Przejdź do głównej zawartości

Dobre słowo

  Moja klasa, której jestem wychowawczynią, nieustannie mnie zaskakuje, nie wynikami w nauce, bonie są to wybitne orły, o wielkich ambicjach i zresztą nie oto chodzi.

  To co mnie u nich najbardziej fascynuje to szybkość  zmian jaką u nich obserwuję, począwszy od wyglądu zewnętrznego, a skończywszy na zmianach rozwojowych związanych z dorastaniem.
  I nie jest tajemnicą, że w pierwszej klasie przeżywaliśmy  chaos całkowity, związany z nowym środowiskiem, zachwytem mediami społecznościowymi, a konkretnie obecnością na Facebooku i  nieumiejętnością radzenia sobie z  rozdźwiękiem: już nie dzieci, a jeszcze nie młodzież.

   Różne eksperymenty przydarzały się moim uczniom, nie wspomnę, już o tym, że  do pokoju nauczycielskiego nie chciałam wchodzić, bo  nieustannie wysłuchiwałam  skarg, co kto powiedział, jak się zachował i nie nauczył....
  To co w gimnazjaliście najbardziej kocham, to jego podatność na zmianę i twórczość.  Ponieważ po półtorej roku pracy wychowawczej, doświadczam coraz większej radości  pracując z nimi, bo widzę jak się rozwijają  i dojrzewają.

 Bardzo długo zastanawiałam się, jak  dotrzeć do tych dorastających stworzeń, pełnych niepewności, niepokoju i zmiennych uczuć, od miłości do nienawiści, w ciągu jednej godziny.
  Z pomocą przyszło mi moje doświadczenie, chociaż wiedziałam, że ta klasa jest inna niż wszystkie, których dotychczas byłam wychowawczynią. Pytałam się każdego dnia, jaki sposób jest na nich...
Bo sama miłość, to jednak za mało.
   Oczywiście wsparli mnie tutaj niektórzy  rodzice, którzy podejmują wysiłek  pracy ze swoimi dziećmi w domu, wręcz walczą o nich i to przynosi efekty... Tutaj potwierdza się koncepcja, że  jeśli rodzice nie współpracują ze szkołą, jesteśmy skazani na porażkę, bo dziecko i dorastający człowiek, nie może słyszeć czegoś innego w domu i w szkole. 
Ale wracając do klasy.. 
   To co było najtrudniejsze na początku pracy to udźwignięcie negatywnego klimatu wobec siebie  w klasie, wynikającego z agresywnych  zachowań w mediach społecznościowych, które  powodowały, że wrogość  była przenoszona do świata realnego.
   Uchwycenie i zdiagnozowanie problemu, zajęło mi trochę czasu. Jako, że człowiek uczy się całe życie, w tym przypadku była to dla mnie lekcja: Wpływu internetu, na funkcjonowanie grupy małoletnich.

 Klucz leżał w odpowiedzi na pytanie: Jak zbudować pozytywne relacje w klasie wrogo do sobie nastawionej?
   Początkiem odbicia się  do dobrych relacji  była lekcja kiedy zaczęliśmy obdarzać się dobrym słowem. Dobre słowo, stało się dla nas tlenem, dawało  wiele radości, każdy o każdym miał napisać coś pozytywnego....
Na lekcję zaprosiłam panią psycholog. Niezapomniany pozostanie  klimat radości i zdziwienia, że możemy tyle dobra o sobie powiedzieć, dalszym krokiem był wyjazd na wycieczkę klasową, gdzie wspólne spędzanie czasu rozmowy w ,,realu'', zabawy,  pozwoliły nawiązać pozytywne relacje...

Ciągle jesteśmy w drodze, zmagamy się z wykluczaniem osób z klasy, z aspołecznością, internet , komórki, gry internetowe nie są naszymi sprzymierzeńcami.

Potęgą jest dobre słowo, możecie, stać was, jestem z was bardzo dumna,wierzę w was....Wyzwala duże pokłady dobra  i chęć podejmowania wysiłku.


  Moja ostania klasa wychowawcza pokazała mi, że dobre słowo lub pozytywna motywacja, wiara w dobro, które jest w uczniu i okazanie mu tej wiary,  ma większą moc, niż krytyka, uwaga, ciągłe niezadowolenie, że może być lepiej. Czy nie jest też tak w życiu  codziennym?
 Stałam się wyznawczynią Dobrego Słowa: możesz, stać Cię,wierzę w Ciebie, jestem z Ciebie dumna.

To lekarstwa  stosowane w mojej klasie, przynosi zaskakujące rezultaty.
Spróbuję zastosować je w innych obszarach mojej pracy i życia.

