sobota, 29 grudnia 2018

Dlaczego nie przestałam prowadzić bloga?

  Dwa lata temu, w grudniu, rozpoczęłam prowadzenie bloga. Nie osiągnęłam sukcesu. Dzisiaj mówią, że blogi są passe, także sukces mnie ominął.... No i znowu się spóźniłam i nie jestem na czasie.  
Snapować nie będę i nagrywać filmików też nie, już nie teraz....

 
  Dwa lata temu  było sensacją, że siostra  pisze bloga, szukałam innych sióstr zakonnych, które piszą blogi, znalazłam kilka, z pięć. Dwie są bardziej popularnie, pozostałe, są, podobnie jak  ja.
  Czy marzę o sukcesie? Chciałabym, aby ktoś czytał to co napiszę, może nie tysiące ale setki (przy niektórych postach) mnie cieszą... jak dziecko. Nie jestem kimś ciekawym, wybitnym, znaczącym i oryginalnym (chociaż niektórzy twierdzą, że bardzo) na tyle, abym mogla się wybić, unikam też kontrowersji w pisaniu, świadomie, chociaż wiem, że na tym się płynie dobrze.
Po dwóch latach przekonałam się na własnej skórze, że aby blog mógł dobrze prosperować, trzeba bywać w sieci, komentować, utrzymywać relacje, no i znać się na nowinkach technologicznych, bo postęp tutaj jest bardzo szybki.
     Kiedy zaczynałam pisać bloga wydawało mi się, że jest to bardzo proste, wystarczy pisać. Dzisiaj wiem, że nie jest to proste, wymaga determinacji, kreatywności, systematyczności i pasji, aby się nie zniechęcić. Pomijam już znajomość posługiwania się SEO  i nakłady finansowe na reklamę.

    Co zyskałam prowadząc bloga?

   Przede wszystkim mogłam zobaczyć, jak pięknie ludzie prowadzą blogi i o jakich ciekawych rzeczach piszą, o swoich pasjach i zainteresowaniach, wokół których gromadzą się zainteresowane osoby i tworzą węzy, które można obserwować czytając komentarze, takie są starsze blogi  jak np. http://5porroku.blogspot.com/ . Prowadzone przez osoby dojrzałe z dorobkiem zawodowym i artystycznym. Znalazłam wiele blogów na temat książek i czytania oraz rękodzieła, to osoby też piszące już po kilka lat. 
  Nowsze blogi głównie zakładane na WordPressie, to tzw blogi lifestylowe, z piękną estetyką, a jeszcze inne to prowadzone przez mamy lub rodziców,  których jest bardzo dużo, a przynajmniej na takie trafiałam często. W końcu blog musi być o czymś, czyli trafiać do grupy docelowej jak m, mówią znawcy.
 A zapomniałabym jeszcze o blogach z rozważaniami Ewangelii lub innymi rozważaniami religijnymi i społecznymi które są prowadzone przez księży wśród nich najpopularniejszy blog https://wyplynnaglebie.com/  ks. Daniela Gibowskiego z Radomia,  przedstawiającego się jako Przyjaciel Ubogich. 

  W każdym razie, zobaczyłam co to jest blogosfera, chociaż trochę,  że to bardzo ciekawe miejsce, pełne ludzi pomysłowych, twórczych, z bogatymi zainteresowaniami i ze znaczącą przewagą ludzi młodych tak do 37 roku życia. 
  Wszyscy inni, do których się zaliczam,  już jesteśmy spóźnieni, chociaż pociesza mnie, że siostra Borkowska, chociaż za chwilę będzie miała 80 lat, cieszy się dużą popularnością, co prawda ma filmiki ale co tam. 
 A odchodząc od tematyki religijnej to blog http://fajna-baba-nie-rdzewieje.pl/     napawa mnie nadzieją, że kobiety w tym wieku, do których się zaliczam, mogą mieć też coś ważnego do powiedzenia, w moim wypadku, może nie dla całej masy odbiorców ale może dla 10, 50 lub 100 osób..... 
 Podsumowując, chciałabym powiedzieć, że lubię to blogowanie, niezależnie od sukcesu, nawiązanych znajomości, daje mi ono radość i satysfakcję, uczy cierpliwości i systematyczności, każe szukać ciągle nowych pomysłów i zadawać sobie pytanie po co to robię i dla kogo. Poszerza moje horyzonty, otwiera na różne  sposoby myślenia: o  Bogu, świecie i drugim człowieku.
 I na koniec, jeśli dobrnąłeś tu Czytelniku. Dziękuję, że tu zaglądasz systematycznie lub od czasu do czasu, dziękuję właśnie Tobie, który skończyłeś to czytać. Pozdrawiam serdecznie. 

 

sobota, 22 grudnia 2018

Emmanuel, to znaczy "Bóg z nami"

 Kirk Richards: Holy Family
  Wokoło  kolorowe światełka, choinki, dekoracje świąteczne, wszędzie bije świętami tzn miłym klimacikiem, zaaferowani obniżkami cen i uciekającym czasem, spanikowani, myślimy, że jeszcze nic nie mamy przygotowane do Świąt, w międzyczasie wigilie służbowe, składanie życzeń i śpiewanie kolęd,  ot  taki obrazek Adwentu...
 Z drugiej strony kościół dominikanów wypełniony o 6.00 na roratach, głównie ludźmi młodym, tu i ówdzie słyszę, że ktoś idzie na rekolekcje, ktoś pomaga przy wigilii dla ubogich ....
  Między tradycją kulturową, wiarą społeczną, a osobistą  tęsknotą za Zbawicielem.... 
 Czytania mszalne z dnia, przypominają nam, że Jego narodzenie  jest coraz bliżej...

 Czekamy na ciebie Panie, pośród codziennych zwykłych spraw, pośród naszej wielkości i małości, Ty Bóg, chcesz do nas przyjść ze swoja Miłością.


 Oswojeni corocznym świętowaniem wydarzenia, czynimy wysiłek, aby nie przejść obojętnie, aby nie sprowadzić tego czasu  do kultury, tradycji, stajenki i  żłóbka. 
 Swoją drogą co byśmy zrobili, gdyby nam ktoś powiedział, że to wcale nie była stajenka, że nie było tam pasterzy i zwierząt, że Dzieciątko nie leżało w żłóbeczku na sianeczku, że nie wiemy jak to naprawdę było ale wiemy, że Jezus jest ZbawicielemBogiem z nami. Czy nie przeżywalibyśmy wtedy kryzysu wiary, pozbawieni otoczki zewnętrznej?

   Emmanuel - Bóg z nami 
   Moi uczniowie zadali mi stare jak świat pytanie: Siostro, co by było gdyby Bóg stworzył  kamień , którego nikt podnieść nie może, nikt, Siostro, moja odpowiedź brzmiała - No ale Bóg to nie jest nikt Zareagowali aplauzem, że  podchwytliwe pytanie się nie udało.
 Tak, Bóg to nie jest nikt. Jednak  trudno jest nam myśleć, że chociaż tak inny od naszego myślenia, Wszechmocny i Nieogarniony, jest Bogiem z nami, bliskim, czułym, kochającym nieskończenie, obecny w naszym sercu,w naszym życiu, nieskończenie cierpliwy i wyczekujący na nas.
 Bóg mówi do nas słowami Pieśni nad Pieśniami Ukarz mi swoja twarz, daj mi usłyszeć swój głos lub z Księgi Sofoniasza: Pan Twój Bóg jest pośród ciebie, Mocarz, który zbawia, uniesie się weselem nad tobą, odnowi cię swoją miłością.
 Pan stale przekonuje człowieka o swojej miłości i tęsknocie za nim, w końcu  staje się człowiekiem, abyśmy mogli zobaczyć kim jest Bóg, jak mówi św Jan Przyszedł do swojej własności, a swoi go nie przyjęli. Wszystkim tym którzy je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.  J 1, (11-12).
 Jesteśmy dziećmi Boga... On stał się Dzieckiem, abyśmy mogli uwierzyć, w to wielkie obdarowanie, w tę bliskość i obecność Jego, większą niż my sami dla siebie jesteśmy bliscy, niż najbliżsi nasi. On jest naszym pokojem i spełnieniem. Emmanuel - Bóg z nami.

A tutaj zamieszczam piękną pieśń Bożonarodzeniową  wspólnoty Emmanuel (niżej tłumaczenie)








 Ref:  Syn Boży dla nas stał się człowiekiem,
 Emmanuel jest imieniem Syna Bożego
 Dla nas stał się człowiekiem,
 Alleluja! 
1. Jezu Chryste, Zbawco świata, 
    zrodzony synu Ojca,
    przyjąłeś ciało dziewicy,
    O Emmanuelu! 
2. Zapowiedziany przed wiekami,
    Bóg z  Boga, Słowo Ojca,
    Urodziłeś się ze światła,
    O Emmanuelu! 
3. Ty nas uwolnij od lęku, 
   Ty Jezu, prawdziwe światło,
   Rozjaśniasz ciemność,
   O Emmanuelu! 
4. Panie, dla nas się  uniżasz 
  Przyodziewasz  naszą słabość 
  Ty Jezusie, prawdziwy,
  Boże stajesz się człowiekiem,
  O Emmanuelu!




