sobota, 23 września 2017

Dawne i nowe

      W pewnym momencie swojego życia miałam okazję spotkać grono ludzi, którzy byli zwolennikami arcybiskupa Lefebra i miłośnikami Mszy trydenckiej i wszystkiego co Sobór w Trydencie powiedział, jako jedynej i nieomylnej prawdy, a wszystko co nastąpiło potem, zwłaszcza Sobór Watykański II, było nadużyciem.

  Byli to ludzie bardzo inteligentni, o poglądach konserwatywnych i w takim samym duchu wychowujący swoje dzieci, stanowili oni pewnego rodzaju elitę, która spotykała się na Mszach trydenckich, wtedy jeszcze nie były one  uwolnione jak dzisiaj.

  Chociaż nie podzielałam  poglądów tych ludzi, w kwestiach liturgii i ich spojrzenia na Sobór Watykański II, czasami z nimi dyskutowałam, to bardzo tych ludzi ceniłam i cenię, wiele też się od nich nauczyłam, np, że poglądy konserwatywne nie muszą być powodem do wstydu ale do dumy, że postępowi nie są   tylko Ci którzy mają poglądy liberalne i nowo-lewicowe, nauczyłam się też pewnej konsekwencji.

  Nie mogę też tym ludziom zarzucić powierzchownej religijności, bo w określonych sytuacjach życiowych spotykałam się z ich głęboką wiarą  i pobożnością.
W tamtym okresie miałam też okazję obserwować  młodych ludzi radykalizujących się w duchu trydenckim.
 I zadawałam sobie wtedy pytanie, a dzisiaj jeszcze bardziej, skąd taka radykalizacja?

   Dlaczego piszę na ten temat?
 Ostatnio obserwuję jakiś dziwny podział w Kościele polskim na bardziej katolickich i mniej katolickich, no i jeszcze środkowo katoliccy ale jak powszechnie wiadomo, środek, zawsze jest najmniej interesujący ale nie można zaprzeczyć, że jest .
 Bardziej katoliccy to  Ci, którzy są zwolennikami, piękna liturgii rozumianej jako powaga, majestat i dostojeństwo, realizowanej przez skrupulatne zachowanie wszystkich przepisów itd,  a mniej katoliccy, to ci z Odnowy  machający flagami, tańczący, modlący się językami, podnoszący ręce w kościele.

  I wszystko to wydaje się dosyć zabawne do momentu kiedy rozpoczyna się walka na słowa, publiczne wyśmiewanie, poniżanie, obrażanie, konkretnych osób, w imię obrony prawdy i czystości rytuałów.
 
Ostatnio trafiłam na mało zabawną stronę na Fb, która drwi i szydzi, z osób i instytucji w imię tradycji i czystości wiary, z jednej strony, dostojeństwo, piękno i  majestat starej liturgii, z drugiej drwiny i szyderstwa pod adresem osób. Budzi to mój sprzeciw  i bunt,  wobec takiego rozumienia liturgii, wiary i Kościoła.
  
Nie jestem zwolennikiem dowolności w liturgii, ani za  zachowywaniem sztywnym  przepisów, bo przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów. Przechylenie w każdą stronę jest szkodliwe.

  Powszechność Kościoła między innymi wyraża się w tym, że jest w nim miejsce dla wielu obrządków  i sposobów sprawowania liturgii. A szacunek dla odmienność  jest częścią naszej wiary. I wydaje mi się, że w liturgii chodzi o Boga samego, o spotkanie z Nim.
Jeśli chrześcijanie nie potrafią obdarzać się wzajemnie szacunkiem,  jakie dajemy o sobie świadectwo?
"Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali." Łk 11, 17

środa, 20 września 2017

Spojrznie poza siebie

    A może by tak spróbować spojrzeć poza horyzont...?
   Horyzont wiedzy gubi się we mgle wytworzonej przez chwilowe mody i piękne słowa. Nie zwracamy uwagi na to co jest poza naszym polem widzenia, zadowala nas zamiana rzeczywistości na opinie,         tajemnicy na dogmaty, a idei na mnogość słów. To co niezwykłe, jawi się nam jako nawyk, brzask poranka jako codzienna rutyna natury. Wciąż się jednak budzimy. Pośród wędrówki, w nigdy nie kończącym się nawrocie dni i nocy, nagle ogarnia nas potężne przerażenie, uczucie, że nasza mądrość została obrócona w niwecz.  Rozdzierająca serce wspaniałość zachodu słońca, jest dla nas nie do zniesienia. Jakiż dla nas wówczas pożytek z opinii, słów, dogmatów? Jednak gdy stajemy przy drzwiach otwartych na nieskończoność, uprzytamniamy sobie, że wszystkie pojęcia to jedynie lśniące pyłki zaludniające promień słońca.
                                                                                         Abraham J. Heschel ,,Człowiek nie jest sam ''

sobota, 16 września 2017

Zatrzymać młodych

foto: Ida Balicka

     Od dwudziestu pięciu lat pracuję z ludźmi młodymi lub dorastającymi,  (myślę o gimnazjalistach). Mam tez okazję widzieć jak się zmieniają  na przestrzeni lat i w jaki sposób wpływają na nich zmiany kulturowe i obyczajowe, w tym rozwój mediów elektronicznych.

