czwartek, 6 kwietnia 2017

Dobre słowo

  Moja klasa, której jestem wychowawczynią, nieustannie mnie zaskakuje, nie wynikami w nauce, bonie są to wybitne orły, o wielkich ambicjach i zresztą nie oto chodzi.

  To co mnie u nich najbardziej fascynuje to szybkość  zmian jaką u nich obserwuję, począwszy od wyglądu zewnętrznego, a skończywszy na zmianach rozwojowych związanych z dorastaniem.
  I nie jest tajemnicą, że w pierwszej klasie przeżywaliśmy  chaos całkowity, związany z nowym środowiskiem, zachwytem mediami społecznościowymi, a konkretnie obecnością na Facebooku i  nieumiejętnością radzenia sobie z  rozdźwiękiem: już nie dzieci, a jeszcze nie młodzież.

   Różne eksperymenty przydarzały się moim uczniom, nie wspomnę, już o tym, że  do pokoju nauczycielskiego nie chciałam wchodzić, bo  nieustannie wysłuchiwałam  skarg, co kto powiedział, jak się zachował i nie nauczył....
  To co w gimnazjaliście najbardziej kocham, to jego podatność na zmianę i twórczość.  Ponieważ po półtorej roku pracy wychowawczej, doświadczam coraz większej radości  pracując z nimi, bo widzę jak się rozwijają  i dojrzewają.

 Bardzo długo zastanawiałam się, jak  dotrzeć do tych dorastających stworzeń, pełnych niepewności, niepokoju i zmiennych uczuć, od miłości do nienawiści, w ciągu jednej godziny.
  Z pomocą przyszło mi moje doświadczenie, chociaż wiedziałam, że ta klasa jest inna niż wszystkie, których dotychczas byłam wychowawczynią. Pytałam się każdego dnia, jaki sposób jest na nich...
Bo sama miłość, to jednak za mało.
   Oczywiście wsparli mnie tutaj niektórzy  rodzice, którzy podejmują wysiłek  pracy ze swoimi dziećmi w domu, wręcz walczą o nich i to przynosi efekty... Tutaj potwierdza się koncepcja, że  jeśli rodzice nie współpracują ze szkołą, jesteśmy skazani na porażkę, bo dziecko i dorastający człowiek, nie może słyszeć czegoś innego w domu i w szkole. 
Ale wracając do klasy.. 
   To co było najtrudniejsze na początku pracy to udźwignięcie negatywnego klimatu wobec siebie  w klasie, wynikającego z agresywnych  zachowań w mediach społecznościowych, które  powodowały, że wrogość  była przenoszona do świata realnego.
   Uchwycenie i zdiagnozowanie problemu, zajęło mi trochę czasu. Jako, że człowiek uczy się całe życie, w tym przypadku była to dla mnie lekcja: Wpływu internetu, na funkcjonowanie grupy małoletnich.

 Klucz leżał w odpowiedzi na pytanie: Jak zbudować pozytywne relacje w klasie wrogo do sobie nastawionej?
   Początkiem odbicia się  do dobrych relacji  była lekcja kiedy zaczęliśmy obdarzać się dobrym słowem. Dobre słowo, stało się dla nas tlenem, dawało  wiele radości, każdy o każdym miał napisać coś pozytywnego....
Na lekcję zaprosiłam panią psycholog. Niezapomniany pozostanie  klimat radości i zdziwienia, że możemy tyle dobra o sobie powiedzieć, dalszym krokiem był wyjazd na wycieczkę klasową, gdzie wspólne spędzanie czasu rozmowy w ,,realu'', zabawy,  pozwoliły nawiązać pozytywne relacje...

Ciągle jesteśmy w drodze, zmagamy się z wykluczaniem osób z klasy, z aspołecznością, internet , komórki, gry internetowe nie są naszymi sprzymierzeńcami.

Potęgą jest dobre słowo, możecie, stać was, jestem z was bardzo dumna,wierzę w was....Wyzwala duże pokłady dobra  i chęć podejmowania wysiłku.


  Moja ostania klasa wychowawcza pokazała mi, że dobre słowo lub pozytywna motywacja, wiara w dobro, które jest w uczniu i okazanie mu tej wiary,  ma większą moc, niż krytyka, uwaga, ciągłe niezadowolenie, że może być lepiej. Czy nie jest też tak w życiu  codziennym?
 Stałam się wyznawczynią Dobrego Słowa: możesz, stać Cię,wierzę w Ciebie, jestem z Ciebie dumna.

To lekarstwa  stosowane w mojej klasie, przynosi zaskakujące rezultaty.
Spróbuję zastosować je w innych obszarach mojej pracy i życia.

9 komentarzy:

  1. Podziwiam Siostrę, ja bym od razu wprowadził dyktaturę :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię ich - mam wrażenie, że to jest klucz. ;)
    Powiedziałabym nawet bardzo ostro: jeśli ktoś nie lubi młodzieży, nie powinien pracować w szkole... a widziałam kiedyś jak to niszczy - takie nielubienie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo , zgadzam się ,że to jest klucz,w przeciwnym razie ta praca jest niemożliwa.Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  3. Uważam, że jednym z kluczowych rozwiązań problemów związanych z trudną młodzieżą nie jest utwierdzanie ich w przekonaniu, że internet jest zły, a uczenie jak z niego korzystać. Z wpisu odbieram od Siostry, być może błędnie, iż ludzie w wieku gimnazjalnym nie powinni korzystać z sieci z racji wielu negatywnych czynników, głównie agresji jaka się tam rodzi. Lecz czy nie lepiej pokazać uczniom jak w racjonalny sposób można używać internetu,zamiast podświadomie im tego zabraniać? / mk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy im nie zabraniałam internetu nawet podświadomie :-). Mądre korzystanie z internetu jest sztuką nawet dla ludzi dorosłych, a co dopiero dla dzieci,które zaczynają tutaj być obecne.Owszem wychowanie w tej dziedzinie jest bardzo ważne i dopiero teraz wszyscy się tego uczymy ale relacje w ,,realu" jeszcze ważniejsze.Pozdrawiam

      Usuń
  4. Przeczytałam co siostra napisała i przyznam, nie dotarło do mnie za wiele. Nie wiedzieć czemu , wydało mi się ,że słowa są dziwnie dopompowane. Moje odczucie a że niedawno moi pracownicy stwierdzili u mnie aspergera, czuję się swobodnie mówiąc co myślę.Trafiła siostra na świetne dzieciaki. zmiana nastroju w ciągu godziny, całą lekcję można poprowadzić...rewelacja a co gdy nastrój zmienia się w ciągu trzech minut trzy razy ? Pierwszy raz w necie trafiam na kogoś kto wziął ślub ze Starszym Panem . Ciekawam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem,że trafiłam na świetne dzieciaki i dziękuję,za zauważenie tego. Co do reszty masz prawo odbierać to co napisałam jak chcesz.Szanuję to.Jak mam rozumieć zdanie: Pierwszy raz w necie trafiam na kogoś kto wziął ślub ze Starszym Panem?O kim piszesz?

      Usuń
  5. Boga nazywam Starszym Panem i już chyba wyjaśnienie jest pełne.Miałam siostrę na myśli.Nie jest to najlepszy czas na spotkania i polemikę. Mam nadzieję, wrócić po świętach po "czasie samotności". Obawiam się ,że mam w kieszeniach pytania do siostry i może kiedyś je zadam chociaż muszę się zastanowić czy mam do tego prawo .

    OdpowiedzUsuń