 

sobota, 15 grudnia 2018

Czy autorytety są potrzebne?

 Coraz częściej słyszę, nie potrzebuję autorytetów, nie mam autorytetów...
  Czy naprawdę dzisiejsza rzeczywistość nie potrzebuje autorytetów? Jeśli tak, to w jaki sposób kształtuje swój świat wartości? Czy wartości  są przeżytkiem  dla  współczesnego człowieka i w końcu czy wartości są rzeczywistością obiektywną, niezależnie od mojego  wyboru, czy dobre jest to co sama   uznaję za wartość? ....

  Bóg, prawda, uczciwość, prawdomówność, poświęcenie, służba....

 Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć. To kolejne zdanie, które często słyszę. Sam sobie, chcę być sterem, żeglarzem i okrętem. Czy człowiek jest  wystarczający sam dla siebie?
 Dokąd podąża stosując własne kryteria i miary? Czy samotność nie jest jednym z największych cierpień współczesnego człowieka?
   Stawiam te wszystkie pytania, przyglądając się szybkim  zmianom społecznym zachodzącym  w postrzeganiu człowieka i świata, gdzie dokonuje się  absolutyzowanie możliwości ludzkich, w decydowaniu o tym co jest dobre, a co złe i pomija się rzeczywistość Boga i to co obiektywne. 

Kto to jest autorytet?  

Jedna z definicji, którą przeczytałam w internecie brzmi: Autorytet to osoba, która ma wpływ na poglądy i  zachowanie innych ludzi i budzi zaufanie jest wzorem... Ktoś inny twierdzi, że autorytet to azymut.  
  Osobiście  uważam, że autorytetem jest ktoś kto ma jasny świat wartości, kto jest autentyczny i stara się żyć w zgodzie z sobą samym, niezależnie od uwarunkowań zewnętrznych, jest człowiekiem wolnym wewnętrznie i wiernym swoim ideałom. 

   Bardzo ubolewam, że we współczesnym świecie tak niewiele mamy autorytetów, a jeśli  mamy natychmiast zostają poddani w wątpliwość. Epoka wątpliwości, zakwestionowania tego co trwałe i niezmienne. 
  Najbardziej ucierpi na tym młode pokolenie, które  wzrasta w przekonaniu, że wszystko jest płynne i że brakuje stałości....Jakie wartości będą kiedyś dla nich opoką i skałą , na których będą mogli się oprzeć.? Autorytet lub mistrz jest jak latarnia morska która wskazuje nam w jakim kierunku podążać jeśli się gubimy.
 Współczesny człowiek ulega hedonizmowi, zachwytowi posiadani pieniędzy, doświadczając coraz częściej bezsensu, o czym świadczy rosnąca stale liczba samobójstw.

  W moim przekonaniu odrzucenie autorytetów i mistrzów wiąże się z pustką...Ponieważ jesteśmy istotami społecznymi i rozwijamy się w interakcjach z innymi ludźmi, to ludzie, którym pozwoliliśmy kształtować nasze życie, którzy byli dla nas nauczycielami, w szerokim tego słowa znaczeniu, decydują o tym jakimi jesteśmy dzisiaj ludźmi i jaki jest nasz świat wartości w życiu dorosłym. 

 Każdy z nas potrzebuje odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem i jaki jestem i na czym mam oprzeć swoje życie? I dlatego są potrzebne autorytety ,w młodości bardziej niż później. 
 Jest moim marzeniem, aby młodzi chcieli mieć autorytety i   umieli  je wybierać, słuchać ich,  dyskutować z nimi i budować swoje odrębne życie,  czyniąc świat pełnym miłości i dobra.

                     

                                           Jeden z moich autorytetów s.Józefa.Zdjęcie wykonała s. Daria
                                                         

sobota, 8 grudnia 2018

Maryja. Pełna łaski

Nie jest łatwo mówić i pisać o Maryi, aby nie ulec pewnemu infantylizmowi i uproszczeniom, tym trudniej, że Maryja jest związana z naszą pobożnością ludową lub społeczną jak to się obecnie mawia. Niepokalanie Poczęta jeszcze trudniejsza jest do podjęcia w refleksji.

   Maryja jako Matka Syna Bożego jest wolna od grzechu pierworodnego, nie ma grzechu. Jest Niepokalanie Poczęta. Jedyny człowiek i kobieta, zostaje uprzywilejowana przez Boga, zostaje wybrana w ten szczególny sposób, ochroniona przed złem, nie ma ono do niej dostępu, tak jak do każdego z nas.

 Maryja jest pełna Boga, wypełnia ją Jego obecność i chwała, jest przepełniona Jego Pięknem, promieniuje Nim.

  Najświętsza Maryja jako ta, która doświadcza Miłości Syna, jest najbliżej Niego i która  obdarowuje Jego Miłością innych, poprzez wypraszanie im łask, nieskończoną czułością i dobrocią. Pełna łaski.

 Maryja, która najpełniej rozwinęła swoją kobiecość. Jej miłość jest ukierunkowana na Syna  i tych, których On kocha, jest bezinteresowna, pełna czułości, gotowa do poświęceń, wolna od uprzedzeń i uraz. Kocha bezgranicznie każdego, kto do niej przychodzi, hojna w proszeniu swojego Syna za tymi, którzy się do niej zwracają.

 Niepokalana, oznacza przeźroczysta dla łaski Pana, w Niej zamieszkała cała pełnia, Słowo Wcielone, Jezus, dlatego, że z Niej narodził się Jezus, Maryja zostaje włączona w dzieje ludzkości  i nazywamy ją  Współodkupicielką, mającą współudział w zbawianiu świata. Jak bardzo Pan docenił rolę kobiety, że chciał przyjść na świat właśnie w taki sposób.

Maryja jest przewodniczka w wierze, ponieważ jej droga jest naznaczona zawierzeniem, powierzaniem siebie  Bogu,  tajemnicy  wybrania na Matkę Syna Bożego. 

Czy Maryja do końca rozumiała w jakich tajemnicach uczestniczy? Czy człowiek jest w stanie pojąć dzieła Boże? Dlatego ufała i wierzyła, bez domagania się dowodów i wyjaśnień. Szła ufna w moc Boga. Uczy nas jak iść w wierze i ufności za Panem.

 Maryja, która jest Matką  Kościoła czyli każdego z nas, wszystkich wierzących, która jest pełna Ducha Świętego, jest obecna  w czasie Zesłania Ducha Świętego na Apostołów
 Maryja, obdarowana przez Syna, która nas prowadzi do Syna, która stale powtarza: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. J2, 2
                                                      
                                                 Maryja. Autor : Singer Koder




sobota, 1 grudnia 2018

Przyjdź Panie Jezu !

    I odtąd już nocy nie będzie i nie potrzeba im światła lamy i światła słońca, bo Pan Bóg będzie świecił nad nimi i będą królować na wieki wieków. A oto niebawem przyjdę. Błogosławiony, kto strzeże słów proroctwa tej księgi  Ap 22, 1-7
   Dobrze, że Kościół daje nam momenty, gdzie możemy się zatrzymać i jeszcze raz zapytać dokąd zmierzamy, jaki jest nasz cel ostateczny....

 Trudno jest się oderwać od codzienności  i skierować swój wzrok dalej, bardziej, głębiej.... 

Zobaczyć, że przychodzi Chrystus, który jest Światłem, rozjaśniającym zakamarki naszego serca, gdzie możemy zobaczyć nasz grzech i słabość, że On prowadzi nas do nowej ziemi, a Jego światło niesie:
  • Wiarę, że On jest,  Panem nieba i ziemi, Początkiem i Końcem, że w Nim wszystko znajduje swoje wyjaśnienie i uzasadnienie, że niebawem przyjdzie, aby nas zbawić ostatecznie i w tej perspektywie wszystko nabiera innego znaczenia, nabiera sensu.
  •  Nadzieję, że Łaska Pana  jest z nami tu i teraz, a   grzech zostanie pokonany raz na zawsze ,w nas i poza nami, że w Nim możemy mieć pewność Miłości, która nigdy się nie kończy i w której wszystko się zaczyna i ma swój kres.
  • Miłość, która otwiera nas na drugiego człowieka i na Ciebie, uzdalnia nas do  bezinteresowności, tęsknoty i pragnienia tego co dobre i nieskończone, czyli Ciebie samego, która czyni nas gotowymi do służby, do oddania życia nie licząc strat i zysków, do uwielbiania ciebie w każdej okoliczności życia, bo Ty jesteś samą Miłością, którą chcesz na nas wylewać.
Adwent - oczekiwanie, pełne niepokoju i tęsknoty  z  Maryją najpiękniejszą z kobiet.  Pełną pokoju i obecności  Boga, wypełniona Jego Łaską, która za chwilę stanie się Ciałem - Synem Bożym. Promieniejąca jasnością i miłością, gotowa do przyjęcia Zycia Swiata , troszcząca się o sprawy w pokoju i  ufności, że On uczni wszytko o co Ona go poprosi...Maryja jest Matka Zbawiciela, kobieta, biorąca udział w tajemnicy Boga samego.
      
Rorate caeli....spuście rosę....Jego łaski, niech przyjdzie ten, który niesie Miłość, Pokój i Wolność, Którego Królestwo nie będzie miało końca, a my będziemy z nim królować i nic juz nie będzie nam potrzebne, bo On sam będzie wypełnieniem .
Marana tha -przyjdź Panie Jezu !

