sobota, 20 maja 2017

Ta Moc

   Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że czytania Słowa Bożego, w czasie mszy świętej, szczególnie czytanie pierwsze, przygotowuje nas do uroczystości Zesłania Ducha Świętego. Słyszę tam dynamizm i entuzjazm pierwotnego Kościoła w przepowiadaniu Pana, o tym, że  Zmartwychwstał  i Żyje, a wszystko co czynili uczniowie robili to w mocy Ducha Świętego. I właśnie ta Moc Ducha Świętego nie daje mi spokoju.
  Skąd się bierze ten entuzjazm, radość, siła przepowiadania  wynikająca z pewności, że Pan jest tu i teraz i działa.Skąd się biorą  charyzmaty takie jak: dar języków, proroctwa, poznania, uzdrawiania itd ?

  Dla kogo są one przeznaczone? Czy zwykły człowiek, który się modli, może  zostać obdarowany charyzmatami, czy są one przeznaczone tylko dla świętych, a ta cała dzisiejsza odnowa charyzmatyczna  to jakiś wymysł postępowców - heretyków?

  Czy w ogóle  myśleliście kiedyś o  Duchem Świętym?  Bo ja stosunkowo niedawano zaczęłam poświęcać Mu więcej uwagi. Dlaczego? O tym na końcu, bo teraz chciałabym się podzielić kilkoma moimi przemyśleniami i spostrzeżeniami, otóż:

  1.  Duch Święty  ujawnia swą moc i obdarowuje charyzmatami wtedy, kiedy chce, jak chce i komu chce.
  2. Pan  nie ma względu na świętość osób tzn charyzmaty mogą być udzielone ludziom słabym, z mnóstwem wad i grzechami - taka jest logika Ducha Świętego. 
  3. Łaska Mocy  Duch Święty jest nam dany dla innych, nie otrzymujemy charyzmatów dla siebie ale dla głoszenia Imienia Jezus i Jego chwały, która jest  Miłością i Pokojem i Przebaczeniem. Charyzmaty w Służbie. 
 Myślę, a nawet jestem przekonana, że otrzymany Dar wymaga od nas odpowiedzi, poprzez:

  •  Poddanie się Duchowi Świętemu- oddanie się do Jego dyspozycji, pozostawianie coraz bardziej siebie swoich planów i wizji, swojego egoizmu. Co jest procesem, bardzo wymagającym. 
  •  Pokorę - czyli prawdę o swoim życiu, o tym kim jestem, grzesznym człowiekiem w drodze ku  Panu.
  •  Stałości w modlitwie osobistej, w takim miejscu i w taki sposób jak ktoś może i umie i jak mu  łatwiej odnajduje się Pana.
I ostatnia rzecz,  jeśli nigdy nie doświadczyliśmy charyzmatów lub nie otrzymaliśmy tych, o które prosiliśmy to warto pamiętać zawsze, że w życiu z Duchem Świętym  chodzi o Niego Samego, a nie o Jego dary i charyzmaty.

  Dlaczego poruszam ten temat? Ponieważ Duch Święty jest  niezwykle fascynujący, zaskakujący, przekraczający wszelkie nasze wyobrażenia, łamiący bariery i niewiarę, z hojnością obdarowujący tych, którzy szukają i pragną Go całym sercem.
  I na koniec, moje spotkanie z Duchem Świętym. Otrzymałam w życiu zakonnym, bardzo uporządkowaną formację ignacjańską, która nauczyła mnie z podejrzliwością patrzeć na emocje i dzięki tej samej duchowości w czasie odprawiania Wielkich Rekolekcji zaczęły się z mojego serca wydobywać dźwięki, zaczęłam śpiewać przez sen, nieznaną mi melodię. Później przez jakiś czas modliłam się w taki sposób. Kiedy wróciłam do domu zapragnęłam podtrzymać ten żar i tak rozpoczęła się moja przygoda z Duchem Świętym. Wiele zyskałam i zyskuję, jednej rzeczy się nauczyłam na pewno,  że DAWCA jest najważniejszy niż dar.        


środa, 17 maja 2017

Być w relacji

  Beze mnie nic uczynić nie możecie J 15, 5. Dzisiaj to słowo mi towarzyszyło w zmaganiach z nastolatkami. Kto ma dwadzieścia dwie gimnazjalistki na raz, w domu plus siedem licealistek, niech  da znać, bo jakiejś rady potrzebuję.
 Koniec roku się zbliża, wystawianie ocen w szkole, na dworze ciepło i jak tu się uczyć...
Gimnazjalista to tykająca bomba zegarowa.
 W tej  rzeczywistości szukam Boga usilnie i przyznam szczerze idzie mi to kiepsko...
Jak mnie umiłował ojciec tak ja was umiłowałem, trwajcie w mojej miłości J 15,9. Kołacze mi się po głowie na koniec dania. Trwajcie, bądźcie przy mojej miłości, przy mnie. Po prostu być  w tym co jest, tu i teraz, z tym kim się jest. Tylko potrzeba mi pokładów cierpliwości ....
  Sławię Cię Panie pośród ludów, będę Ci grał wśród narodów. Bo łaska Twoja sięga aż do nieba, a Twoja wierność sięga obłoków. Wznieś się Boże ponad niebiosa, nad całą ziemią Twoja chwała.
Ps 57,10-12 

niedziela, 14 maja 2017

Piekielne rozmyślania


 Co myślę o piekle? Że istnieje. Ale  kto będzie w piekle?  No właśnie i tu zaczyna się problem.  Bo jeśli Pan Bóg jest Miłosierny, a miłosierdzie to coś więcej niż miłość, to na pewno  wszystkich  zbawi.

  Czy Bóg może chcieć potępić kogokolwiek?  Nie. I o tym zapewnia nas Słowo Boże.
Jeśli o Bogu nie możemy  nic do końca powiedzieć,  bo jest tak bardzo Inny i większy od naszego pojmowania i myślenia , to co możemy powiedzieć o  tym kto będzie w piekle?
  A może piekło będzie puste?  Być może ale nie jestem do końca  przekonana.
 Bo co  z tymi, którzy wyrzekli się Boga, nie chcą go znać lub świadomie i dobrowolnie odwrócili się od relacji z Nim?  Czy Pan ich zbawi wbrew ich wolnemu wyborowi?  Jeśli jest samym Miłosierdziem, kto wie….

 Biorąc jednak pod uwagę,  że Bóg szanuje naszą wolność i pragnie abyśmy Go szukali i kochali, jako ludzie wolni, a nie jako wylęknieni  niewolnicy. Hm… nie wiem.
Zapyta ktoś dlaczego prowadzę takie rozważania, czy nie lepiej pisać o Dobroci i Miłości Boga?

  Może lepiej ale o tych dwóch przymiotach dosyć dużo się pisze, a mnie zaintrygowało piekło właśnie w kontekście Dobroci, Miłości i Miłosierdzia, jak również  w związku z przypomnieniem objawień w Fatimie na temat piekła i walki ze złem.
  Kontynuując wątek potępienia, mam nadzieję, że nie zostanę za to spalona na stosie, myślę,  że człowiek potępia  sam siebie tzn. sam siebie skazuje na piekło, bo jak ktoś powiedział, ludzkość sama siebie potępi, przez  odwrócenie się od Boga, poprzez zatratę w złu, odwrócenie się od relacji z Najwyższym, lekceważąc świadomie Jego Miłość. Dlatego wolimy myśleć, że piekła nie ma, bo nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje życie.

  I jeszcze jedna myśl mi się kołacze, że chrześcijanie zapraszani są ciągle do pytania się w Kogo i w co wierzą, na ile nasz sposób myślenia o Bogu zmienia się wraz z nasza dojrzałością?
Czy naprawdę wierzymy w Jezusa Syna Bożego, czy uprawiamy bezpieczną, bezrefleksyjną wiarę, w bliżej nieokreślonego Boga? Nasze zdziwienie może być wielkie ….

   Czasami się zastanawiam, jak to będzie kiedy staniemy  po śmierci przed Bogiem twarzą w twarz, zobaczymy jak bardzo On jest Święty,  jak  jest  Nieogarnioną   Miłością i Pięknem, tak bardzo różnym od naszego myślenia i pojmowania, wszystkie nasze dobre uczynki i postępowanie będą przed Nim niczym, tym  co będzie miało znaczenie to  bedzie szczerość naszego serca,  jak kochaliśmy. 

Dlatego Świeci, którzy byli najbliżej Boga mieli tak wielkie poczucie grzeszności, bo  rozumieli   czym jest Jego Święty Majestat. Nie chodzi tutaj o jakiś chory lęk ale o wyczucie Tajemnicy i Inność Boga. Bliski i daleki.  Czy wystarczy nam wiary i miłości aby spojrzeć Bogu w twarz? Dlatego wszyscy potrzebujemy Jego Miłosierdzia.




wtorek, 9 maja 2017

Powołanie?

