sobota, 23 września 2017

Dawne i nowe

      W pewnym momencie swojego życia miałam okazję spotkać grono ludzi, którzy byli zwolennikami arcybiskupa Lefebra i miłośnikami Mszy trydenckiej i wszystkiego co Sobór w Trydencie powiedział, jako jedynej i nieomylnej prawdy, a wszystko co nastąpiło potem, zwłaszcza Sobór Watykański II, było nadużyciem.

  Byli to ludzie bardzo inteligentni, o poglądach konserwatywnych i w takim samym duchu wychowujący swoje dzieci, stanowili oni pewnego rodzaju elitę, która spotykała się na Mszach trydenckich, wtedy jeszcze nie były one  uwolnione jak dzisiaj.

  Chociaż nie podzielałam  poglądów tych ludzi, w kwestiach liturgii i ich spojrzenia na Sobór Watykański II, czasami z nimi dyskutowałam, to bardzo tych ludzi ceniłam i cenię, wiele też się od nich nauczyłam, np, że poglądy konserwatywne nie muszą być powodem do wstydu ale do dumy, że postępowi nie są   tylko Ci którzy mają poglądy liberalne i nowo-lewicowe, nauczyłam się też pewnej konsekwencji.

  Nie mogę też tym ludziom zarzucić powierzchownej religijności, bo w określonych sytuacjach życiowych spotykałam się z ich głęboką wiarą  i pobożnością.
W tamtym okresie miałam też okazję obserwować  młodych ludzi radykalizujących się w duchu trydenckim.
 I zadawałam sobie wtedy pytanie, a dzisiaj jeszcze bardziej, skąd taka radykalizacja?

   Dlaczego piszę na ten temat?
 Ostatnio obserwuję jakiś dziwny podział w Kościele polskim na bardziej katolickich i mniej katolickich, no i jeszcze środkowo katoliccy ale jak powszechnie wiadomo, środek, zawsze jest najmniej interesujący ale nie można zaprzeczyć, że jest .
 Bardziej katoliccy to  Ci, którzy są zwolennikami, piękna liturgii rozumianej jako powaga, majestat i dostojeństwo, realizowanej przez skrupulatne zachowanie wszystkich przepisów itd,  a mniej katoliccy, to ci z Odnowy  machający flagami, tańczący, modlący się językami, podnoszący ręce w kościele.

  I wszystko to wydaje się dosyć zabawne do momentu kiedy rozpoczyna się walka na słowa, publiczne wyśmiewanie, poniżanie, obrażanie, konkretnych osób, w imię obrony prawdy i czystości rytuałów.
 
Ostatnio trafiłam na mało zabawną stronę na Fb, która drwi i szydzi, z osób i instytucji w imię tradycji i czystości wiary, z jednej strony, dostojeństwo, piękno i  majestat starej liturgii, z drugiej drwiny i szyderstwa pod adresem osób. Budzi to mój sprzeciw  i bunt,  wobec takiego rozumienia liturgii, wiary i Kościoła.
  
Nie jestem zwolennikiem dowolności w liturgii, ani za  zachowywaniem sztywnym  przepisów, bo przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla przepisów. Przechylenie w każdą stronę jest szkodliwe.

  Powszechność Kościoła między innymi wyraża się w tym, że jest w nim miejsce dla wielu obrządków  i sposobów sprawowania liturgii. A szacunek dla odmienność  jest częścią naszej wiary. I wydaje mi się, że w liturgii chodzi o Boga samego, o spotkanie z Nim.
Jeśli chrześcijanie nie potrafią obdarzać się wzajemnie szacunkiem,  jakie dajemy o sobie świadectwo?
"Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali." Łk 11, 17

środa, 20 września 2017

Spojrznie poza siebie

    A może by tak spróbować spojrzeć poza horyzont...?
   Horyzont wiedzy gubi się we mgle wytworzonej przez chwilowe mody i piękne słowa. Nie zwracamy uwagi na to co jest poza naszym polem widzenia, zadowala nas zamiana rzeczywistości na opinie,         tajemnicy na dogmaty, a idei na mnogość słów. To co niezwykłe, jawi się nam jako nawyk, brzask poranka jako codzienna rutyna natury. Wciąż się jednak budzimy. Pośród wędrówki, w nigdy nie kończącym się nawrocie dni i nocy, nagle ogarnia nas potężne przerażenie, uczucie, że nasza mądrość została obrócona w niwecz.  Rozdzierająca serce wspaniałość zachodu słońca, jest dla nas nie do zniesienia. Jakiż dla nas wówczas pożytek z opinii, słów, dogmatów? Jednak gdy stajemy przy drzwiach otwartych na nieskończoność, uprzytamniamy sobie, że wszystkie pojęcia to jedynie lśniące pyłki zaludniające promień słońca.
                                                                                         Abraham J. Heschel ,,Człowiek nie jest sam ''

sobota, 16 września 2017

Zatrzymać młodych

foto: Ida Balicka

     Od dwudziestu pięciu lat pracuję z ludźmi młodymi lub dorastającymi,  (myślę o gimnazjalistach). Mam tez okazję widzieć jak się zmieniają  na przestrzeni lat i w jaki sposób wpływają na nich zmiany kulturowe i obyczajowe, w tym rozwój mediów elektronicznych.

   Smutek mnie wypełnia kiedy widzę na bulwarze, w piątek, młodych ludzi  siedzących obok siebie z piwem w ręku i zapatrzonych w komórkę, takie mamy czasy, powie ktoś.
  I nie chcę tu pisać czy młodzież jest zła czy dobra bo jest taka jak zawsze i tutaj nic się nie zmienia.

 Kiedy patrzę na nich, myślę, że Kościół ich coraz bardziej traci. Czy to znaczy, że młodzi nie pragną i nie szukają Boga? Nie.... 
 Jednak coraz częściej Bóg nie jest im potrzebny, nie znajdują uzasadnienia dlaczego mieliby w Niego wierzyć lub chcieliby Boga dopasować do swoich standardów myślenia i zachowania. 
  A co  my dorośli; rodzice, duszpasterze, katecheci, ewangelizatorzy świeccy dajemy młodym  jeśli chodzi o przekaz wiary? 
 W ostatnim czasie obserwuję wiele inicjatyw, praktycznie każde zgromadzenie zakonne organizuje Dni Młodych w okresie wakacyjnym, pod rożnymi nazwami i zawsze są tam  młodzi. Często tym spotkaniom towarzyszą koncerty, zabawy, warsztaty, spotkania z ciekawymi ludźmi oraz modlitwy. 
  Mamy tych ludzi na chwilę, od dwóch do siedmiu dni,  potem jadą do swoich miejscowości. Ilu z nich zostaje w grupach młodzieżowych, aby dalej rozwijać swoją wiarę? 
Czasami mam wrażenie, że  w czasie letnich spotkań młodzieżowych chodzi o to,  aby pokazać, że fajnie jest wierzyć, ludzie doświadczają radości płynącej ze wspólnoty, czasami obecności Boga, wracają do siebie i na tym się wszystko kończy. Chcą jechać na następne spotkanie, bo będzie się tam działo, a jak się nie dzieje to nie jest ,,fajnie" .

   Jak zatrzymać młodych, aby chcieli   rozwijać się duchowo i po ludzku?
 Nie tylko od wyjazdu do wyjazdu  ale formować się we wspólnotach? Jednak wtedy trzeba będzie zaproponować coś więcej, pewną systematyczność.

  Nie znam lepszego programu niż ten, który został zaproponowany przez Ruch Światło Życie i do dzisiaj pozostaje dla mnie zagadką dlaczego, w którymś momencie zrezygnowano z niego, na rzecz Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. No może Skauci Europy  mogli by konkurować z przysłowiową Oazą.

 Może się mylę ale obserwuję bardziej rozkwit Duszpasterstw Akademickich, niż wspólnot młodzieżowych, a młodzież  liceum jakby  nie istniała....Czy to wina katechezy w szkole, czy może brakuje duszpasterzy zaangażowanych? Czy jednak te nowe krótkie formy są najlepsze na dzisiejsze czasy? A może młodzież później dojrzewa i dopiero studia są  tym momentem aby się bardziej zaangażować w sprawy wiary?
Nie wiem
   Mam jednak nadzieję, że może w systematyczną formację religijną zaangażuje się niewielu młodych ludzi ale to właśnie oni będą stanowili przyszłą elitę czyli tę pochodnię, która przekaże wiarę dalej.
     

foto: Ida Balicka
 

sobota, 9 września 2017

Twoje Słowo jest lampą...


    Nie wiem czy też tak macie, kiedy czytacie Pismo Święte, że jakieś Słowo z wami chodzi,  dotyka  was i nie daje spokoju, wraca  kilkakrotnie lub wydaje wam się, że właśnie otrzymaliście odpowiedź na swoje pytania i wątpliwości. 

  Lubię czytać Słowo Boże, przeznaczone na dany dzień do czytań mszalnych i ostatnio zdarzyło mi się, że ze mną  chodzi Słowo z piątkowego czytania:  
  Chrystus jest obrazem Boga niewidzialnego - pierworodnym wobec każdego stworzenia,  bo w Nim zostało wszystko stworzone (....) On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie (...) Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała pełnia. Kol 1,(15-19). 

  Nagle oczywiste  staje się jasne i zostaje odkryty cały horyzont.
 Jest bowiem odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci Mdr 7, 26 

  Czytam i czytam powtarzam i powtarzam, myślę, jestem, nic dodać nic ująć. 
Jaki jest Bóg? Taki jak Jezus, bo w Nim  zamieszkała cała pełnia. 

