wtorek, 25 lipca 2017

Czas urlopu

   Czas wakacyjny to dobry czas na  jakieś podsumowanie i refleksję, dystans do codzienności, bo chociaż słońca mało, to i tak jest bardzo gorąco, bo wszyscy żyjemy polityką i trudno od niej uciec.

 Trudno uciec od polityki, od problemów bliskich  z którymi spotykamy się przy okazji różnych spotkań urlopowych, gdzie na co dzień nas nie ma .

  Czasami  w czasie urlopu dowiadujemy się o sobie, że nie umiemy odpoczywać i ciągle nas coś w środku pogania i niepokoi, potrzeba czasu aby zwolnić.

 Pośród ważnych spraw, które się dzieją i ludzi, którzy liczą na nas, uczę się marnować czas.

 Aby wrócić do codziennej rzeczywistości, ze spojrzeniem bardziej spokojnym i wyważonym i
 odpowiednim rzeczom, właściwe nadawać znaczenie.

  Dobry czas, czas  powrotu do siebie.



  Taka sobie refleksja ulubiona ... 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Urok młodości

     
   Dawno mnie tu nie było, ufam, że czytelnicy nie odpłynęli, (hmm, te kilka osób, to prawdziwa przyjemność). Chociaż statystki stanęły, to dzielnie udaję, że nie zależy mi na nich...

 Byłam na wsi, jak na lato przystało. Na takiej niezwykłej wsi, w Górce Klasztornej, w Wielkopolsce. To  piękne miejsce z Matką Bożą, o które dbają Misjonarze Świętej Rodziny.
 Spotkało się tam sto dwadzieścia młodych ludzi, którzy się modlili i rozmawiali o Bogu, o życiu, o tym w co wierzą, jak wierzą, niektórzy stawiali sobie pytania, jak lepiej i piękniej żyć, inni ładowali baterie na cały rok i było  też miejsce na wspólną zabawę.
   Myślę, że w dzisiejszych czasach bycie razem, rozmawianie, nawiązywanie relacji, wcale nie jest takie proste i trzeba zrobić spory wysiłek, aby ze sobą nawiązać kontakt werbalny, a nie internetowy. 
  Mimo wszechobecnego internetu, z uporem maniaka twierdzę, że człowiek dojrzewa przez żywą relację z drugim człowiekiem, twarzą w twarz, nie internetową, ucząc się drugiego, przebywając z nim.
  Dożyliśmy ciekawych czasów, kiedy bezpośrednie czyli w tzw realu, porozumiewanie się między ludźmi, stało się wyzwaniem i zadaniem, bo wydaje się, że bycie w internecie jest prostsze i łatwiejsze, bo tam zawsze można być kimś innym niż jest się naprawdę, można siebie wykreować, chociażby przez fotki... W  tym tak zwanym realu, kreacja siebie odbywa się do jakiegoś momentu, potem wychodzą nasze lęki, niepewności, agresja ale też dobroć i wrażliwość, w konkretnych sytuacjach ....
 Natomiast w kwestii pytań życiowych, stwierdzam, że one nie podlegają upływowi czasu, takie pytania:  Jak być szczęśliwym, jaki jest sens życia, kim jestem ja, kim jest Bóg? Wciąż są aktualne i na czasie.

  Jedno jest pewne, w internecie czy w realu, młodzi ludzie szukają i pragną Boga, może nawet bardziej niż pokolenie ich rodziców i dziadków, bo my jednak nie mieliśmy takiego zalewu propozycji,  nie musieliśmy się tak bardzo trudzić, w odpowiedzi na pytanie gdzie jest prawdziwe Dobro, po której stronie mam stanąć, aby wygrać własne życie, ponieważ  propozycji było mniej... 
 Hm, każde pokolenie ma swoje zadania do wypełnienia. Jak to mawiał Ojciec Święty Jan Paweł II i  swoje Westerplatte, które trzeba obronić i utrzymać, dzisiaj bym jeszcze dodała, że obecne pokolenie musi odnaleźć,  co jest tym Westerplatte, w zalewie pseudowartości.  
    Młodość jest piękna, swoją siłą i chcąc ją dobrze przeżyć młodzi muszą  powalczyć, jednak lepiej się zmagać i żyć naprawdę, niż wegetować oczekując na starość. 
 Było moją wielką radością widzieć tylu młodych i mieć udział w maleńkiej części, ich  zmagania. Dziękuję.

środa, 28 czerwca 2017

Macierzyństwo duchowe


Bycie matką jest czymś pięknym i niepowtarzalnym. Macierzyństwo, fizyczne jest wpisane w naturę kobiety, być może jest jakimś instynktem samozachowawczym, który dąży do podtrzymania gatunku i w takim sensie jesteśmy częścią natury, jednak wydaje się, że to jest za mało.
  Pamiętając, że człowiek jest obrazem Boga, to macierzyństwo jest powołaniem, zadaniem, wezwaniem do świętości. 
  Jednak   nie każdej kobiecie jest dane być matką  z różnych przyczyn, czasem medycznych, czasem z własnego wyboru jako sposobu życia lub z powodu rezygnacji ze względu na życie dla Boga   jak np. Siostry.
   Jeżeli przyjmiemy, że kobieta realizuje się w dwóch wymiarach:  w miłości i macierzyństwie, realizacja zawodowa jest ważna, jednak każda uczciwa kobieta, powie, że nie jest ona konieczna, aby być szczęśliwą. To pojawi nam się pytanie, czy kobiety, które nie rodzą dzieci, są spełnione? 
Myślę, że to zależy w dużej mierze od samej kobiety, od jej podejścia i rozmienia swojego życia.
  I chociaż w kobiecie,żyjącej w małżeństwie, a nie mogącej urodzić dziecka zawsze pozostanie wielka rana nie oznacza to jednak, że nie może być ona szczęśliwa...Chociaż nic nie zastąpi tego braku, wydaje mi się, że jest ona zaproszona do innej formy macierzyństwa. Jakiej?  Na to pytanie musi znaleźć odpowiedź ona sama.
  W kontekście kobiet konsekrowanych ( siostry zakonne) chciałabym przez chwilę zastanowić się nad macierzyństwem duchowym, czym ono jest?
  Macierzyństwo duchowe, aby nie było jakimś substytutem, wymaga dojrzałości osobowej, wyrażającej się w oddawaniu swojego życia innym, bez czynienia wyjątków, wyraża się to, w otwarciu serca dla wszystkich, lubianych i nielubianych w ofiarności, trosce, czułości, zainteresowaniu sprawami innych, bezinteresowności, w umieraniu dla swojego ja, codziennie na nowo.
   Wydaje mi się, że cechy te, w sposób naturalny rozwijają się kiedy kobieta staje się matką i żoną. Natomiast macierzyństwo duchowe, wymaga oparcia się na zdrowym poczuciu własnej wartości, odkryciu wewnętrznego piękna i siły, płynących z rozumienia siebie i szczerej, osobistej, głębokiej więzi z Jezusem. Zakłada ono dawanie  i oddawanie swojego życia, w służbie innym, nie licząc zysków i strat, wydanie siebie dla wielu...
Wypracowywanie w sobie umiejętności pozwalania ludziom przychodzenia i odchodzenia, nikogo nie zatrzymując dla siebie,  dawać życie tzn nadzieję i miłość, odwagę, kochać pomimo.
 Aby rodzić do pełniejszego życia, trzeba samemu żyć Pełnią, czyli być autentycznym przed sobą, ludźmi i Bogiem. Cieszyć się z cieszącymi i płakać z płaczącymi. Zanosić prośby i błagania za tych, którzy o tym nawet nie wiedzą, walczyć modlitwą tam gdzie inni się poddali.... 
   Kiedyś myślałam, że tego jak być matką, nie trzeba się uczyć, po prostu się nią jest, dzisiaj myślę, że samo bycie matką  to za mało, trzeba się ciągle uczyć, na każdym etapie, bycie dobrą matką  fizyczną i duchową oznacza stale na nowo podejmowanie refleksji nad sobą, swoimi słabościami i pracę nad nimi, pytaniem o potrzeby innych i o własne granice i swój świat emocji.
  Tak, macierzyństwo fizyczne i duchowe wymagają życia, w zgodzie ze swoją kobiecością. Macierzyństwo jest istotą kobiecości, jej manifestacją, również duchowe, dlatego siostry nigdy nie przestają być kobietami, tymi które kochają najpierw Jezusa, a w Nim  wszystkich innych.    

   

czwartek, 22 czerwca 2017

Serce

    Uroczystość Najświętszego Serca Bożego.Co to jest?
  Serce Boże to Centrum, istota Boga jakkolwiek byśmy sobie To Serce  wyobrazili i o nim mówili pozostanie ono czymś nie do końca nazwanym, ponieważ nie znajdziemy wystarczających pojęć by oddać czym jest Niewyczerpana Miłość Boga.

