sobota, 25 maja 2019

Jam zwyciężył świat

  W ostatnich tygodniach przeżywam wstrząs osobisty, związany z wydarzeniami dotyczącymi pedofilii w Kościele polskim. Zdążyłam się oswoić, że takowy w Kościele jest i dawałam temu wyraz niejednokrotnie na tym blogu.

 Nigdy nie uważałam, że o pedofilii nie powinno się głośno mówić. I nie ma takiego zadośćuczynienia, które mogłoby wynagrodzić wyrządzoną krzywdę dzieciom.

  Wstrząs mój był spowodowany samym zjawiskiem, jak i  tym, jak bardzo ten problem został wykorzystany na wielu płaszczyznach i w jak bezwzględny sposób...

   Oprócz dramatu ofiar zobaczyłam: bezradność biskupów, podział katolików, w tym kapłanów chcących nadążyć za mediami, triumf i nienawiść wrogów chrześcijaństwa oraz dezorientację, lęk i zagubienie zwykłych katolików z ulicy. Gorączkowe pytania ludzi: Co będzie z naszym Kościołem? Deklaracje o apostazji. Proroctwa końca. 
 I wreszcie, stwierdzenia, że wszystko zostanie ujawnione do bólu, bo to jest oczyszczenie. A tym którzy zdecydują się zostać, pozostaje wytrwać na tej drodze krzyżowej i chyba z tym najbardziej się utożsamiam. Uważam, że jest to czas wielkiej próby wiary, dla wielu katolików, a wytrwają w niej najwierniejsi.
  
  Pozostaje mi też mieć  nadzieję, że Ci którzy zdecydują się przyjąć święcenia kapłańskie, będą żarliwymi pasterzami, odważnie głoszącymi Ewangelię i nie idącymi na kompromis z  postępowymi poglądami,gotowi oddać swoje życie dla Ewangelii.  
  
   W  tym  trudnym  czasie, otrzymałam wiele uśmiechów Pana lub mówiąc językiem duchowym,  pocieszeń. Jednym z nich był  ksiądz emeryt, który mógł mieć ok 80 lat,nie mniej, który przychodził do mojego klasztoru z  mszą świętą. Był on balsamem na moje zbolałe serce. Codziennie rano z wielką pobożnością i miłością, sprawował mszę świętą, mówił krótkie wprowadzenia dotyczące Ewangelii, które zachwycały  mnie trafnością i głębią, przy tym był pełen humoru i optymizmu, którym nas zarażał. Co za szczęśliwie przeżyte życie, myślałam patrząc na niego zdumiona, jaki spełniony kapłan... Chociaż znam wielu dobrych, mądrych i pobożnych księży, ten wydawał mi się danym specjalnie na ten czas, aby mi zwrócić wiarę w kapłaństwo, poprzez żarliwość wiary, skromność, radość i autentyczność przekazu.
  
   Innym pocieszeniem jakie otrzymałam było Słowo Pana przeznaczone na dany dzień z Ewangelii św Jana np : Niech wasze serca nie będą wstrząśnięte, pokój zostawiam wam, nie tak jak daje świat,ja wam daję. Słowo to pokazywało mi potrzebę ufności w Boże prowadzenie, utrzymywania spojrzenia wiary, że Pan zatroszczy się o swój lud, że Jego drogi są inne niż nasze ludzkie kalkulacje i wyobrażenia o tym co powinno być i jak powinno być. On wyprowadza dobro z największego zła, bo zło zostało raz na zawsze już  pokonane na drzewie krzyża i chociaż czasem wydaje się, że ono triumfuje to ostatnie słowo nie należy do niego, ani do biskupów, ani kapłanów, ani wybitnych świeckich publicystów tylko do JEZUSA.
  To wam powiedziałem abyście pokój we mnie mieli Na świecie doznacie ucisku ale miejcie odwagę Jam zwyciężył świat J16,33  

                

czwartek, 16 maja 2019

Ostatnio myślę, że...


    Nie uważam, aby opinia wypowiedziana na małym blogu,  była udziałem czynnym w większej debacie. Jest raczej  wyrażeniem  osobistego poglądu i formą sprzeciwu. 


    O filmie braci Sekielskich dzisiaj chcę napisać, że jest na faktach.

  Pedofilia sama w sobie wydaje mi się czymś  odrażającym, a w przypadku księdza brakuje mi słów. Nie zaprzeczam istnieniu zjawiska, uważam, że powinno się podejmować skuteczne formy walki i przeciwdziałania pedofilii, zarówno w Kościele jak i  we wszystkich innych środowiskach.    
   
 Zderzenie się z tym kryzysem w Kościele jest dla mnie bardzo bolesne i trudne.

 Nie zamierzam reformować Kościoła i mówić biskupom co powinni i jak powinni. Chociaż nie zgadzam się z wypowiedziami publicznymi  niektórych księży i biskupów. 

Zamierzam bardziej się modlić za Kościół, kapłanów i tych, których wiara słabnie w związku ze zgorszeniem. 

  Bardzo myślę, o tych, którzy są odbiorcami tych gorszących  wydarzeń i informacji, którzy nie wiedzą co z tym zrobić, czują ból  i zagubienie, i proszę Boga, aby znaleźli duszpasterzy,  którzy się o nich zatroszczą, będą głosili z odwagą Chrystusa i będą przekonywali  żarliwością  wiary, że Jezus żyje i działa w swoim  Kościele,  pomimo grzechu i bezradności wobec niego. 

 Tak, pamiętam o ofiarach i bardzo im współczuję i otaczam tą samą modlitwą.  

 Widzę też, że mówienie o problemie pedofilii w Kościele, ma wiele wątków pobocznych i niektóre środowiska, chcą rozegrać swoje interesy. Trzeba wiele mądrości i roztropności, aby nie pozwolić się nikomu wmanipulować, a powoli i skutecznie rozwiązywać problem.  


piątek, 10 maja 2019

Emocjonalny wpis społeczny

   Postanowiłam wymienić emocjonalne refleksję, z tym narodem, który tutaj zagląda i kiedyś przypadkowo lub świadomie tutaj trafi, mam taką potrzebę, aby usłyszała mnie śladowa część ludzkości. Ponieważ żyję  wszystkim co w naszym społeczeństwie się dzieje  i nie da się tego oddzielić od mojej wiary i ducha.  