Czy  Jezus jest surowy, czy jest skory do gniewu, sądu i potępienia, czy jest naiwny w swej dobroci ? Jezus jest obrazem dobroci Boga. Wszystko w Nim ma istnienie...

 Czy znamy Jezusa, co o nim wiemy otrzaskani z religią i pobożnością, przekonani, że  słyszeliśmy już to sto razy?

 Panie:  Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce. Ps 119,105

środa, 6 września 2017

Świadek wiary

       Relacja z Bogiem, co to jest?  Naukowcy robili badania mózgu w czasie modlitwy człowieka i stwierdzili, że człowiek rozmawia z kimś kogo nie ma.
 Wykrzyczał mi  uczeń na religii, kiedy mówiłam, że wiara jest relacją z Bogiem. Tylko skąd Ci naukowcy wiedzieli, że tam nikogo nie ma? Zapytałam  go, nie zdążył odpowiedzieć bo  zadzwonił dzwonek...
   Przeczytałam dzisiaj, że święta Matka Teresa z Kalkuty rozmawiała z Bogiem, że odnaleziono notatki, które o tym świadczą, że Pan Jezus poprosił ją, aby założyła zgromadzenie w Indiach dla najuboższych. 
   Od jakiegoś czasu zastawiałam się jakie doświadczenie Boga musiała przeżyć Matka Teresa, że tak bardzo cierpiała z powodu samotności i opuszczenia, poza tym jej heroizm w służbie najuboższym nie wypływał tylko z ludzkich   pragnień i możliwości. Musiał być wspierany przez coś, co nie pochodzi tylko od człowieka.
Pobożni ludzie pukają się w czoło, że przesadzała z tym ubóstwem, a jednak jest to dzieło Boże, co zostało potwierdzone przez Kościół jej kanonizacją i dalszym rozwojem zgromadzenia po jej śmierci.

  Na jeszcze jedno pytanie nie umiem znaleźć odpowiedzi, dlaczego niektórzy ateiści  tak bardzo kwestionują jej świętość, dlaczego ciągle powraca podważanie sensowności prowadzonych przez nią dzieł i jej sposobu życia? Może dlatego, że gdyby się przyjęło je jako coś wyjątkowego byłoby to dowodem na istnienie Boga?  
   Świętość sama się broni. Nie, poprzez popularność i uwielbienie ogółu ale poprzez czyny i dzieła, które po sobie zostawia, poprzez styl życia, często wyśmiewany i pogardzany, któremu tak naprawdę nie jesteśmy  w stanie sprostać.

   Nie umiałabym żyć tak jak Matka Teresa z Kalkuty i jej siostry ale jest ona dla mnie świadkiem wiary i miłości do Jezusa w  XX w. Dowodem na to, że  wielkie czyny wypływają z relacji z Bogiem, z głębokiego życia z Nim i dla Niego.   
   

wtorek, 29 sierpnia 2017

O poznawaniu Boga


  Zastanawiam się dlaczego jedne wpisy na tym blogu cieszą się większym zainteresowaniem, a inne mniejszym.


Jednak jeszcze bardziej zdumiewa mnie popularność zdania Bóg jest dobry.

 Zdanie Bóg jest Miłościąwydaje się być pustym, nic nieznaczącym sloganem i nie robi na nas takiego wrażenia, jak stwierdzenie Bóg jest dobry. Jakby ta prawda była  czymś zakrytym przed nami, chociaż jesteśmy ochrzczeni i mamy Ewangelię.

 W jakiego Boga wierzymy? Gdybym zapytała kogoś z czytających ten tekst, jaki jest Twój Bóg, co byście odpowiedzieli?
 Prawdą jest, że  Boga postrzegamy przez pryzmat doświadczenia ludzkich relacji, najbardziej przez relację  matki i ojca do nas i najbliższych, często, to, jakiego mieliśmy ojca, wpływa na nasze myślenie o Bogu, na przeżywanie relacji z Nim.

 Może dlatego trudniej jest nam uwierzyć w miłość, która  jest obarczona niedoskonałością lub grzechem człowieka, a łatwiej w dobroć, bo  tę z kolei nam łatwiej przyjąć.

 Jak  ważny jest obraz Boga, to co o Nim myślimy i o tym  jaki jest,  chyba nie muszę nikogo przekonywać, i że od tego zależy nasza wiara i to jak wierzymy.

  Aby nasza wiara mogła się rozwijać i dojrzewać  musi się  zmieniać nasze wyobrażenie o Bogu. Czasami myślimy, że kiedy  chodzimy do kościoła w niedzielę , modlimy się, przystępujemy do spowiedzi, a nawet czytamy Pismo święte, pomagamy innym, staramy się żyć dobrze, krótko mówiąc wypełniamy wszystkie nasze obowiązki wypływające z wiary lub stanu życia, wtedy jesteśmy ludźmi wierzącymi i dobrym i jest nam tak  dobrze.
  Jednak czy na pewno to wystarczy?
Czy nigdy nie czuliśmy się zaproszeni do poszukiwania Boga takim jakim On jest naprawdę, poza moim myśleniem. Czy jesteśmy przekonani, że Bóg jest tylko taki  jak sobie Go wyobrażamy?

  Chrześcijaństwo zaprasza nas do relacji z Bogiem, który jest bliski i daleki, który jest Inny niż wszystkie nasze wyobrażenia, stąd możemy się czasem  bać dlatego też mamy Jezusa aby nas nie przerażał, bo  ta inność to inność Miłości, przekraczającej nasze ludzkie kalkulacje, bo całkowicie darmowej i bezinteresownej, obdarowującej,  wyprzedzającej.

 Ten własnie Bóg pozwala nam  poznać siebie,  w swoim Słowie, np poprzez czytanie Ewangelii, tego Boga rozpoznajemy  z wiarą i ufnością w  przyjmowanych sakramentach, w modlitwie szczerej i serdecznej i w  drugim kochanym i niekochanym człowieku. Bóg jest dobry. To prawda ale czy tylko? Czy moje serce pragnie Boga? Tęskni za Nim, oczekuje?
 Dobry Boże, spraw abym Cię bardziej poznał, pokochał i szedł w Twoje ślady        

wtorek, 22 sierpnia 2017

Przyjaźń dla wszystkich

 
   Przyjaźń jest tym, za czym tęsknimy, czego poszukujemy i potrzebujemy, niezależnie od stanu życia, czy to, w małżeństwie, kapłaństwie, czy życiu zakonnym, bądź w samotności, mężczyźni i kobiety wszyscy pragniemy przyjaźni.
 Być może z tych samych przyczyn ostatnio bardzo poruszyły mnie słowa o  przyjaźni kierowane przez Jezusa do uczniów. 
Nie ma większej miłość niż ta gdy ktoś poświęca swoje życie za przyjaciół.Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli spełnicie wszystko co wam polecam. Już was nie nazywam sługami ale przyjaciółmi J 15,(13 -15)

 Mówi Jezus do swoich uczniów, w kontekście winnego krzewu lub winorośli, w zależności od tego jakie tłumaczenie mamy Pisma Świętego. 
  
  Czy możemy  uznać się za przyjaciół Jezusa? Czy możemy poczuć się  zaproszeni do tego typu relacji z Nim? Ile razy omijaliśmy te wersety przekonani, że to tylko do uczniów ale na pewno nie do nas. 

  Myślę, że to zapewnienie o przyjaźni, jest kierowane do każdego z nas, bo przecież Jezus poświęcił swoje życie za nas, za mnie  i za ciebie nie tylko za  najbliższych uczniów. 
  
  Zapytajmy więc co to za przyjaźń i o co tu chodzi, a Słowo poprowadzi nas do Księgi Wyjścia do rozdziału 33, kiedy Mojżesz rozmawia z Bogiem twarzą w twarz, jak rozmawia się z przyjacielem, w bliskości,  Bóg daje się poznać Mojżeszowi, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba wchodzi w bliską relację z Mojżeszem, pozwala aby ten poznał go sercem.

 Mojżesz przebywając w tej bliskości, rozmawia z Bogiem  bardzo śmiało : ,, Jeśli znasz mnie i znalazłem łaskę w twoich oczach, objaw mi swą drogę bym poznał Cię" (...) Objaw mi swoje palny. Bóg ulega Mojżeszowi i pozostaje obecny pośród narodu. Mało tego, Bóg ukazuje Mojżeszowi swoją chwałę, pozwala aby ten stanął tak blisko Boga jak to jest tylko możliwe dla człowieka, stanąć w bliskości Boga...Oto istota przyjaźni....
  Poznać Boga, pełnego miłości i miłosierdzia, czułego w stwarzaniu na nowo człowieka, po jego odejściach i niewiernościach, wiernego  nieskończenie i w takim samym stopniu cierpliwego. Do takiej relacji zaprasza nas Pan. Wiemy, że przyjaciela możemy poznać tyle na ile on sam nam zechce się dać poznać. Podobną sytuację mamy i tutaj.  
 Czy możemy uwierzyć, że jesteśmy wezwani do bliskiej relacji z Bogiem, do  rozmawiania z Nim jak z Przyjacielem, że znaleźliśmy łaskę w jego oczach?
 To nie wy wybraliście mnie lecz ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili, aby owoc był trwały: aby mój Ojciec dał wam wszytko o co Go poprosicie w imię moje .
 To wam przykazuje abyście się miłowali J 15,16-17  

sobota, 12 sierpnia 2017

Wiara między emocjami a rozumem.


 Jaka jest różnica między litanią do Najświętszego Serca Pana Jezusa, a modlitwą uwielbienia? Zapyta ktoś, niektórzy uśmiechną się z politowaniem. Ale litanie  również oddają chwałę Bogu, w przepięknych wezwaniach, zajrzyjcie jeszcze do litanii do Imienia Jezus.