   Smutek mnie wypełnia kiedy widzę na bulwarze, w piątek, młodych ludzi  siedzących obok siebie z piwem w ręku i zapatrzonych w komórkę, takie mamy czasy, powie ktoś.
  I nie chcę tu pisać czy młodzież jest zła czy dobra bo jest taka jak zawsze i tutaj nic się nie zmienia.

 Kiedy patrzę na nich, myślę, że Kościół ich coraz bardziej traci. Czy to znaczy, że młodzi nie pragną i nie szukają Boga? Nie.... 
 Jednak coraz częściej Bóg nie jest im potrzebny, nie znajdują uzasadnienia dlaczego mieliby w Niego wierzyć lub chcieliby Boga dopasować do swoich standardów myślenia i zachowania. 
  A co  my dorośli; rodzice, duszpasterze, katecheci, ewangelizatorzy świeccy dajemy młodym  jeśli chodzi o przekaz wiary? 
 W ostatnim czasie obserwuję wiele inicjatyw, praktycznie każde zgromadzenie zakonne organizuje Dni Młodych w okresie wakacyjnym, pod rożnymi nazwami i zawsze są tam  młodzi. Często tym spotkaniom towarzyszą koncerty, zabawy, warsztaty, spotkania z ciekawymi ludźmi oraz modlitwy. 
  Mamy tych ludzi na chwilę, od dwóch do siedmiu dni,  potem jadą do swoich miejscowości. Ilu z nich zostaje w grupach młodzieżowych, aby dalej rozwijać swoją wiarę? 
Czasami mam wrażenie, że  w czasie letnich spotkań młodzieżowych chodzi o to,  aby pokazać, że fajnie jest wierzyć, ludzie doświadczają radości płynącej ze wspólnoty, czasami obecności Boga, wracają do siebie i na tym się wszystko kończy. Chcą jechać na następne spotkanie, bo będzie się tam działo, a jak się nie dzieje to nie jest ,,fajnie" .

   Jak zatrzymać młodych, aby chcieli   rozwijać się duchowo i po ludzku?
 Nie tylko od wyjazdu do wyjazdu  ale formować się we wspólnotach? Jednak wtedy trzeba będzie zaproponować coś więcej, pewną systematyczność.

  Nie znam lepszego programu niż ten, który został zaproponowany przez Ruch Światło Życie i do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką dlaczego, w którymś momencie zrezygnowano z niego, na rzecz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. No może Skauci Europy  mogli by konkurować z przysłowiową Oazą.

 Może się mylę ale obserwuję bardziej rozkwit Duszpasterstw Akademickich, niż wspólnot młodzieżowych, a młodzież  liceum jakby  nie istniała....Czy to wina katechezy w szkole, czy może brakuje duszpasterzy zaangażowanych? Czy jednak te nowe krótkie formy są najlepsze na dzisiejsze czasy? A może młodzież później dojrzewa i dopiero studia są  tym momentem aby się bardziej zaangażować w sprawy wiary?
Nie wiem
   Mam jednak nadzieję, że może w systematyczną formację religijną zaangażuje się niewielu młodych ludzi ale to właśnie oni będą stanowili przyszłą elitę czyli tę pochodnię, która przekaże wiarę dalej.
     

foto: Ida Balicka
 

sobota, 9 września 2017

Twoje Słowo jest lampą...


    Nie wiem czy też tak macie, kiedy czytacie Pismo Święte, że jakieś Słowo z wami chodzi,  dotyka  was i nie daje spokoju, wraca  kilkakrotnie lub wydaje wam się, że właśnie otrzymaliście odpowiedź na swoje pytania i wątpliwości. 

  Lubię czytać Słowo Boże, przeznaczone na dany dzień do czytań mszalnych i ostatnio zdarzyło mi się, że ze mną  chodzi Słowo z piątkowego czytania:  
  Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego - pierworodnym wobec każdego stworzenia,  bo w Nim zostało wszystko stworzone (....) On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie (...) Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała pełnia. Kol 1,(15-19). 

  Nagle oczywiste  staje się jasne i zostaje odkryty cały horyzont.
 Jest bowiem odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci Mdr 7, 26 

  Czytam i czytam powtarzam i powtarzam, myślę, jestem, nic dodać nic ująć. 
Jaki jest Bóg? Taki jak Jezus, bo w Nim  zamieszkała cała pełnia. 