    Na początek chodzi o Matkę Boską Częstochowską ,  nie o obrazę uczuć, podkreślam. Matce Bożej nic nie jest w stanie zaszkodzić ale....  żaden inny wizerunek Matki Bożej nie kojarzy mi się tak bardzo ze wspólnotą narodową jak właśnie ten, a wspólnota ta, jest  dla mnie  ważna i mam poczucie przynależności do niej, dlatego tęcza nie tyle jest dla mnie obraźliwa, co prześmiewcza i pogardliwa, a komentarze niektórych dziennikarzy  o czytaniu literek i tęczy jako przymierzu,  odbieram jako  cyniczne, pełne wrogości i pychy. I ciśnie mi się na myśl  określenie -  schamienie  życia publicznego, wiem, że brzydkie słowa  i zakonnicy nie przystoi. 

To co zrobiono z wizerunkiem Maryi, obraża mnie, dotyka i budzi mój gniew... 
    Dyskusja niektórych środowisk katolickich, twierdzących, że ich tęcza nie obraża natomiast bulwersuje, aresztowanie pewnej pani, wydaje mi się naprawdę czymś niezrozumiałym ale może chodzi tutaj o tę katolicką otwartość...

  Inną sprawą jest wystąpienie wiadomego  pana, pełne wrogości i nienawiści wobec Kościoła...Naprawdę nie robi ono na mnie większego wrażenia ale przypomina o natrętnej myśli -  schamienie życia publicznego  i dodaję, że to w ramach ostrej walki.
  Za chwilę zobaczymy film długo  zapowiadany  na temat pedofilii w Kościele, podobno na faktach oparty. Zapewne zrobiony, by prawdę ukazać z troski o Kościół katolicki, bo przecież nikt z  Kościołem nie walczy i nie musimy się bronić, tylko czuć wstyd i samopotępinie za grzechy kleru i upadek moralny Kościoła, no i kto  żyw, niech z niego ucieka. 
Grzech jest grzechem i wiele się na ten temat w Kościele robi i będzie robiło. Ale atak na Kościół jest ogromny również i nie da się temu zaprzeczyć. 
  Zaznaczam, że nie mam zamiaru być wdzięczna nikomu za powstanie tego filmu , jaką   wyrażali niektórzy duchowni po obejrzeniu filmu Kler , który traktował w podobnym kluczu temat Kościoła,  w tym względzie mam zamiar być zbuntowaną zakonnicą.    

   Z przykrością stwierdzam, że  nieprzyzwoita myśl o schamieniu życia publicznego, w ramach ostrej walki,  osiągnęła zwielokrotnienie,  w momencie przeczytania, że ważna osoba w państwie zaadoptowała dzieci , bo  współpracownik uprzejmie poinformował prasę. Wszystkie granice zostały przerwane, podobnie jak w powiedzeniu, że ojciec wybrał politykę, a syn sznur.....
 Pytam samą siebie i ten naród, który będzie to czytał, czy jest jeszcze coś  czego  nie przekroczono w życiu publicznym w ostatnim czasie?
 Pomijam fakt alarmów bombowych w czasie matur i czas poprzedzający matury.  
 Na rynku dzisiaj  obserwowałam obrazek: Z jednej strony nawoływanie do świeckiego państwa i składnia podpisów, a tuż obok  transparent:  Czego LGBT chce uczyć nasze dzieci i wzywanie do składani podpisów protestacyjnych.  Nieopodal policja czuwająca aby zapobiec schamiałym zachowaniom .

  W sumie to też bym chciała krzyczeć przez taką tubę: Ludzie PiS to nie Kościół, a Kościół to nie PiS.  Szanujcie się.
  Postanowiłam jednak wybrać tubę bloga, zrezygnowana, że i tak nic się nie zmieni. Podział pogłębia się, a schamienie narasta .
 Pozostają dwa rozwiązania: jedno bardzo popularne w latach 80 tzn. udanie się na wewnętrzną emigrację i drugie wyrażenie swojej stanowczej i publicznej   niezgody na życie publiczne, które przybiera coraz większe rozmiary schamienia i nienawiści. Co niniejszym uczyniłam powyżej. 
  Na znak protestu oświadczam też, że odcinam się od wszelkiej inteligencji   i   publicznie staję  po stronie ciemnogrodu,  moherowych beretów i innych wykluczonych z prawa do bycia ludźmi myślącymi samodzielnie i  po swojemu. 
     
 



poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Czystość jako zadanie


   Jednym z najczęściej czytanych wpisów przez moje wychowanki i uczniów, był wpis na temat czystości przedmałżeńskiej i seksualności czy-mozliwe-jest-zycie-w-czystosci,który chciałabym jeszcze chwilę tutaj kontynuować, poruszona pewnymi wydarzeniami.


  Jest to temat bardzo zapomniany i bardzo mało nowoczesny, podobnie jak dobre maniery i kultura osobista. Jednak jestem głęboko przekonana, że w człowieku istnieje potrzeba przekraczania samego siebie, tego co najbardziej prymitywne i podstawowe, utwierdza mnie w tym fakt, że  uczniowie nasi  na przedstawieniu, które sami napisali, śpiewali, być może naiwny tekst ale zdradzający ich najgłębsze pragnienia: Chociaż wkoło tyle wad, ja jednak pragnę czegoś więcej...
I właśnie jako coś więcej  warto ukazywać czystość, o niej  pisać i mówić, jako wartości o którą  należy się starć i  zabiegać, czym warto żyć, co nadaje smak i kolor naszemu człowieczeństwu. 

  Wydaje mi się, że dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, trzeba przypominać, że jesteśmy wezwani do tworzenia pięknego człowieczeństwa, że  pięknem, a nie ciemnogrodem, jest życie w czystości, które  wymaga od nas rozwoju całej osoby, na płaszczyźnie fizycznej, psychicznej i duchowej, zobaczenia, że nie jestem sumą popędów i potrzeb ale jestem stworzony do  rzeczy wielkich, rozumianych jako życie dla innych, bo nikt nie jest szczęśliwy sam ze sobą i nikt nie che żyć tylko dla siebie. 

 Szczęście, którego tak bardzo poszukujemy i którego pragniemy jest wtedy, kiedy wcześniej o coś zabiegamy, walczymy, męczymy się ... 

  Seksualność jest tą dziedziną, w której bardzo łatwo jest być zranionym, każde nadużycie w tej dziedzinie   pozostawia głębokie rany.
 Również lękowe podejście do płciowości,  nie  pozwala nam w pełni cieszyć się życiem.