 Z tym, że tu modlimy się pewną formułą, którą ktoś nam zaproponował, a modlitwa uwielbienia płynie z naszego serca. 
Nie wiem co jest lepsze w każdym razie obie formy są piękne i zależy, kto w czym się odnajduje i Bogu dzięki. Wydaje mi się, że modlitwa uwielbienia to jest ta nowa forma pobożności, która pojawia się coraz częściej, również klasztorach. 
  
Ostatnio dużo myślę, o doświadczeniu Boga, o przeżywaniu Go. 
Z jednej strony jest to fascynujące, bardzo angażuje człowieka emocjonalnie, z drugiej strony budzi moją nieufność i pytanie czy o to do końca chodzi w wierze? Śpiewy uwielbienia, tańce, flagi, modlitwy wypowiadane na głos i spontanicznie, wszystko to jest bardzo dobre i ważne ale  co zrobimy jak zabraknie nam emocji? I  sama sobie zadaje pytanie ale czego się czepiam?

   Myślę, że relacja z Panem Jezusem potrzebuje i emocji i rozumu. Emocje nas zbliżają do Boga, rozum pozwala nam go poznać. Dlaczego wierzę, w co wierzę, czego szukam, kim jest Bóg, jakich wyborów powinnam dokonać, jak postąpić w danej sytuacji? Nie bez przyczyny w Odnowie w Duchu świętym mówi się o formacji, również intelektualnej .
  Emocje, rozum i wola. Te trzy rzeczywistości prowadzą nas do dojrzałego przeżywania wiary, która wydaje mi się pełna. Oddzielenie od siebie jednej z tych rzeczy, zawsze będzie podejrzane jakieś takie nie do końca....
 Sam intelekt to za mało, bo można wszystko rozumieć i wiedzieć, a jednak nigdy nie spotkać się z Bogiem Żywym, nie doświadczyć jego mocy.  O emocjach już pisałam wyżej. Natomiast wola uczy nas stałości, wierności: w modlitwie, w podjętych decyzjach,  niezależnie od rodzaju  emocji, tego co się przeżywa: w zdrowiu i chorobie w powodzeniu i porażce, w emocjach wzniosłych ale i tych przykrych, nie chcianych, aby zawsze być z Jezusem, tak, tego uczy nas wola, jednak wola bez emocji tworzy jakiś dziwny, zimny, twór ludzki.   
 Niektórzy łatwiej przeżywają swoją wiarę intelektem ale kiedy naprawdę są uczciwi w swojej wierze i poszukiwaniach Boga, muszą wcześniej lub później pozwolić dojść do głosu emocjom i podobnie jest z tymi, którzy najpierw przeżywają swoją wiarę emocjonalnie, a chcąc się rozwijać muszą zacząć używać intelektu.
 Przyjaźń między emocjami, a rozumem w przeżywaniu wiary jest konieczna, a że bardzo trudna to chyba nie muszę nikogo przekonywać. 
 W wierze jest jeszcze coś takiego jak Łaska - Dar, udzielany nam  przez Pana i może ta harmonia lub przyjaźń, w zależności jak ją nazwiemy, może zostać nam dana właśnie jako Łaska.    
              

wtorek, 8 sierpnia 2017

Tu i teraz

   Postanowiłam dzisiaj  być obserwatorem,  a że byłam w podróży, okazji miałam wiele, pomijam piękno krajobrazów, które autentycznie mnie zachwycały, a że miałam głowę  wolną od zbędnych rozmyślań mogłam się nimi cieszyć.

  Tym co szczególnie koncentrowało moją uwagę, to ludzie, a to, spora liczba kolorowych i obcokrajowców w małej miejscowości, z której wracałam i miłe pogawędki znających się mieszkańców, jadących w autobusie w dzień targowy, poza tym, dużo  ludzi wyległo dzisiaj na trasy piesze, bo słonko świeciło i nie było upalnie.

   Dziwiłam się radośnie, specyficznemu akcentowi krakusów, którego  nuta zawsze przyjaźnie mnie nastraja, po czym zdumiona stwierdziłam, jak ten świat się zmienia, bo kobiety są taksówkarzami, a była to pani między 30-40 rokiem życia. Kiedyś to było niebezpieczne ale dzisiaj kobiety niczego się nie boją, prowadziłam rozmyślania, popijając herbatę z cytryną, w dworcowej kafejce, nagle zwrócił moją uwagę młodzieniec siedzący  na parapecie okna, pierwszego piętra,  co on tak robi w dużym mieście, czyżby podziwiał widoki? Ależ skąd, sprawdza co nowego w komórce...

  Inni młodzi chłopcy miło się kłaniają, swoją drogą to ciekawe, że częściej Szczęść Boże mówią chłopcy niż dziewczęta, zawsze zdumiewa mnie to,  za chwilę się okazuje, że Ci chłopcy to Ukraińcy, muzycy. Czas płynie powoli w oczekiwaniu na kolejny autobus...

 Na chwilę staję się obiektem większego zainteresowania, bo mniejsze mam zawsze, z racji habitu. Zaśmiewałam się niemal w głos, czytając sarkastyczne uwagi redaktor Baranowskiej o  osobach ze świadka artystycznego...Spostrzegam nagle, że ludzie siedzący w pobliżu przypatrują mi się z uśmiechem, no cóż...Jak człowiek do innych przyjaźnie nastawiony to i inni postrzegają cię podobnie.

 I na tym kończy się moja obserwacja, że nie wspomnę o pasażerce, która przez trzy godziny raczyła mnie opowieściami ze swego życia, na ile były prawdziwymi sam Bóg raczy wiedzieć...
   Często wam się tak zdarza  chłonąć rzeczywistość tu i teraz? Mnie nie. Zazwyczaj spieszę się, rozwiązuję ważne kwestie życiowe i nie życiowe.
  Czasami, aby poczuć się szczęśliwym,  wystarczy tylko być tu i teraz, w tym co jest, poczuć smak życia.

niedziela, 30 lipca 2017

Moja pamięć o Powstaniu Warszawskim

       Wraz z upływem lat, ludzie coraz bardziej lubią świętować rocznice, jakby chcieli ocalić od zapomnienia to co dla nich jest ważne i drogie.

   Dla mnie taką rocznicą jest zawsze data wybuchu Powstania Warszawskiego. 1.08.1944 rok. Dlaczego? 
 Dlatego, że ginęli w nim ludzie bardzo młodzi, pełni ideałów, mający głowy wypełnione wielkim pragnieniem wolnej Ojczyzny, odważni, ofiarni i dumni. Może dlatego, że chciałbym by moi uczniowie i wychowankowie rozumieli, czym było to dramatyczne wydarzenie i nie patrzyli na nie tylko przez pryzmat zniszczonego miasta i liczby ofiar.

Chcieliśmy być wolni i tę wolność zawdzięczać sobie. Czytamy napis wchodząc do Muzeum Powstania Warszawskiego.
Wolność. To słowo chyba oddaje najlepiej istotę tego bohaterskiego zrywu. 
   Pokolenie Powstańców było wychowywane w duchu umiłowania Ojczyzny i wolności, do gotowości oddania za nią życia, a w czasach pokoju do służby Ojczyźnie przez uczciwą i solidną pracę. Nikt nie pytał wtedy, czy warto oddać życie za Ojczyznę, bo to było oczywiste. Jak bardzo wymownym symbolem tamtego czasu jest Pomnik Małego Powstańca w Warszawie.

  Kiedyś przemawiałam na rozpoczęcie roku szkolnego, mając przed sobą wypełnioną po brzegi aulę młodych ludzi. Patrzyłam na nich i myślałam, o tych młodych chłopcach, którzy w ich wieku walczyli z bronią w ręku, o dziewczętach łączniczkach i sanitariuszkach. Powiedziałam im o tym.
  Mówiłam o pamięci historycznej, która jest naszą tożsamością, bo każe nam pamiętać o tych, którzy nas poprzedzili i  położyli swe życie na szali takich wartości jak wolna Ojczyzna: odwaga, męstwo i honor. Czy dla nas one dzisiaj coś znaczą? Kiedy skończyłam zaległa przejmująca cisza. Nie wiem, czy dzisiaj ktoś o tym jeszcze pamięta.  
     Pierwszego sierpnia myślę o bohaterstwie Powstańców Warszawskich i moich uczniach i wychowankach, co dla nich znaczy wolna Ojczyzna, czym jest? 
  I jak im przekazać pamięć o minionych pokoleniach, że warto uczyć się od nich poświęcenia, odwagi i heroizmu. I chociaż słowa te w czasach pokoju mają inne znaczenie, to czy takie postawy nie są konieczne by dobrze przeżyć swoje życie? Może ktoś powie, co za patos! A jednak jestem przekonana, że prawdziwe, wartościowe i sensowne  życie jest naznaczone poświęceniem, ofiarą, a często i heroizmem w codziennych zwykłych sprawach.
 Zwycięstwem, nie zawsze są bitwy wygrane. Zwycięstwem czasami jest przegranie czegoś, aby ocalić godność i wyznawane przez nas wartości. 
 Jestem wdzięczna Powstańcom Warszawskim, za ich zryw, bo przypominają mi, że życie nie jest wartością absolutną i czasem warto oddać je, aby ocalić ducha. 
  Lubię jeździć do Muzeum Powstania Warszawskiego  z młodymi i patrzeć na niektóre twarze ogromnie przejęte tym co widzą, w ten sposób ocalam nadzieję, że pamięć o tym co ważne, przetrwa  w następnych pokoleniach i ofiara Powstańców nie poszła na marne.  

wtorek, 25 lipca 2017

Czas urlopu

   Czas wakacyjny to dobry czas na  jakieś podsumowanie i refleksję, dystans do codzienności, bo chociaż słońca mało, to i tak jest bardzo gorąco, bo wszyscy żyjemy polityką i trudno od niej uciec.