Komentarze

  1. Podziwiam Siostrę, ja bym od razu wprowadził dyktaturę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię ich - mam wrażenie, że to jest klucz. ;)
    Powiedziałabym nawet bardzo ostro: jeśli ktoś nie lubi młodzieży, nie powinien pracować w szkole... a widziałam kiedyś jak to niszczy - takie nielubienie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo , zgadzam się ,że to jest klucz,w przeciwnym razie ta praca jest niemożliwa.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Uważam, że jednym z kluczowych rozwiązań problemów związanych z trudną młodzieżą nie jest utwierdzanie ich w przekonaniu, że internet jest zły, a uczenie jak z niego korzystać. Z wpisu odbieram od Siostry, być może błędnie, iż ludzie w wieku gimnazjalnym nie powinni korzystać z sieci z racji wielu negatywnych czynników, głównie agresji jaka się tam rodzi. Lecz czy nie lepiej pokazać uczniom jak w racjonalny sposób można używać internetu,zamiast podświadomie im tego zabraniać? / mk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy im nie zabraniałam internetu nawet podświadomie :-). Mądre korzystanie z internetu jest sztuką nawet dla ludzi dorosłych, a co dopiero dla dzieci,które zaczynają tutaj być obecne.Owszem wychowanie w tej dziedzinie jest bardzo ważne i dopiero teraz wszyscy się tego uczymy ale relacje w ,,realu" jeszcze ważniejsze.Pozdrawiam

      Usuń
  4. Przeczytałam co siostra napisała i przyznam, nie dotarło do mnie za wiele. Nie wiedzieć czemu , wydało mi się ,że słowa są dziwnie dopompowane. Moje odczucie a że niedawno moi pracownicy stwierdzili u mnie aspergera, czuję się swobodnie mówiąc co myślę.Trafiła siostra na świetne dzieciaki. zmiana nastroju w ciągu godziny, całą lekcję można poprowadzić...rewelacja a co gdy nastrój zmienia się w ciągu trzech minut trzy razy ? Pierwszy raz w necie trafiam na kogoś kto wziął ślub ze Starszym Panem . Ciekawam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,że trafiłam na świetne dzieciaki i dziękuję,za zauważenie tego. Co do reszty masz prawo odbierać to co napisałam jak chcesz.Szanuję to.Jak mam rozumieć zdanie: Pierwszy raz w necie trafiam na kogoś kto wziął ślub ze Starszym Panem?O kim piszesz?

      Usuń
  5. Boga nazywam Starszym Panem i już chyba wyjaśnienie jest pełne.Miałam siostrę na myśli.Nie jest to najlepszy czas na spotkania i polemikę. Mam nadzieję, wrócić po świętach po "czasie samotności". Obawiam się ,że mam w kieszeniach pytania do siostry i może kiedyś je zadam chociaż muszę się zastanowić czy mam do tego prawo .

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Oddać życie Bogu

Czasami oglądam w internecie Siostry tańczące, śpiewające, grające, elokwentne i wykształcone, zazwyczaj są to młode i piękne kobiety, myślę wtedy, że chcemy pokazać nasze życie, jako atrakcyjne, jakbyśmy chcieli udowodnić światu, że nie tylko  jesteśmy normalne ale też piękne i utalentowane, że niczym się nie różnimy od kobiet pozostających w świecie, po części to prawda. Siostry mojego pokolenia, z kolei, ukazywane są jako działaczki na rzecz potrzebujących, budujące domy, wychowawczynie, wykładowczynie lub feministki walczące o prawa kobiet i zakonnic, te ostatnie  bardziej  spoza Polski. Jednym słowem czyniące wielkie rzeczy dla Pana. Zmieniają się czasy i ludzie oraz środki wyrazu.
Jednak pod pewnymi względami człowiek się nie zmienia np. w pragnieniu i poszukiwaniu miłości, sensu, w tęsknocie za Bogiem. Czy dla młodych kobiet życie zakonne może być dzisiaj  atrakcyjne bez nadmiernego upiększania? Przecież na co dzień nie tańczymy, nie gramy na instrumentach, nie prowadzimy dys…