  Dzisiaj  dzieje się tak, że zanim młody człowiek dowie się kim  jest, jako osoba tzn co jest dla niego ważne w życiu, zanim  zbuduje swój świat wartości,  dowie się jakie ma mocne i słabe strony,  rozpoczyna współżycie płciowe. Jakie dobro w dłuższej perspektywie  może  z  tego wyniknąć?  Czy można na seksualności  zbudować szczęście pewne i trwałe? Wątpię. Chociaż współczesna kultura nas o tym zapewnia. 
 Jednak w moim przekonaniu szczęście to tylko chwile,  a wartością jest sens, nadawany  drobnym  codziennym wyborom, wynikającym z tego kim jestem i co jest dla mnie ważne.     
      
   Mówiąc o czystości trzeba zapytać, co nadaje sens  mojemu życiu? Przyjemność? Atrakcyjny wygląd? Pieniądze? Bycie takim jak wszyscy? A może: wiara, wierność, uczciwość, bycie dobrym? Brak sensu powoduje, że  żyjemy  hedonistycznie, używając  życia ale nie będąc jego świadomymi współtwórcami. Pozwalamy, aby trendy społeczne, odżywianie, wygląd, san majątkowy, media społecznościowe, decydowały jakimi mamy być  ludźmi i w ten sposób nie bierzemy odpowiedzialności za swoje życie. Nie odpowiadamy sobie na pytanie:   Jakim chcę być człowiekiem, czym w życiu chcę się kierować? Bo wydaje się to zbyt wymagające.

  Doświadczenie  pokazuje, że nie są to tylko pytania młodości ale każdego etapu życiowego, a może nawet każdego dnia.

 Życie wartościowe, czyste, pełne entuzjazmu, radości, twórczości, to życie, w którym stawiamy sobie wymagania. Jak mawiał Jan Paweł II do młodych Musicie od siebie wymagać choćby inni od was  nie wymagali, bo wtedy kiedy stawiamy sobie wymagania, wtedy dążymy do wyznaczonych celów i zadań,  wtedy realizujemy znaczenie i  sens togo,. co jest dobre i piękne.
   Miłość prawdziwa, miłość wewnętrzna, pełna,  to ta,  w której wybieramy, osobę dla niej samej -     a więc ta w której mężczyzna wybiera kobietę, a kobieta mężczyznę, nie tylko jako partnera życia  seksualnego  ale jako osobę, której chce oddać życie. Wibrujące w przeżyciach zmysłowych i uczuciowych wartości seksualne towarzyszą tej decyzji, ale nie stanowią o jej głębi. Sam rdzeń wyboru osoby, musi być osobowy a nie tylko seksualny. 
 Zycie sprawdzi wartość wyboru, oraz wartość i prawdziwą wielkość miłości.
 K Wojtyła: Miłość i odpowiedzialność
 
   
 

     
 

środa, 17 kwietnia 2019

Królestwo moje nie jest z tego świata

Ludzi, Twarze, Człowiek, Kobiety, Oczy   Ostatnio dużo myślę o  świecie, chociaż Wielki Tydzień przypomina mi, że życie nasze na tej ziemi zmierza ku końcowi.
 Generalnie kocham życie, jego piękno, lubię  muzykę, sztukę, literaturę. Chociaż nie jestem znawcą w żadnej dziedzinie, jednak czerpię z tego piękna, pełnymi garściami, kocham przyrodę, zwiedzanie ciekawych miejsc i interesujących ludzi, mających coś zajmującego do powiedzenia, niekoniecznie o tych samych poglądach co moje, potrafiących zachować szacunek do czyiś przekonań i poglądów.

Świat jest pasjonujący i  zachwycający,  pod każdym względem i lubię jego  różnorodność postaw i poglądów, które w  ostatnim czasie bardzo się zaostrzają i polaryzują,  przez co  jedni od drugich wyraźnie się dystansują, żeby nie napisać, że  się zwalczają, bardziej lub mniej kulturalnie.

 
     Chrześcijanie są z tego świata jednak do niego nie należą .... Uczestniczymy w tej różnorodności, poglądów i postaw, a tym co nas łączy jest wiara w Jezusa Chrystusa.

  Wydaje się prawdziwym wyzwaniem, żyć pośród świata, a jednak nie ulec jego mentalności: władzy, sukcesu, popularności, rywalizacji, zadufania we własnych racjach, samorealizacji jako recepcie na szczęście, nowoczesności rozumianej jako podążanie za zjawiskami społeczno-kulturalnymi, w sposób bezkrytyczny i uznający je za konieczność epoki,  rezygnując w zamian z tradycyjnych wartości.
  
  Intelektualiści i ciemnota, postępowi i zacofani.
Kiedyś inteligencja wyznaczała kierunki w literaturze, sztuce, pomagała rozumieć i określać obecną rzeczywistość.  Przez inteligencję rozumiem, kulturę bycia i obycia, wiedzę wszechstronną i rozlegle zainteresowania, kogoś kto rozmawia, dyskutuje, przedstawia racje, nie chowa się wylękniony lub zwalcza z podziwu godną determinacją.
 Dzisiaj chociaż mamy wielu ludzi wykształconych,  to cierpimy na brak elity,  wolnej od uprzedzeń i zacietrzewienia ideologicznego, która miałaby realny wkład w kształtowanie szlachetnych postaw i dążeń, rozumianych jako budowanie dobra wspólnego.   

    Jak chrześcijanin ma znaleźć się w ogólnym chaosie pojęć i wartości, jak czerpać z tego co wartościowe nie zatracając świata wiary, żyjąc nadzieją i ufnością?

 W Polsce nasze myślenie o wierze jest ciągle masowe, myślimy liczbami i strukturami.
 Chociaż jestem zachwycona powstawaniem wielu nowych wspólnot  dynamicznie się rozwijających, to wydaje mi się, że  autentyczne życie wiarą rozpoczyna się od  jednostki. Wiele jednostek pokładających ufność w Panu, miłujących Go, tworzy wspólnotę Kościoła, w której się kształtuje i umacnia  życie  chrześcijańskie, tam uczymy się modlitwy, czytania Pisma Świętego, rozumienia go, uczymy się znaczenia i wagi praktyk sakramentalnych i wcielania wiary  w życie. 
 Aby nie popłynąć z prądem chaosu i pomieszania, konieczna jest wspólnota, która kształtuje i umacnia  wiarę oraz uczy nią żyć, w  niesprzyjających warunkach, delikatnie mówiąc. Nawet kiedy wewnątrz Kościoła spotykamy się z różnymi opiniami i poglądami, wspólnota daje nam wsparcie i przywraca  właściwe miejsce i znaczenie sprawom i ludziom.