Czy  Jezus jest surowy, czy jest skory do gniewu, sądu i potępienia, czy jest naiwny w swej dobroci ? Jezus jest obrazem dobroci Boga. Wszystko w Nim ma istnienie...

 Czy znamy Jezusa, co o nim wiemy otrzaskani z religią i pobożnością, przekonani, że  słyszeliśmy już to sto razy?

 Panie:  Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce. Ps 119,105

środa, 6 września 2017

Świadek wiary

       Relacja z Bogiem, co to jest?  Naukowcy robili badania mózgu w czasie modlitwy człowieka i stwierdzili, że człowiek rozmawia z kimś kogo nie ma.
 Wykrzyczał mi  uczeń na religii, kiedy mówiłam, że wiara jest relacją z Bogiem. Tylko skąd Ci naukowcy wiedzieli, że tam nikogo nie ma? Zapytałam  go, nie zdążył odpowiedzieć bo  zadzwonił dzwonek...
   Przeczytałam dzisiaj, że święta Matka Teresa z Kalkuty rozmawiała z Bogiem, że odnaleziono notatki, które o tym świadczą, że Pan Jezus poprosił ją, aby założyła zgromadzenie w Indiach dla najuboższych. 
   Od jakiegoś czasu zastawiałam się jakie doświadczenie Boga musiała przeżyć Matka Teresa, że tak bardzo cierpiała z powodu samotności i opuszczenia, poza tym jej heroizm w służbie najuboższym nie wypływał tylko z ludzkich   pragnień i możliwości. Musiał być wspierany przez coś, co nie pochodzi tylko od człowieka.
Pobożni ludzie pukają się w czoło, że przesadzała z tym ubóstwem, a jednak jest to dzieło Boże, co zostało potwierdzone przez Kościół jej kanonizacją i dalszym rozwojem zgromadzenia po jej śmierci.

  Na jeszcze jedno pytanie nie umiem znaleźć odpowiedzi, dlaczego niektórzy ateiści  tak bardzo kwestionują jej świętość, dlaczego ciągle powraca podważanie sensowności prowadzonych przez nią dzieł i jej sposobu życia? Może dlatego, że gdyby się przyjęło je jako coś wyjątkowego byłoby to dowodem na istnienie Boga?  
   Świętość sama się broni. Nie, poprzez popularność i uwielbienie ogółu ale poprzez czyny i dzieła, które po sobie zostawia, poprzez styl życia, często wyśmiewany i pogardzany, któremu tak naprawdę nie jesteśmy  w stanie sprostać.

   Nie umiałabym żyć tak jak Matka Teresa z Kalkuty i jej siostry ale jest ona dla mnie świadkiem wiary i miłości do Jezusa w  XX w. Dowodem na to, że  wielkie czyny wypływają z relacji z Bogiem, z głębokiego życia z Nim i dla Niego.   
   

wtorek, 29 sierpnia 2017

O poznawaniu Boga


  Zastanawiam się dlaczego jedne wpisy na tym blogu cieszą się większym zainteresowaniem, a inne mniejszym.


Jednak jeszcze bardziej zdumiewa mnie popularność zdania Bóg jest dobry.

 Zdanie Bóg jest Miłościąwydaje się być pustym, nic nieznaczącym sloganem i nie robi na nas takiego wrażenia, jak stwierdzenie Bóg jest dobry. Jakby ta prawda była  czymś zakrytym przed nami, chociaż jesteśmy ochrzczeni i mamy Ewangelię.

 W jakiego Boga wierzymy? Gdybym zapytała kogoś z czytających ten tekst, jaki jest Twój Bóg, co byście odpowiedzieli?
 Prawdą jest, że  Boga postrzegamy przez pryzmat doświadczenia ludzkich relacji, najbardziej przez relację  matki i ojca do nas i najbliższych, często, to, jakiego mieliśmy ojca, wpływa na nasze myślenie o Bogu, na przeżywanie relacji z Nim.

 Może dlatego trudniej jest nam uwierzyć w miłość, która  jest obarczona niedoskonałością lub grzechem człowieka, a łatwiej w dobroć, bo  tę z kolei nam łatwiej przyjąć.

 Jak  ważny jest obraz Boga, to co o Nim myślimy i o tym  jaki jest,  chyba nie muszę nikogo przekonywać, i że od tego zależy nasza wiara i to jak wierzymy.