 Trudno uciec od polityki, od problemów bliskich  z którymi spotykamy się przy okazji różnych spotkań urlopowych, gdzie na co dzień nas nie ma .

  Czasami  w czasie urlopu dowiadujemy się o sobie, że nie umiemy odpoczywać i ciągle nas coś w środku pogania i niepokoi, potrzeba czasu aby zwolnić.

 Pośród ważnych spraw, które się dzieją i ludzi, którzy liczą na nas, uczę się marnować czas.

 Aby wrócić do codziennej rzeczywistości, ze spojrzeniem bardziej spokojnym i wyważonym i
 odpowiednim rzeczom, właściwe nadawać znaczenie.

  Dobry czas, czas  powrotu do siebie.

Przepiękna piosenka. Jeśli ktoś nie rozumie tekstu jest w komentarzu Anonima.



poniedziałek, 10 lipca 2017

Urok młodości

     
   Dawno mnie tu nie było, ufam, że czytelnicy nie odpłynęli, (hmm, te kilka osób, to prawdziwa przyjemność). Chociaż statystki stanęły, to dzielnie udaję, że nie zależy mi na nich...

 Byłam na wsi, jak na lato przystało. Na takiej niezwykłej wsi, w Górce Klasztornej, w Wielkopolsce. To  piękne miejsce z Matką Bożą, o które dbają Misjonarze Świętej Rodziny.
 Spotkało się tam sto dwadzieścia młodych ludzi, którzy się modlili i rozmawiali o Bogu, o życiu, o tym w co wierzą, jak wierzą, niektórzy stawiali sobie pytania, jak lepiej i piękniej żyć, inni ładowali baterie na cały rok i było  też miejsce na wspólną zabawę.
   Myślę, że w dzisiejszych czasach bycie razem, rozmawianie, nawiązywanie relacji, wcale nie jest takie proste i trzeba zrobić spory wysiłek, aby ze sobą nawiązać kontakt werbalny, a nie internetowy. 
  Mimo wszechobecnego internetu, z uporem maniaka twierdzę, że człowiek dojrzewa przez żywą relację z drugim człowiekiem, twarzą w twarz, nie internetową, ucząc się drugiego, przebywając z nim.
  Dożyliśmy ciekawych czasów, kiedy bezpośrednie czyli w tzw realu, porozumiewanie się między ludźmi, stało się wyzwaniem i zadaniem, bo wydaje się, że bycie w internecie jest prostsze i łatwiejsze, bo tam zawsze można być kimś innym niż jest się naprawdę, można siebie wykreować, chociażby przez fotki... W  tym tak zwanym realu, kreacja siebie odbywa się do jakiegoś momentu, potem wychodzą nasze lęki, niepewności, agresja ale też dobroć i wrażliwość, w konkretnych sytuacjach ....
 Natomiast w kwestii pytań życiowych, stwierdzam, że one nie podlegają upływowi czasu, takie pytania:  Jak być szczęśliwym, jaki jest sens życia, kim jestem ja, kim jest Bóg? Wciąż są aktualne i na czasie.

  Jedno jest pewne, w internecie czy w realu, młodzi ludzie szukają i pragną Boga, może nawet bardziej niż pokolenie ich rodziców i dziadków, bo my jednak nie mieliśmy takiego zalewu propozycji,  nie musieliśmy się tak bardzo trudzić,poszukiwaniem  odpowiedzi na pytanie gdzie jest prawdziwe Dobro, po której stronie mam stanąć, aby wygrać własne życie, ponieważ  propozycji było mniej... 
 Hm, każde pokolenie ma swoje zadania do wypełnienia. Jak to mawiał Ojciec Święty Jan Paweł II i  swoje Westerplatte, które trzeba obronić i utrzymać, dzisiaj bym jeszcze dodała, że obecne pokolenie musi odnaleźć,  co jest tym Westerplatte, w zalewie pseudowartości.  
    Młodość jest piękna, swoją siłą i chcąc ją dobrze przeżyć młodzi muszą  powalczyć, jednak lepiej się zmagać i żyć naprawdę, niż wegetować oczekując na starość. 
 Było moją wielką radością widzieć tylu młodych i mieć udział w maleńkiej części, ich  zmagania. Dziękuję.

środa, 28 czerwca 2017

Macierzyństwo duchowe


Bycie matką jest czymś pięknym i niepowtarzalnym. Macierzyństwo, fizyczne jest wpisane w naturę kobiety, być może jest jakimś instynktem samozachowawczym, który dąży do podtrzymania gatunku i w takim sensie jesteśmy częścią natury, jednak wydaje się, że to jest za mało.
  Pamiętając, że człowiek jest obrazem Boga, to macierzyństwo jest powołaniem, zadaniem, wezwaniem do świętości. 
  Jednak   nie każdej kobiecie jest dane być matką  z różnych przyczyn, czasem medycznych, czasem z własnego wyboru jako sposobu życia lub z powodu rezygnacji ze względu na życie dla Boga   jak np. Siostry.
   Jeżeli przyjmiemy, że kobieta realizuje się w dwóch wymiarach:  w miłości i macierzyństwie, realizacja zawodowa jest ważna, jednak każda uczciwa kobieta, powie, że nie jest ona konieczna, aby być szczęśliwą. To pojawi nam się pytanie, czy kobiety, które nie rodzą dzieci, są spełnione? 
Myślę, że to zależy w dużej mierze od samej kobiety, od jej podejścia i rozmienia swojego życia.
  I chociaż w kobiecie,żyjącej w małżeństwie, a nie mogącej urodzić dziecka zawsze pozostanie wielka rana nie oznacza to jednak, że nie może być ona szczęśliwa...Chociaż nic nie zastąpi tego braku, wydaje mi się, że jest ona zaproszona do innej formy macierzyństwa. Jakiej?  Na to pytanie musi znaleźć odpowiedź ona sama.
  W kontekście kobiet konsekrowanych ( siostry zakonne) chciałabym przez chwilę zastanowić się nad macierzyństwem duchowym, czym ono jest?
  Macierzyństwo duchowe, aby nie było jakimś substytutem, wymaga dojrzałości osobowej, wyrażającej się w oddawaniu swojego życia innym, bez czynienia wyjątków, wyraża się to, w otwarciu serca dla wszystkich, lubianych i nielubianych w ofiarności, trosce, czułości, zainteresowaniu sprawami innych, bezinteresowności, w umieraniu dla swojego ja, codziennie na nowo.
   Wydaje mi się, że cechy te, w sposób naturalny rozwijają się kiedy kobieta staje się matką i żoną. Natomiast macierzyństwo duchowe, wymaga oparcia się na zdrowym poczuciu własnej wartości, odkryciu wewnętrznego piękna i siły, płynących z rozumienia siebie i szczerej, osobistej, głębokiej więzi z Jezusem. Zakłada ono dawanie  i oddawanie swojego życia, w służbie innym, nie licząc zysków i strat, wydanie siebie dla wielu...
Wypracowywanie w sobie umiejętności pozwalania ludziom przychodzenia i odchodzenia, nikogo nie zatrzymując dla siebie,  dawać życie tzn nadzieję i miłość, odwagę, kochać pomimo.
 Aby rodzić do pełniejszego życia, trzeba samemu żyć Pełnią, czyli być autentycznym przed sobą, ludźmi i Bogiem. Cieszyć się z cieszącymi i płakać z płaczącymi. Zanosić prośby i błagania za tych, którzy o tym nawet nie wiedzą, walczyć modlitwą tam gdzie inni się poddali.... 
   Kiedyś myślałam, że tego jak być matką, nie trzeba się uczyć, po prostu się nią jest, dzisiaj myślę, że samo bycie matką  to za mało, trzeba się ciągle uczyć, na każdym etapie, bycie dobrą matką  fizyczną i duchową oznacza stale na nowo podejmowanie refleksji nad sobą, swoimi słabościami i pracę nad nimi, pytaniem o potrzeby innych i o własne granice i swój świat emocji.
  Tak, macierzyństwo fizyczne i duchowe wymagają życia, w zgodzie ze swoją kobiecością. Macierzyństwo jest istotą kobiecości, jej manifestacją, również duchowe, dlatego siostry nigdy nie przestają być kobietami, tymi które kochają najpierw Jezusa, a w Nim  wszystkich innych.    

   

czwartek, 22 czerwca 2017

Serce

    Uroczystość Najświętszego Serca Bożego.Co to jest?
  Serce Boże to Centrum, istota Boga jakkolwiek byśmy sobie To Serce  wyobrazili i o nim mówili pozostanie ono czymś nie do końca nazwanym, ponieważ nie znajdziemy wystarczających pojęć by oddać czym jest Niewyczerpana Miłość Boga.

 Serce Jezusa  - źródło życia i świętości
Serce Jezusa  - gorejące ognisko miłości
Serce Jezusa  - zbawienie  ufających Tobie
Serce Jezusa  - z którego pełni wszyscyśmy otrzymali
Serce Jezusa -  hojne dla wszystkich, którzy Cię wzywają
Serce Jezusa - w którym mieszka cała pełnia bóstwa
itd
Rytmiczność i piękno tej starej  litanii, wprowadza nas w ciszę i zachęca do pozostania w  zachwycie.
W Tym Sercu znajdujemy ukojenie najgłębszych tęsknot i pragnień. To Serce odpowiada nam na wszystkie pytania, milczenie wobec Bezmiaru, to najwłaściwsza postawa. Ten Bezmiar zachwyca, zaprasza, pociąga,fascynuje..
 Niedawno napisałam tekst o obrazie przedstawiającym Serce, do którego zamieszczam  link może ktoś zechce przeczytać : sklaraosu.blogspot.com/2017/03/spotkanie-w-sztuce.html

 W Tym Sercu chowam  wszystkich ludzi i wszystkie sprawy,i wierzę, że tam one nabierają innego znaczenia i wymiaru, że Ono wypełnia to czego ja nie umiem dać. Powierzam Boskiemu Sercu Ciebie.

wtorek, 20 czerwca 2017

Wycieczka

   Kocham góry ale nie wysokie, takie widokowe. np Beskidy, Karkonosze, uwielbiam wędrówki po nich, sycąc się pięknem krajobrazów i samym wędrowaniem, chciałam aby moi gimnazjaliści też mogli poczuć ten klimat.
  Obcowanie z przyrodą sprawia nam jednak wiele problemów, co tu robić jak się tylko idzie? Bezmyślne gapienie się w ekranik jest lepszym zajęciem. Chociaż muszę powiedzieć, że byłam pełna uznania, że tylko jednostki nie rozstawały się z telefonem.

 Podziwianie widoków?  Brzmi co najmniej dziwnie. Weszliśmy na Szrenicę.... Po drodze marudzenia było wiele ale tylko na początku, z biegiem czasu coraz mniej....Spędziliśmy w górach sześć godzin, było zimno i pochmurnie ale krajobrazy przepiękne...Na koniec jeden z opornych uczniów zamieścił na Facebooku swoje zdjęcie schodząc z trasy, z podpisem  ,,szanuję dzisiejszy dzień". Uznałam to za wyraz zadowolenia. Ogólnie byli zadowoleni, chociaż jak mi potem tłumaczyli marudzenie musi być.

 Przebywanie z moja klasą w warunkach nieszkolnych, daje mi dużo radości, pozwala na nich spojrzeć z innej perspektywy i zobaczyć jacy są  naprawdę, bez  szkolnych masek. Z klasowych wycieczek wracam pełna wiary w możliwości mojej klasy. Wspólne wędrówki, granie w piłkę razem, zabawy, to momenty, które pokazują mi jak bardzo młodzi potrzebują być ze sobą, jak wiele te aktywności dają im radości i pomagają w rozwoju.

 A ten czas uczy, jak ciągle na nowo trzeba odbudowywać wiarę w młodego człowieka, patrzeć zawsze z szerszej perspektywy i nie oceniać tylko przez pryzmat stopni, bo dorastający człowiek to coś więcej niż ocena cząstkowa i czy roczna.

czwartek, 15 czerwca 2017

Tajemnica wiary


    Nie wiem czy procesje Boże Ciała są konieczne do uczczenia Najświętszego Sakramentu, jest to pewien rodzaj tradycji i manifestacja wiary. Nie widzę też potrzeby aby wyszukiwać powody  za lub przeciw, jeśli procesja komuś pomaga w pogłębianiu wiary i relacji z Panem Jezusem proszę bardzo dlaczego nie....


  Dzisiaj jednak myślę o tym, że Pan Jezus obecny w chlebie i winie, w Eucharystii, jest Tajemnicą Wiary, ze szczególną mocą docierają do mnie  słowa  aklamacji z mszy świętej, kiedy kapłan mówi lub śpiewa: Tajemnica wiary, a my odpowiadamy Chrystus umarł, Chrystus zmartwychwstał, Chrystus powróci, potwierdzając Tę Tajemnicę

  Często słyszę, że  zrozumienie tajemnicy Trójcy Świętej jest niemożliwie, bardzo rzadko zaś, że zrozumienie Eucharystii, również, nie znajduje ona bowiem żadnych przesłanek rozumowych, aby zgłębić  i  pojąć ogrom Tej Tajemnicy Miłości, bo chyba tylko w kluczu miłości możemy myśleć  o  Bogu w chlebie i winie. Bo jak inaczej pojąć tę Obecność Nieskończonego, Nieogarnionego w kruszynie chleba?

 Czasami zdumiewałam  się  pięknie zdobionymi monstrancjami, które służą do wystawiania Pana Jezusa do publicznej adoracji, że tyle tam ornamentów i zdobnictwa, że samego Pana nie widać, dzisiaj, chociaż częściej spotykam proste monstrancje,  rozumiem, że miało to podkreślić świętość, wielkość, wyjątkowość  Tajemnicy.

   A wracając do Eucharystii to nie bez znaczenia pozostaje fakt, że kiedy Pan Jezus mówił o sobie jako chlebie opuszczali go uczniowie, tak trudna była to dla nich mowa, czy dla nas we współczesnym świecie rozumienie Boga jest łatwiejsze? Czy Boga można chcieć zrozumieć, czy wiara nie jest właśnie dlatego wiarą, że kończy się rozum i jedyne co pozostaje to milczenie wobec Tajemnicy?
  Czy dla człowieka, który chce panować nad wszystkim, przyjęcie Boga Tajemnicy jest możliwe?Pokochać Tajemnicę. Akceptacja tego, że Bóg jest Tajemnicą,  akceptacja Tajemnicy, która jest Miłością, objawioną w Jezusie. Boże Ciało.
   

sobota, 10 czerwca 2017

Nic nie posiadać

św. Ignacy Loyola 
   Pod koniec roku szkolnego mogę myśleć tylko o szkole i internacie. Nic mądrego do głowy mi nie przychodzi, ponieważ zmagam się ze zmęczeniem, oczekiwaniem na koniec roku i wykończeniem wszystkich powinności z tym związanych. W poniedziałek jadę na wycieczkę z moją klasą, po drodze pokonując sto  jeden różnych przeszkód, aby wycieczka mogła dojść do skutku....Nie ma mowy o pobożnych przemyśleniach, poza zainteresowaniem  czytaniami biblijnymi z bieżącego dnia. 
 Uwielbiam księgę Tobiasza (i kiedyś napiszę o niej coś więcej tutaj) i z zainteresowaniem słucham jej po raz kolejny. O wielkich rzeczach, których Bóg dokonuje, w życiu tych, którzy go miłują i są mu wierni. 

  I ta wdowa dzisiaj, która w całym swoim niedostatku dała to co miała najcenniejszego, jeden grosz por. Mk 12,(38-44) .

  Jak trudno jest akceptować swój niedostatek, swoją niemoc, słabość, te same błędy, jak ciągle chcemy mieć wiele, szczególnie przed innymi, wydaje nam się, że nasza wartość leży w posiadaniu materialnym, osobowym lub duchowym, a jednak logika Boga jest inna. Im mam mniej, tym On jest bliżej mnie. Odkrywam, że potrzebuję Go jak tlenu, aby móc żyć, że nie własną mocą mogę działać, czynić rzeczy dobre ale dzięki Jego Łasce i nie są to puste frazesy ale konieczność życiowa. Panie, Ty jesteś Życiem, które napełnia nas radością.
    Uwielbiajcie Boga i wysławiajcie Go przed wszystkimi żyjącymi, za dobrodziejstwa, jakie wam wyświadczył, aby było uwielbione i wsławione Jego imię. Rozgłaszajcie wobec wszystkich ludzi słowa Boże, jak na to zasługują, i nie ociągajcie się z wyrażaniem Mu wdzięczności. Tb 12,6b

sobota, 3 czerwca 2017

Mój manifest


  • Miłość, to nie motyle w brzuchu.
  • Miłość, to nie uczucie przyjemne, bo to dopiero początek.
  • Miłość, to nie atrakcyjność fizyczna.
  • Miłość, to nie miłe słówka .
  • Miłość, to nie wielkie marzenia i uniesienia.
  • Miłość,  to nie jest uśmiech przyklejony.
  • Miłości nie musisz czuć .
  • Miłość, jest wtedy kiedy  masz dość, a Ty idziesz dalej.

  • Miłość, jest wtedy kiedy, nie otrzymujesz nic w zamian, a Ty dajesz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy inni mówią, o Tobie rzeczy niesprawdzone i nieprawdziwe, a Ty ich kochasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy jesteś skrzywdzony i wzgardzony, a Ty wybaczasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy jesteś wyczerpany, a Ty uwielbiasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy tracisz to co kochasz, a Ty wiesz, że tak trzeba.  
  • Miłość, jest wtedy kiedy kolejny raz upadasz w słabości, a Ty podnosisz się i ufasz.
  • Miłość, jest wtedy kiedy kochasz, oddając siebie za nic....

środa, 31 maja 2017

Duch, który dotyka serc

zdjęcie: s.Joanna Żuk
   Nasza młodzież pojechała na religijne spotkanie, organizowane dla uczniów naszych szkół i nie tylko, obawiałam się, że dla dzieci z gimnazjum, będzie to duży wysiłek, za trudne, za bardzo przeładowany plan.

  A w nich obudziło się pragnienie Boga, spotkania Go, młodzi zapragnęli, aby Pan dał im znak, że jest i podeszli do modlitwy wstawienniczej, gdzie Pan odpowiedział, z całą hojnością, obdarowując ich swoją Obecnością, Miłością i było to tak silne doświadczenie, że po przyjeździe przez dwa dni  opowiadały cały czas, o tym co się wydarzyło, jak doświadczyły radości, pokoju  i spotkania z Bogiem, sam na sam, jak Jezus mówił do ich serc.

  Ich serca zostały dotknięte przez Ducha Świętego. Pan jest wielki, nieogarniony w swojej Miłości i Tajemnicy. Chciałoby się powiedzieć za psalmistą: Słysząc głos Boga, serc nie zatwardzajcie...

  Duch Święty wylewa swą łaskę na tych, którzy go oczekują, pragną, przekracza nasze ograniczenia, słabość, przekonuje nas o swojej Miłości i Łasce, czy jesteśmy gotowi ją przyjąć? Przyjdź Duchu Święty i wylewaj się na nas, niech Twoja chwała ogarnie nasze serca, dotykaj je i przemieniaj swoją łaską.Amen

   
ks. Radosław Rafał 

sobota, 27 maja 2017

Zakonnica też człowiek


  Nie lubię kiedy siostry przedstawiane są w nadmiernie słodkich kolorach, jako równe  babki, do tańca i do różańca, miłe, serdeczne i zawsze uśmiechnięte lub tylko w czarnych kolorach skrzywdzone, przez swoje przełożone (co czasem może mieć miejsce). Bowiem, ani jeden ani drugi obraz, nie pokazuje, czym jest naprawdę życie zakonne.

  Zakonnica też człowiek, ze swoją wielkością i słabościami. Są wspaniałe siostry, mądre, dojrzałe i Boże, pogodne, oddane bez reszty sprawie Bożej i są też słabe, chorujące, z mnóstwem  wad nieraz trudnych do przyjęcia.
  
  Dopiero akceptacja tej prawdy, pozwoli nam rzeczywiście pokochać życie zakonne, takim jakim ono jest w istocie.  Cierpienie jest częścią każdego życia, czy jesteśmy w zakonie, czy żyjemy wśród różnych ludzi, cierpienie nas dotyka, tylko w różny sposób i w różnych aspektach.

  Jednak to, nad czym się ostatnio zastanawiam to pytanie: Dlaczego dziewczęta i kobiety  nie chcą lub boją się podjąć życie zakonne?
   Czy wizerunek Sióstr przedstawiany w mediach, ma na to wpływ, czy są też inne czynniki? I stwierdzam, że oprócz  mediów odnajduję jeszcze kilka innych powodów, które zapewne nie wyczerpują zagadnienia.
 Pierwszą niebagatelną przyczyną wydaje mi się ogólna zmiana wizerunku kobiety, we współczesnym świecie: wykształconej, niezależnej, przed którą świat stoi otworem, mającej prawo do wszystkiego i wszystkich, nie  chcę tutaj napisać, że to jest złe, po prostu status społeczny kobiety uległ zasadniczej zmianie. 

  Drugą sprawą jest rozwój ruchów religijnych wewnątrz Kościoła  i ich zaangażowań w różne dzieła ewangelizacyjne i społeczne, łącznie z wyjazdem na misje, bez konieczności wyboru życia zakonnego.

  I możemy jeszcze tutaj dywagować nad brakiem dojrzałości  związanej z trudnością podejmowania decyzji wiążących na całe życie  i  innymi przyczynami psychologicznymi.

  Jednak wydaje mi się, że jest jeszcze coś bardzo istotnego, mianowicie, stawianie sobie pytania przez nas same:
 W czym  i gdzie powinniśmy dokonywać zmian?
Ponieważ, abyśmy mogły Żyć, musimy się wsłuchiwać w  potrzeby współczesnego człowieka i świata.
Zakony nie żyją dla siebie ale kochają i służą najpierw Chrystusowi, a potem człowiekowi, w konkretnym kontekście społeczno-kulturowym. Niebezpieczeństwem więc pozostaje, zamknięcie się na to, co przychodzi i trwanie w przekonaniu, że my jesteśmy świetne, tylko ten świat taki  zepsuty.

  Błogosławieństwem są dla nas, kryzysy związane z prowadzeniem dzieł, brakiem powołań, nadmiernym odchodzeniem sióstr z życia zakonnego, bo są to znaki, które każą nam zadawać sobie pytania: 
   Na jakie potrzeby współczesnego człowieka nie odpowiadamy, czego brakuje naszemu życiu?

  Czy powinniśmy zrezygnować z radykalizmu życia, aby stać się możliwym do przyjęcia? Nie. Jednak możemy się pytać, czy wszystkie formy tego radykalizmu, dają nam życie, powodują, że jesteśmy bardziej kochające, zaangażowane i pełne miłości bliźniego, czy  nasza relacja z Jezusem jest żywa i dynamiczna, a wyrazem tego jest zapał apostolski?

  Czy nasze życie różni tylko habit, czy chodzi w nim o coś więcej i czy to więcej jest czytelne? Co mamy do zaoferowania młodym kobietom? Czy jesteśmy wystarczająco otwarte na to nowe, które wnoszą ze sobą i czy pamiętamy, że  są one już zupełnie inne niż te, które przyszły dziesięć  czy pięć lat temu. Jak pogodzić  stare i nowe? Jak zmieniać swój sposób myślenia, czynić go bardziej otwartym i elastycznym?

   Myślę, że jako Siostry musimy sobie odpowiadać na te pytania, we wspólnocie i indywidualnie, że refleksja jest czymś koniecznym, abyśmy nie były postrzegane jako relikt przeszłości, hermetycznie zamknięte dziwaczki, bardzo odległe od życia.
  Irytujące jest ciągłe udowadnianie, nie wiem komu, że jesteśmy normalnymi ludźmi....  Autentyczność życia sama powinna  się obronić, wcześniej czy później. W tym życiu lub przyszłym. Nasza Założycielka mówi: Trzymajcie się drogi Kościoła i żyjcie życiem nowym.    



     

sobota, 20 maja 2017

Ta Moc

   Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że czytania Słowa Bożego, w czasie mszy świętej, szczególnie czytanie pierwsze, przygotowuje nas do Uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Słyszę tam dynamizm i entuzjazm pierwotnego Kościoła w przepowiadaniu Pana, o tym, że  Zmartwychwstał  i Żyje, a wszystko co czynili uczniowie robili to w mocy Ducha Świętego. I właśnie ta Moc Ducha Świętego nie daje mi spokoju.
  Skąd się bierze ten entuzjazm, radość, siła przepowiadania  wynikająca z pewności, że Pan jest tu i teraz i działa.Skąd się biorą  charyzmaty takie jak: dar języków, proroctwa, poznania, uzdrawiania itd ?

  Dla kogo są one przeznaczone? Czy zwykły człowiek, który się modli, może  zostać obdarowany charyzmatami, czy są one przeznaczone tylko dla świętych, a ta cała dzisiejsza odnowa charyzmatyczna  to jakiś wymysł postępowców - heretyków?

  Czy w ogóle  myśleliście kiedyś o  Duchem Świętym?  Bo ja stosunkowo niedawno zaczęłam poświęcać Mu więcej uwagi. Dlaczego? O tym na końcu, bo teraz chciałabym się podzielić kilkoma moimi przemyśleniami i spostrzeżeniami, otóż:

  1.  Duch Święty  ujawnia swą moc i obdarowuje charyzmatami wtedy, kiedy chce, jak chce i komu chce.
  2. Pan  nie ma względu na świętość osób tzn charyzmaty mogą być udzielone ludziom słabym, z mnóstwem wad i grzechami - taka jest logika Ducha Świętego. 
  3. Łaska Mocy  Duch Święty jest nam dana dla innych, nie otrzymujemy charyzmatów dla siebie ale dla głoszenia Imienia Jezusa i Jego chwały, która jest  Miłością i Pokojem i Przebaczeniem. Charyzmaty w Służbie. 
 Myślę, a nawet jestem przekonana, że otrzymany Dar wymaga od nas odpowiedzi, poprzez:

  •  Poddanie się Duchowi Świętemu- oddanie się do Jego dyspozycji, pozostawianie coraz bardziej siebie swoich planów i wizji, swojego egoizmu. Co jest procesem, bardzo wymagającym. 
  •  Pokorę - czyli prawdę o swoim życiu, o tym kim jestem, grzesznym człowiekiem, w drodze ku  Panu.
  •  Stałości w modlitwie osobistej, w takim miejscu i w taki sposób, jak ktoś może i umie i jak mu  łatwiej odnajduje się Pana.
I ostatnia rzecz,  jeśli nigdy nie doświadczyliśmy charyzmatów lub nie otrzymaliśmy tych, o które prosiliśmy to warto pamiętać zawsze, że w życiu z Duchem Świętym  chodzi o Niego Samego, a nie o Jego dary i charyzmaty.

  Dlaczego poruszam ten temat? Ponieważ Duch Święty jest  niezwykle fascynujący, zaskakujący, przekraczający wszelkie nasze wyobrażenia, łamiący bariery i niewiarę, z hojnością obdarowujący tych, którzy szukają i pragną Go całym sercem.
  I na koniec, moje spotkanie z Duchem Świętym. Otrzymałam w życiu zakonnym, bardzo uporządkowaną formację ignacjańską, która nauczyła mnie z podejrzliwością patrzeć na emocje i dzięki tej samej duchowości w czasie odprawiania Wielkich Rekolekcji zaczęły się z mojego serca wydobywać dźwięki, zaczęłam śpiewać przez sen, nieznaną mi melodię. Później przez jakiś czas modliłam się w taki sposób. Kiedy wróciłam do domu zapragnęłam podtrzymać ten żar i tak rozpoczęła się moja przygoda z Duchem Świętym. Wiele zyskałam i zyskuję, jednej rzeczy się nauczyłam na pewno,  że DAWCA jest ważniejszy niż dar.        


środa, 17 maja 2017

Być w relacji

  Beze mnie nic uczynić nie możecie J 15, 5. Dzisiaj to słowo mi towarzyszyło w zmaganiach z nastolatkami. Kto ma dwadzieścia dwie gimnazjalistki na raz, w domu plus siedem licealistek, niech  da znać, bo jakiejś rady potrzebuję.
 Koniec roku się zbliża, wystawianie ocen w szkole, na dworze ciepło i jak tu się uczyć...
Gimnazjalista to tykająca bomba zegarowa.
 W tej  rzeczywistości szukam Boga usilnie i przyznam szczerze idzie mi to kiepsko...
Jak mnie umiłował ojciec tak ja was umiłowałem, trwajcie w mojej miłości J 15,9. Kołacze mi się po głowie na koniec dania. Trwajcie, bądźcie przy mojej miłości, przy mnie. Po prostu być  w tym co jest, tu i teraz, z tym kim się jest. Tylko potrzeba mi pokładów cierpliwości ....
  Sławię Cię Panie pośród ludów, będę Ci grał wśród narodów. Bo łaska Twoja sięga aż do nieba, a Twoja wierność sięga obłoków. Wznieś się Boże ponad niebiosa, nad całą ziemią Twoja chwała.
Ps 57,10-12 

niedziela, 14 maja 2017

Piekielne rozmyślania


 Co myślę o piekle? Że istnieje. Ale  kto będzie w piekle?  No właśnie i tu zaczyna się problem.  Bo jeśli Pan Bóg jest Miłosierny, a miłosierdzie to coś więcej niż miłość, to na pewno  wszystkich  zbawi.

  Czy Bóg może chcieć potępić kogokolwiek?  Nie. I o tym zapewnia nas Słowo Boże.
Jeśli o Bogu nie możemy  nic do końca powiedzieć,  bo jest tak bardzo Inny i większy od naszego pojmowania i myślenia , to co możemy powiedzieć o  tym kto będzie w piekle?
  A może piekło będzie puste?  Być może ale nie jestem do końca  przekonana.
 Bo co  z tymi, którzy wyrzekli się Boga, nie chcą go znać lub świadomie i dobrowolnie odwrócili się od relacji z Nim?  Czy Pan ich zbawi wbrew ich wolnemu wyborowi?  Jeśli jest samym Miłosierdziem, kto wie….

 Biorąc jednak pod uwagę,  że Bóg szanuje naszą wolność i pragnie abyśmy Go szukali i kochali, jako ludzie wolni, a nie jako wylęknieni  niewolnicy. Hm… nie wiem.
Zapyta ktoś dlaczego prowadzę takie rozważania, czy nie lepiej pisać o Dobroci i Miłości Boga?

  Może lepiej ale o tych dwóch przymiotach dosyć dużo się pisze, a mnie zaintrygowało piekło właśnie w kontekście Dobroci, Miłości i Miłosierdzia, jak również  w związku z przypomnieniem objawień w Fatimie na temat piekła i walki ze złem.
  Kontynuując wątek potępienia, mam nadzieję, że nie zostanę za to spalona na stosie, myślę,  że człowiek potępia  sam siebie tzn. sam siebie skazuje na piekło, bo jak ktoś powiedział, ludzkość sama siebie potępi, przez  odwrócenie się od Boga, poprzez zatratę w złu, odwrócenie się od relacji z Najwyższym, lekceważąc świadomie Jego Miłość. Dlatego wolimy myśleć, że piekła nie ma, bo nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje życie.

  I jeszcze jedna myśl mi się kołacze, że chrześcijanie zapraszani są ciągle do pytania się w Kogo i w co wierzą, na ile nasz sposób myślenia o Bogu zmienia się wraz z nasza dojrzałością?
Czy naprawdę wierzymy w Jezusa Syna Bożego, czy uprawiamy bezpieczną, bezrefleksyjną wiarę, w bliżej nieokreślonego Boga? Nasze zdziwienie może być wielkie ….

   Czasami się zastanawiam, jak to będzie kiedy staniemy  po śmierci przed Bogiem twarzą w twarz, zobaczymy jak bardzo On jest Święty,  jak  jest  Nieogarnioną   Miłością i Pięknem, tak bardzo różnym od naszego myślenia i pojmowania, wszystkie nasze dobre uczynki i postępowanie będą przed Nim niczym, tym  co będzie miało znaczenie to  bedzie szczerość naszego serca,  jak kochaliśmy. 

Dlatego Świeci, którzy byli najbliżej Boga mieli tak wielkie poczucie grzeszności, bo  rozumieli   czym jest Jego Święty Majestat. Nie chodzi tutaj o jakiś chory lęk ale o wyczucie Tajemnicy i Inność Boga. Bliski i daleki.  Czy wystarczy nam wiary i miłości aby spojrzeć Bogu w twarz? Dlatego wszyscy potrzebujemy Jego Miłosierdzia.




wtorek, 9 maja 2017

Powołanie?

     Co to jest powołanie? Zadaję sobie to pytanie w tym tygodniu. Oto próba odpowiedzi.
  •  Mamy  różne powołania, do małżeństwa, do bycia lekarzem, nauczycielem, pielęgniarką itd... bo przecież możemy zobaczyć, że takie pragnienia w nas się rodzą. 
  • I jest  jeszcze to wyjątkowe wezwanie: zaproszenie Pana Jezusa do jedynej, wyłącznej relacji z sobą, której podporządkowujemy całe swoje życie, poprzez śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa lub sakrament święceń, a niektórzy mężczyźni poprzez jedno i drugie.
  • Pan Jezus wzywa nas w wolności, pragnie abyśmy rozpoznali to zaproszenie i odpowiedzieli na nie, jako ludzie wolni oraz abyśmy realizowali  je  ciągle na nowo z nowym entuzjazmem i zapałem, ze świeżymi pragnieniami, tacy jacy jesteśmy.
  •  Powołanie to realizowanie swojego  życia w prawdzie, byciu sobą, z odwagą i hojnością serca.
  • Powołanie nie jest ucieczką od życia, nie jest poszukiwaniem wygody, ucieczką od ryzyka. 
  • Powołanie to  powierzanie siebie codziennie na nowo tej Jedynej Miłości, w zaufaniu i pokorze, aby kochać bardziej i pełniej Boga samego i  tych do których jesteśmy posłani.  

poniedziałek, 8 maja 2017

Żydowskie spojrzenie na Biblię

 Ostatnio wróciłam do starej książeczki Romana Brandstaettera ,,Krąg Biblijny".To co mnie stale tu zachwyca  to żydowskie  spojrzenie na Biblię, znalazłam tam wiele miłości, szacunku  dla tajemnicy Boga i dla Świętej Księgi. 
Poniżej pozwalam sobie przytoczyć opowieść dziadka autora na temat: Sztuki  czytania Biblii 
Symeon ben Jochaj zwykł mawiać, że każde słowo Pisma kryje tajemnicę- mówił dziadek-a ponieważ do tajemnicy wiedzie zazwyczaj wiele dróg, staraj się Biblię czytać na różne sposoby. 
Niekiedy czytaj z mędrca szkiełkiem i okiem, badaj uważnie każde słowo tekstu.
 Innym zaś razem popuść wodze wyobraźni i rozważaj z bystrością nieco mniej badawczą i wyostrzoną, ale za to z sercem bardziej otwartym, na wypadki dziejące się na kartach Księgi.
 Za każdym razem odnajdziesz w tych fragmentach inne wartości. 
Jeżeli przeczytasz ten i ów rozdział, dwadzieścia razy, powinieneś przynajmniej dziesięć razy czytać go inaczej i za każdym razem odkrywać w nim inne obszary.
 Nigdy jednak nie bądź pewny, że dotarłeś do właściwego jego sensu, do sedna sprawy (...)
 Biblia jest żywiołem bez granic.
 
 Nikt z badaczy, egzegetów, teologów, uczonych i pisarzy nie dotarł do jej najgłębszych źródeł. 
 Dlatego nie zrażaj się, jeśli z Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od Ciebie również nie rozumieli wszystkiego. 
 Ale bądź zawsze przygotowany na nieprzewidziane odkrycia i znaleziska, które podczas poprzednich lektur wymknęły się Twojej uwadze. 
Ten sam rozdział będziesz czytać wielokrotnie  i wpadniesz na ślad tego czego będziesz szukać, nagle za którymś razem nie tylko otrzymasz jasną odpowiedź na trapiące Cię pytania ale trafisz na dotychczas niezauważone przez Ciebie pokłady obrazów i myśli, i wtedy ujrzysz to co było całkowicie zasłonięte przed Tobą, podczas wszystkich poprzednich lektur. 
Biblia jest podobna do Boga.Nie pozwala by ją poznawano i zgłębiano do końca

Dalej autor pisze:
Wskazówki te stały się drogowskazem podczas każdorazowej lektury Księgi, chroniły mnie przed niejednym błądzeniem i zaoszczędziły mi wiele rozczarowań.

czwartek, 4 maja 2017

Chwila o patriotyzmie

Przestraszył mnie 29 kwietnia marsz ONR, manifestujący siłę wojowników, w oparciu o hasła chrześcijańskie, zobaczyłam jak wiele jest tej  młodzieży zradykalizowanej i poniekąd groźnej.  

  Ostatnio często spotykam się z poglądem, że patriotyzm to  prawicowcy lub ultraprawicowy, że Żołnierze Wyklęci, mówienie o oprawcach i kolaborantach komunistycznych, to też oszołomstwo prawicowe lub, przestańmy żyć naszą martyrologią, a radujmy się. 
 
O co chodzi w tym patriotyzmie dzisiaj?.

  Jak wychowywać młodych patriotycznie?  Że trzeba, to chyba nikt nie ma wątpliwości.
Śmiem twierdzić, że ta radykalizacja postaw, jest skutkiem braku wychowania patriotycznego.

Myślę, że my dorośli  zapomnieliśmy o pamięci historycznej i młode pokolenie się o nią upomniało. Wydawało nam się, że wystarczy zmniejszyć godziny historii i  nie mówić o okresie komunistycznym tzw. gruba kreska, aby został on zapomniany przez następne pokolenia. Jednak było to zbyt proste myślenie.

   Młodzi ludzie potrzebują przynależności do wspólnoty, jaką jest wspólna historia, kultura, język i tradycja, a inaczej tę wspólnotę nazywamy: moim krajem, moim miejscem lub ojczyzną, nieważne czy kiedyś wyjadą czy zostaną, zawsze będą mieli  miejsce, które ich ukształtowało.Wiele pozytywnych myśli w tej kwestii wniósł ostatni list Episkopatu.

Bo przecież patriotyzm to wartość ponadpartyjna i nieważne czy jestem z prawej, czy lewej, czy środkowej strony i tak sobie marzę, że może.....
  • Patriotyzm, to nie wstyd i  obciach ale szacunek do minionych pokoleń, zachowywanie pamięci historycznej  o bohaterach, klęskach  i zwycięstwach, to  smutek z tego, co  było błędem i duma z tego, co było piękne i szlachetne.
  • Patriotyzm,  to zaangażowanie, to służba dla innych, poprzez uczciwą i solidną pracę, to troska  o coś co nazywamy dobrem wspólnym, to szacunek dla poglądów  innych niż moje, to wzajemne porozumienie się ponad różnicami dla dobra większego niż doraźny interes.
  •  Patriotyzm to praca, aby przyszłe pokolenia mogły godnie żyć i pracować. 
  • Patriotyzm to troska o mój dom.

Takie myślenie chodzi mi po głowie, pisząc,  marzę, aby się udało, spotkać  razem, by porozmawiać o Polsce.

wtorek, 2 maja 2017

Kim jest Maryja?

obraz Fra Angelico 
Kim jest Maryja? Zobaczmy co na ten temat powiedział 
Jana Pawła II w encyklice Redemptoris Mater  (Matka Odkupiciela)
Jego słowa wydają mi się  bardzo piękne i głębokie:
  •   Słowo Boga żywego, które zwiastował Maryi anioł, odnosiło się da Niej samej: „Oto poczniesz i porodzisz Syna” (Łk 1, 31). Maryja, przyjmując to zwiastowanie, miała stać się „Matką Pana”.

  •    Miała w Niej dokonać się Boska tajemnica Wcielenia. „Było zaś wolą Ojca miłosierdzia, aby Wcielenie poprzedziła zgoda Tej, która była przeznaczona na matkę”33. I Maryja wyraża tę zgodę, po wysłuchaniu wszystkich słów zwiastuna. Mówi: „Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 7, 38). 
  •   Owo Maryjne fiat — „niech mi się stanie” — zadecydowało od strony ludzkiej o spełnieniu się Bożej tajemnicy. Zachodzi pełna zbieżność ze słowami Syna, który według Listu do Hebrajczyków mówi do Ojca, przychodząc na świat: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało (...) Oto idę (...) abym spełniał wolę Twoją, Boże” (10, 5. 7). 
  •    Tajemnica Wcielenia urzeczywistniła się wówczas, gdy Maryja wypowiedziała swoje fiat: „niech mi się stanie według twego słowa!”, czyniąc możliwym — na ile wedle planu Bożego od Niej to zależało — spełnienie woli Syna. 
  •    Wypowiedziała to fiat przez wiarę. Przez wiarę bezwzględnie „powierzyła siebie Bogu”, a zarazem „całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, osobie i dziełu swego Syna”34
  •    Maryja, Matka Słowa Wcielonego, zostaje wprowadzona w samo centrum owej nieprzyjaźni, owego zmagania, jakie towarzyszy dziejom ludzkości na ziemi, a zarazem dziejom zbawienia.
  •   Należąc do „ubogich i pokornych Pana”, Maryja nosi w sobie, jak nikt inny wśród ludzi, ów „majestat łaski”, jaką Ojciec „obdarzył nas w Umiłowanym”, a łaska ta stanowi o niezwykłej wielkości i pięknie całej Jej ludzkiej istoty. 
  •   Maryja pozostaje w ten sposób wobec Boga, a także wobec całej ludzkości jakby niezmiennym i nienaruszonym znakiem tego Bożego wybrania, o jakim mówi List Pawłowy: „w Chrystusie (...) wybrał nas przed założeniem świata (...) i przeznaczył dla siebie jako przybranych synów” (Ef 1, 4. S).
  •    Wybranie to jest potężniejsze od wszelkich doświadczeń zła i grzechu, od całej owej „nieprzyjaźni”, jaką naznaczone są ziemskie dzieje człowieka. Maryja pozostaje w tych dziejach znakiem niezawodnej nadziei. Jan Paweł II


słowniczek:
wcielenie - Bóg stał się człowiekiem
encyklika - dokument napisany przez papieża do wierzących i wszystkich ludzi dobrej woli.

piątek, 28 kwietnia 2017

Zaprzyjaźnić się ze Pismem Świętym

foto ; pixabay
  Moja przygoda ze Słowem Bożym, rozpoczęła się w liceum na letnich rekolekcjach oazowych, było to już dosyć dawno, kiedy każdego  dnia zostawaliśmy na pół godziny  z Biblią sam na sam. Tam też dowiedziałam się, że mogę tę Świętą Księgę potraktować osobiście  i bez niepotrzebnego dystansu, co skutkowało tym, że zaczęłam zakreślać ważne dla mnie fragmenty i robić notatki. Do dzisiaj mam mały egzemplarz pogryzmolony, brudny, z obrazkami z tamtych lat i z zasuszonymi roślinami w środku, mam tam powypisywane swoje modlitwy, prośby i błagania, przede wszystkim, jak i pragnienia, które rodziły się wtedy i w późniejszym życiu. Chociaż dzisiaj czytam już nieco większy egzemplarz, ze zrozumiałych względów, tamten przypomina mi o ważnym etapie spotykania się z Panem.

   Dalej moja przyjaźń z Biblią rozwijała się dosyć systematycznie, ponieważ na początku życia zakonnego codziennie czytałam lub rozważałam Pismo Święte, uczyłam się  modlitwy Słowem Bożym powiązanej z  życiem tzn. tego  co fragment  Pisma Świętego z danego dnia,  mówi do mnie, jakie budzi moje uczucia, do czego mnie zaprasza i wzywa....A odprawianie Ćwiczeń Ignacjańskich, pogłębiało moją więź, poprzez konfrontowanie swojego życia ze Słowem i bycie przy Słowie. 

   I tak powoli Biblia stawała się moją towarzyszką, we wszystkich momentach życia,  radosnych i smutnych:
  • Kiedy otwieram swój egzemplarz, na  stałych fragmentach, znajduje tam ślady uwielbienia i walki.
  • Kiedy nie umiem się modlić, otwieram Pismo Święte i czytam ulubione fragmenty  po kilka razy   lub   systematycznie kolejne księgi. Pan przychodzi.
  • Kiedy szukam odpowiedzi na ważne pytania i bunty, otwieram Pismo Święte - czytam i zaznaczam kolorowymi  kredkami ważne słowa. Wraca właściwa hierarchia wartości  
  • Kiedy jestem pełna radości i szczęścia - otwieram Pismo Święte i szukam  psalmów,które pomogą mi to wyrazić.
   W Słowie Bożym odnajduję kim jest Bóg,  Jezus,  kim jestem ja,  ze swoim życiem i całą jego dwuznacznością. Odnajduję też  jaka jest Jego relacja do mnie, że przy Nim zawsze mogę być sobą, pozbawiona wszelkich masek i upiększeń, nie muszę się bać, bo On jest, ze swoim Słowem. 

    Czytanie Pisma Świętego otwiera nasze serca na prawdę o sobie i prawdę o Panu, otwiera nasze serca na Jego Obecność, na Ducha Świętego. Słowo  Boże ma moc, przemieniającą i uzdrawiającą.

  Nie jestem specjalistką w dziedzinie Biblii, na studiach miałam kiepskie zajęcia z tego zagadnienia, nie znam nawet podstaw greki. Czytam Biblię z komentarzami z Biblii Jerozolimskiej, czasami uzupełniam Biblią paulistowską, bo niektóre wyrazy użyte w tej drugiej, bardziej mi odpowiadają. Ciągle zakreślam na kolorowo kredkami świecowymi i nigdy nie przeczytałam całej Biblii, chociaż miałam kilka podejść ale zabrakło mi systematyczności, mam stałe fragmenty do których wracam w określonych momentach swojego życia.
  Może to wszytko jest naiwne ale dla mnie życiodajne, uczy mnie pozostawania w relacji z Panem  Jezusem, budzi pragnienia poznawania Go coraz bardziej i bardziej.
 Dzielę się tym, bo może ktoś  sobie  zechce coś z tego wziąć  dla swojego życia, może zapragnie przeżycia przygody lub przyjaźni z Pismem Świętym. Czego wam serdecznie życzę.
   
 
 

sobota, 22 kwietnia 2017

Ewangelia J 20, (19-31)

            Niedziela Miłosierdzia Bożego
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20,19-31) 
   Poruszająca do głębi jest ta Ewangelia. Pan Jezus Zmartwychwstały staje pośród swoich uczniów i mówi, jestem, żyję, nie lękajcie się ! Uczniowie mieli szczęście bo widzieli Pana. My musimy uwierzyć świadkom.
  Pan zna nasze serca, wie, że nie jest nam  łatwo uwierzyć w Zmartwychwstanie, że wiele w nas lęku, niepewności i pytań.
  Mówi  dzisiaj, Pokój wam, ja jestem, błogosławieni  jesteście, którzy uwierzyliście,  przyjęliście prawdę o mnie, idźcie i głoście  ją w mocy Ducha Świętego.