  Nie ulegać światu, to nie ulegać nienawiści i gniewowi, przerywać łańcuchy zła, w tych miejscach w których to ode mnie zależy. Nie ulegać lękowi, że będziemy gorsi, wyśmiani, ciemni bo nie myślimy  jak przysłowiowi  wszyscy lub Europejczycy ale mamy odwagę być wiernymi Ewangelii. To  być życzliwym wobec tych, którzy mi nie są życzliwi, wybaczać tym, którzy mnie skrzywdzili i kochać pomimo wszystko.

 Czasami myślę, czy chrześcijanie mają prawo do obrony  poglądów, wymagania tolerancji dla siebie. Czy powinni w cichości serca wszystko przyjmować i znosić, a adwersarzy miłować z uśmiechem na ustach? Nie wiem, może to jest jakiś ideał dla mnie trudny do przyjęcia.

Jesteśmy tacy sami a jednak różni. Czy potrafimy to odkryć i tym żyć? Coraz bardziej kochając i wybaczając,  idąc do przodu z dumą i pokorą , że zwycięża Ten, który wszystko może. Jezus Chrystus, a jego królestwo nie jest z tego świata.



Dobrego Triduum Paschalnego życzę,  jeśli jeszcze ktoś tu zagląda. 
 

     

piątek, 5 kwietnia 2019

Nienawiść silniejsza niż ogień

   Dzisiaj może każdy wszystko napisać i niezależnie od tego czy to jest mądre czy głupie znajdzie swoich odbiorców. Idąc za tym tokiem myślenia postanowiłam i ja zabrać głos w temacie głośnym i skandalicznym ostatnich dni.
   Spalenia książek. Chcę zaznaczyć na początku, że nie popieram palenia książek  i nie uważam, że nic się nie stało. Natomiast bardziej niż spalenie książek poruszyła mnie zbiorowa histeria, bo inaczej tego nie umiem nazwać.
  Nie wiem czy są jakieś intencje, których nie przypisano temu wydarzeniu. Fala hejtu, pogardy, kpiny, pomyj i nienawiści, która wylała się w tamtym czasie i ciągle cieknie,  o wiele bardziej mnie poruszyła niż sam fakt, zjawiska światowego, jakim było spalenie książek. Ale oczywiście wszyscy mówimy ja nie hejtuję.

  Głęboko mnie dotyka dolewanie oliwy do ognia przez księży katolickich i publicystów świeckich uchodzących za  ekspertów  od spraw prawdziwości wiary i Kościoła. Prześcigających się w sile określenia szkodliwości skandalicznego  zjawiska.  Zastanawiam się czy naprawdę chodzi tutaj, o dobro, czy  o to, aby wpisać się we właściwy nurt, pozostać na topie. Siła oddziaływania mediów  jest ogromna i każdy kto ma tysiące obserwujących, jest tego świadomy, im większa popularność, tym większa możliwość oddziaływania na ludzi. Myślę tutaj szczególnie o ludziach kościoła. Jeden wpis popularnego księdza, rozchodzi się z szybkością błyskawicy, a im bardziej wpisuje się w nurt głównych mediów, tym szybciej. 
  
I tak kontynuując myśl, rozważam moment kiedy czytałam post przepraszający za wydarzenie napisany przez ks. Jarosiewicza , pod którym   poraziła mnie  ilość komentarzy pełnych pogardy i nienawiści.

 W tej ogólnej wrzawie i oburzeniu zabrakło mi  głosu rozsądku, który by powiedział. Stop, dokąd zmierzamy z tą nienawiścią.... Jednego  księdza  znalazłam w mediach , który studził nastroje i miał odwagę tonować ten wrzask i wyjaśniać. Chciałabym wierzyć, że było takich więcej.....  

  Dotyka mnie grzech w Kościele do żywego. Ale przymilanie się  ludzi Kościoła  światu, mówienie pod publikę i oczekiwania mediów,  powoduje osłabienie mojej wiary, ponieważ mam głębokie przekonanie, że  Kościoła nie zabije grzech ale liberalizacja, brak jednoznaczności, rozmycie tego czym jest Ewangelia, czym jest wspólnota ludzi wierzących i zatarcie się granicy w kompromisie ze światem.... 

 Księża, jedni drugich pouczający przy pomocy mediów społecznościowych, ku uciesze gawiedzi. Postępowi katolicy i ciemni katolicy, nawiedzeni i racjonalni. Znający prawdę i nie znający. Katolicy, katolików zwalczający. Naprawdę to pomaga odnowie Kościoła?Naprawdę jesteśmy świadkami Jezusa?  Taki obrazek mi się jawi po tych dniach.

  Czy głównym problemem Kościoła jest pedofilia, czy może ogólne pomieszanie pojęć i brak tożsamości kapłańskiej?  Uderzcie w pasterza, a rozproszą się owce. Brak mądrych, jednoznacznych odważnych, roztropnych, pełnych Ducha  kapłanów, zabije Kościół.  

   Ludzie Kościoła żyjący w układach i zależnościach finansowych, nigdy nie będą głosić Ewangelii ale będą zabiegać o sympatię  i poklask tych,  od których są zależni, w tym również od popularności medialnej bo ona przekłada się  na inne korzyści.
  Nie mogę znieść kiedy ludzie nastawieni wrogo do Kościoła, wykorzystują  niektórych duchownych i publicystów, do swoich gierek, aby poróżnić katolików między sobą. 

   W ciekawych czasach żyjemy....Jak mawiają mądrzy ludzie. Nie mogę przestać myśleć o tym co się stało...Jak bardzo jesteśmy podzieleni jako społeczeństwo, a jako katolicy nie mniej, jak pełni  złych emocji i jak niewiele trzeba, aby te emocje wypuścić  i potem wszystko się dalej potoczyło.

  Cóż znaczy  wpis na blogu zakonnicy nikomu nie znanej, wobec wydarzeń o światowej randze, a jednak korzystam z możliwości wolnej wypowiedzi.... i myślę, że to, co powinnismy zrobić to gasić pożary, a nie dolewać oliwy do ognia, podsycać i uczestniczyć w utarczkach słownych, tym głośniejszych im większą liczbę mamy obserwatorów, lajków i innego typu odbiorców medialnych. Łączyć, szukać porozumienia i pokoju  dla  imienia Chrystusa właśnie.



