...W mojej pamięci pozostały emocje, kiedy mama po raz pierwszy powiedziała mi, że Ci którzy walczyli po 1945 roku nie byli bandytami ale żołnierzami, kiedy dowiadywałam się  co się stało w grudniu 1970 roku (wojsko strzelało do stoczniowców) i entuzjazm powstania Solidarności. Kiedy pewnej niedzieli wstałam na Teleranek i słyszałam przemówienie generała, ogłaszające stan wojenny i rozpacz, że już po Solidarności....

  Wszystko co  Polskie było śmiertelnie ważne, zorientowanie się kto stoi po dobrej stronie bardzo trudne...Śmierć księdza Popiełuszki i kłamliwy proces. Wrogowie z przyjaciółmi się mieszali. Nadzieja Okrągłego Stołu. Wtedy byłam już w klasztorze. Pokolenie Milenium ....
 Patriotyzm był czymś naturalnym, kształtował go dom, Kościół i literatura, czasami w szkole polecana po cichu....Zawsze rozmawiano o polityce tzn o tym co się dzieje...
 Pamiętam jak będąc już w klasztorze spierałyśmy się z jedną, z sióstr co jest ważniejsze dla kraju, gospodarka czy kultura, z czego się dzisiaj serdecznie śmiejemy ale wtedy to było śmiertelnie poważne, bo   w tamtym czasie dużo się mówiło o odbudowie gospodarki....

  Ach i ten wyjazd zagraniczny. Pierwszy raz na dłużej, za granicę pojechałam dosyć późno, ponieważ w mojej młodości nie było to takie proste jak dzisiaj. Wszystko mnie zachwycało, we Włoszech, klimat, jedzenie, sztuka, kultura, ludzie, jednak ciągle miałam w myśli mój kraj, tęsknota,  i myślałam, że kocham to miejsce, biedne i szare, bo wtedy takie jeszcze było to moje miejsce.
  Kiedy patrzę z perspektywy  lat i usiłuję zrozumieć dlaczego tyle nienawiści w nas, z powodu różnic politycznych, myślę o tym, że chcąc uczestniczyć w życiu społecznym trzeba mieć  poglądy, stanąć po którejś ze stron.
 Kiedy byłam młodsza wydawało mi się, że inteligenci należą do PO to taka elita, więc na pewno ma rację, wielu moich znajomych podzielało ich poglądy, czas zweryfikował tę elitarność i na tym skończę. Trzeba znaleźć swoje miejsce.
  Największym moim bólem jest  zwalczanie siebie nawzajem, a przecież wszystkim chodziło o tę samą sprawę, dlaczego nie można się porozumieć? I to jest pytanie, na które nie mam odpowiedzi.
  
Przeżywam tę Polskę dzisiaj, jej obchody stulecia, bo nie mogę i nie chcę  inaczej.

  Przekazać sztafetę pokoleń, pamięć, o czasach minionych, tym, którzy dzisiaj inaczej myślą i wartościują, młodym, którzy mają wolność i nie mogą sobie wyobrazić, że mogło być kiedyś inaczej. I nie wierzę, że młodzi są obojętni, bo widzę jak świętują w mojej szkole, bez przymusu, z godnością i radośnie, uczą się kochać swoją Ojczyznę. Inaczej niż moje pokolenie, nie gorzej, nie lepiej, w swoim czasie i w swojej epoce.   

               

środa, 7 listopada 2018

O sile modlitwy

Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita.Wj 16,11
   Jak długo Mojżesz się modlił wtedy odnosił zwycięstwo, on sam i jego lud, kiedy przestawał zwyciężał przeciwnik. Czy nie jest też tak z  naszym życiem?
  Nie ułatwia nam refleksji nad tą rzeczywistością, szybki dostęp do internetu, natychmiastowe pozyskiwanie wiadomości  na poszukiwany i nie poszukiwany  temat, social media, które dostarczają nam informacji na bieżąco: gdzie, kto, z kim i jak wyglądał, przyzwyczajają nas do tego, że wszystko jest natychmiastowe i szybko się dzieje.

   Jednak to co jest wartościowe i  prawdziwe  zakłada ciągłość w czasie, przebywanie razem, twarzą w twarz, rozmawianie,  poznanie, oddanie, czyli miłość.
 Modlitwa, która jest spotkaniem, relacją, również potrzebuje czasu, oddania, uwagi i wytrwałości. Kiedy już nauczymy się trochę jak rozmawiać z Bogiem, bo modlitwa też jest nauką, jak każda relacja, wtedy nie potrzebujemy już tak dużo mówić, rozmyślać, możemy być, możemy swoje myśli i serce wznosić do Boga tam, gdzie jesteśmy, gdzie pracujemy, w drodze do pracy i w wielkich emocjach. 
  Nie chodzi o to, aby były to wielkie i piękne słowa ale o to by  modlić się tym czym się żyje. Rozmawiać z Jezusem, Ojcem i Duchem Świętym z  Matką Bożą, Aniołami i Świętymi. 
 Naiwne? Niemożliwe? Myślę, że dostępne dla każdego człowieka, który poważnie traktuje swoją wiarę, jako relację z Bogiem.
 Mieć podniesione ręce ku górze, oznacza dla mnie pozostawać w kontakcie z Panem. 
Amalekitą najczęściej jest moje serce, gdzie rozgrywa się walka o:  zwycięstwo nad własną słabością, egoizmem, walka o dobro i pierwszeństwo wiary, o  Boga, w  zwykłych codziennych sprawach....

