Przejdź do głównej zawartości

Siostry i stereotypy

  Często obserwuję dosyć uproszczony sposób postrzegania  sióstr zakonnych, dotyczy to zarówno  ludzi młodych  jak i dorosłych, nie pomijając księży, zarówno ludzi wierzących i niewierzących, przy czym Ci drudzy, często spoglądają na siostry z pewną ciekawością, jako relikt przeszłości i  dziwowisko. 
  Siostry muszą robić coś bardzo dobrze albo być wyjątkowe, aby mogły być postrzegane jako te, które są warte uwagi, szacunku i współpracy. W przeciwnym razie nie istnieją albo są przedmiotem drwin. 
Przy czym od sióstr oczekuje się wszystkich cnót od zaraz, np. pokory, służby, pogody ducha (zawsze uśmiechnięta), łagodności, wykształcenia, najlepiej na wysokim poziomie, znajomości języków obcych, inteligencji i obycia.
  Ale może dosyć już tego sarkazmu, a spróbujmy zobaczyć  stereotypy, przez które postrzegane są siostry.

 Siostry nic nie robią tylko się modlą, ich życie jest strasznie nudne.

  Modlitwa stanowi znaczącą część ich życia ale nie jedyną. W domu kobiety poświęcają czas dzieciom i mężowi, siostry, Panu Bogu. Oprócz tego,  siostry zarabiają na swoje utrzymanie, płacą podatki i inne opłaty związane z funkcjonowaniem domu. Każda z nich o ile jej zdrowie pozwala, idzie do pracy, w domu lub w apostolstwie, które prowadzą lub do innego rodzaju pracy, który podjęła, aby wnosić swój wkład. Prowadzą też życie wspólne, czyli spotykają się ze sobą, aby porozmawiać lub pograć w jakieś gry, mają drobne obowiązki domowe. Czy ich życie jest nudne? To już kwestia spojrzenia i oczekiwań.   

Siostry nie znają życia.


 Czy na pewno? Siostry żyją z normalnymi ludźmi, ponieważ warto pamiętać, że aniołami  nie są. Ludzkie mechanizmy i sposoby działania dotykają również życie zakonne. Poza tym praca wśród ludzi, bardzo dobrze nas urealnia i  doświadczamy tego co najbardziej ludzkie. I chyba nie muszę  nikogo przekonywać, że mamy też  rodziny, z których pochodzimy i uczestniczymy w ich życiu. A naszymi przyjaciółmi, bywają też ludzie spoza wspólnoty zakonnej. Może grozi nam nadmierny formalizm, jednak uogólnianie jest naprawdę krzywdzące, bo wiele będzie zależało od osoby, którą spotkamy.

Siostry są jakieś dziwne.


  No i tutaj możemy włożyć wszystko, w zależności od tego jaką siostrę spotkamy, czy ją polubimy czy nie. Mnie najczęściej w młodości odstraszał od sióstr, stój, dziwne upięcia na głowie lub długie siermiężne habity, długo nie mogłam zrozumieć dlaczego siostry sobie to robią np nosząc różne domki na głowie. Dzisiaj ten problem został znacząco zminimalizowany. Innym dziwactwem może być  rygoryzm lub perfekcjonizm. 

  Dziwny jest zazwyczaj ktoś, kto, nie odpowiada naszym wyobrażeniom o nim. Z siostrami jest tak, że nosimy zawsze jakieś  wyobrażenie o nich i w zależności  od tego, jaką osobę spotkamy, w naszym życiu, przez ten pryzmat postrzegamy wszystkie inne. Może zbyt mało spotykamy sióstr, a może zbyt często są one dziwne? Co siostry musiałby zrobić aby nie być dziwnymi?


    Nie wiem czy napisałam coś co, zaprzecza stereotypom, być  może potwierdziłam kolejny, nieznany mi jeszcze ale nie zgadzam się z uogólnianiem typu   siostry są takie..., czemu dawałam już niejednokrotnie wyraz na tym blogu, czasami myślę, że właśnie po to go założyłam i prowadzę. 
 Nikogo nie chcę przekonywać do sióstr, jednak nie chcę też biernie przyglądać się ich ośmieszaniu i lekceważeniu lub bezmyślnemu powielaniu stereotypu.