               
   

środa, 27 marca 2019

Czy Pan Bóg działa moim życiu?

pexels
 Czy moje życie obchodzi Pana Boga? 
  To pytanie często nam towarzyszy, prawie tak  często jak wtedy, kiedy zastanawiamy się, czy Bóg naprawdę jest. Skoro nie widzę jak Bóg działa w moim życiu, dlaczego mam w niego wierzyć? Pyta człowiek XXI w. Wszystko co wykracza poza  moje doświadczenie podlega wątpliwości...Nie istnieje coś, czego nie można: zmierzyć, policzyć lub doświadczyć. Twierdzimy, że Boga nie ma, skoro my w niego nie umiemy uwierzyć. Człowiek naszej epoki często myśli : To Bóg powinien się starać, aby mnie przekonać do wiary w Siebie, ja ewentualnie uwierzę lub nie. Często mamy się za bogów, a jeśli nie za bogów to przynajmniej za równych Najwyższemu. W ten sposób nie dopuszczamy do swojego serca pragnienia Absolutu, kogoś  większego niż my sami....
   
 Czy Bóg działa w moim życiu? 

 Po pierwsze musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: W jakiego Boga wierzę, jakie wyobrażenie Boga noszę w swoim sercu i czy ono jest prawdziwe, czy Bóg nie jest kimś całkowicie innym,  niż mój sposób myślenia o Nim. Na czym opieram mój sposób postrzegania Boga?
  
 Po drugie,  aby widzieć działanie Boga w życiu, powinniśmy być z Nim w relacji, znać Jego imię, mieć z nim kontakt przez modlitwę, przez życie sakramentalne i czytanie Słowa Bożego.
 Myślę też, że w sytuacji kiedy nie pozostajemy z Nim w relacji, dobrze jest mieć pragnienie spotkania z Bogiem.
  Wszystko to wprowadza nas w rzeczywistość Boga i pozwala  też widzieć  Jego  drobne znaki, a potem Jego działanie w moim życiu. Najpierw w sprawach prostych, a potem w większych. Widzenie działania Boga w naszym życiu, zakłada wiarę, powierzanie siebie Bogu w zaufaniu i przekonanie, że Bóg pragnie mojego szczęścia i zbawienia, że nie musi działać tak jak ja sobie to wyobraziłam, czy zapragnęłam. Bóg nie jest instytucją usługową, która spełnia nasze prośby i błagania ale pragnie naszego dobra i zbawienia. Jest Miłością przekraczająca moje wyobrażenia i wypełniającą moje najgłębsze tęsknoty. W tej Miłości mieści się wszystko cokolwiek możemy powiedzieć i wyobrazić sobie na temat Boga.    
  Miłość przejawia się blaskiem prawdomówności, darami dobroci, wszechmocą, która stwarza i ocala. Znamiennym jej rysem jest to, że zawsze miłuje pierwsza. Ona pierwsza udziela prawdy, udziela dobra, pierwsza udziela ocalenia, ona pierwsza stwarza w człowieku jego serce. Miłość Boga nie jest przejawem wdzięczności wobec człowieka za jego miłość, jest bowiem pod każdym względem  pierwsza. 

Bóg jest Miłością - to znaczy, że Bóg jest gniazdem człowieka, w którym czeka na niego oswojone szczęście.  Szczęście oswojone, to szczęście, które nie ucieka. To wieczność.
 Dla siebie nas Boże stworzyłeś i nie spokojne jest serce nasze do półki nie spocznie w Tobie.*

Czy kogoś takiego może nie interesować moje życie? Czy ktoś taki może nie działać w moim życiu? 

*Myśl zaczerpnięta z Podstaw etyki Ks.Józefa Tischnera

niedziela, 10 marca 2019

Pustynia

 
  Słyszę, że Wielki Post to czas pustyni. Ewangelia z pierwszej niedzieli Wielkiego Postu  mówi, że Pana Jezus wyszedł na pustynię i był kuszony....
 Pustynia? Czym jest? Jak ją rozumiem? 

Chociaż zazwyczaj o pustyni mówimy jako o miejscu walki duchowej z własną słabością i małością, ja jednak spróbuję spojrzeć na nią trochę inaczej.

 Czasami dziwę się, czasami, przerażam, że człowiek może tyle gratów zmieścić we własnym sercu, czego tam nie ma...Nie będę wyliczała bo obawiam się, że nie wystarczy  mi tutaj miejsca. Przez graty rozumiem wszystko co nie pozwala nam naprawdę żyć naszym powołaniem, jako Dzieci Bożych, w świetle Bożej Miłości.

 Pustynia to czas patrzenia na siebie w prawdzie, w pustej przestrzeni, gdzie nie ma się gdzie schować tu pozostajesz ze sobą. Wszystkie graty widzisz wyraźnie, bez złudzeń i upiększeń. Kiedy zdecydujesz się zostawić ten zbędny bagaż, jesteś wolny, wystawiony na żar Bożej Miłości, twoje pragnienie Wody Zycia  jest niewypowiedziane.  Miejsce puste, oczekuje na Pana, kiedy Pan zbliża się widzisz Jego Moc, Potęgę i Chwałę, jednak wzmocniony walką z usuwaniem śmieci, przerażony ogromem  tego co widzisz,  słyszysz przeciwnika, który nie chce abyś przyjął Miłość, zapewnia cię, że to ty jesteś bogiem, że masz w sobie moc, nie potrzebujesz nikogo, bo sam sobie wystarczysz...  

Zar Miłości  ogarnia Cię w niespodziewanej chwili, napełniając Cię Wodą Zycia. Wszystko w jednej chwili staje się proste i oczywiste, pozostaje Obecność Innego, która będzie Cię prowadziła swoją Miłością. Przestajesz być pusty stopniowo wypełniasz się Miłością, ona Cię prowadzi, pustynia skończyła się. Zaczynasz walkę   o życie w Miłości.    



                                           
                                                                      

 
   

sobota, 2 marca 2019

Niewygodna Ewangelia

    Lubimy chrześcijaństwo pełne entuzjazmu, radości, życia, pełne cudów i znaków. Mamy wtedy poczucie, że Bóg jest żywy i że dzieje się. Nie widzę w tym nic złego ale...
 Są w Ewangelii słowa, których słuchamy niechętnie, które nas dotykają i  budzą jednocześnie niechęć i lęk, szybko jednak zamieniamy myślenie o nieprzyjemnych wymaganiach na usprawiedliwianie Bożą Miłością. Jakie to są wymagania i słowa?
 

 Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych , którzy was prześladują Mt 5,44


To zdanie, jest jednym z najtrudniejszych w Ewangelii, budzi najczęściej nasz sprzeciw, zazwyczaj niewypowiedziany, słuchamy z grzecznymi minami, aby myśleć swoje lub udowadniać sobie, że nie mamy nieprzyjaciół, wszystkich lubimy. Lecz kiedy pojawi się ktoś o odmiennych poglądach, nie pozostawiamy na nim suchej nitki i do upadłego będziemy udowadniać, że to my mamy rację. Czasami mamy ludzi, którzy nas nie lubią, obgadują, niesłusznie posądzają, w końcu zwalczają jako chrześcijan i ludzi, czasami realnie ktoś wyrządza nam krzywdę i nie życzy nam dobrze. Pan  Jezus mówi, miłujcie waszych nieprzyjaciół, czy to jest normalne? A jednak Ewangelia wyraźnie nam mówi, zaprasza nas abyśmy kochali tych, którzy nas nie kochają, abyśmy nie odpłacali nikomu tym samym ale zwyciężali wszytko miłością i przebaczeniem, w miłości nieprzyjaciół konieczne jest przebaczenie i błogosławieństwo...I wydaje mi się, że nie chodzi tutaj o uczucia ale o wolę, dzisiaj tak bardzo zapomnianą. Czasami mogę czuć coś innego ale wybieram postawę życzliwości, wobec nieprzyjaciół, która z czasem przemieni moje uczucia, co też jest zwycięstwem. Miłość nieprzyjaciół wymaga od  nas głębokiej wiary i bliskiej relacji z Panem Bogiem nie jest czymś prostym i łatwym ale jest też częścią życia z Panem Jezusem i jeśli chcemy żyć w przyjaźni z Bogiem, również ta prawda jest dla nas wiążąca.

 Jeśli kto chce pójść za mną niech  się wyrzeknie samego siebie, niech weźmie swój krzyż i  naśladuje mnie. Mt 16,24b
    Rzeczywistość krzyża, cierpienia, w naszym życiu, jest bardzo trudna do akceptacji i wcielania jej w życie. Tym bardziej, że ze wszystkich stron słyszymy jakie to mamy prawa do bycia szczęśliwymi, samo zrealizowanymi, szczęście rozumiane jako  coś łatwego, miłego i przyjemnego leży w naszym zasięgu.
Tymczasem Pan Jezus mówi o wzięciu krzyża, o zgodzie na cierpienie, o rezygnacji z własnego ja, egoizmu, jako dążenia do tego co łatwe i przyjemne i pójściu drogą rezygnacji, służby, utraty swojego życia ze względu na Chrystusa. I nie mówi, musicie to zrobić, tylko pokazuje nam, że on sam tak postąpił z Miłości do nas, że wziął na siebie największą niesprawiedliwość przyjął śmierć na krzyżu za nasze grzechu, chociaż sam był bez grzechu. 

 Cierpieć niesprawiedliwość z miłością to dojrzałość chrześcijańska i świętość, nie ideał ale coś możliwego do osiągnięcia.      
 
 Ewangelia mimo licznych zapewnień o  bezwarunkowej Miłości Boga do nas jest pełna paradoksów i stawia nam  wymagania. To nie są tylko miłe piosenki typu: Bóg mnie kocha, ja go kocham i uwielbiam.  To  codzienne życie  przeżywanie z  Bogiem w drobnych i wielkich sprawach. To cała Ewangelia o Miłości Boga i o przyjęciu cierpienia, o wybaczeniu i miłowaniu wrogów, to nieustannie na nowo podejmowany wysiłek nawracania swojego serca.
  Wiara w Jezusa Syna Bożego, nie ucisza naszego lęku i bólu , wiara nadaje sens , wskazuje kierunek co naprawdę się liczy w życiu i że istniej coś więcej niż ziemskie życie. I chociaż wiele rzeczy jest dobrych samych w sobie, to warto z nich zrezygnować na rzecz tej Jedynej Miłości która jest Droga Prawdą i Zyciem.

sobota, 23 lutego 2019

O Kościele, który nie umiera

   W najbliższym tysiącleciu wszyscy chrześcijanie muszą przystąpić do dynamicznego programu formacji wiary: formacji w piśmie i teologii, w modlitwie i jasności sądów, po to by osobiście przyjąć, a następnie dzielić się łaskami, którymi Bóg tak szczodrze obdarza ludzkość. Fio Mascarenhas
   Ośmielam się twierdzić, że ten dynamiczny program formacji wiary, dokonuje się i można się śmiać lub pozostać  obojętnym lecz wydaje mi się rzeczą słuszną, uznanie tego za fakt dokonywujący się.  Dlaczego tak uważam? Spieszę z wyjaśnieniem.
  Kiedy obserwuję katolicyzm polski myślę, że w błędzie są Ci, którzy twierdzą, że wierzący, to masa ciemnych ludzi, którzy wierzą, aby przynieść sobie ulgę w różnorakim lęku.
  W momencie kiedy  Kościół instytucjonalny  usiłuje się uporać z dramatem pedofilii, wśród swoich przedstawicieli. Ludzie wierzący, wraz z gorliwymi kapłanami  lub bez nich,  podejmują  wiele cennych inicjatyw.  
 Ostatnio byłam zdumiona  liczbą 1500 mężczyzn spotykających się na modlitwie i słuchaniu Słowa. Mężczyźni, którzy odmawiają różaniec i oddają cześć Maryi, bo chcą być lepszymi mężami, ojcami i pracownikami....Inna bardzo popularna inicjatywa skierowana do kobiet pod hasłem: Urzekająca, gdzie kobiety, rozmawiają o powołaniu do świętości, w tym co codzienne i zwykłe, formując się w duchu Ewangelii. Nie jest to jedyna inicjatywa tego typu,  kierowana do kobiet, podobnie zresztą jak i do mężczyzn.
  Innym fenomenem jest dla mnie rozwój wspólnoty Przyjaciele Oblubieńca, która powstała na gruncie doświadczenia Odnowy Charyzmatycznej w 2010 roku i dzisiaj liczy 91 wspólnot w tym dwie w Anglii. Łącznie  wspólnota liczy 6200 osób, które codziennie rozważają Słowo Boże i  głoszą Ewangelię słowem i świadectwem  życia. I wiele innych dzieł, które są kontynuowane  jak np. rekolekcje Lectio Divina lub Rekolekcje Ignacjańskie gdzie wielu ludzi świadomie angażuje się w rozwój duchowości. 
 Co jest dla mnie ciekawe wiele istniejących i powstających inicjatyw nie jest związanych  z parafiami, są odpowiedzią na potrzeby ludzi szukających Boga, pragnących rozwijać swoją wiarę i  chcących doświadczyć Boga Żywego.
Myślę, że przy parafiach dzieje się też wiele dobra,  bo gdybyśmy się temu zjawisku przyjrzeli zobaczylibyśmy  tam  wiele cudów.
Osobiście jestem zadziwiona parafią Najświętszego Serca Jezusowego w Łodzi i działalnością przy niej licznych grup i dzieł,  szczególnie Mocnych w Duchu, którzy organizują fora charyzmatyczne i przez internet zapraszają innych do udziału i modlitwy. Ostatnie spotkanie z dr Mary Healy ciągle noszę w sercu. Można kwestionować mówiąc, że szukamy cudowności, jednak słuchanie o potrzebie budowania  relacji z Panem, o przebaczeniu, o  zapalaniu wiarą innych i niesienie jej dalej, o cudach, które Pan czyni w życiu innych dzisiaj, nie jest niczym nadzwyczajnym, jest budzeniem pragnienia Boga, do  przeżywania go osobiście. 
 Przeżywanie lub wyznawanie wiary, zmienia swoje oblicze i dokonuje się to n naszych oczach. Może zostanie nas garstka ludzi wierzących, w zderzeniu z kulturą, przestaniemy być silni jako grupa większościowa, za to ci, którzy zostaną będą opoką gotową przekazać pochodnię dalej.     