     Co to jest powołanie? Zadaję sobie to pytanie w tym tygodniu. Oto próba odpowiedzi.
  •  Mamy  różne powołania, do małżeństwa, do bycia lekarzem, nauczycielem, pielęgniarką itd... bo przecież możemy zobaczyć, że takie pragnienia w nas się rodzą. 
  • I jest  jeszcze to wyjątkowe wezwanie: zaproszenie Pana Jezusa do jedynej, wyłącznej relacji z sobą, której podporządkowujemy całe swoje życie, poprzez śluby: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa lub sakrament święceń, a niektórzy mężczyźni poprzez jedno i drugie.
  • Pan Jezus wzywa nas w wolności, pragnie abyśmy rozpoznali to zaproszenie i odpowiedzieli na nie, jako ludzie wolni oraz abyśmy realizowali  je  ciągle na nowo z nowym entuzjazmem i zapałem, ze świeżymi pragnieniami, tacy jacy jesteśmy.
  •  Powołanie to realizowanie swojego  życia w prawdzie, byciu sobą, z odwagą i hojnością serca.
  • Powołanie nie jest ucieczką od życia, nie jest poszukiwaniem wygody, ucieczką od ryzyka. 
  • Powołanie to  powierzanie siebie codziennie na nowo tej Jedynej Miłości, w zaufaniu i pokorze, aby kochać bardziej i pełniej Boga samego i  tych do których jesteśmy posłani.  

poniedziałek, 8 maja 2017

Żydowskie spojrzenie na Biblię

 Ostatnio wróciłam do starej książeczki Romana Brandstaettera ,,Krąg Biblijny".To co mnie stale tu zachwyca  to żydowskie  spojrzenie na Biblię, znalazłam tam wiele miłości, szacunku  dla tajemnicy Boga i dla Świętej Księgi. 
Poniżej pozwalam sobie przytoczyć opowieść dziadka autora na temat: Sztuki  czytania Biblii 
Symeon ben Jochaj zwykł mawiać, że każde słowo Pisma kryje tajemnicę- mówił dziadek-a ponieważ do tajemnicy wiedzie zazwyczaj wiele dróg, staraj się Biblię czytać na różne sposoby. 
Niekiedy czytaj z mędrca szkiełkiem i okiem, badaj uważnie każde słowo tekstu.
 Innym zaś razem popuść wodze wyobraźni i rozważaj z bystrością nieco mniej badawczą i wyostrzoną, ale za to z sercem bardziej otwartym, na wypadki dziejące się na kartach Księgi.
 Za każdym razem odnajdziesz w tych fragmentach inne wartości. 
Jeżeli przeczytasz ten i ów rozdział, dwadzieścia razy, powinieneś przynajmniej dziesięć razy czytać go inaczej i za każdym razem odkrywać w nim inne obszary.
 Nigdy jednak nie bądź pewny, że dotarłeś do właściwego jego sensu, do sedna sprawy (...)
 Biblia jest żywiołem bez granic.
 
 Nikt z badaczy, egzegetów, teologów, uczonych i pisarzy nie dotarł do jej najgłębszych źródeł. 
 Dlatego nie zrażaj się, jeśli z Biblii czegoś nie zrozumiesz. Mądrzejsi od Ciebie również nie rozumieli wszystkiego. 
 Ale bądź zawsze przygotowany na nieprzewidziane odkrycia i znaleziska, które podczas poprzednich lektur wymknęły się Twojej uwadze. 
Ten sam rozdział będziesz czytać wielokrotnie  i wpadniesz na ślad tego czego będziesz szukać, nagle za którymś razem nie tylko otrzymasz jasną odpowiedź na trapiące Cię pytania ale trafisz na dotychczas niezauważone przez Ciebie pokłady obrazów i myśli, i wtedy ujrzysz to co było całkowicie zasłonięte przed Tobą, podczas wszystkich poprzednich lektur. 
Biblia jest podobna do Boga.Nie pozwala by ją poznawano i zgłębiano do końca

Dalej autor pisze:
Wskazówki te stały się drogowskazem podczas każdorazowej lektury Księgi, chroniły mnie przed niejednym błądzeniem i zaoszczędziły mi wiele rozczarowań.

czwartek, 4 maja 2017

Chwila o patriotyzmie

Przestraszył mnie 29 kwietnia marsz ONR, manifestujący siłę wojowników, w oparciu o hasła chrześcijańskie, zobaczyłam jak wiele jest tej  młodzieży zradykalizowanej i poniekąd groźnej.  

  Ostatnio często spotykam się z poglądem, że patriotyzm to  prawicowcy lub ultraprawicowy, że Żołnierze Wyklęci, mówienie o oprawcach i kolaborantach komunistycznych, to też oszołomstwo prawicowe lub, przestańmy żyć naszą martyrologią, a radujmy się. 
 
O co chodzi w tym patriotyzmie dzisiaj?.

  Jak wychowywać młodych patriotycznie?  Że trzeba, to chyba nikt nie ma wątpliwości.
Śmiem twierdzić, że ta radykalizacja postaw, jest skutkiem braku wychowania patriotycznego.

Myślę, że my dorośli  zapomnieliśmy o pamięci historycznej i młode pokolenie się o nią upomniało. Wydawało nam się, że wystarczy zmniejszyć godziny historii i  nie mówić o okresie komunistycznym tzw. gruba kreska, aby został on zapomniany przez następne pokolenia. Jednak było to zbyt proste myślenie.

   Młodzi ludzie potrzebują przynależności do wspólnoty, jaką jest wspólna historia, kultura, język i tradycja, a inaczej tę wspólnotę nazywamy: moim krajem, moim miejscem lub ojczyzną, nieważne czy kiedyś wyjadą czy zostaną, zawsze będą mieli  miejsce, które ich ukształtowało.Wiele pozytywnych myśli w tej kwestii wniósł ostatni list Episkopatu.

Bo przecież patriotyzm to wartość ponadpartyjna i nieważne czy jestem z prawej, czy lewej, czy środkowej strony i tak sobie marzę, że może.....
  • Patriotyzm, to nie wstyd i  obciach ale szacunek do minionych pokoleń, zachowywanie pamięci historycznej  o bohaterach, klęskach  i zwycięstwach, to  smutek z tego, co  było błędem i duma z tego, co było piękne i szlachetne.
  • Patriotyzm,  to zaangażowanie, to służba dla innych, poprzez uczciwą i solidną pracę, to troska  o coś co nazywamy dobrem wspólnym, to szacunek dla poglądów  innych niż moje, to wzajemne porozumienie się ponad różnicami dla dobra większego niż doraźny interes.
  •  Patriotyzm to praca, aby przyszłe pokolenia mogły godnie żyć i pracować. 
  • Patriotyzm to troska o mój dom.

Takie myślenie chodzi mi po głowie, pisząc,  marzę, aby się udało, spotkać  razem, by porozmawiać o Polsce.

wtorek, 2 maja 2017

Kim jest Maryja?

obraz Fra Angelico 
Kim jest Maryja? Zobaczmy co na ten temat powiedział 
Jana Pawła II w encyklice Redemptoris Mater  (Matka Odkupiciela)
Jego słowa wydają mi się  bardzo piękne i głębokie:
  •   Słowo Boga żywego, które zwiastował Maryi anioł, odnosiło się da Niej samej: „Oto poczniesz i porodzisz Syna” (Łk 1, 31). Maryja, przyjmując to zwiastowanie, miała stać się „Matką Pana”.

  •    Miała w Niej dokonać się Boska tajemnica Wcielenia. „Było zaś wolą Ojca miłosierdzia, aby Wcielenie poprzedziła zgoda Tej, która była przeznaczona na matkę”33. I Maryja wyraża tę zgodę, po wysłuchaniu wszystkich słów zwiastuna. Mówi: „Oto Ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa!” (Łk 7, 38). 
  •   Owo Maryjne fiat — „niech mi się stanie” — zadecydowało od strony ludzkiej o spełnieniu się Bożej tajemnicy. Zachodzi pełna zbieżność ze słowami Syna, który według Listu do Hebrajczyków mówi do Ojca, przychodząc na świat: „Ofiary ani daru nie chciałeś, aleś Mi utworzył ciało (...) Oto idę (...) abym spełniał wolę Twoją, Boże” (10, 5. 7). 
  •    Tajemnica Wcielenia urzeczywistniła się wówczas, gdy Maryja wypowiedziała swoje fiat: „niech mi się stanie według twego słowa!”, czyniąc możliwym — na ile wedle planu Bożego od Niej to zależało — spełnienie woli Syna. 
  •    Wypowiedziała to fiat przez wiarę. Przez wiarę bezwzględnie „powierzyła siebie Bogu”, a zarazem „całkowicie poświęciła samą siebie, jako służebnicę Pańską, osobie i dziełu swego Syna”34
  •    Maryja, Matka Słowa Wcielonego, zostaje wprowadzona w samo centrum owej nieprzyjaźni, owego zmagania, jakie towarzyszy dziejom ludzkości na ziemi, a zarazem dziejom zbawienia.
  •   Należąc do „ubogich i pokornych Pana”, Maryja nosi w sobie, jak nikt inny wśród ludzi, ów „majestat łaski”, jaką Ojciec „obdarzył nas w Umiłowanym”, a łaska ta stanowi o niezwykłej wielkości i pięknie całej Jej ludzkiej istoty. 
  •   Maryja pozostaje w ten sposób wobec Boga, a także wobec całej ludzkości jakby niezmiennym i nienaruszonym znakiem tego Bożego wybrania, o jakim mówi List Pawłowy: „w Chrystusie (...) wybrał nas przed założeniem świata (...) i przeznaczył dla siebie jako przybranych synów” (Ef 1, 4. S).
  •    Wybranie to jest potężniejsze od wszelkich doświadczeń zła i grzechu, od całej owej „nieprzyjaźni”, jaką naznaczone są ziemskie dzieje człowieka. Maryja pozostaje w tych dziejach znakiem niezawodnej nadziei. Jan Paweł II


słowniczek:
wcielenie - Bóg stał się człowiekiem
encyklika - dokument napisany przez papieża do wierzących i wszystkich ludzi dobrej woli.

piątek, 28 kwietnia 2017

Zaprzyjaźnić się ze Pismem Świętym

foto ; pixabay
  Moja przygoda ze Słowem Bożym, rozpoczęła się w liceum na letnich rekolekcjach oazowych, było to już dosyć dawno, kiedy każdego  dnia zostawaliśmy na pół godziny  z Biblią sam na sam. Tam też dowiedziałam się, że mogę tę Świętą Księgę potraktować osobiście  i bez niepotrzebnego dystansu, co skutkowało tym, że zaczęłam zakreślać ważne dla mnie fragmenty i robić notatki. Do dzisiaj mam mały egzemplarz pogryzmolony, brudny, z obrazkami z tamtych lat i z zasuszonymi roślinami w środku, mam tam powypisywane swoje modlitwy, prośby i błagania, przede wszystkim, jak i pragnienia, które rodziły się wtedy i w późniejszym życiu. Chociaż dzisiaj czytam już nieco większy egzemplarz, ze zrozumiałych względów, tamten przypomina mi o ważnym etapie spotykania się z Panem.

   Dalej moja przyjaźń z Biblią rozwijała się dosyć systematycznie, ponieważ na początku życia zakonnego codziennie czytałam lub rozważałam Pismo Święte, uczyłam się  modlitwy Słowem Bożym powiązanej z  życiem tzn. tego  co fragment  Pisma Świętego z danego dnia,  mówi do mnie, jakie budzi moje uczucia, do czego mnie zaprasza i wzywa....A odprawianie Ćwiczeń Ignacjańskich, pogłębiało moją więź, poprzez konfrontowanie swojego życia ze Słowem i bycie przy Słowie. 