     

sobota, 24 listopada 2018

Uwolnić ducha

   Sztuka w moim odczuci niesie w sobie przekonanie, że człowiek jest kimś więcej niż tylko materią, że ma pragnienia i tęsknoty głębsze niż on sam jest w stanie sobie to wyobrazić, jest wyrazem tego kim   jest i co kryje się w jego sercu.
 Wydaje mi się, ze uwalnia ona to co najpiękniejsze i najbardziej wzniosłe, jak również uwalnia demony...

Sztuka jest wolnością ducha, niezależnie  czy jest się wierzącym w Boga czy nie.
 Dzisiaj chciałabym napisać o moim subiektywny odbiorze twórczości  Arcabasa, współczesnego malarza francuskiego.

 Tak naprawdę nazywał się Jean-Marie Pirot urodził się 26 grudnia 1926 roku we Francji,  zmarł 23 sierpnia 2018 w wieku 91 lat. Uważany jest za malarza sakralnego. Wszystkie jego dzieła inspirowane są Biblią, a wszystko tworzył czynił na chwałę Bożą.

  Jego obrazy poruszają rzadką  kolorystyką i sposobem wyrazu postaci, na wielu z nich można zobaczyć charakterystyczny, malowany złotem, krzyż, podkreślający charakter dzieła. Czasami postacie wydaja się  niedokończone jednak dokładnie widać co przedstawiają. I to co mnie też porusza, to jakby współczesność mieszała się z przeszłością.

  Na poniższym obrazie widzimy pełną czułości i łagodności twarz Maryi, patrząca dalej niż można zobaczyć tutaj. Nie pozostawia  wątpliwości, że jest to Ktoś przesiąknięty Innym życiem  



       W czułej tonacji barw i gestów widzimy Maryję i Elżbietę,  a za nimi stojący obserwator kto wie, może to być każdy z nas uczestniczący w tym niezwykłym spotkaniu kobiet kochających.


                     

 Sporo czasu mi zajęło zobaczenie tego obrazu zatytułowanego sen świętego Józefa. Wielość złota podkreślająca święte tajemnice i anioł szepczący wylęknionemu Józefowi, aby wziął swoją małżonkę do siebie.  



Pełen czułości  detal z  obrazu  Narodziny Pana Jezusa,a poniżej czuwający święty Józef. To co zachwyca w tych obrazach  to fakt, że nie jest tu wszystko oczywiste i piękne, nacechowane jakąś tajemnicą bliżej nieprzeniknioną, pełną pokoju, nadziei i ciepła 



To tylko fragment  tej twórczości. Poza tym  znajdujemy tu piękne sceny uzdrowienia, powrotu syna marnotrawnego, namalowane całe historie biblijne. I chociaż znane  są  mi te historie,  to chce się oglądać więcej i więcej, bo wydaje się że zaczynasz uczestniczyć w tym świecie poprzez swoje emocje wolne od  tego co powinnam i muszę, pozwalasz się nieść historii, którą w swój sposób opowiada artysta.  
 Poniżej zamieszczam  link do strony gdzie można zobaczyć więcej dzieł tego artysty.

Życzę pięknego  spotkania ze sztuką. 




 
 

piątek, 16 listopada 2018

Miejsce kobiety konsekrowanej

s.Józefa służy graniem.
Kiedy czytam o statusie sióstr zakonnych w Kościele naprawdę mnie to bawi. Pewna siostra mi powiedziała, że przyszło pismo, aby nie zatrudniać sióstr  w Kurii tylko osoby świeckie. Różnica polega na tym, że pracownikom świeckim płaci się godziwą pensję, a siostrom nie.
   I to mówi w zasadzie już wszystko, o roli zakonnicy w polskim kościele.
 Często zdumiewa mnie sposób mówienia do sióstr, niektórych kapłanów i dostojników kościoła, wyniosły i paternalistyczny lub  protekcyjno- litosciwy. No i to współczucie dla prac służebnych zakonnic....
  Może czasem w tych pracach służebynych warto mieć na uwadze, że są osoby, które lubią gotować, sprzątać, że różne mamy dary i że  żadna praca nie hańbi, a szacunek wobec ludzi, którzy wykonują pracę fizyczną, której ja nie umiem lub nie mogę wykonywać,  powinien być identyczny jak wobec człowieka, o wysokim statusie majątkowym i społecznym. 
 Ktoś kto czuje się doceniany i szanowany w tym co robi,  niezależnie czy sprząta, gotuje, czy uczy, wykłada czy piastuje wysokie stanowiska, może czuć się spełnionym i szczęśliwym. A ten kto jest bardziej dojrzały nawet wtedy kiedy go nie doceniają i nie zauważają nie biadoli. 
  Prace służebne są ważne i konieczne, to nie jest coś gorszego,  bez nich, trudno by nam się żyło i trzeba żeby je ktoś wykonywał.
  Opowiadała mi pewna Pani, która pracowała w Londynie jako opiekunka do dzieci i gospodyni domowa, ze faktycznie wychowywała  dzieci  pracodawczyni i dbała o nie jak własna matka, bo mama ich prowadziła firmę,  czuła się też w tej pracy doceniana i ważna, bo pracodawczyni ją wynagradzała hojnie i traktowała jak domownika.
  Może problem nie leży w pracach służebnych ale w naszym stosunku do nich i sposobie traktowania ludzi, którzy wykonują określone zadania. 
 I to my  sami sobie to robimy, bo tak jak wiemy co jest dla kogo dobre i lepsze w  taki sam  sposób myślimy o pracach służebnych.

 Dlaczego siostry , nie mogą pracować w kuchni i myć garów dlaczego ktoś zakłada, że nie mogą być w tym szczęśliwe? I wcale nie uważam, że powinny tylko to robić. Jedne gotują , inne sprzątają, jeszcze inne katechizują, wykładają, nauczają, prowadzą rekolekcje, czasem wymieniamy się w tych zadaniach i  pomagamy sobie. Z takich czynności składa się codzienne życie nie tylko z wielkich spraw.

 Moim skromnym zdaniem rola kobiety w Kościele jest o wiele szersza niż dostęp do stanowisk kościelnych i kształcenie zakonnic, które dzisiaj staje się czymś oczywistym. Nie chodzi też o  kobiety walczące o swoje prawa ale o  dostrzeżenie faktu, że szanując wkład kobiet w zwykle codzienne zajęcia, zyskujemy większą wrażliwość na to,  aby  usłyszeć, co mają do powiedzenia w kwestiach wiary, duchowości,  rodziny, potrzebujących, w szerokim tego słowa znaczeniu. Może czasem warto  zapytać siostrę, która gotuje i sprząta, jak ona przeżywa swoją relację z Panem Jezusem i drugim człowiekiem?

 Takie dywagacje o niewielkim zasięgu snuję, myśląc, że feminizm to akceptacja kobiecości,  żyjącej w relacji do Boga i drugiego człowieka, to gotowość do obrony takich wartości jak: miłość, współczucie, empatia, troska, służba i poświęcenie, to realizowanie tych wartości  codziennie od nowa, zmagając się z własną  słabością.
s.Maria Anna po ślubach wiecznych
s.Jadwiga w czasie świętowania Jubileuszu
Wszystkie zdjęcia wykonała s.Daria Klich osu

  

niedziela, 11 listopada 2018

#zpamiętnikazakonnicy. Moja Polska.

 Dorastałam razem z Janem Pawłem II i powstaniem Solidarności. W domu mieliśmy Tygodnik Powszechny z którego do dzisiaj pamiętam całe szpalty ocenzurowane...W mojej pamięci pozostały emocje, kiedy mama po raz pierwszy powiedziała mi, że Ci którzy walczyli po 1945 roku nie byli bandytami ale żołnierzami, kiedy dowiadywałam się  co się stało w grudniu 1970 roku (wojsko strzelało do stoczniowców) i entuzjazm powstania Solidarności. Kiedy pewnej niedzieli wstałam na Teleranek i słyszałam przemówienie generała, ogłaszające stan wojenny i rozpacz, że już po Solidarności....

  Wszystko co  Polskie było śmiertelnie ważne, zorientowanie się kto stoi po dobrej stronie bardzo trudne...Śmierć księdza Popiełuszki i kłamliwy proces. Wrogowie z przyjaciółmi się mieszali. Nadzieja Okrągłego Stołu. Wtedy byłam już w klasztorze. Pokolenie Milenium ....
 Patriotyzm był czymś naturalnym, kształtował go dom, Kościół i literatura, czasami w szkole polecana po cichu....Zawsze rozmawiano o polityce tzn o tym co się dzieje...
 Pamiętam jak będąc już w klasztorze spierałyśmy się z jedną, z sióstr co jest ważniejsze dla kraju, gospodarka czy kultura, z czego się dzisiaj serdecznie śmiejemy ale wtedy to było śmiertelnie poważne, bo   w tamtym czasie dużo się mówiło o odbudowie gospodarki....