Oto jestem

Mów, bo sługa Twój słucha ...(1Sm3,3b-10,19) Według mnie jeden z najpiękniejszych fragmentów biblijnych. Młodego Samuela Pan wzywa po imieniu, chłopiec słyszy głos ale nie wie skąd pochodzi,  dopiero Heli wskazuje mu, że to Pan go woła.  Jest coś pięknego w tym młodzieńczym porywie serca, chłopiec słyszy swoje imię i natychmiast reaguje ,, Oto jestem", wyraża gotowość...Mów Panie bo sługa Twój słucha uległość wobec Pana.  Czasami słyszę, jak rozeznać powołanie? Na jaki znak mam czekać, aby wiedzieć do czego Pan mnie powołuje?    Myślę, że powołanie to jest poryw serca, rozumianego jako coś co dotyka mojej głębi pragnień, jakiejś istoty, która wyczuwa wielką Tajemnicę i Miłość Boga wszechogarniającą  i oczekuje odpowiedzi...Jest to jakiś rodzaj pragnienia: więcej, bardziej,  mocniej...  Chęć pomocy ludziom, czynienie czegoś dobrego, to za słabe motywacje, ponieważ one się wypalą wcześniej czy później ale pójście za Panem, odważnie i bez kompromisów, jest tym co będzie nam nadawało…

Siostry i stereotypy

Często obserwuję dosyć uproszczony sposób postrzegania  sióstr zakonnych, dotyczy to zarówno  ludzi młodych  jak i dorosłych, nie pomijając księży, zarówno ludzi wierzących i niewierzących, przy czym Ci drudzy, często spoglądają na siostry z pewną ciekawością, jako relikt przeszłości i  dziwowisko.    Siostry muszą robić coś bardzo dobrze albo być wyjątkowe, aby mogły być postrzegane jako te, które są warte uwagi, szacunku i współpracy. W przeciwnym razie nie istnieją albo są przedmiotem drwin.  Przy czym od sióstr oczekuje się wszystkich cnót od zaraz, np. pokory, służby, pogody ducha (zawsze uśmiechnięta), łagodności, wykształcenia, najlepiej na wysokim poziomie, znajomości języków obcych, inteligencji i obycia.   Ale może dosyć już tego sarkazmu, a spróbujmy zobaczyć  stereotypy, przez które postrzegane są siostry.
 Siostry nic nie robią tylko się modlą, ich życie jest strasznie nudne.

Modlitwa stanowi znaczącą część ich życia ale nie jedyną. W domu kobiety poświęcają czas dzieciom…

Urok młodości

Dawno mnie tu nie było, ufam, że czytelnicy nie odpłynęli, (hmm, te kilka osób, to prawdziwa przyjemność). Chociaż statystki stanęły, to dzielnie udaję, że nie zależy mi na nich...

 Byłam na wsi, jak na lato przystało. Na takiej niezwykłej wsi, w Górce Klasztornej, w Wielkopolsce. To  piękne miejsce z Matką Bożą, o które dbają Misjonarze Świętej Rodziny.  Spotkało się tam sto dwadzieścia młodych ludzi, którzy się modlili i rozmawiali o Bogu, o życiu, o tym w co wierzą, jak wierzą, niektórzy stawiali sobie pytania, jak lepiej i piękniej żyć, inni ładowali baterie na cały rok i było  też miejsce na wspólną zabawę. Myślę, że w dzisiejszych czasach bycie razem, rozmawianie, nawiązywanie relacji, wcale nie jest takie proste i trzeba zrobić spory wysiłek, aby ze sobą nawiązać kontakt werbalny, a nie internetowy.    Mimo wszechobecnego internetu, z uporem maniaka twierdzę, że człowiek dojrzewa przez żywą relację z drugim człowiekiem, twarzą w twarz, nie internetową, ucząc się drugiego, pr…

Duch, który dotyka serc

Nasza młodzież pojechała na religijne spotkanie, organizowane dla uczniów naszych szkół i nie tylko, obawiałam się, że dla dzieci z gimnazjum, będzie to duży wysiłek, za trudne, za bardzo przeładowany plan.

  A w nich obudziło się pragnienie Boga, spotkania Go, młodzi zapragnęli, aby Pan dał im znak, że jest i podeszli do modlitwy wstawienniczej, gdzie Pan odpowiedział, z całą hojnością, obdarowując ich swoją Obecnością, Miłością i było to tak silne doświadczenie, że po przyjeździe przez dwa dni  opowiadały cały czas, o tym co się wydarzyło, jak doświadczyły radości, pokoju  i spotkania z Bogiem, sam na sam, jak Jezus mówił do ich serc.

Ich serca zostały dotknięte przez Ducha Świętego. Pan jest wielki, nieogarniony w swojej Miłości i Tajemnicy. Chciałoby się powiedzieć za psalmistą: Słysząc głos Boga, serc nie zatwardzajcie...

  Duch Święty wylewa swą łaskę na tych, którzy go oczekują, pragną, przekracza nasze ograniczenia, słabość, przekonuje nas o swojej Miłości i Łasce, czy je…