                                                 

          
 




     

Komentarze

  1. Siostro, znam wiele wspaniałych sióstr, które czynią wspaniałe rzeczy, mam nawet taką w bliskiej rodzinie. Ale jak w każdym środowisku, w tym też, są osoby zgorzkniałe, zgryźliwe i one to utwierdzają nie znających problemu ludzi w takich stereotypach, o jakich Siostra pisze. Samo życie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te mądrość spojrzenia. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  2. teraz się to pewnie zmieniło, ale ja na przykład pamiętam, co odstraszało mnie od sióstr zakonnych, kiedy byłam mała. Dwie rzeczy - plastikowa, sztywna pobożność "na pokaz" i dziwny ton głosu, taki w okolicach wysokiego c. :P Siostry na mszach miały zawsze ściągnięte, poważne twarze, sztywno złożone ręce, robiły wrażenie plastikowych lalek, robotów zaprogramowanych na przewidziane z góry, sztywne (i nieznaczne) ruchy. Kiedy mówiły, wchodziły o rejestr wyżej niż "normalny" człowiek, kiedy śpiewały, przedziwnie wykręcały samogłoski - wyczuwało się jakieś sztuczne "ułożenie", "wytresowanie", nienaturalność. Bałam się ich i na przykład za skarby świata nie usiadłam do ławki, w której siedziała zakonnica.

    Z dziesięć lat potem sama na jakiś czas wylądowałam w klauzurze u klarysek. To mogły być lata 90-te już. Tam znowu zobaczyłam dwa światy - z jednej strony zwykłe baby, zmieniające do różnych prac sztywne habity na wersje kretonowe, nie zasłaniające kostek :P , z drugiej - właśnie podczas modlitw - właśnie takie sztuczne, zamknięte, nieludzkie. Zastanawiałam się poważnie - dziewczę wtedy ponad dwudziestoletnie - czy pod tymi habitami one mają normalną, ludzką fizjologię w ogóle. :P Siostrę to pewnie śmieszy :))). Ale naprawdę tak było. Pamiętam, że bałam się poprosić o tabletkę przeciwbólową, jak dostałam okresu, jak bałam się spytać, co zrobić z podpaskami (nie było kosza w łazience).

    Potem miałam jeszcze epizod z karmelitankami, to już były lata dwa tysiące i naście, już było inaczej, te siostry były normalne, ludzkie. Tyle, że znajomość nieco dziwnie się zakończyła :P. Urwały z dnia na dzień, nagle okazało się, że nikt mnie nie zna w domu, do którego jeździłam na rekolekcje chyba ze 4 lata z rzędu, i że nie mogę już więcej przyjechać.

    I w zeszłe wakacje, w zupełnie obcym mieście, w zupełnie obcym kościele, kiedy szłam na poranną mszę, jakaś siostra zapytała mnie o imię, a potem wyskoczyła, że ona jest tu kierownikiem duchowym :P , że mam jakieś problemy, że... - no nic, tylko uciekać. :P

    I dlaczego tak właśnie postrzegam siostry? :)
    Nawet jeśli najczęściej się do nich uśmiecham i zdarza mi się zagadywać - po prostu się jakoś ich boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaje mi napisać. Serdecznie współczuję.

      Usuń
  3. Stereotypy sązawsze szkodliwe.

    Ale czasem bywa, że jakieś konkretne środowisko niestety je potwierdza :(. I dotyczy to każdej grupy ludzkiej, nie tylko sióstr zakonnych. Niestety. Tzw. czynnik ludzki....

    Ja na szczęście mam sporo pozytywnych doświadczeń spotkań z zakonnicami i cieszę się z nich bardzo.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i cieszę się z tych pozytywnych doświadczeń. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Oddać życie Bogu

Czasami oglądam w internecie Siostry tańczące, śpiewające, grające, elokwentne i wykształcone, zazwyczaj są to młode i piękne kobiety, myślę wtedy, że chcemy pokazać nasze życie, jako atrakcyjne, jakbyśmy chcieli udowodnić światu, że nie tylko  jesteśmy normalne ale też piękne i utalentowane, że niczym się nie różnimy od kobiet pozostających w świecie, po części to prawda. Siostry mojego pokolenia, z kolei, ukazywane są jako działaczki na rzecz potrzebujących, budujące domy, wychowawczynie, wykładowczynie lub feministki walczące o prawa kobiet i zakonnic, te ostatnie  bardziej  spoza Polski. Jednym słowem czyniące wielkie rzeczy dla Pana. Zmieniają się czasy i ludzie oraz środki wyrazu.
Jednak pod pewnymi względami człowiek się nie zmienia np. w pragnieniu i poszukiwaniu miłości, sensu, w tęsknocie za Bogiem. Czy dla młodych kobiet życie zakonne może być dzisiaj  atrakcyjne bez nadmiernego upiększania? Przecież na co dzień nie tańczymy, nie gramy na instrumentach, nie prowadzimy dys…