  Tak to już jest gdy  Pan Bóg zamyka drzwi, otwiera okno. Nasuwa się myśl dosyć prosta, w kontekście kryzysu instytucji Kościoła. I chociaż cierpią wszyscy wierni z powodu grzechu, to obfitująca łaska Boża wylewa się na ludzi, w sposób zaskakujący, umacniając ich wiarę. Czas przyspieszonego działania Ducha Świętego, który sam troszczy się o dwój lud.

 Napisałam tę notatkę na blogu, aby nie zapomnieć, po cichu sadząc, że może jeszcze komuś doda otuchy i pozwoli zobaczyć, że Kościół to coś więcej, niż instytucja, niż opisują to media, że to organizm, w którym żyje i działa Duch Święty, mimo naszego grzechu.  

   

środa, 13 lutego 2019

O tęsknocie za Miłością

  Świat oszalał  na punkcie miłości, wszyscy chcą być kochani...W sposób jedyny, wyjątkowy i romantyczny... Miłość jest przedmiotem tęsknot, marzeń i twórczości... Tyle definicji miłości, ilu ludzi na ziemi i każdy nosi własne wyobrażenie o niej. Czy to źle? To wspaniale! Cudownie! Zachwycająco!
  Nie pozostaję w tej materii wyjątkiem. Już sobie wyobrażam te miny zdziwione. Co? Zakonnica i miłość?  Tak! Kilka postów wcześniej pisałam  na ten temat, przeczytać można o tym tutaj.
 
  Dzisiaj nie będę się posługiwała mądrymi ludźmi ale napiszę własne rozumienie miłości.
  •  Miłość to jest umiejętność dawania i przyjmowania.
  •  Miłość to świadomość swoich potrzeb i rezygnowanie z nich, ze względu na dobro  drugiego     człowieka. 
  •  Miłość to radość, pokój i poczucie sensu, że kocham i jestem kochana.
  •  Miłość to bezinteresowność, oddanie i poświęcenie.
  •  Miłość to przebaczenie ciągle od nowa i od początku.
  •  Miłość to drobne gesty życzliwości wobec drugiego człowieka.
  •  Miłość to współczucie, współodczuwanie, empatia
  •  Miłość to przechodzenie ponad tym co ciasne, małe i bez wyobraźni.
  •  Miłość to wdzięczność i podziw.
  •  Miłość to umiejętność czekania na drugiego, jego czas, jego rozwój, jego dobro.
  •  Miłość to ból, gniew i oburzenie. 
  Miłość to Bóg,

   - który, codziennie zapewnia Cię, o swojej miłości,
   - który, pociesza Cię i podtrzymuje ,
   - który, nie zniechęca się i nie niecierpliwi Tobą,
   - który, wybacza Ci ciągle na nowo,
   - który, góry przenosi, bo nie ma dla Niego nic niemożliwego,
   - któremu  wichry, burze, słońce i deszcz są posłuszne,
   - który pragnienie Twojej wolności, 
   - który, jest niewyczerpaną Świętą Tajemnicą,
   - który, jest  bliski i daleki, czuły i srogi,
   - który, stał się człowiekiem, aby przekonać Cię o swojej Miłości,
   - który jest Nieograniczony, Nieskończony, Wieczny.



   
      
 
   
   

piątek, 8 lutego 2019

Zrozumieć Kościół

  Chciałabym na nowo zrozumieć czym jest Kościół, jego istotę.

   Aby nie dać się łatwo zwieść informacjom, że Kościół to samo zło, a ci którzy wierzą, to ciemni naiwniacy, aby nie przytłoczyła mnie siła zła, codziennie sączona w różnych mediach, aby nie pozwolić się przekonać, że wszyscy księża to pedofile i homoseksualiści i absolutnie nie należy im ufać..., a papież to heretyk, który nie zachowuje tradycji i ortodoksji lub, że tylko on może zbawić Kościół i wreszcie uczynić go współczesnym i miejscem, w którym da się żyć.


Mamy kryzys i nie da się zaprzeczyć. Lekarstwem na kryzys Kościoła byli święci ludzie, jak potwierdza to historia, to oni zmieniali rzeczywistość wokół nas, siłą wiary w Jezusa i miłością do Kościoła. Czy mamy takich ludzi dzisiaj?     Jak możemy zrozumieć  Kościół dzisiaj? 

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie musimy spojrzeć na Kościół z  perspektywy wiary....
 Ja znalazłam  odpowiedź  w Medytacjach  o Kościele Henriego de Lubaka. Ktoś może uśmiechnąć się z politowaniem, bo ten wybitny teolog napisał te książkę dosyć dawno, jednak dla mnie jest ona źródłem mądrości i nadziei przepełnioną miłością do Chrystusa i jego Kościoła.
 Pisze on tam : Kościół, cały Kościół, jedyny Kościół - dzisiejszy, wczorajszy i jutrzejszy - jest sakramentem Chrystusa, jego znakiem tutaj na ziemi. Jedyną misją Kościoła jest uobecnianie ludziom Jezusa Chrystusa. Wtedy kiedy my nie jesteśmy czytelnymi znakami, kiedy pojawia się wiele problemów i zgorszenia. Należy kierować wzrok na istotę w jej boskiej czystości i prostocie.