   I tak powoli Biblia stawała się moją towarzyszką, we wszystkich momentach życia,  radosnych i smutnych:
  • Kiedy otwieram swój egzemplarz, na  stałych fragmentach, znajduje tam ślady uwielbienia i walki.
  • Kiedy nie umiem się modlić, otwieram Pismo Święte i czytam ulubione fragmenty  po kilka razy   lub   systematycznie kolejne księgi. Pan przychodzi.
  • Kiedy szukam odpowiedzi na ważne pytania i bunty, otwieram Pismo Święte - czytam i zaznaczam kolorowymi  kredkami ważne słowa. Wraca właściwa hierarchia wartości  
  • Kiedy jestem pełna radości i szczęścia - otwieram Pismo Święte i szukam  psalmów,które pomogą mi to wyrazić.
   W Słowie Bożym odnajduję kim jest Bóg,  Jezus,  kim jestem ja,  ze swoim życiem i całą jego dwuznacznością. Odnajduję też  jaka jest Jego relacja do mnie, że przy Nim zawsze mogę być sobą, pozbawiona wszelkich masek i upiększeń, nie muszę się bać, bo On jest, ze swoim Słowem. 

    Czytanie Pisma Świętego otwiera nasze serca na prawdę o sobie i prawdę o Panu, otwiera nasze serca na Jego Obecność, na Ducha Świętego. Słowo  Boże ma moc, przemieniającą i uzdrawiającą.

  Nie jestem specjalistką w dziedzinie Biblii, na studiach miałam kiepskie zajęcia z tego zagadnienia, nie znam nawet podstaw greki. Czytam Biblię z komentarzami z Biblii Jerozolimskiej, czasami uzupełniam Biblią paulistowską, bo niektóre wyrazy użyte w tej drugiej, bardziej mi odpowiadają. Ciągle zakreślam na kolorowo kredkami świecowymi i nigdy nie przeczytałam całej Biblii, chociaż miałam kilka podejść ale zabrakło mi systematyczności, mam stałe fragmenty do których wracam w określonych momentach swojego życia.
  Może to wszytko jest naiwne ale dla mnie życiodajne, uczy mnie pozostawania w relacji z Panem  Jezusem, budzi pragnienia poznawania Go coraz bardziej i bardziej.
 Dzielę się tym, bo może ktoś  sobie  zechce coś z tego wziąć  dla swojego życia, może zapragnie przeżycia przygody lub przyjaźni z Pismem Świętym. Czego wam serdecznie życzę.
   
 
 

sobota, 22 kwietnia 2017

Ewangelia J 20, (19-31)

            Niedziela Miłosierdzia Bożego
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego. (J 20,19-31) 
   Poruszająca do głębi jest ta Ewangelia. Pan Jezus Zmartwychwstały staje pośród swoich uczniów i mówi, jestem, żyję, nie lękajcie się ! Uczniowie mieli szczęście bo widzieli Pana. My musimy uwierzyć świadkom.
  Pan zna nasze serca, wie, że nie jest nam  łatwo uwierzyć w Zmartwychwstanie, że wiele w nas lęku, niepewności i pytań.
  Mówi  dzisiaj, Pokój wam, ja jestem, błogosławieni  jesteście, którzy uwierzyliście,  przyjęliście prawdę o mnie, idźcie i głoście  ją w mocy Ducha Świętego.

Wierność, wartość zdewaluowana?

   Obserwując rzeczywistość coraz częściej myślę o mentalności, która nazywa się tymczasowość,
brak stałość lub chwilowość.
 Przejawem tego może być coraz bardziej popularne życie w wolnych związkach lub częstotliwość rozwodów, odejść z kapłaństwa i życia zakonnego. Wszystko jest na chwilę na próbę, zobaczy się....

   W tym kontekście chciałabym na  chwilę zatrzymać się nad wiernością. Czym jest wierność? Czy to tylko słowo, które się zdewaluowało, czy wartość, która wymaga przyjęcia, uwewnętrznienia i uczynienia jej czymś istotnym w swoim życiu? Czy w ogóle warto zajmować się tematem wierności?
   Rozumiem, że w życiu czasami stajemy przed dramatycznymi wyborami, jednak pytaniem pozostaje, czy dramaty są tak częste, czy nasze podejście do życia jest zbyt proste, nastawione na zaspokajanie własnego ja, niż szukanie dobra większego, niż moja przyjemność i dobre samopoczucie?

   Myślę, że obok wierności musielibyśmy przyjrzeć się jeszcze takim  postawom: jak poświęcenie i dawanie, bo one wiążą się nierozerwalnie z wiernością. Nasza współczesność ,,produkuje'' osobników typu: Misie tzn mi się należy, najlepiej wszystko i natychmiast, i nie oczekuj ode mnie zbyt wiele, bo to jest zagrożeniem dla mojej wolności i samorealizacji, do której mam prawo, nie chciałabym powiedzieć, że samorealizacja jest zła ale zawsze wydawało mi się, że nie może się ona odbywać  kosztem innych ludzi, że moje dobro, powinno liczyć się z dobrem innych. Rezygnacja z własnego ja, w jakiś podstawowy sposób, jest konieczna, do zachowania wierności, ponieważ na smak życia składa mozaika trudu i cierpienia, radości i spełnienia, że poszukiwanie w życiu tylko osobistego poczucia szczęścia bez planowania życia dla innych i z innymi ludźmi, (w najgłębszym tego słowa znaczeniu) prowadzi do rozczarowania i przepaści.
  Pisząc o wierności myślę o:
  • Wierności samemu sobie, wartościom, które uznałam za ważne dla mojego życia np. uczciwość, prawość, pracowitość i świadoma praca nad realizacją ich w życiu.
  • Wierność ideałom np. Bóg, Ojczyzna itd, które będziemy zagospodarowywać, zgodnie z naszymi projektami życiowymi.
  • Wierność mistrzom, tym którzy, którzy znacząco wpłynęli na nasze dorosłe życie, kształtowali nas w sensie ludzkim i zawodowym.
  • Wierność wyborom dotyczącym stanu życia.
 Mogłabym jeszcze kilka innych wierności wymieniać ale te jakoś wydają mi się najistotniejsze. Wierność nie jest łatwa i nie bierze się z samego chcenia, które jest pierwszym i koniecznym korkiem do jej zachowania ale jest sumą naszych wyborów życiowych, których dokonywaliśmy w życiu wcześniejszym, jest pracą nad sobą, a często rezygnacją z samego siebie, aby zachować wierność czasami trzeba coś przetrzymać, wybaczyć, czasami przecierpieć, czasami oddać życie.
 W moim odczuciu wierność jest więcej warta niż samorealizacja, chwilowa przyjemność i poczucie spełnienia, wierność jest zachowaniem godności osobistej, szacunku wobec siebie i drugiego człowieka, jest darem i dowodem miłości.
 Myślę, że wielu z nas którzy dokonaliśmy wiążących wyborów w swoim życiu, stanęło kiedyś przed chęcią ucieczki lub zdrady, przed odmówieniem wierności wyborowi.
 Jestem przekonana, że brak wierności  nigdy nie pozostawia człowieka   takimi samym, zawsze jest   zmaganiem  się z jakąś raną.














wtorek, 18 kwietnia 2017

Chrześcijaństwo jest piękne

Foto: Pixabay
  Kiedy uczestniczyłam z Liturgii Wigilii Paschalnej, towarzyszyła mi myśl natrętna: Chrześcijaństwo jest piękne. Kiedy odczuwałam prawdziwą radość, że cztery osoby dorosłe przyjęły chrzest, życie w Bogu, myślałam: chrześcijaństwo jest piękne. Sama jestem zdumiona tym ,,odkryciem'' a jednak...
Dlaczego tak uważam? Oto trzy powody :
  Jezus - Syn Boży stał się człowiekiem, aby nas przekonać o swojej  Miłości, upodobnił się do nas we wszystkim, oprócz grzechu, mało tego, przyjął na siebie nasze zło, umierając najbardziej hańbiąca śmiercią, jaką sobie można było wyobrazić w tamtym czasie.
 Najpiękniejszy z synów ludzkich, przyjął postać sługi sponiewieranego, odrzuconego, poniżonego do granic możliwości albo i poza możliwością. Ten który mógł wszystko...Po trzech dniach zmartwychwstaje i jeszcze raz mówi, kocham Cię, czy chcesz żyć? Jezus, Bóg bliski i daleki, szalony z miłości do człowieka, czeka i tęskni za nim, nigdy nie rezygnuje, zaprasza, niepokoi, irytuje... Na dźwięk Jego imienia zgina się wszelkie kolano i drżą złe moce. Nigdy nie mówi:  musisz, powinieneś, tak wypada ale pyta: Czy rozpoznajesz moją Miłość?  Czy nie jest to piękne i zachwycające?

  Pismo Święte - Żywe Słowo Boga - Bóg działający w historii i w moim życiu, tu i teraz, stopniowo odsłaniający, kim jest i jaki jest, przekonywujący nas w swoim Słowie, że żyje, działa, jest. Bóg, który się nie męczy i nie nuży człowiekiem ale jest konsekwentny w swojej opowieści, ukazującej Miłość: karci, wzywa do nawrócenia, okazuje troskę o nasze życie wieczne i pomyśleć, że to ten sam, który rodzi się w stajni, żyje jak normalny człowiek, który powołuje uczniów. To Bóg, który czyni cuda i prowadzi nas w Słowie, umacnia, krzepi i ożywia naszą wiarę i nasze życie. W psalmie czytamy: Twoje Słowo jest lampą dla moich stóp i światłem na mojej ścieżce. Twoje Żywe Słowo...

  Kościół -jeden, święty, tak, bo Kościół to wspólnota, liturgia, znaki, to miejsce spotkania z Kimś Najważniejszym, nie samemu ale z innymi, którzy wierzą w tego samego Boga co ja, którzy ze mną oczekują na przyjście Pana w chwale, którzy poszukują i zmagają się ze swoim grzechem. To rzesze świętych, którzy wstawiają się za mnie u Pana, kiedy mi brakuje wiary i sił. Wszyscy razem tworzymy ten Boży Dom i chociaż czasem widzę w nim więcej tego co ludzkie, słabe i grzeszne niż świętości, to jednak jest  to Mój Dom, bo otrzymałam tu życie w Bogu - Chrzest.