  Ach i ten wyjazd zagraniczny. Pierwszy raz na dłużej, za granicę pojechałam dosyć późno, ponieważ w mojej młodości nie było to takie proste jak dzisiaj. Wszystko mnie zachwycało, we Włoszech, klimat, jedzenie, sztuka, kultura, ludzie, jednak ciągle miałam w myśli mój kraj, tęsknota,  i myślałam, że kocham to miejsce, biedne i szare, bo wtedy takie jeszcze było to moje miejsce.
  Kiedy patrzę z perspektywy  lat i usiłuję zrozumieć dlaczego tyle nienawiści w nas, z powodu różnic politycznych, myślę o tym, że chcąc uczestniczyć w życiu społecznym trzeba mieć  poglądy, stanąć po którejś ze stron.
 Kiedy byłam młodsza wydawało mi się, że inteligenci należą do PO to taka elita, więc na pewno ma rację, wielu moich znajomych podzielało ich poglądy, czas zweryfikował tę elitarność i na tym skończę. Trzeba znaleźć swoje miejsce.
  Największym moim bólem jest  zwalczanie siebie nawzajem, a przecież wszystkim chodziło o tę samą sprawę, dlaczego nie można się porozumieć? I to jest pytanie, na które nie mam odpowiedzi.
  
Przeżywam tę Polskę dzisiaj, jej obchody stulecia, bo nie mogę i nie chcę  inaczej.

  Przekazać sztafetę pokoleń, pamięć, o czasach minionych, tym, którzy dzisiaj inaczej myślą i wartościują, młodym, którzy mają wolność i nie mogą sobie wyobrazić, że mogło być kiedyś inaczej. I nie wierzę, że młodzi są obojętni, bo widzę jak świętują w mojej szkole, bez przymusu, z godnością i radośnie, uczą się kochać swoją Ojczyznę. Inaczej niż moje pokolenie, nie gorzej, nie lepiej, w swoim czasie i w swojej epoce.   

               

środa, 7 listopada 2018

O sile modlitwy

Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita.Wj 16,11
   Jak długo Mojżesz się modlił wtedy odnosił zwycięstwo, on sam i jego lud, kiedy przestawał zwyciężał przeciwnik. Czy nie jest też tak z  naszym życiem?
  Nie ułatwia nam refleksji nad tą rzeczywistością, szybki dostęp do internetu, natychmiastowe pozyskiwanie wiadomości  na poszukiwany i nie poszukiwany  temat, social media, które dostarczają nam informacji na bieżąco: gdzie, kto, z kim i jak wyglądał, przyzwyczajają nas do tego, że wszystko jest natychmiastowe i szybko się dzieje.

   Jednak to co jest wartościowe i  prawdziwe  zakłada ciągłość w czasie, przebywanie razem, twarzą w twarz, rozmawianie,  poznanie, oddanie, czyli miłość.
 Modlitwa, która jest spotkaniem, relacją, również potrzebuje czasu, oddania, uwagi i wytrwałości. Kiedy już nauczymy się trochę jak rozmawiać z Bogiem, bo modlitwa też jest nauką, jak każda relacja, wtedy nie potrzebujemy już tak dużo mówić, rozmyślać, możemy być, możemy swoje myśli i serce wznosić do Boga tam, gdzie jesteśmy, gdzie pracujemy, w drodze do pracy i w wielkich emocjach. 
  Nie chodzi o to, aby były to wielkie i piękne słowa ale o to by  modlić się tym czym się żyje. Rozmawiać z Jezusem, Ojcem i Duchem Świętym z  Matką Bożą, Aniołami i Świętymi. 
 Naiwne? Niemożliwe? Myślę, że dostępne dla każdego człowieka, który poważnie traktuje swoją wiarę, jako relację z Bogiem.
 Mieć podniesione ręce ku górze, oznacza dla mnie pozostawać w kontakcie z Panem. 
Amalekitą najczęściej jest moje serce, gdzie rozgrywa się walka o:  zwycięstwo nad własną słabością, egoizmem, walka o dobro i pierwszeństwo wiary, o  Boga, w  zwykłych codziennych sprawach....

   Walka z Amalekitami była długa i wyczerpująca, czasami walka o jakość naszego życia również taka bywa, jednak te podniesione ręce gwarantują nam zwycięstwo. Może nie takie jak sobie wymarzymy ale to Boskie najlepsze dla nas.
  Czasami w największym zwątpieniu, poniżeniu,  kiedy wyciągamy ręce do Boga, On przychodzi z mocą i nigdy nas nie opuszcza. Bóg jest blisko,  o czym zapewnia nas Słowo Boże w Liście do Rzymian:    Słowo jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu w Twoim, a jest to słowo wiary, por Rz 10,8

Siła modlitwy, ona mnie podnosi, odradza, dodaje odwagi i otuchy, ożywia moje serce, umacnia moją wiarę. Modlitwa, która uwielbia,dziękuje i chwali,milczy,  zbawia,  mnie i innych przyprowadza do Pana. 
   

piątek, 2 listopada 2018

Cmentarne wędrówki

   W moim mieście cmentarz jest trochę inny niż w Krakowie, Warszawie lub Nałęczowie. Jakiś inny klimat. Ludzie pod krzyżem zapalają znicze,  by upamiętnić swoich bliskich pochowanych w innych miastach i wioskach gdzie dzisiaj nie mogli być. Dalej grobowce żołnierzy poległych w czasie pierwszej i drugiej wojny światowej,  niemieckich. Ktoś na każdej mogile zapalił znicz, mała dziewczynka podchodzi bliżej, aby się przyjrzeć ....
  Idziemy na groby naszych sióstr, ktoś nas pyta gdzie jest grobowiec dziecka utraconego, odwracamy się, a za nami rodzinka z czwórka niedużych dzieci podąża, w wymienionym przed chwilą kierunku...

 Szukam starych nagrobków z sentencjami...Nic. Grób przy grobie, wszystkie do siebie podobne, bogatsze lub uboższe, nieopodal kaplicy, piętrowe, groby w których  znajdują się urny, obok nich, ludzie siedzą na ławce. 
 Alejki ponumerowane i  piękne jesienne drzewa z których liście nie zdążyły jeszcze opaść. 
 Ludzie podążają z kwiatami i zniczami to w jedną, to w drugą stronę. Po drodze rozlega się hałas, grupa tak samo wyglądających ludzi, Cyganie lub Romowie jak ktoś woli, którzy mają tutaj  groby, zaznaczają swoją obecność, wśród anonimowego tłumu. 
 Pomodliłyśmy się za nasze siostry, na grobie siostry Józefy, która była dyrektorką naszej szkoły przez 36 lat,  pali się wiele zniczy, to wychowanki, znajomi i przyjaciele  pamiętają o niej.   

  Idziemy do grobu Pana Antoniego Sakowicza, człowiek znikąd, siostry z ulicy go wzięły,  w latach 80 kiedy był już w podeszłym wieku, nie było wtedy mody na ubogich, opowieść o nim niesie, że był w Armii Andersa, kiedy wrócił do Polski, nie miał nikogo, ani niczego, w tym żadnych dokumentów, mieszkał w naszym wielkim domu, w skromnych warunkach, gdzie siostry wystarały mu się o dokument tożsamości i rentę inwalidzką. Człowiek historia, którego nikt nie szukał. Zapalamy znicze zatrzymujemy się z modlitwą.
  
   Mijamy kolorowe groby pełne kwiatów i zniczy.  Proszę Pani czy dobrze idziemy do żołnierzy? Pytam starszą panią. Do akowców? Odpowiada mi pytaniem. Tak. Dobrze, tylko dalej jeszcze.   

 Stajemy przed kwaterą  gdzie bezimienne nagrobki oplecione są biało czerwoną. Na początku tablica informująca, kto tu leży i upamiętniająca starania o stworzenie tego miejsca.  

 To pomordowani żołnierze, którzy nie godzili się na Polskę komunistyczną, okupację sowiecką. Na tabliczkach napisane: zginął śmiercią tragiczną. Miejsce  upamiętnione po 1989 roku, na końcu  cmentarza, bo tam ich grzebano, po zamordowaniu. Skąd tu akowcy i inni żołnierze,  pytam siostrę historyczkę,  przecież tu ich nie było w czasie drugiej wojny.  Przewozili ich z innych więzień z Polski lub wyłapywali tych, którzy uciekali, aby nie być schwytanymi przez komunistów. 
Rodziny z dziećmi zapalają znicze pod tablicą. Wchodzę między groby,  jakbym chodziła po żywej historii.
 Na końcu kwatery pomnik  Terroru Komunistycznego w latach 1945 - 1956  mur, na nim tabliczki z imionami i nazwiskami młodych chłopców 25, 27, 30 lat. To ten kwiat młodzieży, który ocalał z Powstania i został wymordowany... Modlę się za nich z wdzięcznością, za ich odwagę, niezłomność i myślę, że historia ciągle nas dzieli....
  Cmentarze miejsca pamięci i historii. Moje myśli biegną do cmentarza w Nałęczowie, gdzie czytałam historię Polski, od Powstania Styczniowego, poprzez właścicieli ziemskich, znanych poetów i pisarzy oraz tablice upamiętniające pierwszą i drugą wojnę oraz walki po wojnie i czas solidarności.  

 Wychodząc z cmentarza rozmyślam:  Ziemie Obiecane. Ludzie wyrwani z obyczajów, tradycji, kultury, zerwane więzi pokoleń, ludzie  w poszukiwaniu lepszego jutra, budują  swoją historię,  zachowując pamięć o historii najnowszej.   
  