   Walka z Amalekitami była długa i wyczerpująca, czasami walka o jakość naszego życia również taka bywa, jednak te podniesione ręce gwarantują nam zwycięstwo. Może nie takie jak sobie wymarzymy ale to Boskie najlepsze dla nas.
  Czasami w największym zwątpieniu, poniżeniu,  kiedy wyciągamy ręce do Boga, On przychodzi z mocą i nigdy nas nie opuszcza. Bóg jest blisko,  o czym zapewnia nas Słowo Boże w Liście do Rzymian:    Słowo jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu w Twoim, a jest to słowo wiary, por Rz 10,8

Siła modlitwy, ona mnie podnosi, odradza, dodaje odwagi i otuchy, ożywia moje serce, umacnia moją wiarę. Modlitwa, która uwielbia,dziękuje i chwali,milczy,  zbawia,  mnie i innych przyprowadza do Pana. 
   

piątek, 2 listopada 2018

Cmentarne wędrówki

   W moim mieście cmentarz jest trochę inny niż w Krakowie, Warszawie lub Nałęczowie. Jakiś inny klimat. Ludzie pod krzyżem zapalają znicze,  by upamiętnić swoich bliskich pochowanych w innych miastach i wioskach gdzie dzisiaj nie mogli być. Dalej grobowce żołnierzy poległych w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej,  niemieckich. Ktoś na każdej mogile zapalił znicz, mała dziewczynka podchodzi bliżej, aby się przyjrzeć ....
  Idziemy na groby naszych sióstr, ktoś nas pyta gdzie jest grobowiec dziecka utraconego, odwracamy się, a za nami rodzinka z czwórka niedużych dzieci podąża, w wymienionym przed chwilą kierunku...

 Szukam starych nagrobków z sentencjami...Nic. Grób przy grobie, wszystkie do siebie podobne, bogatsze lub uboższe, nieopodal kaplicy, piętrowe, groby w których  znajdują się urny, obok nich, ludzie siedzą na ławce. 
 Alejki ponumerowane i  piękne jesienne drzewa z których liście nie zdążyły jeszcze opaść. 
 Ludzie podążają z kwiatami i zniczami to w jedną, to w drugą stronę. Po drodze rozlega się hałas, grupa tak samo wyglądających ludzi, Cyganie lub Romowie jak ktoś woli, którzy mają tutaj  groby, zaznaczają swoją obecność, wśród anonimowego tłumu. 
 Pomodliłyśmy się za nasze siostry, na grobie siostry Józefy, która była dyrektorką naszej szkoły przez 36 lat,  pali się wiele zniczy, to wychowanki, znajomi i przyjaciele  pamiętają o niej.   

  Idziemy do grobu Pana Antoniego Sakowicza, człowiek znikąd, siostry z ulicy go wzięły,  w latach 80 kiedy był już w podeszłym wieku, nie było wtedy mody na ubogich, opowieść o nim niesie, że był w Armii Andersa, kiedy wrócił do Polski, nie miał nikogo, ani niczego, w tym żadnych dokumentów, mieszkał w naszym wielkim domu, w skromnych warunkach, gdzie siostry wystarały mu się o dokument tożsamości i rentę inwalidzką. Człowiek historia, którego nikt nie szukał. Zapalamy znicze zatrzymujemy się z modlitwą.
  
   Mijamy kolorowe groby pełne kwiatów i zniczy.  Proszę Pani czy dobrze idziemy do żołnierzy? Pytam starszą panią. Do akowców? Odpowiada mi pytaniem. Tak. Dobrze, tylko dalej jeszcze.   

 Stajemy przed kwaterą  gdzie bezimienne nagrobki oplecione są biało czerwoną. Na początku tablica informująca, kto tu leży i upamiętniająca starania o stworzenie tego miejsca.  

 To pomordowani żołnierze, którzy nie godzili się na Polskę komunistyczną, okupację sowiecką. Na tabliczkach napisane: zginął śmiercią tragiczną. Miejsce  upamiętnione po 1989 roku, na końcu  cmentarza, bo tam ich grzebano, po zamordowaniu. Skąd tu akowcy i inni żołnierze,  pytam siostrę historyczkę,  przecież tu ich nie było w czasie drugiej wojny.  Przewozili ich z innych więzień z Polski lub wyłapywali tych, którzy uciekali, aby nie być schwytanymi przez komunistów. 
Rodziny z dziećmi zapalają znicze pod tablicą. Wchodzę między groby,  jakbym chodziła po żywej historii.
 Na końcu kwatery pomnik  Terroru Komunistycznego w latach 1945 - 1956  mur, na nim tabliczki z imionami i nazwiskami młodych chłopców 25, 27, 30 lat. To ten kwiat młodzieży, który ocalał z Powstania i został wymordowany... Modlę się za nich z wdzięcznością, za ich odwagę, niezłomność i myślę, że historia ciągle nas dzieli....
  Cmentarze miejsca pamięci i historii. Moje myśli biegną do cmentarza w Nałęczowie, gdzie czytałam historię Polski, od Powstania Styczniowego, poprzez właścicieli ziemskich, znanych poetów i pisarzy oraz tablice upamiętniające pierwszą i drugą wojnę oraz walki po wojnie i czas solidarności.  