Czytam tam też: Człowiek Kościoła jako członek Ciała Chrystusa, niezależnie od pełnionej w nim funkcji , pozostaje wrażliwy na wszystko co rani w nim innych. Boli go wszystko co rani, paraliżuje, obciąża i niszczy cały  Kościół.  Z jednej strony nie mógłby zgodzić się na odłączenie od tego Ciała, a z drugiej nie może pozostać obojętny. 
  To sprawia, że cierpi z powodu wewnętrznych chorób Kościoła. Nie sądzi bynajmniej, by jego lojalność zobowiązywały go do akceptowania wszelkiego rodzaju nadużyć. jest świadom, że zryw reformy jest naturalny dla Kościoła.  Człowiek Kościoła pozostaje zawsze otwarty na nadzieję, jego horyzont nigdy nie pozostaje zamknięty. Tym horyzontem jest ostateczne spotkanie z Panem, którego osądowi  podlega Kościół czyli my wszyscy.

 W książce tej czytamy o kościele jako Mistycznym Ciele Chrystusa, którego Głową  jest Chrystus, a my jesteśmy jego członkami, kiedy cierpi jeden członek cierpią wszyscy i nikt nie może pozostać obojętny.  Nie zbawiamy się pojedynczo, mocą własnej wiary ale we wspólnocie, niesieni również wiarą innych i dziedzictwem tylu świętych, którzy nas poprzedzili, skoro oni mogli my też możemy .

Czytam też w tych rozważaniach, że Kościół można zrozumieć tylko z perspektywy wiary, w kluczu  Trójcy Świętej. Głęboko poruszają mnie słowa: Człowiek może nie dotrzymać zobowiązań wobec Ducha Świętego: Duch Święty nigdy nie uczyni tego w stosunku do Kościoła. Nawet najgorsze nasze niewierności nie oddzielą nigdy Kościoła od Boskiej miłości, która jest w Chrystusie Jezusie. Za pośrednictwem najlepszych swoich dzieci będzie zawsze odzwierciedlał jego chwałę.
 Kiedy wydaje nam się, że Kościół zaczyna zdradzać objawy zmęczenia, niewidoczne dla oka kiełkowanie przygotowuje mu nową wiosnę i mimo piętrzonych przez nas przeszkód, zawsze rodzić się będą święci. 
   

wtorek, 29 stycznia 2019

Wezwane do miłości

    Przed chwilą napisałam  tekst z okazji Dnia Zycia  Konsekrowanego  o tym co znaczy być wezwanym do Miłości ale nie utworzyłam kopii  i  przy dodawaniu zdjęć, wykasowałam tekst...Widocznie nie miał być publiczny i  był potrzeby tylko mnie.    
  Napiszę więc o tym co mnie zafascynowało w ostatnim czasie, a co jest związane   z Miłością i tym wyjątkowym wezwaniem. Nasza młoda siostra podzieliła się ze mną czymś  co wydaje mi się absolutnie wyjątkowe.
  Jeden z najwybitniejszych teologów XX w.  Henri de Lubac napisał tekst na temat duchowości Urszulanek Unii Rzymskiej.
 Czytałam go z wypiekami na twarzy, ponieważ ukazuje on piękno życia dla Jezusa na przykładzie Urszulanek, które w taki sposób żyły.
Tekst powstał w pierwszej połowie XX w to nic nie stracił na swojej aktualności. Zobaczcie sami:

Powołanie do Miłości to:
Nieustanny wysiłek, poszukiwanie tego, co jest najlepsze, zawsze w duchu wiary, z pokorną prostotą – jak prostota św. Anieli - aby we własnej duszy i duszy bliźniego, Bóg był miłowany, wielbiony, aby Bogu tylko służono.  Dalej przytacza przykłady urszulanek, które w taki sposób żyły:
Katarzyna Ranquet, :
  Przyszłyśmy do Zakonu – mówiła do Sióstr – tylko po to, aby miłować Boga. Pozostaję zwykle w obecności Bożej przez prostą i czystą wiarę, wywołaną przez pewnego rodzaju odruch podziwu”.
Owocem jej głębokiej pobożności była wewnętrzna wolność od wszystkiego co nie pozwalało jej bardziej kochać Boga samego.
Inną świętą urszulanką, którą przytacza de Lubac, jest Maria od Wcielenia, pisała Ona: 
Bóg był wyryty w mej duszy, nie umiałam już niczego poza Nim. Jednak po wielkim zachwycie umysł mój, zajęty rozważaniem każdej z poszczególnych doskonałości Bożej, spalał się w aktach uwielbienia, podziwu, pokory i oddania się wobec Tego, Który jest Wszystkim.
Kobieta ta, żyjąc w tak zażyłej relacji z Bogiem prowadziła intensywne życie apostolskie na misjach w Kanadzie.
  Dalej czytamy u de Lubaca o haśle urszulanek: ,,Soli Deo Gloria”. „Miłość moja i moje wszystko”i o zachowaniu tej duchowości przez każdą siostrę, pisze on:

 Ponieważ miłość Boża nie stanowi przeszkody w jej miłości bliźniego, ani nie ogranicza jej gorliwości, lecz ustala w jej sercu Królestwo Tego, Który miłuje wszystkich ludzi i chce, aby wszyscy byli zbawieni. 

U tego Boskiego źródła czerpią urszulanki apostolską miłość bliźniego i w Nim ją odnawiają. Jest to miłość dyskretna, nie oszczędzająca siebie, nie zniechęcająca się trudnościami lub ludzkimi zawodami, lecz życzliwa, powszechna, cierpliwa i zawsze trwała, jak miłość Boga ku ludziom.

Miłość, która nie rozprasza się w marzeniach, lecz zabiera się do określonych zadań z całym realizmem, z całym metodycznym wysiłkiem, używając wszystkich środków i zdobywając się na pomysłowość potrzebną w danym wypadku, a z gotowością na wszelkie ofiary, które pociąga za sobą.
 Kończąc swój tekst pisze: 

Szczęśliwą jest ta, która z dnia na dzień, w powodzeniu lub niepowodzeniu, wśród pociech lub utrapień, praktykuje tę wierność czynu, pokładając całą swą ufność w Bogu, Który nie zawodzi, Którego miłość objawia się wciąż coraz większa, coraz cudowniejsza, coraz bardziej niezgłębiona.


Chociaż de Lubac pisze to w konkretnym kontekście do Urszulanek Unii Rzymskiej. Duchowość ta jest tak bardzo ewangeliczna i wydaje mi się, że pozostaje aktualna i możliwa dla każdego, kto chce iść za Jezusem w sposób całkowity i bezkompromisowy.



 To w miłości znajduje swoje wytłumaczenie każde powołanie, również zakonne.