 Serce Jezusa  - źródło życia i świętości
Serce Jezusa  - gorejące ognisko miłości
Serce Jezusa  - zbawienie  ufających Tobie
Serce Jezusa  - z którego pełni wszyscyśmy otrzymali
Serce Jezusa -  hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają
Serce Jezusa - w którym mieszka cała pełnia bóstwa
itd
Rytmiczność i piękno tej starej  litanii, wprowadza nas w ciszę i zachęca do pozostania w  zachwycie.
W Tym Sercu znajdujemy ukojenie najgłębszych tęsknot i pragnień. To Serce odpowiada nam na wszystkie pytania, milczenie wobec Bezmiaru, to najwłaściwsza postawa. Ten Bezmiar zachwyca, zaprasza, pociąga,fascynuje..
 Niedawno napisałam tekst o obrazie przedstawiającym Serce, do którego zamieszczam  link może ktoś zechce przeczytać : sklaraosu.blogspot.com/2017/03/spotkanie-w-sztuce.html

 W Tym Sercu chowam  wszystkich ludzi i wszystkie sprawy,i wierzę, że tam one nabierają innego znaczenia i wymiaru, że Ono wypełnia to czego ja nie umiem dać. Powierzam Boskiemu Sercu Ciebie.

wtorek, 20 czerwca 2017

Wycieczka

   Kocham góry ale nie wysokie, takie widokowe. np Beskidy, Karkonosze, uwielbiam wędrówki po nich, sycąc się pięknem krajobrazów i samym wędrowaniem, chciałam aby moi gimnazjaliści też mogli poczuć ten klimat.
  Obcowanie z przyrodą sprawia nam jednak wiele problemów, co tu robić jak się tylko idzie? Bezmyślne gapienie się w ekranik jest lepszym zajęciem. Chociaż muszę powiedzieć, że byłam pełna uznania, że tylko jednostki nie rozstawały się z telefonem.

 Podziwianie widoków?  Brzmi co najmniej dziwnie. Weszliśmy na Szrenicę.... Po drodze marudzenia było wiele ale tylko na początku, z biegiem czasu coraz mniej....Spędziliśmy w górach sześć godzin, było zimno i pochmurnie ale krajobrazy przepiękne...Na koniec jeden z opornych uczniów zamieścił na Facebooku swoje zdjęcie schodząc z trasy, z podpisem  ,,szanuję dzisiejszy dzień". Uznałam to za wyraz zadowolenia. Ogólnie byli zadowoleni, chociaż jak mi potem tłumaczyli marudzenie musi być.

 Przebywanie z moja klasą w warunkach nieszkolnych, daje mi dużo radości, pozwala na nich spojrzeć z innej perspektywy i zobaczyć jacy są  naprawdę, bez  szkolnych masek. Z klasowych wycieczek wracam pełna wiary w możliwości mojej klasy. Wspólne wędrówki, granie w piłkę razem, zabawy, to momenty, które pokazują mi jak bardzo młodzi potrzebują być ze sobą, jak wiele te aktywności dają im radości i pomagają w rozwoju.

 A ten czas uczy, jak ciągle na nowo trzeba odbudowywać wiarę w młodego człowieka, patrzeć zawsze z szerszej perspektywy i nie oceniać tylko przez pryzmat stopni, bo dorastający człowiek to coś więcej niż ocena cząstkowa i czy roczna.

czwartek, 15 czerwca 2017

Tajemnica wiary


    Nie wiem czy procesje Boże Ciała są konieczne do uczczenia Najświętszego Sakramentu, jest to pewien rodzaj tradycji i manifestacja wiary. Nie widzę też potrzeby aby wyszukiwać powody  za lub przeciw, jeśli procesja komuś pomaga w pogłębianiu wiary i relacji z Panem Jezusem proszę bardzo dlaczego nie....


  Dzisiaj jednak myślę o tym, że Pan Jezus obecny w chlebie i winie, w Eucharystii, jest Tajemnicą Wiary, ze szczególną mocą docierają do mnie  słowa  aklamacji z mszy świętej, kiedy kapłan mówi lub śpiewa: Tajemnica wiary, a my odpowiadamy Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci, potwierdzając Tę Tajemnicę

  Często słyszę, że  zrozumienie tajemnicy Trójcy Świętej jest niemożliwie, bardzo rzadko zaś, że zrozumienie Eucharystii, również, nie znajduje ona bowiem żadnych przesłanek rozumowych, aby zgłębić  i  pojąć ogrom Tej Tajemnicy Miłości, bo chyba tylko w kluczu miłości możemy myśleć  o  Bogu w chlebie i winie. Bo jak inaczej pojąć tę Obecność Nieskończonego, Nieogarnionego w kruszynie chleba?

 Czasami zdumiewałam  się  pięknie zdobionymi monstrancjami, które służą do wystawiania Pana Jezusa do publicznej adoracji, że tyle tam ornamentów i zdobnictwa, że samego Pana nie widać, dzisiaj, chociaż częściej spotykam proste monstrancje,  rozumiem, że miało to podkreślić świętość, wielkość, wyjątkowość  Tajemnicy.

   A wracając do Eucharystii to nie bez znaczenia pozostaje fakt, że kiedy Pan Jezus mówił o sobie jako chlebie opuszczali go uczniowie, tak trudna była to dla nich mowa, czy dla nas we współczesnym świecie rozumienie Boga jest łatwiejsze? Czy Boga można chcieć zrozumieć, czy wiara nie jest właśnie dlatego wiarą, że kończy się rozum i jedyne co pozostaje to milczenie wobec Tajemnicy?
  Czy dla człowieka, który chce panować nad wszystkim, przyjęcie Boga Tajemnicy jest możliwe?Pokochać Tajemnicę. Akceptacja tego, że Bóg jest Tajemnicą,  akceptacja Tajemnicy, która jest Miłością, objawioną w Jezusie. Boże Ciało.
   

sobota, 10 czerwca 2017

Nic nie posiadać

św. Ignacy Loyola 
   Pod koniec roku szkolnego mogę myśleć tylko o szkole i internacie. Nic mądrego do głowy mi nie przychodzi, ponieważ zmagam się ze zmęczeniem, oczekiwaniem na koniec roku i wykończeniem wszystkich powinności z tym związanych. W poniedziałek jadę na wycieczkę z moją klasą, po drodze pokonując sto  jeden różnych przeszkód, aby wycieczka mogła dojść do skutku....Nie ma mowy o pobożnych przemyśleniach, poza zainteresowaniem  czytaniami biblijnymi z bieżącego dnia. 
 Uwielbiam księgę Tobiasza (i kiedyś napiszę o niej coś więcej tutaj) i z zainteresowaniem słucham jej po raz kolejny. O wielkich rzeczach, których Bóg dokonuje, w życiu tych, którzy go miłują i są mu wierni. 

  I ta wdowa dzisiaj, która w całym swoim niedostatku dała to co miała najcenniejszego, jeden grosz por. Mk 12,(38-44) .

  Jak trudno jest akceptować swój niedostatek, swoją niemoc, słabość, te same błędy, jak ciągle chcemy mieć wiele, szczególnie przed innymi, wydaje nam się, że nasza wartość leży w posiadaniu materialnym, osobowym lub duchowym, a jednak logika Boga jest inna. Im mam mniej, tym On jest bliżej mnie. Odkrywam, że potrzebuję Go jak tlenu, aby móc żyć, że nie własną mocą mogę działać, czynić rzeczy dobre ale dzięki Jego Łasce i nie są to puste frazesy ale konieczność życiowa. Panie, Ty jesteś Życiem, które napełnia nas radością.
    Uwielbiajcie Boga i wysławiajcie Go przed wszystkimi żyjącymi, za dobrodziejstwa, jakie wam wyświadczył, aby było uwielbione i wsławione Jego imię. Rozgłaszajcie wobec wszystkich ludzi słowa Boże, jak na to zasługują, i nie ociągajcie się z wyrażaniem Mu wdzięczności. Tb 12,6b

sobota, 3 czerwca 2017

Mój manifest


  • Miłość, to nie motyle w brzuchu.
  • Miłość, to nie uczucie przyjemne, bo to dopiero początek.
  • Miłość, to nie atrakcyjność fizyczna.
  • Miłość, to nie miłe słówka .
  • Miłość, to nie wielkie marzenia i uniesienia.
  • Miłość,  to nie jest uśmiech przyklejony.
  • Miłości nie musisz czuć .
  • Miłość, jest wtedy kiedy  masz dość, a Ty idziesz dalej.

  • Miłość, jest wtedy kiedy, nie otrzymujesz nic w zamian, a Ty dajesz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy inni mówią, o Tobie rzeczy niesprawdzone i nieprawdziwe, a Ty ich kochasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy jesteś skrzywdzony i wzgardzony, a Ty wybaczasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy jesteś wyczerpany, a Ty uwielbiasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy tracisz to co kochasz, a Ty wiesz, że tak trzeba.  
  • Miłość, jest wtedy kiedy kolejny raz upadasz w słabości, a Ty podnosisz się i ufasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy kochasz, oddając siebie za nic....

środa, 31 maja 2017

Duch, który dotyka serc

zdjęcie: s.Joanna Żuk
   Nasza młodzież pojechała na religijne spotkanie, organizowane dla uczniów naszych szkół i nie tylko, obawiałam się, że dla dzieci z gimnazjum, będzie to duży wysiłek, za trudne, za bardzo przeładowany plan.

  A w nich obudziło się pragnienie Boga, spotkania Go, młodzi zapragnęli, aby Pan dał im znak, że jest i podeszli do modlitwy wstawienniczej, gdzie Pan odpowiedział, z całą hojnością, obdarowując ich swoją Obecnością, Miłością i było to tak silne doświadczenie, że po przyjeździe przez dwa dni  opowiadały cały czas, o tym co się wydarzyło, jak doświadczyły radości, pokoju  i spotkania z Bogiem, sam na sam, jak Jezus mówił do ich serc.

  Ich serca zostały dotknięte przez Ducha Świętego. Pan jest wielki, nieogarniony w swojej Miłości i Tajemnicy. Chciałoby się powiedzieć za psalmistą: Słysząc głos Boga, serc nie zatwardzajcie...