            
 
 
 

 

sobota, 27 października 2018

Młodość widziana z dystansu

   W młodości człowiekowi wydaje się, że świat leży u jego stóp, że wszystko może i wszystko do niego należy. To piękny czas, z którym związane są plany, nadzieje, perspektywy....

 Kiedy staję z boku i patrzę na te wszystkie lata  pracy z młodymi ludźmi  to  co w młodych najbardziej, kocham to: twórczość, dynamizm, potrzebę rozwoju, poszukiwanie sensu i  świata wartości, własnego miejsca w świecie.

 Refleksja kim  jestem, jaki jest sens mojego życia, dokąd podążam, są pytaniami od zawsze towarzyszącymi młodym ludziom i nie zmieniają się przez wieki. 

 Pytanie młodzieńca ewangelicznego: Nauczycielu co mam czynić aby osiągnąć życie wieczne? Możemy rozumieć też  jako: Powiedz co nadaje sens mojemu życiu ? 
  Kiedy patrzę na zadawanie tego pytania na przestrzeni 25 lat muszę stwierdzić, że sposób  poszukiwania odpowiedzi jest tożsamy ze zmieniającą się rzeczywistością wokół nas.  
 Brak trwałości rodziny, praca zarobkowa jednego z rodziców poza granicami i rzadki kontakt z dzieckiem lub zanik kontaktu, stały brak jednego z rodziców, tempo życia, znikomy kontakt międzyosobowy w domach rodzinnych, jesteśmy ale nie rozmawiamy o tym co ważne dla nas, nasilił się w ostatnich czasach bardzo.
 Rodzice, którzy świadomie wychowują swoje dzieci rezygnując z wielu spraw,  rozumianych jako konieczne i niezbędne, stają się pewnego rodzaju elitą społeczną. 
   Innym wyzwaniem młodych jest zanegowanie wszelkich autorytetów, mistrzów, wzorców,   świata wartości, starych i sprawdzonych norm  jako tego  co,  przestało mieć znaczenie dzisiaj. Jest to ogromną stratą dla młodego pokolenia, ponieważ człowiek chce wiedzieć jakie są jego korzenie, historia, tradycja, co go   określało i co  kształtowało naszych przodków, jako osoby, żyjące w konkretnym społeczeństwie o określonej kulturze.
   Brak poczucia przynależności, powoduje, że młodzi nie wiedzą kim są i przestają myśleć społecznie, a zaczynają budować świat indywidualistów, rozumiany,  że moje osobiste dobro jest nadrzędne wobec dobra  drugiego człowieka, konsekwencją takiej postawy jest pustka, bo nikt nie jest szczęśliwy sam ze sobą,  potrzebujemy drugiego człowieka, innych do budowania poczucia sensu i szczęścia.
  Zanim zostanie ta prawda zrozumiana, to  pustkę  trzeba czymś wypełnić, myślę, że między innymi dlatego młodzi wchodzą w ryzykowne zachowania typu: narkotyki, alkohol, rozwiązłość seksualna. Jednym z nich  z biegiem lat udaje się pokonać pustkę,  inni przez  całe życie tkwią w niej zagłuszając ją w lepszy lub gorszy sposób. 
  Młodzi tak naprawdę są  otwarci na wartości, na to co stałe, niezmienne, sprawdzone, dobre szlachetne i prawe. Są szczęściarzami jeśli rodzice przekazali im to w wychowaniu nawet jeśli czasami to kwestionują to w dorosłym życiu mają do czego wrócić.
   Życie w  mentalności, że nic nie jest pewne i trwałe często podcina młodym skrzydła do wysokich lotów i nie pozwala podejmować decyzji samodzielnych i trwałych.

  I jestem pewna, że  tą wartością najtrwalszą  i  najbardziej stałą jest Chrystus i tylko żywa relacja z Nim może dać młodemu człowiekowi sens nauczyć go widzieć życie z tej właściwej perspektywy

  Młodość jest tylko pewnym etapem w życiu, jednak  bardzo znaczącym, bo ukształtowane postawy i wybrane  wartości  w tym czasie, wpływają  na dalsze nasze życie decyzje i wybory a co za tym idzie na Życie Wieczne.

czwartek, 18 października 2018

Wolność kocham lecz czy rozumiem?

  Wolność wydaje mi się czymś niezwykle zajmującym, jest bowiem najpiękniejszym darem jakim Bóg  mógł nas obdarować.  W liście św Pawła do Galatów czytamy: Do wolności wyswobodził nas Chrystus. Wolności rozumianej  jako podstawa mojego człowieczeństwa, jako wartość, która pomaga mi  decydować o moim życiu, tzn wybierać w nim dobro, a przez to realizować  pełnię tego kim jestem i do czego zostałem wezwany.

 Jak rozumieć tę wolność?

  Wolność najczęściej  interpretujemy jako robienie tego co chcę, zanegowanie wszelkich zasad i norm, ustanawianych przez Boga, społeczeństwo czy innych ludzi. Popularne powiedzonko młodych: Zasady są po to by je łamać, wyraża coś z tego klimatu.  
 Wydaje się być rzeczą naturalną, oczywistą i dobrą, że człowiek chce sam decydować o tym jak wygląda jego życie... Jednak już bardziej skomplikowane wydaje nam się dokonywanie samych wyborów.

 Czym jest ta wolność?

  Wolność kojarzy nam się z czymś łatwym, prostym i przyjemnym: Robię to co chcę, na co mam ochotę, co uważam za słuszne,  chcemy również sami decydować co jest dobre, a co złe, bez autorytetów, wzorców i sędziów. Nasze prawa są osią i centrum naszych działań. 
  Czy naprawdę  taka wolność może nadać sens naszemu życiu, może trwale wyznaczać nam kierunek naszego życia, za którym tęsknimy, którego poszukujemy? Może na chwilę....

Człowiek sens wolności  odkrywa w tym, że może czynić dobro, w którym widzi swoje spełnienie....
 Być prawdziwie wolnym – to znaczy: używać swej wolności dla tego, co jest prawdziwym dobrem. […] to znaczy: być człowiekiem prawego sumienia, być odpowiedzialnym, być człowiekiem „dla drugich"Jan Paweł II. List do Młodych.
   Celem wolności jest nieskrępowana możliwość czynienia dobra, dlatego miarą mojej wolności jest drugi człowiek, bo wolność, realizuje się przez miłość. 

  Idąc dalej  za myślą  św. Jana Pawła II warto dodać, że wolność jest nierozerwalnie związana z  Prawdą. Fundamentem wolności osoby jest Prawda. Rozpoznając prawdę, podążam za nią  w wolności.   Rozpoznając Prawdę  o Bogu, o świecie, o sobie samym, o drugim człowieku, w wolności wybieram lub odrzucam, a jeśli wybieram to   konsekwentnie  całym swoim życiem.
Rozpoznanie Prawdy wiąże się z nieuleganiem naciskom lub manipulacjom zewnętrznym. Jeśli rozpoznaję, że Jezus jest Dobrem, za którym w wolności się opowiadam, to ta sama wolność wzywa mnie do postępowania w zgodzie z rozpoznaną Prawdą. 

Wolność jako trudny dar.
 Wolność jest trudnym darem, ponieważ domaga się nieustannego pytania o dobro w naszym życiu, nie tylko o dobro własne ale o dobro drugiego człowieka, społeczności. Wolność  w podążaniu za dobrem wymaga trudu i wysiłku, pracy nas sobą w odrzucaniu tego co złe, słabe, złudne i grzeszne, aby stawać się coraz pełniej człowiekiem prawego sumienia, uczy nas przekraczać siebie, nie dlatego, że inni tak każą, tak mówią ale ze względu na rozpoznaną Prawdę. 

  Być wolnym to oddać swoje życie na służbę Dobru, w radości i miłości dla innych i  z innymi.     

wtorek, 9 października 2018

Chrześcijańskie myślenie.


   Ostatnio zainspirowało mnie  myślenie chrześcijańskie. Chociaż często słyszę o  duchu wiary, to jednak zwrot myślenie chrześcijańskie pobudził mnie do refleksji. Ci którzy doczytali do tego momentu, przynajmniej niektórzy, uśmiechną się może z przekąsem i sceptycyzmem, ja przynajmniej bym tak zrobiła....

 Ale o co chodzi? 
 Zapytałam na religii:  Do kogo modlimy się na różańcu? Młody człowiek szepnął coś do koleżanki, co chciałeś powiedzieć, powiedz głośno, powiedziałam, uśmiechnął się zadziornie i mówi: wszystko sprowadza się do Jezusa...Moja radość była  przeogromna, bo nie często zdarza się Jezusowa intuicja, nawet w szkole katolickiej, czasami może wypowiadana niepewnie i z przekorą.

  Czasami tak bardzo chcemy być nierozpoznawalni jako chrześcijanie, katolicy, zakonnicy, że boimy się mówić o wierze, przeżegnać się w miejscu publicznym, rozmawiać o sprawach wiary. Czasami mam wrażenie, że aby się wpisać w popularny kod, mówimy i piszemy tak, by nie uchodzić za innych, ciemnych, nawiedzonych, staramy się przypodobać, możnym tego świata, aby być na czasie, wykazać się zrozumieniem sytuacji, używając zręcznych argumentów.
Z innej strony rzecz ujmując, popadamy w  drugą skrajność, nieustannego świadczenia o Jezusie, naklejki, zapraszanie do modlitwy, zapewnienia o miłości do Jezusa itd . 