Kardynał od ubogich

Ciekawe rzeczy potrafią się wydarzyć na wakacjach, w zwykłych okolicznościach, czasami możemy spotkać niezwykłych ludzi.    Na krańcu Polski, w niewysokich górkach, spotkałam Kardynała. Przyjeżdża tutaj w wolnej chwili, ma tu swoją przystań, swój dom, swoich przyjaciół. Na górce, tak,  prosta chata zazwyczaj wypełniona jest ludźmi, zwyczajne miejsce. Kardynał kosi trawę, naprawia schodki do kaplicy, jeździ starym jeepem po górkach.
  Po wspólnych nieszporach siedzimy przy stole  rozmawiając i żartując, patrzymy na dobrego człowieka, który przyjechał odpocząć. Jak to jest być kardynałem? Zapytałam. Nie wiem, jeszcze nie zdążyłem pomyśleć. Papież  jałmużników nigdy nie robił kardynałami. Zazwyczaj byli to biskupi stolic. Papież Franciszek mianuje  kardynałów z innych państw i miejsc niż do tej pory byli mianowani, nie informując ich wcześniej.

  I dalej toczy się rozmowa, zajadamy się naleśnikami, pięknie podanymi, Ksiądz Kardynał wielkim nożem kroi tort, a mała dziewczynka, która jes…

Tysiąc propozycji na Wielki Post

Jesteśmy w trakcie Wielkiego Postu, co chwilę pojawiają się nowe propozycje, jak chrześcijanin może dobrze przeżyć Wielki Post, słyszymy jaki sposób jest najlepszy, który bardziej Boży, a który jest pogonią za czymś...   Jedni zachęcają do Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, drudzy zniechęcają. Jedni mówią, aby podejmować postanowienia Wielkopostne inni, żeby nie robić głupich postanowień itd...  Czasem myślę, że praktyki wszelkich umartwień rozumianych jako odmawianie sobie przyjemności w tym czasie, są już przestarzałe i mało wydajne, natomiast wszelkie dzieła miłosierdzia, dobrze widziane i ewangeliczne...  Ten mętlik i ogólne zamieszanie,  ma  też swoje dobre strony, bo zmusza mnie do refleksji.
O co chodzi  w Wielkim Poście?

  Czemu tyle się dzieje wokół niego? Odpowiedź jest zdumiewająco prosta o Pana Jezusa, o to by bardziej iść za nim, bardziej go poznać, zobaczyć jak wiele uczynił  dla mnie i czy jestem gotowa by odpowiadać na tę Miłość, w tym miejscu, w którym żyję i pracuję, po…

Oto jestem

Mów, bo sługa Twój słucha ...(1Sm3,3b-10,19) Według mnie jeden z najpiękniejszych fragmentów biblijnych. Młodego Samuela Pan wzywa po imieniu, chłopiec słyszy głos ale nie wie skąd pochodzi,  dopiero Heli wskazuje mu, że to Pan go woła.  Jest coś pięknego w tym młodzieńczym porywie serca, chłopiec słyszy swoje imię i natychmiast reaguje ,, Oto jestem", wyraża gotowość...Mów Panie bo sługa Twój słucha uległość wobec Pana.  Czasami słyszę, jak rozeznać powołanie? Na jaki znak mam czekać, aby wiedzieć do czego Pan mnie powołuje?    Myślę, że powołanie to jest poryw serca, rozumianego jako coś co dotyka mojej głębi pragnień, jakiejś istoty, która wyczuwa wielką Tajemnicę i Miłość Boga wszechogarniającą  i oczekuje odpowiedzi...Jest to jakiś rodzaj pragnienia: więcej, bardziej,  mocniej...  Chęć pomocy ludziom, czynienie czegoś dobrego, to za słabe motywacje, ponieważ one się wypalą wcześniej czy później ale pójście za Panem, odważnie i bez kompromisów, jest tym co będzie nam nadawało…