  Duch Święty wylewa swą łaskę na tych, którzy go oczekują, pragną, przekracza nasze ograniczenia, słabość, przekonuje nas o swojej Miłości i Łasce, czy jesteśmy gotowi ją przyjąć? Przyjdź Duchu Święty i wylewaj się na nas, niech Twoja chwała ogarnie nasze serca, dotykaj je i przemieniaj swoją łaską.Amen

   
ks. Radosław Rafał 

sobota, 27 maja 2017

Zakonnica też człowiek


  Nie lubię kiedy siostry przedstawiane są w nadmiernie słodkich kolorach, jako równe  babki, do tańca i do różańca, miłe, serdeczne i zawsze uśmiechnięte lub tylko w czarnych kolorach skrzywdzone, przez swoje przełożone (co czasem może mieć miejsce). Bowiem, ani jeden ani drugi obraz, nie pokazuje, czym jest naprawdę życie zakonne.

  Zakonnica też człowiek, ze swoją wielkością i słabościami. Są wspaniałe siostry, mądre, dojrzałe i Boże, pogodne, oddane bez reszty sprawie Bożej i są też słabe, chorujące, z mnóstwem  wad nieraz trudnych do przyjęcia.
  
  Dopiero akceptacja tej prawdy, pozwoli nam rzeczywiście pokochać życie zakonne, takim jakim ono jest w istocie.  Cierpienie jest częścią każdego życia, czy jesteśmy w zakonie, czy żyjemy wśród różnych ludzi, cierpienie nas dotyka, tylko w różny sposób i w różnych aspektach.

  Jednak to, nad czym się ostatnio zastanawiam to pytanie: Dlaczego dziewczęta i kobiety  nie chcą lub boją się podjąć życie zakonne?
   Czy wizerunek Sióstr przedstawiany w mediach, ma na to wpływ, czy są też inne czynniki? I stwierdzam, że oprócz  mediów odnajduję jeszcze kilka innych powodów, które zapewne nie wyczerpują zagadnienia.
 Pierwszą niebagatelną przyczyną wydaje mi się ogólna zmiana wizerunku kobiety, we współczesnym świecie: wykształconej, niezależnej, przed którą świat stoi otworem, mającej prawo do wszystkiego i wszystkich, nie  chcę tutaj napisać, że to jest złe, po prostu status społeczny kobiety uległ zasadniczej zmianie. 

  Drugą sprawą jest rozwój ruchów religijnych wewnątrz Kościoła  i ich zaangażowań w różne dzieła ewangelizacyjne i społeczne, łącznie z wyjazdem na misje, bez konieczności wyboru życia zakonnego.

  I możemy jeszcze tutaj dywagować nad brakiem dojrzałości  związanej z trudnością podejmowania decyzji wiążących na całe życie  i  innymi przyczynami psychologicznymi.

  Jednak wydaje mi się, że jest jeszcze coś bardzo istotnego, mianowicie, stawianie sobie pytania przez nas same:
 W czym  i gdzie powinniśmy dokonywać zmian?
Ponieważ, abyśmy mogły Żyć, musimy się wsłuchiwać w  potrzeby współczesnego człowieka i świata.
Zakony nie żyją dla siebie ale kochają i służą najpierw Chrystusowi, a potem człowiekowi, w konkretnym kontekście społeczno-kulturowym. Niebezpieczeństwem więc pozostaje, zamknięcie się na to, co przychodzi i trwanie w przekonaniu, że my jesteśmy świetne, tylko ten świat taki  zepsuty.

  Błogosławieństwem są dla nas, kryzysy związane z prowadzeniem dzieł, brakiem powołań, nadmiernym odchodzeniem sióstr z życia zakonnego, bo są to znaki, które każą nam zadawać sobie pytania: 
   Na jakie potrzeby współczesnego człowieka nie odpowiadamy, czego brakuje naszemu życiu?

  Czy powinniśmy zrezygnować z radykalizmu życia, aby stać się możliwym do przyjęcia? Nie. Jednak możemy się pytać, czy wszystkie formy tego radykalizmu, dają nam życie, powodują, że jesteśmy bardziej kochające, zaangażowane i pełne miłości bliźniego, czy  nasza relacja z Jezusem jest żywa i dynamiczna, a wyrazem tego jest zapał apostolski?

  Czy nasze życie różni tylko habit, czy chodzi w nim o coś więcej i czy to więcej jest czytelne? Co mamy do zaoferowania młodym kobietom? Czy jesteśmy wystarczająco otwarte na to nowe, które wnoszą ze sobą i czy pamiętamy, że  są one już zupełnie inne niż te, które przyszły dziesięć  czy pięć lat temu. Jak pogodzić  stare i nowe? Jak zmieniać swój sposób myślenia, czynić go bardziej otwartym i elastycznym?

   Myślę, że jako Siostry musimy sobie odpowiadać na te pytania, we wspólnocie i indywidualnie, że refleksja jest czymś koniecznym, abyśmy nie były postrzegane jako relikt przeszłości, hermetycznie zamknięte dziwaczki, bardzo odległe od życia.
  Irytujące jest ciągłe udowadnianie, nie wiem komu, że jesteśmy normalnymi ludźmi....  Autentyczność życia sama powinna  się obronić, wcześniej czy później. W tym życiu lub przyszłym. Nasza Założycielka mówi: Trzymajcie się drogi Kościoła i żyjcie życiem nowym.    



     

sobota, 20 maja 2017

Ta Moc

   Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że czytania Słowa Bożego, w czasie mszy świętej, szczególnie czytanie pierwsze, przygotowuje nas do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Słyszę tam dynamizm i entuzjazm pierwotnego Kościoła w przepowiadaniu Pana, o tym, że  Zmartwychwstał  i Żyje, a wszystko co czynili uczniowie robili to w mocy Ducha Świętego. I właśnie ta Moc Ducha Świętego nie daje mi spokoju.
  Skąd się bierze ten entuzjazm, radość, siła przepowiadania  wynikająca z pewności, że Pan jest tu i teraz i działa.Skąd się biorą  charyzmaty takie jak: dar języków, proroctwa, poznania, uzdrawiania itd ?

  Dla kogo są one przeznaczone? Czy zwykły człowiek, który się modli, może  zostać obdarowany charyzmatami, czy są one przeznaczone tylko dla świętych, a ta cała dzisiejsza odnowa charyzmatyczna  to jakiś wymysł postępowców - heretyków?

  Czy w ogóle  myśleliście kiedyś o  Duchem Świętym?  Bo ja stosunkowo niedawno zaczęłam poświęcać Mu więcej uwagi. Dlaczego? O tym na końcu, bo teraz chciałabym się podzielić kilkoma moimi przemyśleniami i spostrzeżeniami, otóż:

  1.  Duch Święty  ujawnia swą moc i obdarowuje charyzmatami wtedy, kiedy chce, jak chce i komu chce.
  2. Pan  nie ma względu na świętość osób tzn charyzmaty mogą być udzielone ludziom słabym, z mnóstwem wad i grzechami - taka jest logika Ducha Świętego. 
  3. Łaska Mocy  Duch Święty jest nam dana dla innych, nie otrzymujemy charyzmatów dla siebie ale dla głoszenia Imienia Jezusa i Jego chwały, która jest  Miłością i Pokojem i Przebaczeniem. Charyzmaty w Służbie. 
 Myślę, a nawet jestem przekonana, że otrzymany Dar wymaga od nas odpowiedzi, poprzez:

  •  Poddanie się Duchowi Świętemu- oddanie się do Jego dyspozycji, pozostawianie coraz bardziej siebie swoich planów i wizji, swojego egoizmu. Co jest procesem, bardzo wymagającym. 
  •  Pokorę - czyli prawdę o swoim życiu, o tym kim jestem, grzesznym człowiekiem, w drodze ku  Panu.
  •  Stałości w modlitwie osobistej, w takim miejscu i w taki sposób, jak ktoś może i umie i jak mu  łatwiej odnajduje się Pana.
I ostatnia rzecz,  jeśli nigdy nie doświadczyliśmy charyzmatów lub nie otrzymaliśmy tych, o które prosiliśmy to warto pamiętać zawsze, że w życiu z Duchem Świętym  chodzi o Niego Samego, a nie o Jego dary i charyzmaty.

  Dlaczego poruszam ten temat? Ponieważ Duch Święty jest  niezwykle fascynujący, zaskakujący, przekraczający wszelkie nasze wyobrażenia, łamiący bariery i niewiarę, z hojnością obdarowujący tych, którzy szukają i pragną Go całym sercem.
  I na koniec, moje spotkanie z Duchem Świętym. Otrzymałam w życiu zakonnym, bardzo uporządkowaną formację ignacjańską, która nauczyła mnie z podejrzliwością patrzeć na emocje i dzięki tej samej duchowości w czasie odprawiania Wielkich Rekolekcji zaczęły się z mojego serca wydobywać dźwięki, zaczęłam śpiewać przez sen, nieznaną mi melodię. Później przez jakiś czas modliłam się w taki sposób. Kiedy wróciłam do domu zapragnęłam podtrzymać ten żar i tak rozpoczęła się moja przygoda z Duchem Świętym. Wiele zyskałam i zyskuję, jednej rzeczy się nauczyłam na pewno,  że DAWCA jest ważniejszy niż dar.        