 Z wiekiem stwierdzam, że w życiu chodzi o umiar, co niekiedy jest bardzo trudne.

   Być pośród świata, a jednak nie z tego świata. Kategorie  myślenia chrześcijańskiego  to: miłość, miłosierdzie i  przebaczenie, ciągłe i stałe nawracanie się z grzechu do wolności. Czy o tym czytamy w najświeższych wiadomościach? Czy może wyśmiewanie, pogardzanie, poniżanie, brutalna walka i niekończąca się sensacja na przemian z  rywalizacją. Czasem myślę wojna na śmierć i życie. 
           
  Jak znaleźć ma się w tym człowiek, który chce żyć z Bogiem, chce autentycznie przeżywać swoją wiarę? Ma kilka rozwiązań: popłynąć z prądem, w najlepszym wypadku brodząc na mieliźnie lub pozwolić ponieść się fali i zatracić siebie, inne rozwiązanie to, tak się zradykalizować, żeby nic do mnie nie mogło dotrzeć z rozsądnych argumentów i jeszcze jedno, żyć we wspólnocie chrześcijańskiej, która mnie podtrzymuje i umacnia w życiu codziennym.

     Jestem przekonana, że jako chrześcijanie jesteśmy z tego świata ale do niego nie należymy, chociaż korzystamy z dóbr, które daje nam współczesność, to jednak jesteśmy inni,  ponieważ nasze spojrzenie, myślenie i przeżywanie rzeczywistości jest ściśle związane z Osobą Jezusa, Słowem Bożym i  życiem sakramentalnym. Dlatego wybaczamy i nie tracimy nadziei, chociaż czasem kosztuje to wiele zmagania, kochamy chociaż plują nam w twarz i idziemy pewni, że każdą drogę pokonał przed nami Jezus i on będzie przed  nami szedł umacniając nas swoja laską. Pośród burz i zmagań, w radości i cierpieniu jest z nami Ktoś, kto nadaje sens, a imię Jego jest święte i bramy piekielne go nie przemogą. 
    

wtorek, 2 października 2018

Kim są aniołowie?

Fra Angelico
   Zainteresowanie Aniołami  wciąż nie słabnie, niezależnie czy jesteśmy wierzący czy nie,  wierzymy w Anioły,  mówimy o Aniołach, przedstawimy je na różny sposób.  W moim odczuciu jest to tęsknota za tym co duchowe, za Bogiem.  Kim są Aniołowie, jak możemy je rozumieć? Postanowiłam trochę poszperać i poczytać na ten temat.

 Pisząc  ten tekst  będę się opierała na małej książeczce pt: Niewidzialny świat Aniołów napisanej przez francusko - hiszpańskiego teologa  Jean-Miguela Garrigues OP.

 Autor rozpoczyna ją od zwrócenia uwagi na rzeczywistość stworzoną przez Boga, w   której  się poruszamy: materii i  ducha.   Kosmos i cały świat  widzialny jest materią, a poza nim  istnieje rzeczywistość  stworzona niewidzialna, duchowa, która jest jakościowa tzn.  że  nie można jej ogarnąć, pojąć lub zmieścić w prostych pojęciach.
 Anioł jest jedyny w swoim gatunku. Streszcza w sobie pełnię udziału w Bożej doskonałości, podczas gdy w nas owa doskonałość załamuje się w pryzmacie materii, tworząc z mnóstwa jakości( rzeczy widzialnych) rodzaj gigantycznej tęczy. W aniele, Boże światło udziela się w sposób czysty 
pozamaterialny.

  Anioł ukazuje się zawsze jako nośnik Boskiej jakości.  Mówią nam o tym imiona Archaniołów: Michał – któż jak Bóg, Gabriel – moc Boga, Rafał – Bóg uzdrawia. 
Gdy Bóg objawia swoją obecność wysyła przed sobą posłańca (po grecku angelos). Człowiekowi niezwykle trudno jest odróżnić  Boże światło, od światła anioła.  Anioł pełni rolę  mediatora ale nie pośrednika,  poprzedza działanie Boże. Tam gdzie jest anioł tam jest Bóg.

  Człowiek nawiązując bezpośrednią  relację z Bogiem ma poczucie, że wokół Boga znajduje się cała rzesza duchowych stworzeń. Aniołowie są skoncentrowani wyłącznie na Bogu, na Jego wspaniałomyślnym planie wobec człowieka.
  Aniołowie  posiadają  cechę jaką jest całkowita dyskrecja miłości, skrywają się za Chwałą Bożą, aby pozostać jedynie sługami objawienia się tej chwały. Aniołowie    nieustannie obecni  przed Obliczem Boga, kierują nas ku temu Obliczu i przygotowują do tego byśmy je mogli zobaczyć.

  Są  posłańcami, kanałami komunikacji , Boga z ludźmi,  w Starym Testamencie, Bóg objawia swoją obecność poprzez obecność  Anioła.
 Aniołowie są naszymi starszymi braćmi ( duchy stworzone), którzy uczestniczyli w przygotowaniu Wcielenia i do tej pory nie zakończyli swojej posługi wobec nas.
Aniołowie są duchami i są  stworzone na obraz Ducha Świętego, Tego, który najlepiej wyraża w życiu Trójcy, czysto duchowy charakter Boskiej natury. Przychodzi z wnętrza chwały Bożej, poprzedza ją i objawia, a Duch Święty jest manifestacją chwały Boga, jako osoba Trójcy Świętej. Aniołowie służą posłannictwu Ducha Świętego .

 Autor naszej książki pisze dalej, że aniołowie są stworzeniami i mimo czystej duchowości podlegają ograniczeniom i są zdolne do błędu (tu wyjaśnia nam się tajemnica pochodzenia zła).  Ich świętość została uzyskana dzięki wolnemu aktowi woli, przez który dokonali samookreślenia, w wierze, nadziei i miłości w stosunku do Boga.

  Duchowa przygoda aniołów i analogiczna przygoda ludzi, są ze sobą nierozerwalnie związane na dobre i na złe,  jest to w istocie ta sama przygoda, bowiem, razem zgrzeszyliśmy. W konsekwencji dzięki Chrystusowemu zbawieniu zostaliśmy an nowo włączeni w rodzinę  aniołów, którzy zaakceptowali na początku plan Boga względem stworzenia.
Aniołowie  zostali stworzeni przed ludźmi, a nasz świat stworzeń materialnych, został im powierzony. Każda osoba i każda wspólnota ludzka została przez Boga połączona więzią z pewnym bytem duchowym i oddana pod jego szczególną opiekę. Te byty duchowe stanowią nijako Boską radę starszych przy Stwórcy.

Aniołowie są duchami liturgicznymi tzn. posłanymi do służby, tymi którzy mają odziedziczyć zbawienie  (Hbr1,14). Szczególną posługą  aniołów jest wielbienie, oddawanie czci i chwały Bogu, przez postawę adoracji jak i bezpośrednią zażyłość z Panem, z Cherubinami i Serafinami.

  I kończąc powoli warto jeszcze dodać , że aniołowie zostali posłani by chronić człowieka. Aniołowie , którzy interweniowali  w sprawach apostołów w Dziejach Apostolskich, którzy zanoszą nasze modlitwy i przedstawiają je Bogu. Wszystko, co stanowi bogactwo aniołów jest bezpośrednim dziełem Boga, darem Bożym dla ludzi. Aniołowie, którzy towarzyszą nam w codzienności, będą przy naszej śmierci, a w końcu będą razem z Chrystusem przy powtórnym przyjściu w czasie Paruzji.   
    


środa, 26 września 2018

Czy księża są z księżyca?

 
foto: Pixabay
Wobec księży mamy wielkie oczekiwania, wszyscy wiemy jacy powinni być, czym się charakteryzować, jakie posiadać cechy,  zawsze dostępni, o każdej porze dnia i nocy, mili, sympatyczni, zawsze przystępni, wdzięczni, że jesteśmy. 
 Nie wiem o co chodzi ale częściej księży krytykujemy niż mówimy o nich coś dobrego, czy wyrażamy wdzięczność,  ponieważ ksiądz musi dorastać do naszych oczekiwań, bo inaczej jest be...
   
   Dobrze się sprzedają sensacje o grzechach księży. Tak, księża są grzeszni, księżna są tacy jakie są rodziny, z których pochodzą. Tak jak nikogo nie trzeba przekonywać, że  do małżeństwa wnosi się swoje wady i zalety podobnie jest z kapłaństwem. Warto pamiętać, że księża nie urodzili się kapłanami, że wcześniej kształtowała  ich rodzina i społeczeństwo, szkoła, rówieśnicy i inne czynniki, w których wzrastali zanim podjęli decyzję o kapłaństwie. Księżna nie są z nieba lub z księżyca, jakby niektórzy tego chcieli, są ludźmi i na dodatek grzesznymi. 
  Wydaje mi się, że zapominamy, że Kościół to wszyscy ochrzczeni, w tym ja i Ty, a nie Oni, że jedni za drugich jesteśmy odpowiedzialni, my za kapłanów również, tworzenie wspólnoty parafialnej to nie tylko powinność księdza ale również wiernych, modlitwa i troska o swoich duszpasterzy, nie tylko materialna i roszczeniowa ale również życzliwość, pomoc i  zainteresowanie swoimi kapłanami, wtedy, kiedy jest dobrze i pięknie i wtedy kiedy jest źle i ciężko. Modlitwa o dobrych i gorliwych kapłanów, to takie proste i takie konieczne, za kapłanów zmagających się trudnościami i grzechami, czemu nie? 