  Aby nasza wiara mogła się rozwijać i dojrzewać  musi się  zmieniać nasze wyobrażenie o Bogu. Czasami myślimy, że kiedy  chodzimy do kościoła w niedzielę , modlimy się, przystępujemy do spowiedzi, a nawet czytamy Pismo święte, pomagamy innym, staramy się żyć dobrze, krótko mówiąc wypełniamy wszystkie nasze obowiązki wypływające z wiary lub stanu życia, wtedy jesteśmy ludźmi wierzącymi i dobrym i jest nam tak  dobrze.
  Jednak czy na pewno to wystarczy?
Czy nigdy nie czuliśmy się zaproszeni do poszukiwania Boga takim jakim On jest naprawdę, poza moim myśleniem. Czy jesteśmy przekonani, że Bóg jest tylko taki  jak sobie Go wyobrażamy?

  Chrześcijaństwo zaprasza nas do relacji z Bogiem, który jest bliski i daleki, który jest Inny niż wszystkie nasze wyobrażenia, stąd możemy się czasem  bać dlatego też mamy Jezusa aby nas nie przerażał, bo  ta inność to inność Miłości, przekraczającej nasze ludzkie kalkulacje, bo całkowicie darmowej i bezinteresownej, obdarowującej,  wyprzedzającej.

 Ten własnie Bóg pozwala nam  poznać siebie,  w swoim Słowie, np poprzez czytanie Ewangelii, tego Boga rozpoznajemy  z wiarą i ufnością w  przyjmowanych sakramentach, w modlitwie szczerej i serdecznej i w  drugim kochanym i niekochanym człowieku. Bóg jest dobry. To prawda ale czy tylko? Czy moje serce pragnie Boga? Tęskni za Nim, oczekuje?
 Dobry Boże, spraw abym Cię bardziej poznał, pokochał i szedł w Twoje ślady        

wtorek, 22 sierpnia 2017

Przyjaźń dla wszystkich

 
   Przyjaźń jest tym, za czym tęsknimy, czego poszukujemy i potrzebujemy, niezależnie od stanu życia, czy to, w małżeństwie, kapłaństwie, czy życiu zakonnym, bądź w samotności, mężczyźni i kobiety wszyscy pragniemy przyjaźni.
 Być może z tych samych przyczyn ostatnio bardzo poruszyły mnie słowa o  przyjaźni kierowane przez Jezusa do uczniów. 
Nie ma większej miłość niż ta gdy ktoś poświęca swoje życie za przyjaciół.Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli spełnicie wszystko co wam polecam. Już was nie nazywam sługami ale przyjaciółmi J 15,(13 -15)

 Mówi Jezus do swoich uczniów, w kontekście winnego krzewu lub winorośli, w zależności od tego jakie tłumaczenie mamy Pisma Świętego. 
  
  Czy możemy  uznać się za przyjaciół Jezusa? Czy możemy poczuć się  zaproszeni do tego typu relacji z Nim? Ile razy omijaliśmy te wersety przekonani, że to tylko do uczniów ale na pewno nie do nas. 

  Myślę, że to zapewnienie o przyjaźni, jest kierowane do każdego z nas, bo przecież Jezus poświęcił swoje życie za nas, za mnie  i za ciebie nie tylko za  najbliższych uczniów. 
  
  Zapytajmy więc co to za przyjaźń i o co tu chodzi, a Słowo poprowadzi nas do Księgi Wyjścia do rozdziału 33, kiedy Mojżesz rozmawia z Bogiem twarzą w twarz, jak rozmawia się z przyjacielem, w bliskości,  Bóg daje się poznać Mojżeszowi, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba wchodzi w bliską relację z Mojżeszem, pozwala aby ten poznał go sercem.

 Mojżesz przebywając w tej bliskości, rozmawia z Bogiem  bardzo śmiało : ,, Jeśli znasz mnie i znalazłem łaskę w twoich oczach, objaw mi swą drogę bym poznał Cię" (...) Objaw mi swoje palny. Bóg ulega Mojżeszowi i pozostaje obecny pośród narodu. Mało tego, Bóg ukazuje Mojżeszowi swoją chwałę, pozwala aby ten stanął tak blisko Boga jak to jest tylko możliwe dla człowieka, stanąć w bliskości Boga...Oto istota przyjaźni....
  Poznać Boga, pełnego miłości i miłosierdzia, czułego w stwarzaniu na nowo człowieka, po jego odejściach i niewiernościach, wiernego  nieskończenie i w takim samym stopniu cierpliwego. Do takiej relacji zaprasza nas Pan. Wiemy, że przyjaciela możemy poznać tyle na ile on sam nam zechce się dać poznać. Podobną sytuację mamy i tutaj.  
 Czy możemy uwierzyć, że jesteśmy wezwani do bliskiej relacji z Bogiem, do  rozmawiania z Nim jak z Przyjacielem, że znaleźliśmy łaskę w jego oczach?
 To nie wy wybraliście mnie lecz ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili, aby owoc był trwały: aby mój Ojciec dał wam wszytko o co Go poprosicie w imię moje .
 To wam przykazuje abyście się miłowali J 15,16-17