 Wychodząc z cmentarza rozmyślam:  Ziemie Obiecane. Ludzie wyrwani z obyczajów, tradycji, kultury, zerwane więzi pokoleń, ludzie  w poszukiwaniu lepszego jutra, budują  swoją historię,  zachowując pamięć o historii najnowszej.   
  




            
 
 
 

 

sobota, 27 października 2018

Młodość widziana z dystansu

   W młodości człowiekowi wydaje się, że świat leży u jego stóp, że wszystko może i wszystko do niego należy. To piękny czas, z którym związane są plany, nadzieje, perspektywy....

 Kiedy staję z boku i patrzę na te wszystkie lata  pracy z młodymi ludźmi  to  co w młodych najbardziej, kocham to: twórczość, dynamizm, potrzebę rozwoju, poszukiwanie sensu i  świata wartości, własnego miejsca w świecie.

 Refleksja kim  jestem, jaki jest sens mojego życia, dokąd podążam, są pytaniami od zawsze towarzyszącymi młodym ludziom i nie zmieniają się przez wieki. 

 Pytanie młodzieńca ewangelicznego: Nauczycielu co mam czynić aby osiągnąć życie wieczne? Możemy rozumieć też  jako: Powiedz co nadaje sens mojemu życiu ? 
  Kiedy patrzę na zadawanie tego pytania na przestrzeni 25 lat muszę stwierdzić, że sposób  poszukiwania odpowiedzi jest tożsamy ze zmieniającą się rzeczywistością wokół nas.  
 Brak trwałości rodziny, praca zarobkowa jednego z rodziców poza granicami i rzadki kontakt z dzieckiem lub zanik kontaktu, stały brak jednego z rodziców, tempo życia, znikomy kontakt międzyosobowy w domach rodzinnych, jesteśmy ale nie rozmawiamy o tym co ważne dla nas, nasilił się w ostatnich czasach bardzo.
 Rodzice, którzy świadomie wychowują swoje dzieci rezygnując z wielu spraw,  rozumianych jako konieczne i niezbędne, stają się pewnego rodzaju elitą społeczną. 
   Innym wyzwaniem młodych jest zanegowanie wszelkich autorytetów, mistrzów, wzorców,   świata wartości, starych i sprawdzonych norm  jako tego  co,  przestało mieć znaczenie dzisiaj. Jest to ogromną stratą dla młodego pokolenia, ponieważ człowiek chce wiedzieć jakie są jego korzenie, historia, tradycja, co go   określało i co  kształtowało naszych przodków, jako osoby, żyjące w konkretnym społeczeństwie o określonej kulturze.
   Brak poczucia przynależności, powoduje, że młodzi nie wiedzą kim są i przestają myśleć społecznie, a zaczynają budować świat indywidualistów, rozumiany,  że moje osobiste dobro jest nadrzędne wobec dobra  drugiego człowieka, konsekwencją takiej postawy jest pustka, bo nikt nie jest szczęśliwy sam ze sobą,  potrzebujemy drugiego człowieka, innych do budowania poczucia sensu i szczęścia.
  Zanim zostanie ta prawda zrozumiana, to  pustkę  trzeba czymś wypełnić, myślę, że między innymi dlatego młodzi wchodzą w ryzykowne zachowania typu: narkotyki, alkohol, rozwiązłość seksualna. Jednym z nich  z biegiem lat udaje się pokonać pustkę,  inni przez  całe życie tkwią w niej zagłuszając ją w lepszy lub gorszy sposób. 
  Młodzi tak naprawdę są  otwarci na wartości, na to co stałe, niezmienne, sprawdzone, dobre szlachetne i prawe. Są szczęściarzami jeśli rodzice przekazali im to w wychowaniu nawet jeśli czasami to kwestionują to w dorosłym życiu mają do czego wrócić.
   Życie w  mentalności, że nic nie jest pewne i trwałe często podcina młodym skrzydła do wysokich lotów i nie pozwala podejmować decyzji samodzielnych i trwałych.

  I jestem pewna, że  tą wartością najtrwalszą  i  najbardziej stałą jest Chrystus i tylko żywa relacja z Nim może dać młodemu człowiekowi sens nauczyć go widzieć życie z tej właściwej perspektywy

  Młodość jest tylko pewnym etapem w życiu, jednak  bardzo znaczącym, bo ukształtowane postawy i wybrane  wartości  w tym czasie, wpływają  na dalsze nasze życie decyzje i wybory a co za tym idzie na Życie Wieczne.