środa, 17 maja 2017

Być w relacji

  Beze mnie nic uczynić nie możecie J 15, 5. Dzisiaj to słowo mi towarzyszyło w zmaganiach z nastolatkami. Kto ma dwadzieścia dwie gimnazjalistki na raz, w domu plus siedem licealistek, niech  da znać, bo jakiejś rady potrzebuję.
 Koniec roku się zbliża, wystawianie ocen w szkole, na dworze ciepło i jak tu się uczyć...
Gimnazjalista to tykająca bomba zegarowa.
 W tej  rzeczywistości szukam Boga usilnie i przyznam szczerze idzie mi to kiepsko...
Jak mnie umiłował ojciec tak ja was umiłowałem, trwajcie w mojej miłości J 15,9. Kołacze mi się po głowie na koniec dania. Trwajcie, bądźcie przy mojej miłości, przy mnie. Po prostu być  w tym co jest, tu i teraz, z tym kim się jest. Tylko potrzeba mi pokładów cierpliwości ....
  Sławię Cię Panie pośród ludów, będę Ci grał wśród narodów. Bo łaska Twoja sięga aż do nieba, a Twoja wierność sięga obłoków. Wznieś się Boże ponad niebiosa, nad całą ziemią Twoja chwała.
Ps 57,10-12 

niedziela, 14 maja 2017

Piekielne rozmyślania


 Co myślę o piekle? Że istnieje. Ale  kto będzie w piekle?  No właśnie i tu zaczyna się problem.  Bo jeśli Pan Bóg jest Miłosierny, a miłosierdzie to coś więcej niż miłość, to na pewno  wszystkich  zbawi.

  Czy Bóg może chcieć potępić kogokolwiek?  Nie. I o tym zapewnia nas Słowo Boże.
Jeśli o Bogu nie możemy  nic do końca powiedzieć,  bo jest tak bardzo Inny i większy od naszego pojmowania i myślenia , to co możemy powiedzieć o  tym kto będzie w piekle?
  A może piekło będzie puste?  Być może ale nie jestem do końca  przekonana.
 Bo co  z tymi, którzy wyrzekli się Boga, nie chcą go znać lub świadomie i dobrowolnie odwrócili się od relacji z Nim?  Czy Pan ich zbawi wbrew ich wolnemu wyborowi?  Jeśli jest samym Miłosierdziem, kto wie….

 Biorąc jednak pod uwagę,  że Bóg szanuje naszą wolność i pragnie abyśmy Go szukali i kochali, jako ludzie wolni, a nie jako wylęknieni  niewolnicy. Hm… nie wiem.
Zapyta ktoś dlaczego prowadzę takie rozważania, czy nie lepiej pisać o Dobroci i Miłości Boga?

  Może lepiej ale o tych dwóch przymiotach dosyć dużo się pisze, a mnie zaintrygowało piekło właśnie w kontekście Dobroci, Miłości i Miłosierdzia, jak również  w związku z przypomnieniem objawień w Fatimie na temat piekła i walki ze złem.
  Kontynuując wątek potępienia, mam nadzieję, że nie zostanę za to spalona na stosie, myślę,  że człowiek potępia  sam siebie tzn. sam siebie skazuje na piekło, bo jak ktoś powiedział, ludzkość sama siebie potępi, przez  odwrócenie się od Boga, poprzez zatratę w złu, odwrócenie się od relacji z Najwyższym, lekceważąc świadomie Jego Miłość. Dlatego wolimy myśleć, że piekła nie ma, bo nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje życie.

  I jeszcze jedna myśl mi się kołacze, że chrześcijanie zapraszani są ciągle do pytania się w Kogo i w co wierzą, na ile nasz sposób myślenia o Bogu zmienia się wraz z nasza dojrzałością?
Czy naprawdę wierzymy w Jezusa Syna Bożego, czy uprawiamy bezpieczną, bezrefleksyjną wiarę, w bliżej nieokreślonego Boga? Nasze zdziwienie może być wielkie ….

   Czasami się zastanawiam, jak to będzie kiedy staniemy  po śmierci przed Bogiem twarzą w twarz, zobaczymy jak bardzo On jest Święty,  jak  jest  Nieogarnioną   Miłością i Pięknem, tak bardzo różnym od naszego myślenia i pojmowania, wszystkie nasze dobre uczynki i postępowanie będą przed Nim niczym, tym  co będzie miało znaczenie to  bedzie szczerość naszego serca,  jak kochaliśmy. 

Dlatego Świeci, którzy byli najbliżej Boga mieli tak wielkie poczucie grzeszności, bo  rozumieli   czym jest Jego Święty Majestat. Nie chodzi tutaj o jakiś chory lęk ale o wyczucie Tajemnicy i Inność Boga. Bliski i daleki.  Czy wystarczy nam wiary i miłości aby spojrzeć Bogu w twarz? Dlatego wszyscy potrzebujemy Jego Miłosierdzia.




wtorek, 9 maja 2017

Powołanie?

     Co to jest powołanie? Zadaję sobie to pytanie w tym tygodniu. Oto próba odpowiedzi.
  •  Mamy  różne powołania, do małżeństwa, do bycia lekarzem, nauczycielem, pielęgniarką itd... bo przecież możemy zobaczyć, że takie pragnienia w nas się rodzą. 
  • I jest  jeszcze to wyjątkowe wezwanie: zaproszenie Pana Jezusa do jedynej, wyłącznej relacji z sobą, której podporządkowujemy całe swoje życie, poprzez śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa lub sakrament święceń, a niektórzy mężczyźni poprzez jedno i drugie.
  • Pan Jezus wzywa nas w wolności, pragnie abyśmy rozpoznali to zaproszenie i odpowiedzieli na nie, jako ludzie wolni oraz abyśmy realizowali  je  ciągle na nowo z nowym entuzjazmem i zapałem, ze świeżymi pragnieniami, tacy jacy jesteśmy.
  •  Powołanie to realizowanie swojego  życia w prawdzie, byciu sobą, z odwagą i hojnością serca.
  • Powołanie nie jest ucieczką od życia, nie jest poszukiwaniem wygody, ucieczką od ryzyka. 
  • Powołanie to  powierzanie siebie codziennie na nowo tej Jedynej Miłości, w zaufaniu i pokorze, aby kochać bardziej i pełniej Boga samego i  tych do których jesteśmy posłani.  

poniedziałek, 8 maja 2017

Żydowskie spojrzenie na Biblię

 Ostatnio wróciłam do starej książeczki Romana Brandstaettera ,,Krąg Biblijny".To co mnie stale tu zachwyca  to żydowskie  spojrzenie na Biblię, znalazłam tam wiele miłości, szacunku  dla tajemnicy Boga i dla Świętej Księgi. 
Poniżej pozwalam sobie przytoczyć opowieść dziadka autora na temat: Sztuki  czytania Biblii 
Symeon ben Jochaj zwykł mawiać, że każde słowo Pisma kryje tajemnicę- mówił dziadek-a ponieważ do tajemnicy wiedzie zazwyczaj wiele dróg, staraj się Biblię czytać na różne sposoby. 
Niekiedy czytaj z mędrca szkiełkiem i okiem, badaj uważnie każde słowo tekstu.
 Innym zaś razem popuść wodze wyobraźni i rozważaj z bystrością nieco mniej badawczą i wyostrzoną, ale za to z sercem bardziej otwartym, na wypadki dziejące się na kartach Księgi.
 Za każdym razem odnajdziesz w tych fragmentach inne wartości. 
Jeżeli przeczytasz ten i ów rozdział, dwadzieścia razy, powinieneś przynajmniej dziesięć razy czytać go inaczej i za każdym razem odkrywać w nim inne obszary.
 Nigdy jednak nie bądź pewny, że dotarłeś do właściwego jego sensu, do sedna sprawy (...)
 Biblia jest żywiołem bez granic.
 
 Nikt z badaczy, egzegetów, teologów, uczonych i pisarzy nie dotarł do jej najgłębszych źródeł. 
 Dlatego nie zrażaj się, jeśli z Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od Ciebie również nie rozumieli wszystkiego. 
 Ale bądź zawsze przygotowany na nieprzewidziane odkrycia i znaleziska, które podczas poprzednich lektur wymknęły się Twojej uwadze. 
Ten sam rozdział będziesz czytać wielokrotnie  i wpadniesz na ślad tego czego będziesz szukać, nagle za którymś razem nie tylko otrzymasz jasną odpowiedź na trapiące Cię pytania ale trafisz na dotychczas niezauważone przez Ciebie pokłady obrazów i myśli, i wtedy ujrzysz to co było całkowicie zasłonięte przed Tobą, podczas wszystkich poprzednich lektur. 
Biblia jest podobna do Boga.Nie pozwala by ją poznawano i zgłębiano do końca

Dalej autor pisze:
Wskazówki te stały się drogowskazem podczas każdorazowej lektury Księgi, chroniły mnie przed niejednym błądzeniem i zaoszczędziły mi wiele rozczarowań.

czwartek, 4 maja 2017

Chwila o patriotyzmie

Przestraszył mnie 29 kwietnia marsz ONR, manifestujący siłę wojowników, w oparciu o hasła chrześcijańskie, zobaczyłam jak wiele jest tej  młodzieży zradykalizowanej i poniekąd groźnej.  

  Ostatnio często spotykam się z poglądem, że patriotyzm to  prawicowcy lub ultraprawicowy, że Żołnierze Wyklęci, mówienie o oprawcach i kolaborantach komunistycznych, to też oszołomstwo prawicowe lub, przestańmy żyć naszą martyrologią, a radujmy się. 
 
O co chodzi w tym patriotyzmie dzisiaj?.

  Jak wychowywać młodych patriotycznie?  Że trzeba, to chyba nikt nie ma wątpliwości.
Śmiem twierdzić, że ta radykalizacja postaw, jest skutkiem braku wychowania patriotycznego.

Myślę, że my dorośli  zapomnieliśmy o pamięci historycznej i młode pokolenie się o nią upomniało. Wydawało nam się, że wystarczy zmniejszyć godziny historii i  nie mówić o okresie komunistycznym tzw. gruba kreska, aby został on zapomniany przez następne pokolenia. Jednak było to zbyt proste myślenie.

   Młodzi ludzie potrzebują przynależności do wspólnoty, jaką jest wspólna historia, kultura, język i tradycja, a inaczej tę wspólnotę nazywamy: moim krajem, moim miejscem lub ojczyzną, nieważne czy kiedyś wyjadą czy zostaną, zawsze będą mieli  miejsce, które ich ukształtowało.Wiele pozytywnych myśli w tej kwestii wniósł ostatni list Episkopatu.

Bo przecież patriotyzm to wartość ponadpartyjna i nieważne czy jestem z prawej, czy lewej, czy środkowej strony i tak sobie marzę, że może.....
  • Patriotyzm, to nie wstyd i  obciach ale szacunek do minionych pokoleń, zachowywanie pamięci historycznej  o bohaterach, klęskach  i zwycięstwach, to  smutek z tego, co  było błędem i duma z tego, co było piękne i szlachetne.
  • Patriotyzm,  to zaangażowanie, to służba dla innych, poprzez uczciwą i solidną pracę, to troska  o coś co nazywamy dobrem wspólnym, to szacunek dla poglądów  innych niż moje, to wzajemne porozumienie się ponad różnicami dla dobra większego niż doraźny interes.
  •  Patriotyzm to praca, aby przyszłe pokolenia mogły godnie żyć i pracować. 
  • Patriotyzm to troska o mój dom.

Takie myślenie chodzi mi po głowie, pisząc,  marzę, aby się udało, spotkać  razem, by porozmawiać o Polsce.

wtorek, 2 maja 2017

Kim jest Maryja?

obraz Fra Angelico 
Kim jest Maryja? Zobaczmy co na ten temat powiedział 
Jana Pawła II w encyklice Redemptoris Mater  (Matka Odkupiciela)
Jego słowa wydają mi się  bardzo piękne i głębokie:
  •   Słowo Boga żywego, które zwiastował Maryi anioł, odnosiło się da Niej samej: „Oto poczniesz i porodzisz Syna” (Łk 1, 31). Maryja, przyjmując to zwiastowanie, miała stać się „Matką Pana”.

  •    Miała w Niej dokonać się Boska tajemnica Wcielenia. „Było zaś wolą Ojca miłosierdzia, aby Wcielenie poprzedziła zgoda Tej, która była przeznaczona na matkę”33. I Maryja wyraża tę zgodę, po wysłuchaniu wszystkich słów zwiastuna. Mówi: „Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 7, 38). 
  •   Owo Maryjne fiat — „niech mi się stanie” — zadecydowało od strony ludzkiej o spełnieniu się Bożej tajemnicy. Zachodzi pełna zbieżność ze słowami Syna, który według Listu do Hebrajczyków mówi do Ojca, przychodząc na świat: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało (...) Oto idę (...) abym spełniał wolę Twoją, Boże” (10, 5. 7). 
  •    Tajemnica Wcielenia urzeczywistniła się wówczas, gdy Maryja wypowiedziała swoje fiat: „niech mi się stanie według twego słowa!”, czyniąc możliwym — na ile wedle planu Bożego od Niej to zależało — spełnienie woli Syna. 
  •    Wypowiedziała to fiat przez wiarę. Przez wiarę bezwzględnie „powierzyła siebie Bogu”, a zarazem „całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, osobie i dziełu swego Syna”34
  •    Maryja, Matka Słowa Wcielonego, zostaje wprowadzona w samo centrum owej nieprzyjaźni, owego zmagania, jakie towarzyszy dziejom ludzkości na ziemi, a zarazem dziejom zbawienia.
  •   Należąc do „ubogich i pokornych Pana”, Maryja nosi w sobie, jak nikt inny wśród ludzi, ów „majestat łaski”, jaką Ojciec „obdarzył nas w Umiłowanym”, a łaska ta stanowi o niezwykłej wielkości i pięknie całej Jej ludzkiej istoty. 
  •   Maryja pozostaje w ten sposób wobec Boga, a także wobec całej ludzkości jakby niezmiennym i nienaruszonym znakiem tego Bożego wybrania, o jakim mówi List Pawłowy: „w Chrystusie (...) wybrał nas przed założeniem świata (...) i przeznaczył dla siebie jako przybranych synów” (Ef 1, 4. S).
  •    Wybranie to jest potężniejsze od wszelkich doświadczeń zła i grzechu, od całej owej „nieprzyjaźni”, jaką naznaczone są ziemskie dzieje człowieka. Maryja pozostaje w tych dziejach znakiem niezawodnej nadziei. Jan Paweł II


słowniczek:
wcielenie - Bóg stał się człowiekiem
encyklika - dokument napisany przez papieża do wierzących i wszystkich ludzi dobrej woli.

piątek, 28 kwietnia 2017

Zaprzyjaźnić się ze Pismem Świętym

foto ; pixabay
  Moja przygoda ze Słowem Bożym, rozpoczęła się w liceum na letnich rekolekcjach oazowych, było to już dosyć dawno, kiedy każdego  dnia zostawaliśmy na pół godziny  z Biblią sam na sam. Tam też dowiedziałam się, że mogę tę Świętą Księgę potraktować osobiście  i bez niepotrzebnego dystansu, co skutkowało tym, że zaczęłam zakreślać ważne dla mnie fragmenty i robić notatki. Do dzisiaj mam mały egzemplarz pogryzmolony, brudny, z obrazkami z tamtych lat i z zasuszonymi roślinami w środku, mam tam powypisywane swoje modlitwy, prośby i błagania, przede wszystkim, jak i pragnienia, które rodziły się wtedy i w późniejszym życiu. Chociaż dzisiaj czytam już nieco większy egzemplarz, ze zrozumiałych względów, tamten przypomina mi o ważnym etapie spotykania się z Panem.

   Dalej moja przyjaźń z Biblią rozwijała się dosyć systematycznie, ponieważ na początku życia zakonnego codziennie czytałam lub rozważałam Pismo Święte, uczyłam się  modlitwy Słowem Bożym powiązanej z  życiem tzn. tego  co fragment  Pisma Świętego z danego dnia,  mówi do mnie, jakie budzi moje uczucia, do czego mnie zaprasza i wzywa....A odprawianie Ćwiczeń Ignacjańskich, pogłębiało moją więź, poprzez konfrontowanie swojego życia ze Słowem i bycie przy Słowie. 

   I tak powoli Biblia stawała się moją towarzyszką, we wszystkich momentach życia,  radosnych i smutnych:
  • Kiedy otwieram swój egzemplarz, na  stałych fragmentach, znajduje tam ślady uwielbienia i walki.
  • Kiedy nie umiem się modlić, otwieram Pismo Święte i czytam ulubione fragmenty  po kilka razy   lub   systematycznie kolejne księgi. Pan przychodzi.
  • Kiedy szukam odpowiedzi na ważne pytania i bunty, otwieram Pismo Święte - czytam i zaznaczam kolorowymi  kredkami ważne słowa. Wraca właściwa hierarchia wartości  
  • Kiedy jestem pełna radości i szczęścia - otwieram Pismo Święte i szukam  psalmów,które pomogą mi to wyrazić.
   W Słowie Bożym odnajduję kim jest Bóg,  Jezus,  kim jestem ja,  ze swoim życiem i całą jego dwuznacznością. Odnajduję też  jaka jest Jego relacja do mnie, że przy Nim zawsze mogę być sobą, pozbawiona wszelkich masek i upiększeń, nie muszę się bać, bo On jest, ze swoim Słowem. 

    Czytanie Pisma Świętego otwiera nasze serca na prawdę o sobie i prawdę o Panu, otwiera nasze serca na Jego Obecność, na Ducha Świętego. Słowo  Boże ma moc, przemieniającą i uzdrawiającą.

  Nie jestem specjalistką w dziedzinie Biblii, na studiach miałam kiepskie zajęcia z tego zagadnienia, nie znam nawet podstaw greki. Czytam Biblię z komentarzami z Biblii Jerozolimskiej, czasami uzupełniam Biblią paulistowską, bo niektóre wyrazy użyte w tej drugiej, bardziej mi odpowiadają. Ciągle zakreślam na kolorowo kredkami świecowymi i nigdy nie przeczytałam całej Biblii, chociaż miałam kilka podejść ale zabrakło mi systematyczności, mam stałe fragmenty do których wracam w określonych momentach swojego życia.
  Może to wszytko jest naiwne ale dla mnie życiodajne, uczy mnie pozostawania w relacji z Panem  Jezusem, budzi pragnienia poznawania Go coraz bardziej i bardziej.
 Dzielę się tym, bo może ktoś  sobie  zechce coś z tego wziąć  dla swojego życia, może zapragnie przeżycia przygody lub przyjaźni z Pismem Świętym. Czego wam serdecznie życzę.
   
 
 

sobota, 22 kwietnia 2017

Ewangelia J 20, (19-31)

            Niedziela Miłosierdzia Bożego
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20,19-31) 
   Poruszająca do głębi jest ta Ewangelia. Pan Jezus Zmartwychwstały staje pośród swoich uczniów i mówi, jestem, żyję, nie lękajcie się ! Uczniowie mieli szczęście bo widzieli Pana. My musimy uwierzyć świadkom.
  Pan zna nasze serca, wie, że nie jest nam  łatwo uwierzyć w Zmartwychwstanie, że wiele w nas lęku, niepewności i pytań.
  Mówi  dzisiaj, Pokój wam, ja jestem, błogosławieni  jesteście, którzy uwierzyliście,  przyjęliście prawdę o mnie, idźcie i głoście  ją w mocy Ducha Świętego.