  Kiedy patrzę na przestrzeni lat,  widzę wyraźnie jak zmienia się model bycia kapłanem, tak jak zmienia się społeczeństwo i ośmielam się twierdzić, że jednym z powodów współczesnego kryzysu Kościoła jest  zagubienie kapłanów w rozumieniu wypełniania  swojego powołania w szybko zmieniającym się świecie, nastawionym na przyjemność i konsumpcję, ulegającemu pokusie odrzuceniu Boga, aby móc samemu ustanawiać zasady i normy życia i postępowania (niczym nieskrępowana wolność). 

  Kapłaństwo przestało być prestiżem, stało się służbą, rozumianą nie w sensie humanitarnym ale służbą dla Chrystusa w innych ludziach, dawaniem świadectwa o Chrystusie, nie w doskonałości życia ale ciągłym na nowo przezwyciężaniu słabości, aby mógł zajaśnieć  Chrystus przez nas innym. Jak to powiedział pewien młody gorliwy dominikanin.
      
  Głębokie życie duchowe staje się koniecznością, aby zachować autentyczność i świeżość działania i oprzeć się pokusie całkowitej desakralizacji życia.
    
   O grzech księży mówiło się zawsze, grzech było obecny w Kościele zawsze i zawsze grzechy były narzędziem do walki z Kościołem, jako instytucją, wykorzystywanym przez  ludzi, którzy nie mają z nim nic wspólnego, oprócz udowadniania, że jest samym złem.
  Będąc naturą przekorną, w kontekście całego bagna medialnego, które mnie zalewa  w ostatnich tygodniach,  moje myśli biegną do tych wszystkich kapłanów, którzy byli i są. Może nie byli i nie są chodzącymi ideałami, wcieleniem Ewangelii, mieli  i mają swoje wady i grzechy, jednak czynili i czynią wiele dobra poprzez bycie dla innych, pociąganie do dobrych inicjatyw, do życia z Bogiem, pokazujących troskę o drugiego człowieka, dających swój czas, towarzyszący innym przez niekończącą się ilość godzin, modlących się żarliwie i budujących innych swoją wiarą, wycofanych i odważnych , z którymi miałam i mam bezpośredni kontakt i  do tych, których czasami tylko słucham lub oglądam w internecie. Jestem wdzięczna, że są, że  nie wystraszyli się grzechu Kościoła, bo wiedzą, że Chrystus zawsze zwycięża i jest silniejszy niż grzech i wszelkie złe moce.
   Nie jest sztuką być z kimś, kiedy jest na fali, podziwiany, odnoszący sukcesy, idący w chwale ale wytrwać pod krzyżem, w  cierpieniu, odrzuceniu,  upodleniu , upokorzeniu i zachować wierność w przyjaźni. Tak się hartuje tych, którzy są gotowi zaświadczyć o Najwyższej Prawdzie na serio i do końca, we współczesnym świecie. 


                               
   
    
        

   

sobota, 15 września 2018

A wy za kogo mnie uważacie?

    Stawianie pytań bywa kłopotliwe, wręcz irytujące. Nie lubimy kiedy ktoś zasypuje nas pytaniami...

A jednak jest to metoda, która zmusza nas do konfrontacji, do myślenia. 
  Czasami stawiając  pytanie komuś, odnajdujemy odpowiedź w nas, czasami nosimy pytania, by znaleźć odpowiedź u innych, a czasami, zadajemy pytania, aby zobaczyć co inni myślą na dany temat.
  Podobnie jest z pytaniem Pana Jezusa: A wy za kogo mnie uważacie? Pyta najbliższych uczniów. 

     No właśnie. Nigdy was nie niepokoiło to pytanie? Kim dla Ciebie jestem ? Czy wybrzmiewa   to pytanie w naszych sercach?

  Czasami mam wrażenie, że mówiąc o wierze, mówimy o przykazaniach, normach moralnych, miłości bliźniego, owszem mówimy o Bogu, jakiejś abstrakcji w niebiosach, która jest ale nie interesuje się naszym życiem, jednak może warto wierzyć, że jest coś więcej... 

 Na pytanie jak ma na imię Bóg chrześcijan, naprawdę trudno uzyskać odpowiedź szybko i od wielu osób, za to doskonale wiemy jak nazywa się Bóg w innych wyznaniach... Wierzymy, bo wierzyli nasi rodzice, bo zostało nam to przekazane, bo potrzebujemy wierzyć. Z tych samych pobudek przyjmujemy sakramenty. 

 Czy jednak zadaliśmy sobie trud, aby zapytać  kim jest nasz Bóg, a jeśli tak, to skąd czerpaliśmy wiedzę na ten temat?  
  Ostatnio złapałam się na myśleniu, że naprawdę trudno jest mi się modlić do Ducha Świętego, który jest abstrakcją,  co prawda działa w moim życiu ale... uwalniająca od takiego myślenia była świadomość, że jest to Duch Jezusa Chrystusa, modląc się do Ducha, modlę się do Jezusa, modląc się do Jezusa modlę się do Ducha Świętego, nie muszę rozdzielać tych rzeczywistości bo one są jednością.
  
Poznać Jezusa to poznać Ducha Świętego i Ojca, poznać Jezusa i Jego Ewangelię to poznać Boga. Religijność to nie obowiązek niedzielnej mszy świętej, i  konieczność przyjmowanie sakramentów, bo tak robią wszyscy, to nie wielkie przeżycia na modlitwie i odczuwanie, religijność, to poznawanie Boga w Jezusie, to relacja budowana z Nim na modlitwie, przez słuchanie,  czytanie Słowa Bożego, udział w Liturgii Eucharystycznej,  systematycznie i z uporem człowieka ciekawego poznawanie swojej  wiary. 
 Być ciekawym swojej wiary, to  musi być pasjonująca przygoda.
Rozpoznając Boga, łatwiej nam się wierzy i wszystko nabiera innych wymiarów i msza święta niedzielna i sakramenty i relacje z innymi ludźmi i nie chodzi o to aby być już doskonałym ale aby wiedzieć, że z takim  Bogiem jest możliwe wszystko.

Jezus nie postawił  pytania:A wy za kogo mnie uważacie, tylko  uczniom. On stawia je nam, za każdym razem, kiedy nie chce nam się iść na niedzielna mszę świętą, kiedy ulegamy złym sprawom i emocjom i zawsze wtedy   kiedy słyszymy i czytamy te słowa. Za kogo mnie uważacie? Za wypełniacza życzeń, próśb i zażaleń?   Kim jestem dla Ciebie? Czy szukasz mnie w swoim życiu, co o mnie wiesz? Czy możemy szczerze odpowiedzieć na to pytanie?           

      

piątek, 7 września 2018

Kościół, który choruje

   Nie mogę o niczym innym pisać, jak tylko o tym, że zasmuca mnie i porusza do głębi, to co dzieje się w Kościele, osobiście czuję się przerażona i zgorszona skalą nadużyć seksualnych i nieważne czy  jest to  w Polsce, w Irlandii, w Stanach Zjednoczonych, czy Bóg wie gdzie jeszcze, zawsze jest to mój Kościół i jego przedstawiciele, którzy nadużyli  zaufanie i skrzywdzili dzieci. Ohyda tego zła,  budzi  mój gniew i wściekłość. Kiedy słucham słów św. Pawła, a od szafarzy już tutaj się żąda, aby każdy z nich był wierny.   Zadaję Chrystusowi pytanie: Co Ty na to? Myślę z przerażeniem jak Ci ludzie kiedyś staną przed Bogiem twarzą w twarz, co Mu powiedzą? Siła zła jest dla mnie o wiele trudniejsza do zrozumienia niż dobro, które wydaje mi się czymś bardziej oczywistym i naturalnym. 

    Serdecznie współczuję ofiarom tych nadużyć i modlę się za nich. Uważam, że  nie tylko ofiary potrzebują pomocy ale również wierzący, którzy przeżywają swoją wiarę na serio, potrzebują umocnienia od swoich pasterzy i liderów wspólnot, aby stanęli przy nich  i rozmawiali z nimi o tych trudnych wydarzeniach. Nie tylko jest potrzebna informacja, co, gdzie i kiedy się wydarzyło, lecz również to, aby mówić czym jest Kościół i dlaczego warto w nim być, co to znaczy należeć do Kościoła  dzisiaj. Konieczne jest  zapraszanie  ludzi do modlitwy i postu w intencji Kościoła i kapłanów, wydaje mi się, że potrzebny jest nowy sposób bycia z wiernymi, nie pełen władzy i urzędu lecz pokory, aby wierni nie czuli się opuszczeni  w tej godzinie próby i zdradzeni jeszcze bardziej.