Kiedy szłam w procesji rezurekcyjnej, a ludzie dzwonili, dzwonkami przyniesionymi z domu, śpiewali, byli pełni radości i w podniosłym nastroju, że wydarzyło się coś ważnego. Myślałam: chrześcijaństwo jest piękne. I może trzeba czasem spędzić cztery godziny w Kościele, aby doświadczyć tej prawdy.

sobota, 15 kwietnia 2017

Zmartwychwstanie

zdjęcie:Pixabay
    Jezus oświadczył jej: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, będzie żył. Każdy kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. J11,25-26

   Wszystkim, którzy tu zaglądają, błogosławionych Świąt życzę. Radości, że Pan żyje i działa, tu i teraz, że dzięki Niemu wszystko staje się nowe i każdy z nas ma miejsce przy Jego Miłości.
 Alleluja!

niedziela, 9 kwietnia 2017

Wielki Tydzień

  •   Panie Ty widzisz, krzyża się nie lękam, śpiewamy w starej pieśni wielkopostnej. Akurat. Myślę z przekąsem. Przeraża mnie krzyż, przeraża mnie cierpienie.  
  •     Co to za Miłość i jaka to Miłość, że cierpienie przyjmuje na siebie, że właśnie w taki sposób chce nam pokazać jak bardzo jest  blisko nas.
  •    Krzyżu  Chrystusa bądźże pochwalony, na wieczne czasy bądźże pozdrowiony, z Ciebie moc płynie i męstwo w Tobie jest nasze zwycięstwo.
  •   Chcę pozostać w zadumie nad tą Tajemnicą. Chcę być obecna w tych tajemnicach, chociaż pojąć ich nie mogę. Życzę tym, którzy mnie tutaj odwiedzają dobrego Wielkiego Tygodnia.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Dobre słowo

  Moja klasa, której jestem wychowawczynią, nieustannie mnie zaskakuje, nie wynikami w nauce, bonie są to wybitne orły, o wielkich ambicjach i zresztą nie oto chodzi.

  To co mnie u nich najbardziej fascynuje to szybkość  zmian jaką u nich obserwuję, począwszy od wyglądu zewnętrznego, a skończywszy na zmianach rozwojowych związanych z dorastaniem.
  I nie jest tajemnicą, że w pierwszej klasie przeżywaliśmy  chaos całkowity, związany z nowym środowiskiem, zachwytem mediami społecznościowymi, a konkretnie obecnością na Facebooku i  nieumiejętnością radzenia sobie z  rozdźwiękiem: już nie dzieci, a jeszcze nie młodzież.

   Różne eksperymenty przydarzały się moim uczniom, nie wspomnę, już o tym, że  do pokoju nauczycielskiego nie chciałam wchodzić, bo  nieustannie wysłuchiwałam  skarg, co kto powiedział, jak się zachował i nie nauczył....
  To co w gimnazjaliście najbardziej kocham, to jego podatność na zmianę i twórczość.  Ponieważ po półtorej roku pracy wychowawczej, doświadczam coraz większej radości  pracując z nimi, bo widzę jak się rozwijają  i dojrzewają.

 Bardzo długo zastanawiałam się, jak  dotrzeć do tych dorastających stworzeń, pełnych niepewności, niepokoju i zmiennych uczuć, od miłości do nienawiści, w ciągu jednej godziny.
  Z pomocą przyszło mi moje doświadczenie, chociaż wiedziałam, że ta klasa jest inna niż wszystkie, których dotychczas byłam wychowawczynią. Pytałam się każdego dnia, jaki sposób jest na nich...
Bo sama miłość, to jednak za mało.
   Oczywiście wsparli mnie tutaj niektórzy  rodzice, którzy podejmują wysiłek  pracy ze swoimi dziećmi w domu, wręcz walczą o nich i to przynosi efekty... Tutaj potwierdza się koncepcja, że  jeśli rodzice nie współpracują ze szkołą, jesteśmy skazani na porażkę, bo dziecko i dorastający człowiek, nie może słyszeć czegoś innego w domu i w szkole. 
Ale wracając do klasy.. 
   To co było najtrudniejsze na początku pracy to udźwignięcie negatywnego klimatu wobec siebie  w klasie, wynikającego z agresywnych  zachowań w mediach społecznościowych, które  powodowały, że wrogość  była przenoszona do świata realnego.
   Uchwycenie i zdiagnozowanie problemu, zajęło mi trochę czasu. Jako, że człowiek uczy się całe życie, w tym przypadku była to dla mnie lekcja: Wpływu internetu, na funkcjonowanie grupy małoletnich.

 Klucz leżał w odpowiedzi na pytanie: Jak zbudować pozytywne relacje w klasie wrogo do sobie nastawionej?
   Początkiem odbicia się  do dobrych relacji  była lekcja kiedy zaczęliśmy obdarzać się dobrym słowem. Dobre słowo, stało się dla nas tlenem, dawało  wiele radości, każdy o każdym miał napisać coś pozytywnego....
Na lekcję zaprosiłam panią psycholog. Niezapomniany pozostanie  klimat radości i zdziwienia, że możemy tyle dobra o sobie powiedzieć, dalszym krokiem był wyjazd na wycieczkę klasową, gdzie wspólne spędzanie czasu rozmowy w ,,realu'', zabawy,  pozwoliły nawiązać pozytywne relacje...

Ciągle jesteśmy w drodze, zmagamy się z wykluczaniem osób z klasy, z aspołecznością, internet , komórki, gry internetowe nie są naszymi sprzymierzeńcami.

Potęgą jest dobre słowo, możecie, stać was, jestem z was bardzo dumna,wierzę w was....Wyzwala duże pokłady dobra  i chęć podejmowania wysiłku.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Pamięć

    Jeśli istnieje pokolenie JP2 - zaliczam się do niego. Ponieważ Jan Paweł II wywarł tak wielki wpływ na moje życie, że do dzisiaj nie jestem wstanie nic sensownego napisać, bo wszystko wydaje mi się niewystarczające.
  Rosłam razem z jego pontyfikatem, czytałam jego encykliki, nie zapomnę jak usiłowałam się przedrzeć na studiach przez encyklikę Veritatis Splendor, sto razy powtarzając: co to jest ta opcja fundamentalna...Udało się.

 Potem czytałam z uczennicami encykliki społeczne i  Evangelium vitae.

  Kochałam Jego bezpośredni, jedyny i niepowtarzalny kontakt z ludźmi. Miałam trudność kiedy był już stary i niedołężny, nie mógł mówić, nie mogłam tego zaakceptować.

  Przeżywałam wielkie oburzenie kiedy zobaczyłam, że nie wszyscy go kochają.
Kiedy umierał czułam, że tracę kogoś ważnego, że umiera ktoś mi bardzo bliski...

 Do dzisiaj odkrywam jego wpływ na moje życie. Chociaż nigdy nie widziałam Go blisko, nigdy nie byłam na audiencji. Do Rzymu pojechałam po raz pierwszy rok po Jego śmierci. Mój żal był ogromny, że nie było mnie tam wcześniej.
  Jest moim świętym.

czwartek, 23 marca 2017

Prywatna wiara

     Usłyszałam, a może przeczytałam ostatnio zdanie, że w Polsce łatwiej jest przyznać się do tego, że się jest niewierzącym, niż do faktu, że wiara jest dla kogoś ważna. Ludzie wierzący uchodzą w pewnych środowiskach za ciemniaków nieoświeconych, nietolerancyjnych i nieznających się na życiu i na pewno chcą narzucić wszystkim innym swoją wiarę. Z dużym zaciekawieniem i jako pewną sensację czytam świadectwa nawrócenia, znanych ludzi, ze świata artystycznego i medialnego, szczególnie.

czwartek, 16 marca 2017

Doświadczyć Obecnosci Boga

    Ostatnio chodzę  z fragmentem Ewangelii, który mówi, jak Pan Jezus ukazał swoją chwałę uczniom. Twarz jego zajaśniała jak słońce, a odzienie zaś stało się białe jak światło (....) z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Mt (17,1-9). Uczniowie zobaczyli Jezusa jako Boga, doświadczyli Jego Piękna
  Idąc tym tropem ośmielam się twierdzić, że święta Matka Teresa z Kalkuty musiała mieć podobne doświadczenie Pana, które dawało jej siłę i moc do podejmowania dzieł wbrew logice świata. Zbierała ludzi umierających z ulicy, zakładała umieralnie, aby  mogli godnie umrzeć, przyjmowała dzieci niechciane, porzucone i chore, i wiele jeszcze innych dzieł, przy tym posługiwała się, bardzo  ubogimi środkami. 
Czyniąc takie dzieła, przeżywała nieustanną tęsknotę za Bogiem, która była autentycznym cierpieniem. Jak niezwykłe  musiało być to spotkanie z Panem na górze Tabor, że w tak mocny sposób naznaczyło jej życie.
   Kontynuując historię ludzi niezwykłych, chciałabym dodać, że Ci którzy czynili i czynią wielkie rzeczy dla Pana, mieli lub  mają, podobny rodzaj doświadczenia, spotkania z Nim. Myślę, że każdy z nich doświadczył Boga w jakimś aspekcie, bo pewnie gdyby Go spotkali takim jakim JEST, umarliby, z nadmiaru Miłości, Piękna, Majestatu i Wielkości Boga, to musiało być  coś wyjątkowego, jak bardzo, musieliby oni sami, zechcieć nam opowiedzieć.
     O czym ja piszę? Czy może kogoś zainteresować opisywanie spotkania z Bogiem i to nie swojego ale innych? Hmm. Spróbuję,w końcu nie o liczby chodzi....
   Co to znaczy doświadczyć Boga? Spotkać Go? Kiedy to może  się stać i  czy jest to zarezerwowane tylko dla niektórych np. świętych?
  Jestem przekonana, że nasz Pan,