Wierność, wartość zdewaluowana?

   Obserwując rzeczywistość coraz częściej myślę o mentalności, która nazywa się tymczasowość,
brak stałości lub chwilowość.
 Przejawem tego może być coraz bardziej popularne życie w wolnych związkach lub częstotliwość rozwodów, odejść z kapłaństwa i życia zakonnego. Wszystko jest na chwilę na próbę, zobaczy się....

   W tym kontekście chciałabym na  chwilę zatrzymać się nad wiernością. Czym jest wierność? Czy to tylko słowo, które się zdewaluowało, czy wartość, która wymaga przyjęcia, uwewnętrznienia i uczynienia jej czymś istotnym w swoim życiu? Czy w ogóle warto zajmować się tematem wierności?
   Rozumiem, że w życiu czasami stajemy przed dramatycznymi wyborami, jednak pytaniem pozostaje, czy dramaty są tak częste, czy nasze podejście do życia jest zbyt proste, nastawione na zaspokajanie własnego ja, niż szukanie dobra większego, niż moja przyjemność i dobre samopoczucie?

   Myślę, że obok wierności musielibyśmy przyjrzeć się jeszcze takim  postawom: jak poświęcenie i dawanie, bo one wiążą się nierozerwalnie z wiernością. Nasza współczesność ,,produkuje'' osobników typu: Misie tzn mi się należy, najlepiej wszystko i natychmiast, i nie oczekuj ode mnie zbyt wiele, bo to jest zagrożeniem dla mojej wolności i samorealizacji, do której mam prawo, nie chciałabym powiedzieć, że samorealizacja jest zła ale zawsze wydawało mi się, że nie może się ona odbywać  kosztem innych ludzi, że moje dobro, powinno liczyć się z dobrem innych. Rezygnacja z własnego ja, w jakiś podstawowy sposób, jest konieczna, do zachowania wierności, ponieważ na smak życia składa mozaika trudu i cierpienia, radości i spełnienia, że poszukiwanie w życiu tylko osobistego poczucia szczęścia bez planowania życia dla innych i z innymi ludźmi, (w najgłębszym tego słowa znaczeniu) prowadzi do rozczarowania i przepaści.
  Pisząc o wierności myślę o:
  • Wierności samemu sobie, wartościom, które uznałam za ważne dla mojego życia np. uczciwość, prawość, pracowitość i świadoma praca nad realizacją ich w życiu.
  • Wierność ideałom np. Bóg, Ojczyzna itd, które będziemy zagospodarowywać, zgodnie z naszymi projektami życiowymi.
  • Wierność mistrzom, tym którzy,  znacząco wpłynęli na nasze dorosłe życie, kształtowali nas w sensie ludzkim i zawodowym.
  • Wierność wyborom dotyczącym stanu życia.
 Mogłabym jeszcze kilka innych wierności wymieniać ale te jakoś wydają mi się najistotniejsze. Wierność nie jest łatwa i nie bierze się z samego chcenia, które jest pierwszym i koniecznym korkiem do jej zachowania ale jest sumą naszych wyborów życiowych, których dokonywaliśmy w życiu wcześniejszym, jest pracą nad sobą, a często rezygnacją z samego siebie, aby zachować wierność czasami trzeba coś przetrzymać, wybaczyć, czasami przecierpieć, czasami oddać życie.
 W moim odczuciu wierność jest więcej warta niż samorealizacja, chwilowa przyjemność i poczucie spełnienia, wierność jest zachowaniem godności osobistej, szacunku wobec siebie i drugiego człowieka, jest darem i dowodem miłości.
 Myślę, że wielu z nas którzy dokonaliśmy wiążących wyborów w swoim życiu, stanęło kiedyś przed chęcią ucieczki lub zdrady, przed odmówieniem wierności wyborowi.
 Jestem przekonana, że brak wierności  nigdy nie pozostawia człowieka   takimi samym, zawsze jest   zmaganiem  się z jakąś raną.














wtorek, 18 kwietnia 2017

Chrześcijaństwo jest piękne

Foto: Pixabay
  Kiedy uczestniczyłam z Liturgii Wigilii Paschalnej, towarzyszyła mi myśl natrętna: Chrześcijaństwo jest piękne. Kiedy odczuwałam prawdziwą radość, że cztery osoby dorosłe przyjęły chrzest, życie w Bogu, myślałam: chrześcijaństwo jest piękne. Sama jestem zdumiona tym ,,odkryciem'' a jednak...
Dlaczego tak uważam? Oto trzy powody :
  Jezus - Syn Boży stał się człowiekiem, aby nas przekonać o swojej  Miłości, upodobnił się do nas we wszystkim, oprócz grzechu, mało tego, przyjął na siebie nasze zło, umierając najbardziej hańbiąca śmiercią, jaką sobie można było wyobrazić w tamtym czasie.
 Najpiękniejszy z synów ludzkich, przyjął postać sługi sponiewieranego, odrzuconego, poniżonego do granic możliwości albo i poza możliwością. Ten który mógł wszystko...Po trzech dniach zmartwychwstaje i jeszcze raz mówi, kocham Cię, czy chcesz żyć? Jezus, Bóg bliski i daleki, szalony z miłości do człowieka, czeka i tęskni za nim, nigdy nie rezygnuje, zaprasza, niepokoi, irytuje... Na dźwięk Jego imienia zgina się wszelkie kolano i drżą złe moce. Nigdy nie mówi:  musisz, powinieneś, tak wypada ale pyta: Czy rozpoznajesz moją Miłość?  Czy nie jest to piękne i zachwycające?

  Pismo Święte - Żywe Słowo Boga - Bóg działający w historii i w moim życiu, tu i teraz, stopniowo odsłaniający, kim jest i jaki jest, przekonywujący nas w swoim Słowie, że żyje, działa, jest. Bóg, który się nie męczy i nie nuży człowiekiem ale jest konsekwentny w swojej opowieści, ukazującej Miłość: karci, wzywa do nawrócenia, okazuje troskę o nasze życie wieczne i pomyśleć, że to ten sam, który rodzi się w stajni, żyje jak normalny człowiek, który powołuje uczniów. To Bóg, który czyni cuda i prowadzi nas w Słowie, umacnia, krzepi i ożywia naszą wiarę i nasze życie. W psalmie czytamy: Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce. Twoje Żywe Słowo...

  Kościół -jeden, święty, tak, bo Kościół to wspólnota, liturgia, znaki, to miejsce spotkania z Kimś Najważniejszym, nie samemu ale z innymi, którzy wierzą w tego samego Boga co ja, którzy ze mną oczekują na przyjście Pana w chwale, którzy poszukują i zmagają się ze swoim grzechem. To rzesze świętych, którzy wstawiają się za mnie u Pana, kiedy mi brakuje wiary i sił. Wszyscy razem tworzymy ten Boży Dom i chociaż czasem widzę w nim więcej tego co ludzkie, słabe i grzeszne niż świętości, to jednak jest  to Mój Dom, bo otrzymałam tu życie w Bogu - Chrzest.

Kiedy szłam w procesji rezurekcyjnej, a ludzie dzwonili, dzwonkami przyniesionymi z domu, śpiewali, byli pełni radości i w podniosłym nastroju, że wydarzyło się coś ważnego. Myślałam: chrześcijaństwo jest piękne. I może trzeba czasem spędzić cztery godziny w Kościele, aby doświadczyć tej prawdy.

sobota, 15 kwietnia 2017

Zmartwychwstanie

zdjęcie:Pixabay
    Jezus oświadczył jej: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, będzie żył. Każdy kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. J11,25-26

   Wszystkim, którzy tu zaglądają, błogosławionych Świąt życzę. Radości, że Pan żyje i działa, tu i teraz, że dzięki Niemu wszystko staje się nowe i każdy z nas ma miejsce przy Jego Miłości.
 Alleluja!

niedziela, 9 kwietnia 2017

Wielki Tydzień

  •   Panie Ty widzisz, krzyża się nie lękam, śpiewamy w starej pieśni wielkopostnej. Akurat. Myślę z przekąsem. Przeraża mnie krzyż, przeraża mnie cierpienie.  
  •     Co to za Miłość i jaka to Miłość, że cierpienie przyjmuje na siebie, że właśnie w taki sposób chce nam pokazać jak bardzo jest  blisko nas.
  •    Krzyżu  Chrystusa bądźże pochwalony, na wieczne czasy bądźże pozdrowiony, z Ciebie moc płynie i męstwo w Tobie jest nasze zwycięstwo.
  •   Chcę pozostać w zadumie nad tą Tajemnicą. Chcę być obecna w tych tajemnicach, chociaż pojąć ich nie mogę. Życzę tym, którzy mnie tutaj odwiedzają dobrego Wielkiego Tygodnia.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Dobre słowo

  Moja klasa, której jestem wychowawczynią, nieustannie mnie zaskakuje, nie wynikami w nauce, bonie są to wybitne orły, o wielkich ambicjach i zresztą nie oto chodzi.

  To co mnie u nich najbardziej fascynuje to szybkość  zmian jaką u nich obserwuję, począwszy od wyglądu zewnętrznego, a skończywszy na zmianach rozwojowych związanych z dorastaniem.
  I nie jest tajemnicą, że w pierwszej klasie przeżywaliśmy  chaos całkowity, związany z nowym środowiskiem, zachwytem mediami społecznościowymi, a konkretnie obecnością na Facebooku i  nieumiejętnością radzenia sobie z  rozdźwiękiem: już nie dzieci, a jeszcze nie młodzież.