   Uczeń z pierwszej liceum napisał pytanie na kartce Pedofilia w Kościele? Czemu? No właśnie, czemu? Nie mam  odpowiedzi, bo każda wydaje mi się niewystarczająca. Od lat staram się młodym wyjaśniać Kościół, przy okazji  tłumacząc różne grzechy ale tego nie umiem .... Nie chodzi o instytucję, chodzi o kapłanów, sprawujących Święte Tajemnice w imieniu Chrystusa, który żyje w Kościele, jak to powiedzieć młodym ludziom, w obliczu tego co się dzieje, czy będą w stanie uwierzyć? Czy mogę milczeć na religii  na temat tego co jest trudne? Czy stać nas na to aby milczeć przed wiernymi? Czy Jezus by tego chciał? 

   Będąc niedawno u lekarza wysłuchałam tyrady na temat Kościoła, zakonnic w Irlandii i księży pedofilii, poczułam się sponiewierana i niesprawiedliwie potraktowana ale w końcu należę do tego Kościoła to i mnie się należało. Przyjęłam i wyszłam. 
Wierzę, że Kościół, który choruje, jest ciągle tym miejscem w którym żyje Chrystus, że nie jest to choroba śmiertelna, że przyjdzie też czas rekonwalescencji ale wtedy będzie to już inny Kościół.     




       

piątek, 24 sierpnia 2018

O kryzysie Kościoła


    Kościół przeżywa kryzys, być może jeden z największych w historii, trawiony skandalami pedofilskimi sięgającymi siedemdziesiąt lat wstecz. 
 Przeżywam ogromny ból i wstyd z powodu tych okropieństw, które miały miejsce. I myślę, że modlitwa i pokuta są tutaj koniecznością wielką. Ponieważ cierpią  pojedynczy ludzie i cały kościół, nie w sensie wizerunkowym ale jako wiarygodny świadek Żyjącego Boga.
 Zostało naruszone zaufanie, w bardzo zasadniczy sposób. Jednak wbrew opiniom wielu, uważam, że w Kościele jako instytucji wiele się robi, aby przeciwstawić się z determinacją nadużyciom seksualnym i być przejrzystym, wobec wiernych.
 Nie chcę nikogo usprawiedliwiać ale grzech zawsze był obecny w Kościele, bo gdzie są ludzie tam jest grzech, który idzie w parze ze świętością. Kiedy patrzymy na historię Kościoła to wielkie kryzysy którymi był wstrząsany Kościół poprzedzały wielkie święte osobowości. 

 Tak było w XVI w. Gdzie było wiele nadużyć w Kościele, jednak z tamtej epoki mamy  św Teresę z Avila i Jana od Krzyża, św Ignacego Loyolę, św Filipa Nereusza, św Karola Boromeusza,  św Franciszka Salezego, którzy przez swój sposób życia i podejmowane inicjatywy odegrali wielką rolę w odnowie Kościoła.
 Czasami kiedy patrzymy na to co się dzieje,  możemy myśleć to koniec chrześcijaństwa ale czy Pan Jezus może opuścić swój Kościół? Czy nie  wzbudził i nie wzbudza nam stale świętych np św Ojciec Pio, św Matka Teresa z Kalkuty, św Jan Paweł II , którzy  przeciwstawiali się złu? Kościół jest Święty mocą żyjącego w Nim Chrystusa i między innymi w świętych, ta moc się objawia. Zawsze mnie zdumiewa nieskończona Miłość Boga, który chciał obdarzyć człowieka darem wolności,  tym samym godząc się na grzech.  

 Zdanie stare jak  człowiek, że każdy kryzys wnosi nowe jakości do naszego życia, wierzę, że  ten  obecnie przeżywamy, również taki będzie. Możemy zaobserwować, że być może  powoli ale zmienia się sposób sprawowania posługi biskupiej i kapłańskiej, jak przestajemy rządzić potęgą instytucji. Zmiażdżeni przez cierpienie wielu, stajemy się pełni skruchy i pokory, o czym świadczy list papieża Franciszka.
 Towarzyszy mi przekonanie, że ten kryzys pełen wstydu, bólu i cierpienia, przyniesie nam pełniejsze rozumienie Kościoła, pokornego i służebnego, wobec potrzebujących duchowo i materialnie, wobec każdego człowieka. Pozwoli nam na nowo określić priorytety ewangeliczne w radykalniejszym życiu ewangelią, być może staniemy się jako chrześcijanie małym zaczynem w świecie jak mawiał papież Benedykt ale będziemy silni mocą Chrystusa, a nie własną potęgą. Bo tam gdzie wzmógł się grzech jeszcze obficiej rozlała się łaska Rz 5,20 b
 I chociaż wielu, cieszy się z klęski z Kościoła, ja myślę  o nowej Mocy, którą zyskamy, dzięki prawdzie i uczciwości, dzięki podjętemu trudowi, aby na nowo jeszcze pełniej zajaśniał nam Chrystus.


 


  

wtorek, 14 sierpnia 2018

O przyjaźni męsko- damskiej


   Przyjaźń jest jednym z najchętniej czytanych tematów, a przyjaźń damsko-męska szczególnie. Odpowiedź na pytanie: Czy możliwa jest przyjaźń między mężczyzną i kobietą, chyba  nigdy nie będzie do końca satysfakcjonująca. 


 Inaczej przyjaźnią się mężczyźni ze sobą, inaczej kobiety, a jeszcze całkiem inna będzie przyjaźń między kobietą i mężczyzną. 

      Kobiety zazwyczaj powierzają sobie swoje sekrety, tajemnice, przeżywane problemy, potrafią rozmawiać ze sobą godzinami, o bzdurach i zawsze mają sobie coś ważnego do powiedzenia, potrzebują  utrzymywać ze sobą stały i ciągły kontakt, bo wtedy wiedzą, że są dla siebie ważne, są też częściej o siebie zazdrosne, o inne przyjaciółki i bardziej od siebie  zależne.
   
   Mężczyźni wydaje mi się  nie potrzebują rozmawiać ze sobą godzinami, ich przyjaźń jest bardziej byciem, wspólnym działaniem, planowaniem, projektowaniem, byciem towarzyszami drogi, świadomością, że mogą na siebie liczyć w trudnych sytuacjach, nie potrzebują też być w ciągłym kontakcie jak kobiety. Przyjaciel jest i już.

    Jeśli miałabym coś napisać o przyjaźni męsko - damskiej, napisałabym, że jest ona trudna, to nie znaczy, że niemożliwa. Niektórzy twierdzą, że przydarza się tylko świętym np. takim jak Franciszek i Klara, ponieważ tylko oni mogli się wykazać  wystarczającą dojrzałością, a tym samym determinacją, w dążeniu do raz obranych celów, aby  móc  się przyjaźnić. Dążenie do ideału, może być również naszym celem. 
  
  Jakiego rodzaju trudności widzę w przyjaźni męsko-damskiej ?

   Kobiety oczekują od mężczyzn, że będą się z nimi przyjaźnić na sposób kobiecy, a mężczyźni, że kobiety zrozumieją ich męski sposób  myślenia o relacji. Wydaje mi się, że aby przyjaźń tego typu była  możliwa trzeba założyć, że jesteśmy różni, również w przeżywaniu przyjaźni, nauczenie się szacunku do tej inności, może być  czymś co pozwoli  na prawdziwą relację.

  Nikogo nie muszę przekonywać, że przyjaźń jest rodzajem miłości. Czy w relacji męsko damskiej możemy wykluczyć czynnik erotyczny? Wątpię, wymaga on raczej świadomości i przepracowania, w ukierunkowaniu na wspólne wartości, aby nie był przeszkodą w ich realizacji ale pomocą. Wydaje mi się, że płaszczyzna wspólnych wartości, przeżywana przez obie strony, w sposób zaangażowany jest dobrym punktem, aby budować przyjaźń.

 Każda miłość wymaga dyscypliny: stawiania sobie wymagań, rezygnacji z egoizmu, własnych uczuć, respektowania granic drugiego człowieka, w szczególności bliska relacja męsko-damska.   
  
 Prawdziwa przyjaźń męsko- damska wymaga uczciwości od obu stron, w przypadku współmałżonków, jasności i włączenia drugiej osoby w tę relację. W sytuacji osób samotnych uczciwości przed sobą i Bogiem, jakie miejsce zajmuje w moim życiu ta przyjaźń czy jest ważniejsza dla mnie niż współmałżonek czy inne życie, które wybrałam/wybrałem. Człowiek jest mistrzem w oszukiwaniu siebie i jest tutaj duża pułapka.

Podsumowując, warto napisać, że przyjaźń z płcią przeciwną jest czymś dobrym i pięknym,  wnosi nowe jakości do naszego życia, poszerza horyzonty, o inny punkt widzenia, rozumienia i  przeżywania świata i drugiego człowieka, nadaje naszemu życiu, smak i kolor, dlatego, że ten drugi jest inny, tak bardzo różny od nas, jednak stała czujność, rozwaga i refleksja jest konieczna, aby ta przyjaźń mogła być twórcza, a nie niszcząca.         



Tekst ten napisałam zainspirowana pewną wymianą zdań pod artykułem blogowym, na temat przyjaźni męsko- damskiej.