piątek, 10 marca 2017

Przebaczyć jak to łatwo powiedzieć

      Przebaczyć wrogom. Kochać nieprzyjaciół Twoich przyjaciół. Poruszyły mnie te słowa  bardzoponieważ świadczą one o wielkości tego, kto to powiedział, bo nie jest to zwykły frazes ale przekonanie wypływające z życia. Przebaczenie. Jeszcze do niedawna myślałam, że potrafię przebaczać, i że nie jestem osobą zawziętą.
  Ach, te złudzenia i podtrzymywanie o sobie dobrego mniemania. Człowiek ma jednak wielką zdolność do okłamywania samego siebie. Otóż, bardzo trudno mi przebaczać i ze wstydem przyznaję, że mam momenty w swoim życiu, gdzie nie chciałam przebaczać i wiem coś na temat. Możemy przebaczać  na dwa sposoby, pierwszy: przebaczenie pragnieniem i intelektem:
  Mamy pragnienie przebaczenia, rozumiemy, że jest to ważne i konieczne, i czynimy to aktem woli. I to jest dobre, a drugi sposób to: przebaczenie sercem. Ten drugi rodzaj przebaczenia powoduje, że stajemy się wolni i gotowi do obdarowywania na nowo miłością.
   Trud  przebaczenia polega na otwarciu serca, dla tego kto nas skrzywdził. Przebaczyć rodzinie, przyjaciołom, koleżankom, kolegom, samemu sobie, jakoś nam to idzie, lepiej lub gorzej, wolniej lub szybciej i oby szło. Ale przebaczyć wrogom naszych przyjaciół, tych których kochamy?Czy nie za duży to radykalizm? Wrogowie naszych przyjaciół, są naszymi wrogami i przebaczenie wcale  nie jest proste.
   Czasami, czara goryczy się przelewa, a czasami krzywda jest tak wielka, że nie chcemy przebaczyć, bo wydaje się nam, że tak jest sprawiedliwie ale tak naprawdę, wtedy stajemy się ludźmi zgorzkniałymi i nienawidzącymi siebie i cały świat. Brak przebaczenia zabija nas, a nie krzywdziciela. Oddala nas od innych, bo trwamy w uporze serca, przekonani o własnych racjach. W końcu, a może na początku, nie możemy dać Bogu przystępu do naszego życia, bo w naszym sercu jest nienawiść.
    Chrześcijaństwo jest religią radykalną, jednym z przejawów jego radykalizmu, jest miłość nieprzyjaciół, do tych, od których doznaliśmy krzywdy i upokorzenia, to trudna miłość i łatwo  się nie przebacza ale wartość życia wiarą w Jezusa Chrystusa, polega  na tym, że podejmujemy to co jest trudne, a czasami nawet niemożliwe.
Abyśmy  więc mogli  kochać nieprzyjaciół, potrzebujemy im przebaczyć, może czasami codziennie na nowo, może najpierw wolą. Dar przebaczenia jest dany przez Pana każdemu, czy zechcemy go przyjąć? Z drugiej strony, czy Pan Jezus, nie pokazał nam, jak bardzo cenny jest w Jego oczach każdy człowiek, kiedy umierał za nas na krzyżu, czy Jego Miłość, nie przekonuje nas o słuszności i potrzebie przebaczenia?
   Panie, uczyń moje serce gotowym  do przebaczenia, moim nieprzyjaciołom i naucz mnie kochać nieprzyjaciół moich  przyjaciół.    

środa, 8 marca 2017

Kobieta dzisiaj


   Mam nieodparte wrażenie, że żyję w momencie kiedy dokonują się zmiany kulturowe i cywilizacyjne. Jedną z tych zmian jaka zachodzi na moich oczach, jest rola kobiety w społeczeństwie. Stosunkowo niedawno kobieta była postrzegana jako: żona, matka i przy okazji realizująca się zawodowo piękna zadbana kobieta. Dzisiaj słyszę pytanie: Kto to jest kobieta idealna? I odpowiedź: to kobieta inteligentna, wykształcona, mądra... I jeszcze jedna wypowiedź: Najpiękniejszą rolą w moim życiu, jest rola mamy.Lub hasło: Jestem katoliczką i kocham modę. Czy nie zabawne?  Sugerujące, że katoliczki nie kochają mody...
  Zastanawiam się dlaczego tak bardzo próbujemy na nowo siebie określić? Co takiego  wyjątkowego możemy wnieść do społeczeństwa?
  W moim odczuciu poszukujemy, w jaki sposób  być obecną w społeczeństwie i nie upodabniać się do mężczyzn i ich sposobu działania nastawionego na walkę i rywalizację. Wyjątkowość  świata kobiecego będzie polegała na otwarciu na relacje, na budowaniu więzi, dostrzeganiu człowieka w sprawach wielkich i małych. 
  Myślę, że  próbujemy się na nowo określić, bo widzimy wiele nowych perspektyw dla siebie, że dom nie musi być jedynym miejscem kobiety, gdzie może ona się spełniać. Być kobietą nowoczesną z zachowaniem wartości tradycyjnych takich jak: wiara, rodzina, dom, praca. Czy to jest możliwe? Jeśli tak, jak to robić? Jak w nowy sposób odczytać siebie  w oczach Boga ? W natłoku  tak wielu informacji o kobietach, które znajduję w internecie, szczególnie dzisiaj, w taki sposób odczytuję  poszukiwania kobiet wierzących, poszukujących i pragnących pełniejszego życia. Kobiety chcą być słyszane, chcą mieć coś do powiedzenia, chcą być szanowane w tym co mówią i w tym kim są.
 Podobnie rzecz ma się z mężczyznami, ponieważ  mężczyźni i kobiety mają te same potrzeby. Myślę, że budowanie  świata, w szacunku do drugiej płci, jej odmienności i piękna, świadomości, że wzajemnie siebie potrzebujemy, może  przynieść nam nowych ludzi, którzy przyniosą ziemi pokój.

piątek, 3 marca 2017

Spotkanie w sztuce

    Niedawno odkryłam, że sztuka może być miejscem spotkania z Bogiem.
 Właśnie poprzez pewien obraz spotkałam Serce Jezusa. 
 Kilkanaście lat temu, ktoś napisał do mnie kartkę, na której odwrocie znajdował się  obraz brata  Mario Venzo włoskiego jezuity, który żył w XX w  (patrz obok). Zachwycił mnie ten wizerunek i towarzyszył mi, zawsze ilekroć myślałam o Bożym Sercu. Czasami nie wiesz dlaczego, zachwyca Cię ten dobór kolorów, wyraz twarzy, cierpiący ale nie dramatyczny i to gorejące (palące się) Serce,  gdzie nie masz wątpliwości, że to Miłość wylewa się, aby dać siebie innym. Z całej tej dramaturgi, którą  odczytuję w tym obrazie, płynie wielki pokój.
  W moim odczuciu Serce Jezusa, jest pewnego rodzaju personifikacją Nieogarnionego Boga, przybliża nam jakąś część tej Niewyczerpanej Tajemnicy, wydaje mi się, że możemy odnaleźć tu  dwie rzeczywistości, Nieskończoną Miłość Boga i Tajemnicę Odkupienia. A może to jest jedno i to samo? Nie jest to infantylna Miłość w stylu, Bóg Cię kocha, będzie dobrze ale to Miłość, okupiona cierpieniem. Miłość, która współuczestniczy w naszych cierpieniach, jest obecna w naszych radościach, bólach i nadziejach. Bóg bliski, a jak bardzo Inny. Kochający w ludzki sposób, a jednak tak bardzo różny od naszej ludzkiej małej interesownej miłości. Czasami chcemy go dopasować do naszych standardów myślenia, rozumienia postrzegania ale On mówi, nie jestem tym, co o mnie myślisz, jestem więcej, nieskończenie więcej.... Kiedy pozwolisz się przekonać o mojej Miłości? Czy trzeba nam coś więcej na Wielki Post?
  Dać się przekonać Bogu, o Jego Miłości, uwierzyć, że wszytko cokolwiek nam da,  pochodzi z jego ręki.
 Serce Jezusa, źródło życia i świętości...Serce Jezusa, gorejące ognisko miłości....Powtarzam zachwycające słowa Litanii.
  I na koniec modlitwa szkół urszulańskich: Zbawicielu nasz, bądź zawsze naszym Królem, mamy w Tobie pełną i niepodzielną nadzieję. Niech Duch Twój, przenika nasze myśli, pragnienia, słowa i czyny. Błogosław nasze zamiary, bierz udział w naszych radościach, cierpieniach i pragnieniach. Daj nam poznać Cię coraz więcej, miłować i służyć Ci nieustannie. Niech na całej ziemi będzie czczone, kochane, chwalone,  zawsze i wszędzie  triumfujące Serce Jezusa.Amen

piątek, 24 lutego 2017

Milczenie heroizmu

     Wśród wielu wartości za powszechnie uważane jako wyjątkowe, wyróżnić należy te ponadczasowe jakimi są: bohaterstwo, honor i odwaga i jeszcze coś:
  Heroizm to zdolność do wielkich czynów dokonywanych przez bohaterów, obdarzonych wyjątkowym męstwem i odwagą. Tyle definicji z internetu. Ale o co chodzi?
  Nie wiem czy wy też  tak macie, ale ja  ciągle potrzebuję w moim świecie, ludzi odważnych, gotowych  do poświęceń, walczących w słusznej sprawie, dla których tak, znaczy tak, a nie, nie, którzy mają wizję przyszłości i nie potrzebują  wyjaśnień i usprawiedliwień, w istotnych sprawach, że  liczy się coś więcej niż  zdrowie, pieniądze i życie. Może dlatego tak kocham harcerstwo, a może dlatego zostałam zakonnicą? 
  Jedno wiem, Rodrigues z Milczenia nie jest moim bohaterem, nie uważam, że stracił wiarę by ją zyskać, ani nie myślę, że Pan Jezus go potępi. Po porostu nie został obdarzony  tym wyjątkowym męstwem i odwagą jakiej wymaga heroizm.
   Pytałam siebie dlaczego tak irytował mnie Rodrigues ze swoją niekończącą się słabością , by w końcu się poddać? 
Ponieważ słabość jest codziennym moim udziałem, a chciałabym wiedzieć, że można ją przezwyciężyć, że to nie ona rozdaje w mym życiu karty, że wierność wyborowi i miłość do Boga, może znieść więcej.
 Kocham wartości ponadczasowe, stałe,  pewne, nie podlegające zmianie. One mi dają siłę do walki, do podejmowania codziennego trudu zmagań z własną słabością i przeciętnością, do wychodzenia  ze swojego wygodnictwa, egoizmu, do współczucia i współodczuwania. 
 Podziwiam tych, co określają swój system wartości jako: honor, odwaga i męstwo i czynią go kodeksem swojego życia codziennego, w rodzinie, w pracy, w zakonie....Ile tam mamy okazji do heroiczności.
  I kiedy czasem mam wątpliwości, co do młodego pokolenia, to myślę o tych, którzy są zapatrzeni  w Żołnierzy Wyklętych,( to nie tylko Narodowcy), a którzy są wzorem tych cnót.
 Każde pokolenie potrzebuje ideałów, wzorców, że warto być niezłomnym w Sprawie, w którą się wierzy, że wierność, odwaga, honor  i męstwo, to coś szlachetnego i pięknego, dlaczego warto oddać życie. 
  Czy dzisiaj heroizm milczy? Wypatruję  z zaciekawieniem  Judymów i Siłaczek XXI w.  Czy ponadczasowe wartości są dla nich tym samym co dla pokolenia ich ojców i dziadów? Jak dzisiaj je rozumieją? Praktyczny racjonalizm, czy tragiczny heroizm? Pytanie trwa.
  

środa, 22 lutego 2017

Dorastanie do męskości

      W czasie kiedy nie byłam już młoda i piękna, zaczęłam pracować w jednym z naszych  gimnazjów, w którym klasy były różnicowane na  dziewczęta i chłopców. Jak wiadomo mężczyźni pracujący w szkole, do częstych nie należą. Chociaż tutaj było ich sporo, to dla tego rocznika zabrakło wychowawcy. Będąc babą zdecydowaną i energiczną oraz posiadającą doświadczenie, wcześniej pracowałam w liceum 10 lat! Dyrekcja uznała, że nadaję się do tej roli. I tu zaczyna się wyzwanie. Pierwszego września dwudziestu siedmiu łepków, zasiadło przede mną ,w pojedynczych ławkach.
 Przerażenie moje, nie było mniejsze niż ich, w nowej szkole. 
    Nie byłam wybitną wychowawczynią, uczyłam się na próbach i błędach jak to w życiu bywa.
 Wiek dojrzewania to trudny czas, więc na pierwszym zebraniu poprosiłam  mamy aby oddały  synów ojcom i niech oni nad nimi przejmą władzę.
  Efekt był taki, że na każdym zebraniu większość stanowili ojcowie, tak jak i to, że jeździli ze mną na wycieczki klasowe i inne wypady organizowane dla chłopców np walki na miecze na Cytadeli, nie wszyscy ale zawsze jacyś byli.
  Może ktoś uśmiechnąć się z politowaniem. 
Szybko się bowiem  zorientowałam, że chłopiec musi się dowiedzieć jak być mężczyzną od innych mężczyzn i koledzy są tutaj niezwykle ważni, a potrzeba przebywania tylko w swoim gronie jest naturalna, jednak bezcenną osobą w wieku dojrzewania jest ojciec lub inny znaczący mężczyzna, autorytet, dający synowi siłę, aby być odważnym i pewnym swojej męskości. 
 Zobaczyłam też jak niezwykle raniące dla chłopców w tym wieku jest przezwisko ,,ty pedale" lub ,,gejem jesteś"?. Ponieważ nikt z nich w tym wieku nie chce być homoseksualny (swoją drogą to myślę, że nie tylko w tym wieku). 
  Chłopcy dorastający, przeżywają wiele lęków,  rzadko też je wypowiadają lub ujawniają, dlatego trudniej sobie z nimi radzą. Może to kwestia wychowania, a może kwestia stawania się mężczyzną, poradzenia sobie z pytaniami: Kim jestem? Czy jestem wystarczająco dobry? Czy powinienem walczyć i jak? Skąd mam brać siłę by się stawać? Stąd się też biorą ryzykowne zachowania, często  wulgarne, demonstrujące siłę i odwagę.
   Dorastający mężczyzna musi walczyć i oczekiwanie od niego, że będzie grzeczny jak dziewczynka jest nieporozumieniem. Stawianie wyzwań chłopcom, dawanie zadań, szczególnie przez innych mężczyzn, jest czymś bezcennym i tym  co pomaga im wzrastać
 Jednym z takich miejsc do walki jest sport. Nigdy nie zapomnę widoku niebieskich koszulek (mieli mundurki), wybiegających na przerwę i ganiających za piłką w tłumie, w tą i z powrotem. Pytałam wtedy Co oni widzą w tej piłce? Mądrzy mężczyźni mi mówili: rywalizację i walkę.
  To co mnie też uderzyło, to fakt, że wrażliwość, często jest dla chłopców problemem. Chłopcy wrażliwi i z artystycznymi predyspozycjami, mają trudniej aby odnaleźć się w świecie męskim, dlatego klasa jednorodna była dla nich wyzwaniem. Musieli znaleźć dla siebie miejsce  i często mówili, nie wszyscy mężczyźni są wojownikami, w ten sposób szukając swoich odpowiedzi. Niektórzy z nich zaprzeczają swojej wrażliwości, myśląc, że jest to rozwiązanie.
  W tym wieku, 13-16 lat u młodego człowieka,  bardzo intensywnie kształtuje się męskość  i świat wartości, często następuje też, radykalizacja postaw i poglądów. Później już wiele się nie wydarza ale buduje się na tym, czego się doświadczyło  i co przeżyło,  w tym znaczącym okresie.
  I kończąc powoli. Czasami mówiłam dziewczynkom, kiedy miały pretensje, że chłopcy się nimi nie interesują w pierwszej gimnazjum lub są tacy dziwni, nic nie rozumieją. ,,Chłopcy muszą nauczyć się relacji z wami, oni nie wiedzą jak nawiązać z wami kontakt, chłopcy też są nieśmiali'' . Jak wielkie było ich zdziwienie. A chłopcy często mówili: Jakie te baby są głupie, czego one chcą.
 W koedukacyjnej klasie mówię: Nie róbcie za nich wszystkiego, wymagajcie od nich kultury i szacunku dla siebie, stawiajcie im wymagania, zrobią dla was wiele.Taką mam nadzieję
    Praca z chłopcami, zwiększyła mój szacunek do mężczyzn, pozwoliła docenić rolę i wagę ojca dojrzałego i mądrego, otworzyła mnie bardziej na inność tego świata i pokazała, jak trudna jest droga do tego aby stać się   mężczyzną.

sobota, 18 lutego 2017

Przyjaźń jako sztuka

     Dzisiaj będzie o relacjach kobiecych,bo małe i duże kobiety, potrzebują przyjaciółek. Mężatki, singielki i zakonnice, wydaje nam się, że przyjaciółka jest konieczna do życia i tylko ona potrafi nas zrozumieć, że będziemy jej mogły powierzyć całą złożoność swojego świata, że przyjaciółka okaże się antidotum na samotność i obcość w nim. Dość szybko kobiety zamężne, narzeczone orientują się, że chociaż kochają swoich mężczyzn, to jednak oni nie są w stanie ich zrozumieć do końca. 
   Myślę też, że potrzebujemy przyjaciółek, bo lubimy mówić, kiedy mówimy, myślimy i porządkujemy sobie rzeczywistość. Czasami mówimy: Nikt tak nie zrozumie kobiety, jak druga kobieta. Nie wiem czy zgodzicie się ze mną  Drogie Panie ale najczęściej rozmawiamy o tym co przeżywamy, ponieważ  świat uczuć, wydaje  się nam samym trudny do zrozumienia.
  Okazuje się jednak, że z przyjaźnią to wcale nie jest tak prosto i wymaga ona wiele wysiłku aby była życiodajna, mądra i wolna.
 Odważę się powiedzieć, że nasze przyjaźnie często bywają niedojrzałe, zaborcze, za bardzo zobowiązujące, jeśli jesteś moja przyjaciółką: musisz, powinnaś. Często pokładamy za bardzo ufność w przyjaźni i robimy wiele rzeczy, aby przyjaciółki nie stracić. Ktoś kiedyś powiedział mi: ,,Pamiętaj aby nazwać kogoś przyjacielem, musisz z nim wiele przeżyć: radosnych i smutnych momentów". Była to mądrość o której staram się pamiętać. Jednym z najsłabszych naszych punktów, w przyjaźni, jest dotrzymywanie tajemnicy, powierzone nam sekrety powtarzamy innym, też w sekrecie. 
Wszystkie te mankamenty, nie sprawiają jednak, że przyjaźń staje się dla nas mniej ważna.
 Chciałabym tutaj wspomnieć jedną z najpiękniejszych relacji jaka mi się przydarzyła, dzisiaj chyba mogę powiedzieć przyjacielskich, jest to relacja z Siostrą, która jest starsza ode mnie o 30 lat, a  z którą wspólnie pracowałam przez pewien okres w życiu, jej doświadczenie, spokój, akceptacja moich szaleństw i wolność w działaniu, którą mi dawała, (potrafiła mi też mówić rzeczy niemiłe ale prawdziwe), powodowały, że mogłam przy jej boku rozwijać się, dojrzewać i czuć się bezpiecznie, oraz darzyć ją szczerym uczuciem i oddaniem. Chociaż starość obnażyła wiele jej słabości, wcześniej skrzętnie ukrywanych, jest dla mnie darem, za który  zawsze pozostanę wdzięczna Bogu.
  Z wiekiem, potrzeba przyjaciółki się zmniejsza, to jednak każda przyjaźń tak jak i miłość zakłada pracę nad sobą. I tak: po wielu rozczarowaniach  przyjaciółkami, w końcu zrozumiałam, że pierwszą osobą, której powinnam ufać jest Jezus, wtedy moje relację będą zdrowsze i bardziej wolne, mniej zależne, że tak naprawdę każda przyjaźń powinna mieć odniesienie do świata wartości, do innych osób, bo wtedy ma szansę dojrzewać. Uważam, że prawdziwa przyjaźń to wielka sztuka i przydarza się niewielu, a jeśli nam się przydarza, to trzeba traktować ją z wielkim pietyzmem  jak porcelanę najszlachetniejszą, którą łatwo można stłuc.
 Kiedy patrzę na Maryję i Elżbietę myślę o i ich przyjaźni, kiedy czytam o Rut i Noemi, zachwyca mnie oddanie i miłość  Rut. 
Proszę Pana, aby dawał mi mądrość i serce, zdolne do głębokich bezinteresownych relacji, które będą innych obdarzały  życiem.

wtorek, 14 lutego 2017

Przygoda Miłości

   Wszędzie o miłości. I ja też. Stara i brzydka (jak to moja wychowanka mawiała) i  o miłości chce pisać? Zapewne wiecie Drodzy Czytelnicy, że starzy i brzydcy też kochają i są kochani, a o miłości mają wiele do powiedzenia, właśnie dlatego, że są starzy.
   Każda autentyczna miłość, to nie sprawa uczucia ale starania się, budowania czegoś pięknego, zadziwiającego i zaskakującego. Czucie, pragnienie jest siłą napędową ale ono wygasa wtedy, kiedy brakuje nam starania, podgrzewania ognia, zabiegania. Nieraz po wielu latach dopiero możemy zaprzestać starań i cieszyć się swoją obecnością, bez zbędnych słów i zabiegów, bo już tak wiele ze sobą przeżyliśmy, że potrafimy się łatwo zrozumieć i przy sobie być. Myślę, że taka  miłość się zdarza przyjaciołom i małżonkom. Jeśli zależy nam na głębokiej relacji z drugim człowiekiem, podejmujemy wysiłek pracy nad sobą, rezygnując z własnego ja, na rzecz drugiego człowieka, męża, dzieci, przyjaciela. Dobro drugiego, stawiamy ponad swoje. Bo co to za małżeństwo, jeśli dwa egoizmy ciągną każdy w swoją stronę i nikt nie chce ustąpić, bo każdy ma prawo?
 Podobnie sytuacja ma się z Bogiem. 
 To, że Bóg nas kocha, to zakrawa na slogan czysty, chociaż to prawda najgłębsza.
 Ale co  znaczy kochać Boga, mieć z Nim żywą relację?
  Boga kochamy ludzkimi uczuciami  i na sposób ludzki. Wydaje mi się, że dobrze jest czuć się najpierw  kochanym po ludzku i po ludzku kochać, aby serce swoje otwierać w pełnym zaufaniu, na tę całkowicie Inną Miłość.
  Mając przeczucie Inności Wszechogarniającej, większej niż wszytko co możemy sobie wyobrazić, pragniemy poznać tę Miłość. Kim Ona jest? Czytamy Słowo Boże, uczestniczymy w Mszy świętej, spędzamy godziny na modlitwie osobistej, prosząc aby Pan pozwolił nam siebie poznać, pokochać i pójść w Jego ślady. Podobnie jak w miłości ludzkiej wyzwalamy swe serce z egoizmu, z tego co nas zatrzymuje i koncentruje na sobie, zwracamy stale oczy ku Temu, który zawsze jest Pierwszy i pozbawiony najmniejszego egoizmu, to On, nas zawsze zaskakuje, wyprzedza, objawia swoje Piękno i  nie zraża się naszymi grzechami, zranieniami, wadami, uwarunkowaniami  temperamentu, zawsze ten sam, czekający z niezmienną, stałą, pewną Miłością. Nasze życie jest odpowiedzią miłości. Wszystko cokolwiek zrobimy będzie za mało wobec takiego Majestatu i Chwały. I nawet wtedy kiedy mamy  tylko przeczucie tej Miłości, wiemy, że żadna ludzka miłość nie jest w stanie nas tak bardzo nasycić jak TA JEDYNA. 
  Pan , któremu Jezus na imię, zaprasza nas do udziału w tej Miłości, nazywa nas czule, swoimi dziećmi, przyjaciółmi. Pragnie byśmy słyszeli ten głos. Mieć z Nim relację to być obecnym przy Nim, z tym co najbardziej w nas ludzkie, z tym, kim jesteśmy, przychodzić do Niego o każdej porze dnia i nocy, w swoim sercu, rozmawiać z Nim i wołać do Niego.
Wejść w przygodę Miłości z Jezusem, tu i teraz po to aby nasycić swe serce i zanieść Go innym aby wszyscy Go znali i kochali. Czy jest Coś piękniejszego?  

piątek, 10 lutego 2017

Piękno cierpienia?

   Rzadko chodzę do kina,  ostatnio z internistkami  wybrałam się na film:Ukryte Piękno Davida Frankela. Świetna obsada: Will Smith, Kate Winslet,  Keira Knightley, Helen Mirren.
   Krótko pisząc, film jest o mężczyźnie, któremu zmarła sześcioletnia córeczka na rzadką odmianę raka, ból straty sprawia, że zamyka się na rzeczywistość. Przyjaciele wynajmują aktorów  aby pomogli nawiązać z nim kontakt, ci odwołują się do śmierci, czasu  i miłości, trzech bytów, do których mężczyzna wcześniej napisał listy.W kontakcie z aktorami, którzy uosabiają poszczególne byty, wykrzykuje swój gniew, przeżywa ból, rozczarowanie i lęk. Film podejmuje problem cierpienia, jednak wychodząc z kina miałam uczucie pustki.
  I w taki sposób zainspirował mnie, aby jeszcze raz zapytać o sens cierpienia.
  Chyba nikogo z czytelników nie muszę przekonywać, że cierpienie w jakimś sensie jest udziałem wszystkich ludzi, jedni cierpią bardziej drudzy mniej. Czy w cierpieniu można zobaczyć piękno? Czy poza chrześcijaństwem, można znaleźć wystarczającą odpowiedź dlaczego cierpimy? Nigdy nie uważałam, że cierpienie jest dobre, bo nie jest. Nigdy nie mam odwagi ludziom powiedzieć, że Pan Jezus chce żebyśmy cierpieli chorując na raka, tracąc dziecko, współmałżonka, znosząc niesprawiedliwe oskarżenia i posądzenia lub że jest wolą Bożą, że nie możecie począć  dziecka czy, że macie dziecko niepełnosprawne, po prostu nie wierzę, że Bóg może być okrutny. Nigdy nie mam właściwych słów uzasadnienia dla cierpienia, ani wobec siebie, a tym bardziej wobec innych osób. 
   
Milczenie, wydaj mi się jedynym słusznym rozwiązaniem, bycie przy kimś, nic nie mówiąc i kochając, jest jedną z najtrudniejszych umiejętności.
Wszystko wydaje  się tanim gadaniem, które niczego nie wyjaśnia i nie załatwia. Być przy cierpieniu, którego nie rozumiesz, żyć z cierpieniem, czasami, to ogromna próba wiary. Kiedyś miałam taki moment, że pytałam Pana dlaczego wybrał tak okrutny sposób Zbawienia człowieka jak śmierć na krzyżu? Dzisiaj rozumiem, że dlatego, aby nadać sens ludzkiemu cierpieniu. Nie w tanich słowach ale w męce i śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, znajdujemy ukojenie, pociechę i odpoczynek.
   
     Kiedy próbuję na nowo zastanawiać się nad  tą tajemnicą, przychodzi mi na myśl historia  10 letniego  chłopca, cierpiącego na guza mózgu, którego rodzice przygotowywali na moment śmierci, czytając mu Opowieści z Narnii. Jego mama opowiadała mi, że kiedy chłopiec bardzo cierpiał, ona do niego mówiła ,, Ja nie wiem dlaczego  tak musisz cierpieć" na to on jej mówił:,,,Ja wiem, aby inni mogli pójść do nieba'' .Chrześcijanie nie cierpią bez sensu ale mamy udział w zbawianiu siebie i świata. Pan Jezus przyjął cierpienie dlaczego my nie możemy? Pisać jest łatwiej niż realizować w życiu. Ukryte piękno cierpienia?  Może siła cierpienia? Albo nadać sens cierpieniu? Przyzwyczailiśmy się do widoku krzyża w naszej przestrzeni, nie robi na nas wrażenia,ale odpowiedź jest w Nim.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Być kobietą mężną

     Judytą zainteresowałam się kiedy zobaczyłam obraz  Caravaggia z kobietą o delikatnych rysach    głowę Holofernesowi. Tryskająca  krew i twarz pełna przerażenia ofiary, sprawiały, że pierwsza ścinającą, moja reakcja była  typu:  Co za okropieństwo , było to tak  silne uczucie, że wracałam do tego obrazu, patrząc na tę piękną kobietę, z myślą, że muszę dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
Tak zaczęłam czytać Księgę  Judyty  Starego Testamentu. Kog tam znalazłam?
   Judyta jest piękną,  pobożną,  młodą,  bogatą  wdową, którą poznajemy w momencie oblężenia miasta Izraelskiego-Betulii  przez Holofernesa, dowódcę wojsk króla Nabuchodonozora. Izraelici upadają na duchu, gdyż zostali otoczeni bez możliwości ucieczki i dostępu do wody,  której zgromadzone zapasy były na wyczerpaniu. Chcą się poddać Asyryjczykom, aby ocalić swoje życie. Tracą wiarę, że Bóg przyjdzie im z pomocą i poczucie godności. Kiedy decyzja o uznaniu klęski zostaje podjęta, przychodzi  Judyta, która budzi wiarę w mieszkańcach Betulii, zachęca do zaufania i wierności Bogu, odbudowuje poczucie godności i odpowiedzialności za naród  i ożywia pragnienie bycia ludźmi wolnymi i dumnymi, motywem przewodnim jest: wierność Bogu i Jego obietnicom. W swojej mowie daje się poznać  jako  kobieta, mądra, roztropna  i o  szlachetnym sercu, jej działalność nie kończy się  na przemowie, podejmuje decyzję, że wyjdzie z oblężonego miasta, aby zabić strasznego dowódcę  i  wykorzystuje w tym celu swoją urodę podkreślając ją strojem. Pomijając cały kontekst biblijny tego tekstu, jego znaczenie i symbolikę,  uderza mnie w tej kobiecie Starego Testamentu, siła, która  wypływa z głębokiej wiary i zaufania Bogu. Judyta zachwyca mnie też swoją  odwagą, determinacją w wierności,  jest to kobieta, która żyje w obecności Pana, zdolna do ryzyka i  całkowitego oddania życia, aby dochować wierności Bogu.
    Czasami  mówimy, Judyta wojująca, powiedziałabym, Judyta mężna, chociaż cecha męstwa jest bardziej właściwa mężczyznom, męstwo jej to: wierność, mądrość, pobożność, szlachetność serca. Judyta jest kobietą niezależną, a jej niezależność  oznacza świadome  poddanie swojego życia Panu, możemy też powiedzieć, że czemuś ważnemu, istotnemu.
    Przyglądając się postaci Judyty myślę, o ideałach kobiet, jakie często są nam proponowane,  ograniczę się do dwóch, które mnie uwierają, jeden to Gałązka Jabłoni, jak pisał Edward Stachura – kobieta delikatna, krucha, zwiewna,  pobożna i  o szlachetnym sercu,  potrzebująca troski mężczyzny, wydaje się , że za takimi kobietami mężczyźni muszą tęsknić  i ich poszukiwać  i drugi typ kobiety to   silna, niezależna,  zdeterminowana w miłości, wierności  i dążeniu do ideałów, niekoniecznie zależna od mężczyzny.  W moim odczuciu Judyta  łączy te dwa typy .
Myślę, że w obrazie tej mężnej kobiety, mogą odnaleźć się te wszystkie panie, które zdecydowały się na ważne zadania w swoim życiu np.  wielodzietność,  wychowanie dziecka niepełnosprawnego lub te, które usilnie błagają  Boga o życie swojego dziecka chorego na raka i które toczą bitwy na rożnych polach swojego życia, a ich mieczem jest wiara i ufność.
   Judyta pokazuje jak walczyć o pierwszeństwo  Boga, ideałów, wartości, o to co jest dobre i piękne w  życiu, musiała być  dumną kobietą, gotową do najwyższych poświęceń.
 Przyglądam się tej młodej wdowie i przychodzą mi na myśl słowa z jej modlitwy.
  Uderzcie w bębny na część mojego Boga ,zagrajcie na cymbałach Panu, zanućcie mu psalm i pieśń uwielbienia, wysławiajcie i wywyższajcie Jego imię  Jdt 16,1



środa, 1 lutego 2017

Oddać życie Bogu

   
   Czasami oglądam w internecie Siostry tańczące, śpiewające, grające, elokwentne i wykształcone, zazwyczaj są to młode i piękne kobiety, myślę wtedy, że chcemy pokazać nasze życie, jako atrakcyjne, jakbyśmy chcieli udowodnić światu, że nie tylko  jesteśmy normalne ale też piękne i utalentowane, że niczym się nie różnimy od kobiet pozostających w świecie, po części to prawda. Siostry mojego pokolenia, z kolei, ukazywane są jako działaczki na rzecz potrzebujących, budujące domy, wychowawczynie, wykładowczynie lub feministki walczące o prawa kobiet i zakonnic, te ostatnie  bardziej  spoza Polski. Jednym słowem czyniące wielkie rzeczy dla Pana. Zmieniają się czasy i ludzie oraz środki wyrazu.
 Jednak pod pewnymi względami człowiek się nie zmienia np. w pragnieniu i poszukiwaniu miłości, sensu, w tęsknocie za Bogiem.
 Czy dla młodych kobiet życie zakonne może być dzisiaj  atrakcyjne bez nadmiernego upiększania? Przecież na co dzień nie tańczymy, nie gramy na instrumentach, nie prowadzimy dyskusji, no może śpiewamy np modlitwy brewiarzowe  i na Mszy świętej. Za to, codziennie się  modlimy  i pracujemy w powierzonych nam zadaniach i w prostych domowych zajęciach. Stykamy się z różnorodnością i innością naszych sióstr i doświadczamy naszych słabości charakteru i temperamentu. Aniołami nie jesteśmy. Świadomie chcemy przeżywać nasze życie tylko dla Niego, we wszystkim co robimy, Jemu chcemy robić miejsce, Jemu pozwalać coraz bardziej naszym życiem kierować i w nim działać. Życie zakonne to oddanie Bogu swojego życia na całkowitą wyłączność, poprzez śluby: czystości ubóstwa i posłuszeństwa w Miłości.
  Do tej Miłości jedynej, wybranej, całkowitej dorastamy latami, nieraz w pocie czoła, zmagając się z wątpliwościami, pytaniami, cierpieniami i wszystkim co ludzkie.
  To życie jest tak bardzo niezrozumiałe dla kogoś kto patrzy z boku, że aż wydaje się dziwaczne, nienaturalne i w pewnym sensie jest  wbrew naturze, dlatego tak łatwo się je ośmiesza i piętnuje. 
   Czasami zadaję sobie pytanie kontrolne (jak mawia moja młodsza współsiostra ), czym moje życie różni się od życia ludzi w świecie? Myślę, że właśnie tym całkowitym bezpośrednim oddaniem Panu w Miłości. I tu jest czas na wymianę zdań, bo przecież można być we Wspólnocie, można prowadzić życie nie mniej religijne i pobożne. Upierałabym się, twierdząc, że życie zakonne jest pewną formą radykalizmu, problem tylko w tym jak my tę pierwotną hojność serca zagospodarowujemy dalej.... Pamiętam lekcję języka polskiego z liceum, kiedy dyskutowaliśmy, czy Judym dobrze zrobił rezygnując z miłości Joasi, na rzecz pracy dla potrzebujących, czy nie zrobiliby więcej razem? Jako jedyna uważałam, że dobrze, bo misja, którą chciał podjąć wymagała czegoś całkowitego. Trochę tak jest z powołaniem, oddaniem swojego życia Bogu. Kiedy byłam młoda wydawało mi się, że robię coś wielkiego decydując się na takie życie, dzisiaj tak nie uważam, myślę, że sekret oddania życia Bogu, polega na zwyczajności i prostocie, w tym co jest, co przychodzi, na wierności i hojności serca. Na pewno wymaga ono pewnej odwagi, podjęcia  decyzji i ośmielam się twierdzić, że dzisiaj decyzja nie jest prosta, bo odwaga musi być większa.
 Innym pytaniem pozostaje, czy taka forma życia zakonnego jaką znamy dzisiaj, znajdzie zrozumienie wśród młodych kobiet?  Co stare zakony powinny zmienić, aby nie zatracić tego co istotne, otwierając się na nowe pokolenia, aby rozpalać na nowo zapał i pragnienie autentycznego, radykalnego życia dla Pana?   

sobota, 28 stycznia 2017

Towarzyszyć w dorastaniu


    W życiu internackim czasami bywają wydarzenia,  do nich należy między innymi, dyskoteka szkolna, podekscytowanie słychać było  na korytarzu,  zaraz po skończonych lekcjach, obowiązkowo koleżanki  z klasy musiały przyjść do internatu aby paznokcie pomóc pomalować i zrobić makijaż.
  Przezabawny to widok kiedy siedem  dziewczynek  13 letnich siedzi wokół dwóch koleżanek, zajętych malowaniem paznokci hybrydowych, które i tak odpadną po dyskotece. To jednak jest dopiero początek, bo  malowanie twarzy, to następna czynność pochłaniająca zastęp  i nie pomaga tłumaczenie, że są tak piękne w tym wieku,  że makijaż nie jest im  potrzebny. Ostatnim elementem  pozostaje  strój.   
­  Muszę przyznać, że  jednym  z ulubionych przez mnie  momentów życia internackiego jest widok pięknych, eleganckich dorastających dziewczynek, uśmiechających się uroczyście, coraz bardziej świadomych swojej kobiecości i własnego uroku. Chociaż codzienność  bywa różna, jak to w życiu bywa, to takie momenty uświadamiają  mi, jak ważne są to osóbki w moim życiu i ile niepokoju i troski przeżywam związanych z ich dorastaniem i pobytem w internacie. Może najlepsze przed nimi i  wiele spraw pięknych i mniej pięknych  się może wydarzyć. Ale dzisiaj,  moją radością, jest widzieć młodych ludzi,  jak dorastają, jak zadają  pytania coraz mądrzejsze i  głębsze, jak poszukują, jak się zmagają ze sobą i jak szybko się przepoczwarzają w przeciągu tych trzech lat z dziewczynek, w piękne kobiety i mężczyzn podejmujących wyzwanie własnego rozwoju, bo jestem też wychowawcą klasy w szkole.
  Ten czas gimnazjalny, jest niezwykle bogaty w emocje, które zmieniają się w najmniej spodziewanym momencie, wydarzenia, które przeżywa się tak intensywnie, że zostają w pamięci na całe życie.  W tym wieku, człowiek  jest niezwykle chłonny, podatny na wpływy, te pozytywne i negatywne.  Czasami kiedy rozmawiam o wychowaniu, w gimnazjum i  liceum, stwierdzam, że w liceum pracujemy na tym, co zostało wypracowane w gimnazjum, w sensie osobowym. Oddziaływanie wychowawcze w liceum jest znikome, jeśli wcześniej  nie zostało zasiane.
  Bunty, eksperymenty z  ryzykownymi  zachowaniami, arogancja, wyrażanie własnego zdania w nie zawsze właściwy sposób, czasami agresja, apatia lub depresja. To codzienność rozwojowa, bardzo niebezpieczna dla samego zainteresowanego, dlatego zadaniem dorosłych jest chronić  ich przed nimi samymi, często powtarzam rodzicom: Nie traćcie Państwo kontaktu z dziećmi, miejcie dla nich czas, rozmawiajcie z nimi na ważne tematy, chociaż oni sprawiają  wrażenie,  że was nie potrzebują, bo to nieprawda. W  moim odczuciu bycie przy nastolatku – gimbusie,  wymaga  jasnego stawiania granic  i konkretnych wymagań, kochania  mimo wszystko, no i niezwykłych pokładów cierpliwości, ze strony rodziców, wychowawców i nauczycieli. I chociaż pewne zachowania są wspólne dla dziewczynek i chłopców, to inaczej oni ten czas przeżywają i   w innych obszarach. Miałam   szczęście to obserwować,  ponieważ byłam wychowawcą klasy męskiej, potem żeńskiej, a obecnie jestem koedukacyjnej. Przyglądanie się tym różnicom wiele wniosło do mojego świata pedagogicznego i wiele mnie nauczyło. Ale to już zostawię na inne rozważanie.