   Różne eksperymenty przydarzały się moim uczniom, nie wspomnę, już o tym, że  do pokoju nauczycielskiego nie chciałam wchodzić, bo  nieustannie wysłuchiwałam  skarg, co kto powiedział, jak się zachował i nie nauczył....
  To co w gimnazjaliście najbardziej kocham, to jego podatność na zmianę i twórczość.  Ponieważ po półtorej roku pracy wychowawczej, doświadczam coraz większej radości  pracując z nimi, bo widzę jak się rozwijają  i dojrzewają.

 Bardzo długo zastanawiałam się, jak  dotrzeć do tych dorastających stworzeń, pełnych niepewności, niepokoju i zmiennych uczuć, od miłości do nienawiści, w ciągu jednej godziny.
  Z pomocą przyszło mi moje doświadczenie, chociaż wiedziałam, że ta klasa jest inna niż wszystkie, których dotychczas byłam wychowawczynią. Pytałam się każdego dnia, jaki sposób jest na nich...
Bo sama miłość, to jednak za mało.
   Oczywiście wsparli mnie tutaj niektórzy  rodzice, którzy podejmują wysiłek  pracy ze swoimi dziećmi w domu, wręcz walczą o nich i to przynosi efekty... Tutaj potwierdza się koncepcja, że  jeśli rodzice nie współpracują ze szkołą, jesteśmy skazani na porażkę, bo dziecko i dorastający człowiek, nie może słyszeć czegoś innego w domu i w szkole. 
Ale wracając do klasy.. 
   To co było najtrudniejsze na początku pracy to udźwignięcie negatywnego klimatu wobec siebie  w klasie, wynikającego z agresywnych  zachowań w mediach społecznościowych, które  powodowały, że wrogość  była przenoszona do świata realnego.
   Uchwycenie i zdiagnozowanie problemu, zajęło mi trochę czasu. Jako, że człowiek uczy się całe życie, w tym przypadku była to dla mnie lekcja: Wpływu internetu, na funkcjonowanie grupy małoletnich.

 Klucz leżał w odpowiedzi na pytanie: Jak zbudować pozytywne relacje w klasie wrogo do sobie nastawionej?
   Początkiem odbicia się  do dobrych relacji  była lekcja kiedy zaczęliśmy obdarzać się dobrym słowem. Dobre słowo, stało się dla nas tlenem, dawało  wiele radości, każdy o każdym miał napisać coś pozytywnego....
Na lekcję zaprosiłam panią psycholog. Niezapomniany pozostanie  klimat radości i zdziwienia, że możemy tyle dobra o sobie powiedzieć, dalszym krokiem był wyjazd na wycieczkę klasową, gdzie wspólne spędzanie czasu rozmowy w ,,realu'', zabawy,  pozwoliły nawiązać pozytywne relacje...

Ciągle jesteśmy w drodze, zmagamy się z wykluczaniem osób z klasy, z aspołecznością, internet , komórki, gry internetowe nie są naszymi sprzymierzeńcami.

Potęgą jest dobre słowo, możecie, stać was, jestem z was bardzo dumna,wierzę w was....Wyzwala duże pokłady dobra  i chęć podejmowania wysiłku.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Pamięć

    Jeśli istnieje pokolenie JP2 - zaliczam się do niego. Ponieważ Jan Paweł II wywarł tak wielki wpływ na moje życie, że do dzisiaj nie jestem wstanie nic sensownego napisać, bo wszystko wydaje mi się niewystarczające.
  Rosłam razem z jego pontyfikatem, czytałam jego encykliki, nie zapomnę jak usiłowałam się przedrzeć na studiach przez encyklikę Veritatis Splendor, sto razy powtarzając: co to jest ta opcja fundamentalna...Udało się.

 Potem czytałam z uczennicami encykliki społeczne i  Evangelium vitae.

  Kochałam Jego bezpośredni, jedyny i niepowtarzalny kontakt z ludźmi. Miałam trudność kiedy był już stary i niedołężny, nie mógł mówić, nie mogłam tego zaakceptować.

  Przeżywałam wielkie oburzenie kiedy zobaczyłam, że nie wszyscy go kochają.
Kiedy umierał czułam, że tracę kogoś ważnego, że umiera ktoś mi bardzo bliski...

 Do dzisiaj odkrywam jego wpływ na moje życie. Chociaż nigdy nie widziałam Go blisko, nigdy nie byłam na audiencji. Do Rzymu pojechałam po raz pierwszy rok po Jego śmierci. Mój żal był ogromny, że nie było mnie tam wcześniej.
  Jest moim świętym.

czwartek, 23 marca 2017

Prywatna wiara

     Usłyszałam, a może przeczytałam ostatnio zdanie, że w Polsce łatwiej jest przyznać się do tego, że się jest niewierzącym, niż do faktu, że wiara jest dla kogoś ważna. Ludzie wierzący uchodzą w pewnych środowiskach za ciemniaków nieoświeconych, nietolerancyjnych i nieznających się na życiu i na pewno chcą narzucić wszystkim innym swoją wiarę. Z dużym zaciekawieniem i jako pewną sensację czytam świadectwa nawrócenia, znanych ludzi, ze świata artystycznego i medialnego, szczególnie.

czwartek, 16 marca 2017

Doświadczyć Obecnosci Boga

    Ostatnio chodzę  z fragmentem Ewangelii, który mówi, jak Pan Jezus ukazał swoją chwałę uczniom. Twarz jego zajaśniała jak słońce, a odzienie zaś stało się białe jak światło (....) z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Mt (17,1-9). Uczniowie zobaczyli Jezusa jako Boga, doświadczyli Jego Piękna
  Idąc tym tropem ośmielam się twierdzić, że święta Matka Teresa z Kalkuty musiała mieć podobne doświadczenie Pana, które dawało jej siłę i moc do podejmowania dzieł wbrew logice świata. Zbierała ludzi umierających z ulicy, zakładała umieralnie, aby  mogli godnie umrzeć, przyjmowała dzieci niechciane, porzucone i chore, i wiele jeszcze innych dzieł, przy tym posługiwała się, bardzo  ubogimi środkami. 
Czyniąc takie dzieła, przeżywała nieustanną tęsknotę za Bogiem, która była autentycznym cierpieniem. Jak niezwykłe  musiało być to spotkanie z Panem na górze Tabor, że w tak mocny sposób naznaczyło jej życie.
   Kontynuując historię ludzi niezwykłych, chciałabym dodać, że Ci którzy czynili i czynią wielkie rzeczy dla Pana, mieli lub  mają, podobny rodzaj doświadczenia, spotkania z Nim. Myślę, że każdy z nich doświadczył Boga w jakimś aspekcie, bo pewnie gdyby Go spotkali takim jakim JEST, umarliby, z nadmiaru Miłości, Piękna, Majestatu i Wielkości Boga, to musiało być  coś wyjątkowego, jak bardzo, musieliby oni sami, zechcieć nam opowiedzieć.
     O czym ja piszę? Czy może kogoś zainteresować opisywanie spotkania z Bogiem i to nie swojego ale innych? Hmm. Spróbuję,w końcu nie o liczby chodzi....
   Co to znaczy doświadczyć Boga? Spotkać Go? Kiedy to może  się stać i  czy jest to zarezerwowane tylko dla niektórych np. świętych?
  Jestem przekonana, że nasz Pan,

piątek, 10 marca 2017

Przebaczyć jak to łatwo powiedzieć

      Przebaczyć wrogom. Kochać nieprzyjaciół Twoich przyjaciół. Poruszyły mnie te słowa  bardzoponieważ świadczą one o wielkości tego, kto to powiedział, bo nie jest to zwykły frazes ale przekonanie wypływające z życia. Przebaczenie. Jeszcze do niedawna myślałam, że potrafię przebaczać, i że nie jestem osobą zawziętą.
  Ach, te złudzenia i podtrzymywanie o sobie dobrego mniemania. Człowiek ma jednak wielką zdolność do okłamywania samego siebie. Otóż, bardzo trudno mi przebaczać i ze wstydem przyznaję, że mam momenty w swoim życiu, gdzie nie chciałam przebaczać i wiem coś na temat. Możemy przebaczać  na dwa sposoby, pierwszy: przebaczenie pragnieniem i intelektem:
  Mamy pragnienie przebaczenia, rozumiemy, że jest to ważne i konieczne, i czynimy to aktem woli. I to jest dobre, a drugi sposób to: przebaczenie sercem. Ten drugi rodzaj przebaczenia powoduje, że stajemy się wolni i gotowi do obdarowywania na nowo miłością.
   Trud  przebaczenia polega na otwarciu serca, dla tego kto nas skrzywdził. Przebaczyć rodzinie, przyjaciołom, koleżankom, kolegom, samemu sobie, jakoś nam to idzie, lepiej lub gorzej, wolniej lub szybciej i oby szło. Ale przebaczyć wrogom naszych przyjaciół, tych których kochamy?Czy nie za duży to radykalizm? Wrogowie naszych przyjaciół, są naszymi wrogami i przebaczenie wcale  nie jest proste.
   Czasami, czara goryczy się przelewa, a czasami krzywda jest tak wielka, że nie chcemy przebaczyć, bo wydaje się nam, że tak jest sprawiedliwie ale tak naprawdę, wtedy stajemy się ludźmi zgorzkniałymi i nienawidzącymi siebie i cały świat. Brak przebaczenia zabija nas, a nie krzywdziciela. Oddala nas od innych, bo trwamy w uporze serca, przekonani o własnych racjach. W końcu, a może na początku, nie możemy dać Bogu przystępu do naszego życia, bo w naszym sercu jest nienawiść.
    Chrześcijaństwo jest religią radykalną, jednym z przejawów jego radykalizmu, jest miłość nieprzyjaciół, do tych, od których doznaliśmy krzywdy i upokorzenia, to trudna miłość i łatwo  się nie przebacza ale wartość życia wiarą w Jezusa Chrystusa, polega  na tym, że podejmujemy to co jest trudne, a czasami nawet niemożliwe.
Abyśmy  więc mogli  kochać nieprzyjaciół, potrzebujemy im przebaczyć, może czasami codziennie na nowo, może najpierw wolą. Dar przebaczenia jest dany przez Pana każdemu, czy zechcemy go przyjąć? Z drugiej strony, czy Pan Jezus, nie pokazał nam, jak bardzo cenny jest w Jego oczach każdy człowiek, kiedy umierał za nas na krzyżu, czy Jego Miłość, nie przekonuje nas o słuszności i potrzebie przebaczenia?
   Panie, uczyń moje serce gotowym  do przebaczenia, moim nieprzyjaciołom i naucz mnie kochać nieprzyjaciół moich  przyjaciół.    

środa, 8 marca 2017

Kobieta dzisiaj


   Mam nieodparte wrażenie, że żyję w momencie kiedy dokonują się zmiany kulturowe i cywilizacyjne. Jedną z tych zmian jaka zachodzi na moich oczach, jest rola kobiety w społeczeństwie. Stosunkowo niedawno kobieta była postrzegana jako: żona, matka i przy okazji realizująca się zawodowo piękna zadbana kobieta. Dzisiaj słyszę pytanie: Kto to jest kobieta idealna? I odpowiedź: to kobieta inteligentna, wykształcona, mądra... I jeszcze jedna wypowiedź: Najpiękniejszą rolą w moim życiu, jest rola mamy.Lub hasło: Jestem katoliczką i kocham modę. Czy nie zabawne?  Sugerujące, że katoliczki nie kochają mody...
  Zastanawiam się dlaczego tak bardzo próbujemy na nowo siebie określić? Co takiego  wyjątkowego możemy wnieść do społeczeństwa?
  W moim odczuciu poszukujemy, w jaki sposób  być obecną w społeczeństwie i nie upodabniać się do mężczyzn i ich sposobu działania nastawionego na walkę i rywalizację. Wyjątkowość  świata kobiecego będzie polegała na otwarciu na relacje, na budowaniu więzi, dostrzeganiu człowieka w sprawach wielkich i małych. 
  Myślę, że  próbujemy się na nowo określić, bo widzimy wiele nowych perspektyw dla siebie, że dom nie musi być jedynym miejscem kobiety, gdzie może ona się spełniać. Być kobietą nowoczesną z zachowaniem wartości tradycyjnych takich jak: wiara, rodzina, dom, praca. Czy to jest możliwe? Jeśli tak, jak to robić? Jak w nowy sposób odczytać siebie  w oczach Boga ? W natłoku  tak wielu informacji o kobietach, które znajduję w internecie, szczególnie dzisiaj, w taki sposób odczytuję  poszukiwania kobiet wierzących, poszukujących i pragnących pełniejszego życia. Kobiety chcą być słyszane, chcą mieć coś do powiedzenia, chcą być szanowane w tym co mówią i w tym kim są.
 Podobnie rzecz ma się z mężczyznami, ponieważ  mężczyźni i kobiety mają te same potrzeby. Myślę, że budowanie  świata, w szacunku do drugiej płci, jej odmienności i piękna, świadomości, że wzajemnie siebie potrzebujemy, może  przynieść nam nowych ludzi, którzy przyniosą ziemi pokój.

piątek, 3 marca 2017

Spotkanie w sztuce

    Niedawno odkryłam, że sztuka może być miejscem spotkania z Bogiem.
 Właśnie poprzez pewien obraz spotkałam Serce Jezusa. 
 Kilkanaście lat temu, ktoś napisał do mnie kartkę, na której odwrocie znajdował się  obraz brata  Mario Venzo włoskiego jezuity, który żył w XX w  (patrz obok). Zachwycił mnie ten wizerunek i towarzyszył mi, zawsze ilekroć myślałam o Bożym Sercu. Czasami nie wiesz dlaczego, zachwyca Cię ten dobór kolorów, wyraz twarzy, cierpiący ale nie dramatyczny i to gorejące (palące się) Serce,  gdzie nie masz wątpliwości, że to Miłość wylewa się, aby dać siebie innym. Z całej tej dramaturgi, którą  odczytuję w tym obrazie, płynie wielki pokój.
  W moim odczuciu Serce Jezusa, jest pewnego rodzaju personifikacją Nieogarnionego Boga, przybliża nam jakąś część tej Niewyczerpanej Tajemnicy, wydaje mi się, że możemy odnaleźć tu  dwie rzeczywistości, Nieskończoną Miłość Boga i Tajemnicę Odkupienia. A może to jest jedno i to samo? Nie jest to infantylna Miłość w stylu, Bóg Cię kocha, będzie dobrze ale to Miłość, okupiona cierpieniem. Miłość, która współuczestniczy w naszych cierpieniach, jest obecna w naszych radościach, bólach i nadziejach. Bóg bliski, a jak bardzo Inny. Kochający w ludzki sposób, a jednak tak bardzo różny od naszej ludzkiej małej interesownej miłości. Czasami chcemy go dopasować do naszych standardów myślenia, rozumienia postrzegania ale On mówi, nie jestem tym, co o mnie myślisz, jestem więcej, nieskończenie więcej.... Kiedy pozwolisz się przekonać o mojej Miłości? Czy trzeba nam coś więcej na Wielki Post?
  Dać się przekonać Bogu, o Jego Miłości, uwierzyć, że wszytko cokolwiek nam da,  pochodzi z jego ręki.
 Serce Jezusa, źródło życia i świętości...Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości....Powtarzam zachwycające słowa Litanii.
  I na koniec modlitwa szkół urszulańskich: Zbawicielu nasz, bądź zawsze naszym Królem, mamy w Tobie pełną i niepodzielną nadzieję. Niech Duch Twój, przenika nasze myśli, pragnienia, słowa i czyny. Błogosław nasze zamiary, bierz udział w naszych radościach, cierpieniach i pragnieniach. Daj nam poznać Cię coraz więcej, miłować i służyć Ci nieustannie. Niech na całej ziemi będzie czczone, kochane, chwalone,  zawsze i wszędzie  triumfujące Serce Jezusa.Amen

piątek, 24 lutego 2017

Milczenie heroizmu

     Wśród wielu wartości za powszechnie uważane jako wyjątkowe, wyróżnić należy te ponadczasowe jakimi są: bohaterstwo, honor i odwaga i jeszcze coś:
  Heroizm to zdolność do wielkich czynów dokonywanych przez bohaterów, obdarzonych wyjątkowym męstwem i odwagą. Tyle definicji z internetu. Ale o co chodzi?
  Nie wiem czy wy też  tak macie, ale ja  ciągle potrzebuję w moim świecie, ludzi odważnych, gotowych  do poświęceń, walczących w słusznej sprawie, dla których tak, znaczy tak, a nie, nie, którzy mają wizję przyszłości i nie potrzebują  wyjaśnień i usprawiedliwień, w istotnych sprawach, że  liczy się coś więcej niż  zdrowie, pieniądze i życie. Może dlatego tak kocham harcerstwo, a może dlatego zostałam zakonnicą? 
  Jedno wiem, Rodrigues z Milczenia nie jest moim bohaterem, nie uważam, że stracił wiarę by ją zyskać, ani nie myślę, że Pan Jezus go potępi. Po porostu nie został obdarzony  tym wyjątkowym męstwem i odwagą jakiej wymaga heroizm.
   Pytałam siebie dlaczego tak irytował mnie Rodrigues ze swoją niekończącą się słabością , by w końcu się poddać? 
Ponieważ słabość jest codziennym moim udziałem, a chciałabym wiedzieć, że można ją przezwyciężyć, że to nie ona rozdaje w mym życiu karty, że wierność wyborowi i miłość do Boga, może znieść więcej.
 Kocham wartości ponadczasowe, stałe,  pewne, nie podlegające zmianie. One mi dają siłę do walki, do podejmowania codziennego trudu zmagań z własną słabością i przeciętnością, do wychodzenia  ze swojego wygodnictwa, egoizmu, do współczucia i współodczuwania. 
 Podziwiam tych, co określają swój system wartości jako: honor, odwaga i męstwo i czynią go kodeksem swojego życia codziennego, w rodzinie, w pracy, w zakonie....Ile tam mamy okazji do heroiczności.
  I kiedy czasem mam wątpliwości, co do młodego pokolenia, to myślę o tych, którzy są zapatrzeni  w Żołnierzy Wyklętych,( to nie tylko Narodowcy), a którzy są wzorem tych cnót.
 Każde pokolenie potrzebuje ideałów, wzorców, że warto być niezłomnym w Sprawie, w którą się wierzy, że wierność, odwaga, honor  i męstwo, to coś szlachetnego i pięknego, dlaczego warto oddać życie. 
  Czy dzisiaj heroizm milczy? Wypatruję  z zaciekawieniem  Judymów i Siłaczek XXI w.  Czy ponadczasowe wartości są dla nich tym samym co dla pokolenia ich ojców i dziadów? Jak dzisiaj je rozumieją? Praktyczny racjonalizm, czy tragiczny heroizm? Pytanie trwa.