Chrześcijańskie myślenie.


   Ostatnio zainspirowało mnie  myślenie chrześcijańskie. Chociaż często słyszę o  duchu wiary, to jednak zwrot myślenie chrześcijańskie pobudził mnie do refleksji. Ci którzy doczytali do tego momentu, przynajmniej niektórzy, uśmiechną się może z przekąsem i sceptycyzmem, ja przynajmniej bym tak zrobiła....

 Ale o co chodzi? 
 Zapytałam na religii:  Do kogo modlimy się na różańcu? Młody człowiek szepnął coś do koleżanki, co chciałeś powiedzieć, powiedz głośno, powiedziałam, uśmiechnął się zadziornie i mówi: wszystko sprowadza się do Jezusa...Moja radość była  przeogromna, bo nie często zdarza się Jezusowa intuicja, nawet w szkole katolickiej, czasami może wypowiadana niepewnie i z przekorą.

  Czasami tak bardzo chcemy być nierozpoznawalni jako chrześcijanie, katolicy, zakonnicy, że boimy się mówić o wierze, przeżegnać się w miejscu publicznym, rozmawiać o sprawach wiary. Czasami mam wrażenie, że aby się wpisać w popularny kod, mówimy i piszemy tak, by nie uchodzić za innych, ciemnych, nawiedzonych, staramy się przypodobać, możnym tego świata, aby być na czasie, wykazać się zrozumieniem sytuacji, używając zręcznych argumentów.
Z innej strony rzecz ujmując, popadamy w  drugą skrajność, nieustannego świadczenia o Jezusie, naklejki, zapraszanie do modlitwy, zapewnienia o miłości do Jezusa itd . 

 Z wiekiem stwierdzam, że w życiu chodzi o umiar, co niekiedy jest bardzo trudne.

   Być pośród świata, a jednak nie z tego świata. Kategorie  myślenia chrześcijańskiego  to: miłość, miłosierdzie i  przebaczenie, ciągłe i stałe nawracanie się z grzechu do wolności. Czy o tym czytamy w najświeższych wiadomościach? Czy może wyśmiewanie, pogardzanie, poniżanie, brutalna walka i niekończąca się sensacja na przemian z  rywalizacją. Czasem myślę wojna na śmierć i życie. 
           
  Jak znaleźć ma się w tym człowiek, który chce żyć z Bogiem, chce autentycznie przeżywać swoją wiarę? Ma kilka rozwiązań: popłynąć z prądem, w najlepszym wypadku brodząc na mieliźnie lub pozwolić ponieść się fali i zatracić siebie, inne rozwiązanie to, tak się zradykalizować, żeby nic do mnie nie mogło dotrzeć z rozsądnych argumentów i jeszcze jedno, żyć we wspólnocie chrześcijańskiej, która mnie podtrzymuje i umacnia w życiu codziennym.

     Jestem przekonana, że jako chrześcijanie jesteśmy z tego świata ale do niego nie należymy, chociaż korzystamy z dóbr, które daje nam współczesność, to jednak jesteśmy inni,  ponieważ nasze spojrzenie, myślenie i przeżywanie rzeczywistości jest ściśle związane z Osobą Jezusa, Słowem Bożym i  życiem sakramentalnym. Dlatego wybaczamy i nie tracimy nadziei, chociaż czasem kosztuje to wiele zmagania, kochamy chociaż plują nam w twarz i idziemy pewni, że każdą drogę pokonał przed nami Jezus i on będzie przed  nami szedł umacniając nas swoja laską. Pośród burz i zmagań, w radości i cierpieniu jest z nami Ktoś, kto nadaje sens, a imię Jego jest święte i bramy piekielne go nie przemogą. 
    

Komentarze

  1. Jeśli chcesz znaleźć źródło, musisz iść do góry, pod prąd.
    Przedzieraj się, szukaj, nie ustępuj!
    (Jan Paweł II, Tryptyk Rzymski).


    to przesłanie naszego Świętego Jana Pawła II najbardziej do mnie przemawia
    http://www.robertwiecek.pl/?id=felietony&idn=2504
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje bardzo za komentarz. Również pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz